Projekcja na Ścianie Wschodniej

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Projekcja na Ścianie Wschodniej

Postautor: major sedes » śr 13 sie 2014, 21:34

Nie wiem czy w tym szaleństwie jest metoda. Z góry dziękuje za weryfikację i pozdrawiam czytaczy :)
............................................................................................................................


"Projekcja na Ścianie Wschodniej"

Najpierw do przodu, szerokim łukiem po wydeptanej ścieżce, pod daszek małego kiosku. Tam na pewno ktoś jest! – pomyślał X.

Czasem się zdarza, że stoją tam już inni, równie dobrze pokręceni, popijając „nektar zawiłości i rozprostowań”. Pomioty pewnego ułomnego systemu, którym brak piątej klepki, zasadniczego elementu, ale mówiąc ściślej, brak jest tej części całemu systemowi. Potem, po krótkim zawrocie głowy, kilku, co bardziej ciekawszych i wyklarowanych przez nektar osobników wychyla głowy za winkiel kiosku, a resztka odwagi i chęć odgadnięcia, czego brak, popycha ich wewnętrznie do dalszej marszruty.

Dalej jest już stosunkowo prosto, jeśli tak można powiedzieć. Wzdłuż łukowatego żywopłotu, potem całkiem spiralnie przy jednej z niewielu prostych ścian aż do zakręconego mostu wspierającego się na jednym pylonie, mijając „pomnik koślawej doskonałości”. Nie ma co marzyć, a raczej nie ma czym marzyć o powrocie do miejsca z którego się ruszyło. System pracował beznamiętną strukturą, a jego pomioty żyły w ciągłym ruchu, tak się przynajmniej wydawało. Może przyczyną była wadliwa konstrukcja mózgów lub programu zawiadującego wszystkim. Rzadki obłęd wpisany był w konstytucję, nie istniał osobnik bez defektu.
Wnętrza gdzie zatrzymywali się na sen spragnieni prawdy też nie cechowała żadna symetria czy ład. Chodzono wzdłuż, w poprzek, przez, nad, a spano po prostu na czymś. Labirynt bez wejścia i wyjścia. Dzieci kulawego systemu prześcigały się w wymyślaniu zabaw wykorzystując zastane środowisko. Ławeczki, gzymsy, szczeble i ścianki służyły im do gimnastyki i popisów. Krótkie i dłuższe ścieżki, rozbiegi i zeskoki podtrzymywały ich rosnące ciała w kondycji. Nie było drzwi, przestrzeń nie dzieliła się na zewnątrz i wewnątrz. Był to świat wytworzony przez kogoś, kto sam nie zdając sobie sprawy z własnej ułomności skazał tysiące istot na życie w błędzie.
Orientacja nie była znanym pojęciem. Wszyscy czuli się tak, jakby nie potrzebowali modyfikacji. Z tego względu ten ich świat nie trwałby długo, osobnicy wyginęłyby z racji nieumiejętności i totalnego bezsensu, gdyby nie przełomowe zrządzenie losu.
Raz na jakiś czas zdarzały się przypadki, gdy pewne osobniki poznawały się wzajemnie spotykając się w otoczeniu, które w ich ułomnych umysłach wydawały się skądś znajome. Jakaś idea świtała w głowach, lecz szybko pierzchła. Dwóch takich, sobie przeznaczonych, mijało się nieopodal krzywej, ślimaczej wieży.

- Ja już ciebie gdzieś widziałem – powiedział X.
- Nie sądzę – odparł Y.
- Ależ tak, na pewno, pod daszkiem małego kiosku – powiedział X. Był to osobnik mówiąc relatywnie ponadprzeciętnie bystry. Nosił czapkę na bakier, okulary i torbę przerzuconą przez prawe ramię. Jego spostrzegawczość nadawała jego życiu sens większy niż mieli inni.
- No, być może i co z tego? – zdziwił się Y na sytuację która w jego oczach, a miał zeza i równie zezowate szczęście, nie budziła nic nadzwyczajnego.
- Przedstawię się – powiedział odważnie X – nazywam się Eustachy Lewoskrętny i jestem poszukiwaczem prawdy.
- Mnie na imię Zenobiusz Ciutnaprawo, miło mi – odpowiedział Zenobiusz równie uprzejmie i odważnie – i wobec tego jestem poszukiwaczem poszukiwacza.

Obaj poszukiwacze kontynuowali rozmowę a czas uciekał. Eustachy wyjął z torby książkę, poprawił okulary i pokazał Zenobiuszowi. Opowiadał, że znalazł ją w pewnej piwnicy, ale nie pamiętał, kiedy to było. Wiedział jedynie, że ta książka ma wielkie znaczenie. Zenobiusz słuchał z zainteresowaniem o tym, że według zapisanego w książce proroctwa wkrótce wszyscy błąkający się po ulicach osobnicy z oczami wgapionymi w chodniki zostaną skierowani przez system, aby ujrzeć prawdę. Miało to być wielkie odnalezienie. Uzdrowienie świata w wyniku zrozumienia i upowszechnienia prawdy. Tym czymś według słów w księdze będzie odnalezienie i stawienie się wszystkich w jednym czasie przed Ścianą Wschodnią, na której odbędzie się Projekcja.
Zenobiusz obrócił się trzy razy przez lewe ramie, chwycił za nos i powiedział do Eustachego, żeby złapali się za ręce i chodzili wszędzie razem to się nie zgubią. Więc trzymali się, choć głowy mieli wykręcone w przeciwne strony. Obojgu brakowało do pełni elementu, który posiadał towarzysz, Eustachemu - prawości a Zenobiuszowi – lewej strony, niemniej razem posiedli namiastkę centrum.

W przewidzianym przez przepowiednię czasie, wszechmocna, niewidzialna wola systemu skierowała drogi wszystkich osobników na właściwe ścieżki, dzięki którym dotarli pod Ścianę Wschodnią. Szli jak mrówki wracające do mrowiska. Obezwładnieni siłą wyższą stali nieruchomo patrząc na Projekcję. A ich oczy zajaśniały, a blask z ekranu oświetlił twarze. Zaciśnięte usta rozchylały się szeroko. Ściągali czapki i kapelusze, poluzowali krawaty i oniemiali zdejmowali chusty. Podnieśli czoła i popłynęły łzy olśnienia, a ręce składały się w amen. I nagle wszystko zmieściło się w głowach. Rozglądali się wokoło widząc siebie nawzajem po raz pierwszy i zrozumieli, że ziemia ma tylko jeden księżyc. A pęd poszukiwania ustał i zobaczyli, że ich świat podobny jest do stojącej, bezbrzeżnej wody.

Eustachy Lewoskrętny podszedł do ekranu na ścianie, uniósł książkę ponad swoją głowę i zwrócił się do tłumu głośno wołając. Krzyczał, że ta Projekcja opisana jest w księdze i jemu jedynemu ze wszystkich przypadł zaszczyt nie być zdziwionym ani zaskoczonym. Z zimnym sercem oglądał widowisko i czuł, że jest przeznaczony do wyższych celów. Na znak swojej gotowości do przyjęcia tak szczytnego statusu położył księgę na ziemi i stanął na niej. Stał się wywyższony przez jej mądrość i wzniósł się ponad głowy wszystkich zebranych. A z tłumu dochodziły pytania, a on miał swoje głośne zdanie na każdy temat. I gromy rzucał i wskazywał palcem na wszystko prócz swojego serca.
Wszyscy zapragnęli utożsamiać się z kimś chodzącym ponad ziemią, tylko Zenobiusz nie mógł przełknąć tej maskarady, znał Eustachego. Odwrócił się za siebie i widział tylko horyzont. Pokazał plecy Nowej Prawdzie i poczuł, że jednak nie wierzy. Wiedział, że nie może dołączyć do powszechnego entuzjazmu i zarazem bał się go opuścić. Stał pod Ścianą Wschodnią i łzy zaczęły napływać mu do oczu. Zdał sobie sprawę, że świat sprzed rewolucyjnej Projekcji był nicością, a po niej jest duchową obfitością, z którą jednak nie ma związku. Rozdarty wewnętrznie zaczął powoli, a następnie coraz szybciej oddalać się od całego zgromadzenia. Wkrótce zniknął w zaułkach domów i ulic. Przepadł, podczas gdy gawiedź wołała do Eustachego: Jeszcze! Jeszcze! Więcej! Chcemy wiedzieć więcej...
Ostatnio zmieniony czw 14 sie 2014, 22:16 przez major sedes, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1380
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » czw 14 sie 2014, 22:15

Dobry, ambitny, bardzo ciekawy i nietradycyjnie potraktowany tekst, który może być odczytany na wiele sposobów i różnie interpretowany, co stanowi jego dodatkowa zaletę. Każda próba znalezienia nieco innych środków wyrazu, jest – moim zdaniem – z założenia godna uwagi. Odbiegający od utartych ścieżek opis, oddziałuje na wyobraźnię i zmusza do myślenia, w tym wypadku nawet do tworzenia różnych dróg jego zrozumienia. Sugerowałbym rozwijać tę formę wyrazu, bo może ona doprowadzić do czegoś odkrywczego i naprawdę wartościowego.
Początek wydaje mi się nieco słabszy od zakończenia; tak jakby w trakcie pisania, tworzenia, autor nabierał pewności, a w trakcie tego procesu, tekst krzepnąc w swojej nietypowej formie, podpowiadał mu jak kreować go dalej, coraz lepiej i bardziej wyraziście. I może nastąpi ciąg dalszy.

Pomioty pewnego ułomnego systemu, którym brak piątej klepki, zasadniczego elementu, ale mówiąc ściślej, brak jest tej części całemu systemowi.

Koniec zdania bym uprościł, gdyż trochę jest niejasny. Zbyt dużo określeń dotyczących tego samego: piąta klepka – zasadniczy element – ta część.
...ale mówiąc ściślej, brak jej całemu systemowi.

co bardziej ciekawszych i wyklarowanych przez nektar osobników wychyla głowy za winkiel kiosku, a resztka odwagi i chęć odgadnięcia,

Chyba byłoby zgrabniej: „zza winkla kiosku,”.

Wzdłuż łukowatego żywopłotu, potem całkiem spiralnie przy jednej z niewielu prostych ścian aż do zakręconego mostu wspierającego się na jednym pylonie, mijając „pomnik koślawej doskonałości”.

Z tym zdaniem jest coś nie tak. Przecinek przed „aż” by się przydał, ale głównie to nie bardzo wiadomo o co chodzi z tym „całkiem spiralnie” – jakoś to nie siedzi w całości, może brakuje tu czasownika.

Wnętrza gdzie zatrzymywali się na sen spragnieni prawdy też nie cechowała żadna symetria czy ład.

Przecinek po „prawdy”.

Raz na jakiś czas zdarzały się przypadki, gdy pewne osobniki poznawały się wzajemnie spotykając się w otoczeniu, które w ich ułomnych umysłach wydawały się skądś znajome.

Cztery „się” w jednym zdaniu – przesada.

Był to osobnik mówiąc relatywnie ponadprzeciętnie bystry.

Był to osobnik, mówiąc relatywnie, ponadprzeciętnie bystry.

zdziwił się Y na sytuację która w jego oczach,

Przecinek przed „która”. Ale zdziwić się „na sytuację” - nie jest poprawne.

Obaj poszukiwacze kontynuowali rozmowę a czas uciekał.

Przecinek przed „a” by się przydał.

wszyscy błąkający się po ulicach osobnicy z oczami wgapionymi w chodniki zostaną skierowani przez system,

Przecinek przed „zostaną”.

Podnieśli czoła i popłynęły łzy olśnienia, a ręce składały się w amen.

Czy „amen” jest formą składania rąk? Raczej nie. Może: „jak do modlitwy”. Pamiętajmy, że gest składania rąk, był pierwotnie poddańczym i niewolniczym gestem, mającym na celu umożliwienie związania ich przez właściciela, zwycięzcę czy oprawcę – więc wymowa ta bardzo tu pasuje.

że ich świat podobny jest do stojącej, bezbrzeżnej wody.

Woda stojąca kojarzy mi się bardziej z czymś ograniczonym, zamkniętym.

Na znak swojej gotowości do przyjęcia tak szczytnego statusu położył księgę na ziemi i stanął na niej.

Przecinek po „statusu”.



Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: major sedes » pt 31 lip 2015, 13:32

No to się popisałem :) Rzeczywiście, jak zaczynałem pisać to jeszcze nie wiedziałem co z tego będzie, pomysły przychodziły cierpliwie. Początek zatem był krokiem w nieznane. Umieściłem sporo aluzji politycznych, teologicznych i zwłaszcza odniesień do dekonstrukcjonizmu w architekturze a także zupełnie rozbiłem sobie głowe w pierwszej częsci, tej do momentu dialogu, potem była analiza co z tym zrobić dalej i wynikł rodzaj psychologii czy socjologii.
Główny motyw jest inspirowany moim własnym snem. Nie uważam jednak że odkryłem jakiś styl, co najwyżej swój własny. Mam pytanie czy te opowiadanie nie wpasowałoby się też w " Post- apokaliptyczne"?

Umieszczam tu poniżej ciąg dalszy, jeszcze ok pół strony tekstu dla ciekawych i zainteresowanych jak pociągnąłem losy bohaterów. Jeśli ktoś się uśmiechnie (rozbawi go)nad tekstem, to będzie to tak jakby uśmiechnął się nad człowiekiem który symuluje chorobę psychiczną :)

.............................................................................................................................



Zenobiusza Ciutnaprawo znaleziono w kanałach pod miastem, pijącego „nektar zawiłości i rozprostowań”. W podziemnym labiryncie żył jak z czasów sprzed Projekcji. Nektar służył mu wybornie, podsuwając coraz nowsze interpretacje przełomowego wydarzenia. Zgubił się w rozmyślaniach, a jego wywody, bez początku i końca, dotyczyły wyłącznie tego, co wszyscy zobaczyli. W malignie bełkotał o wielkiej galerze na stu wiosłujących, o dzieciątku władców świata, które na perłowo-białych, łabędzich skrzydłach wzniosło się w przestworza, uciszając sztormową burzę samym gestem rozłożenia rąk. Mówił o chórze trębaczy przystrojonych jak aniołowie i o cudownym odnalezieniu nowego lądu. Przed oczami ukazywała się mu kolorowa róża wiatrów i złoty kompas odkrywców szukający kierunku podróży.
W zatęchłych korytarzach kanałów, razem ze szczurami i robactwem, Zenobiusz odpłyną jakby na wielkiej mrocznej galerze. Nektar zawiłości kołysał go niczym sztorm na morzu. Kolorowe i burzliwe wspomnienie pełnej przepychu Projekcji nie dawało mu ukojenia. Podzielony na życie w nicości bez wejścia i wyjścia oraz na podsycanym przez nektar wspomnieniu o Prawdzie stał się jak rozłupany kamień. Przestał być.

Projekcja zjednoczyła i uskrzydliła wszystkich. Ściana Wschodnia przeistoczyła się w magiczne miejsce kultu. Zorientowani w terenie osobnicy przechadzali się nieśpiesznie przy jej grubym murze, na którym widniał pokaźny portret Eustachego, witając się przyjaźnie:
- Dzień dobry!
- Dzień dobry.

[ Dodano: Pią 31 Lip, 2015 ]
Dołączam w poście krótki fragment który jest rozwinięciem i zamknięciem tej kompozycji literackiej. Ech, utwór zaczął się od niczego i na niczym spełzł, chyba jest jak zdmuchnięta świeca, jak zamrożony owoc ,ja takie mam odczucie.

**********

Ściana Wschodnia ciągnęła się daleko i wysoko i była nożem wbitym w tort miasta, brakującą stroną tego małego świata. Bez niej podobny byłby do filiżanki bez ucha, do noża bez rękojeści. Ponieważ Ściana Wschodnia to hologram cienki jak mgiełka dawało się przeniknąć na jej drugą stronę, która była światem lustrzanego odbicia.
Rzędy wyznawców świętej księgi i świętej ściany ustawiały się przed nią z książkami przed twarzami i bujały się, niemalże uderzając o nią, podczas gdy hologram projektował Eustachego tańczącego taniec mandali. Taniec ten był wymysłem samego proroka i jednoczył w sobie wszystkie kierunki i dążenia wyrażając pełnię jego majestatu. Nikt nie umiał zatańczyć tego tańca jak on gdyż nikt nie odkrył rewersu świata, nie spojrzał na dwie strony medalu jednocześnie. Moneta losu upadała zawsze zakrywając niepoznane.

Eustachy Lewoskrętny dożył sędziwego wieku. Odejście jego oddechu wróżyło ostateczny koniec. Zabalsamowane ciało umieszczono w szklanej trumnie na szczycie Ślimaczej Wieży. Trzeciego dnia po śmierci taniec mandali na hologramie wygasł a sama Ściana stała się przezroczysta i niewidoczna. Wszelki ruch ustał. Niczym figurki na szachownicy świat zatrzymał się. Drogi na powrót prowadziły donikąd.


*****

Pozdrawiam, major sedes :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości