Poranek w Ogrodzie Angielskim[kawałek obyczajowy]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Poranek w Ogrodzie Angielskim[kawałek obyczajowy]

Postautor: Milt » pt 29 sie 2014, 18:40

Ostatnio jestem na etapie przeredagowywania większego tekstu (który i tak nie jest jeszcze ukończony). Tnę go, zmieniam sceny itd. Wyleciał m.in. zamieszczony poniżej fragment, który postanowiłam potraktować jako tekst warsztatowy i wrzucić tutaj do oceny czy w ogóle by się do czegokolwiek nadawał. W sumie, może być też potraktowany jako oddzielne opowiadanie. Enjoy!


WULGARYZMY

____Wracaliśmy z Philipem, Thomasem i jakimiś dwiema pannami z wesołego miasteczka, gdzie bawiliśmy się w najlepsze na Octoberfest. Po drodze zabłądziliśmy. Obaliłem tak z sześć kufli piwa, chłopaki może mniej, może więcej, nic więc dziwnego, że w pewnym momencie straciłem kontakt z rzeczywistością.
____Mgliście przypominam sobie, że wylądowałem gdzieś w krzakach. Wtedy urwał mi się film, a jakiekolwiek wspomnienia mam dopiero z następnego dnia.
____Obudziłem się przemarznięty i obolały. Nie pamiętam, kiedy ostatnio kości i mięśnie zawarły pakt przeciwko mnie. Przy każdym najmniejszym ruchu wszystkie zgodnie kłuły, ciągnęły, uciskały. Tego dnia po raz pierwszy zapragnąłem choćby na chwilę opuścić własne ciało. Nienawidziłem go. Nienawidziłem siebie za słabą głowę i brak umiaru w piciu. Ale najbardziej nienawidziłem kumpli, bo mnie zostawili na lodowatej ziemi w kłujących krzaczorach z potężnym kacem.
____Wygramolenie z krzaków przypłaciłem podartą kurtką i prawie zawałem. Gdy wychodząc na światło dzienne zobaczyłem Murzyna, który nagle gwałtownie przystanął i wyszczerzył do mnie zęby, omal nie wrzasnąłem, łupanie w głowie powstrzymało mnie od wydania jakiegokolwiek dźwięku. W zamian przyjąłem pozycję bojową.
____- Tranqüilamente, tranqüilamente! – Równie przestraszony wyciągnął przed siebie dłonie.
____Głos ugrzązł mi gdzieś w gardle. Zdołałem jedynie wydusić:
____- Nie zjadaj mnie…
____Chyba nie zrozumiał, bo zrobił krok do przodu. Chciałem uciec w krzaki, ale wylądowałem na dupie i jedynie zdołałem wbić się w nie plecami. Krzyknąłem, kiedy wyciągnął dłoń. Spoglądałem nieufnie to na nią to na właściciela. Czekał; szeroki uśmiech nawet na chwilę nie zniknął mu z twarzy, nawet wzbudzał zaufanie.
____Zaryzykowałem i podałem swoją. Bez problemu podciągnął mnie na nogi.
____- Sou amigo. Manuel. – Mocno ścisnął moją dłoń i potrząsnął. – E você?
____Świetnie! Nie dość, że wszystko mnie bolało, rozsadzało głowę i żołądek, to Bóg zesłał mi na pomoc faceta, z którym kompletnie nie potrafiłem się dogadać.
____ - Amigo. Manuel. – Powtórzył, uśmiechając się jeszcze szerzej.
____Powoli zacząłem łapać. Hiszpan albo Portugalczyk. Coś w tym stylu.
____- Jak... masz... na... imię? – Wydukał łamanym niemieckim.
____- A co cię to? – Popatrzyłem krzywo.
____Ścisnął mi dłoń mocniej i jeszcze mocniej potrząsnął.
____- Ja potrzebuję twoja pomoc...
____- Fajnie, bo ja też – rzuciłem od niechcenia.
____Chwiejnym krokiem ruszyłem przed siebie. Nogi miałem jak żelki Haribo – wyginały się we wszystkie strony, parę razy omal nie zaliczyłem gleby. Na szczęście, Manuel asekurował mnie z boku i chwytał przy każdym potknięciu. Nie mogłem tak iść! Zrozpaczony runąłem na kolana i doczołgałem do najbliższej ławki. Rozejrzałem się po parku. Gdzie, do cholery, byli ludzie?! Zerknąłem na zegarek. Zajebiście! Dochodziła siódma.
____Zastanawiało mnie ilu się ich tu kręciło w nocy. Dziw, że przeżyłem – nikt mnie nie zbił, nie zabił, nie okradł… I nagle spadł kubeł zimnej wody. Nie mogłem być pewien ostatniego. Pomacałem kieszenie spodni i kurtki. Ulga... Krzaki musiały mnie dobrze maskować. Telefon, portfel, dokumenty, klucze – wszystko siedziało we właściwym miejscu. Gdyby mnie ktokolwiek ruszył, zamordowałbym palantów, którzy nie raczyli kiwnąć palcem i pomóc pijanemu w potrzebie.
____Manuel usiadł obok. Z plecaka wydobył kawał papieru. Rozwinął i położył mi na kolanach.
____- Gdzie...? – spytał, pukając palcem w środek planu miasta.
____- Gdzie co? – Popatrzyłem otępiale.
____- Gdzie ja jestem?
____Rozejrzałem się dookoła.
____- Człowieku, czego ty ode mnie chcesz?! – Jęknąłem udręczony. – Mam masakrycznego kaca. Wszystko mnie napierdala, nawet mały palec u nogi. Zaraz się porzygam. I posikam. Do tego dwaj pojebańcy zgarnęli mi panienki sprzed nosa, a ty się pytasz gdzie jesteś?! Ja, kurwa, sam nie wiem gdzie jestem, więc weź spierdalaj!
____Nie ogarniał. Tylko się uśmiechał, jak debil jakiś. W pewnej chwili zrobiło mi się go żal. Sięgnąłem po mapę. Ledwie przytrzymywałem ją drżącymi palcami. Parę razy mi się wyślizgnęła. Manuel chyba zajarzył co jest grane, bo odebrał ją i podsunął pod nos.
____- Gdzie my?
____Naprawdę na mapach drukują takie mikroskopijne literki? Mrużąc oczy, przysunąłem głowę. Najpierw szukałem mojej ulicy, dopiero później parku w okolicach. Im dłużej wpatrywałem się w mapę, tym większe rozmiary przybierała frustracja. Zerknąłem na towarzysza.
____- Nie wiem gdzie… Poszukaj kogoś innego. Zostaw mnie. – Objąłem brzuch ramionami i pochyliłem się do przodu, ukrywając głowę między kolanami.
____Nie wytrzymałem. Obrzygałem buty.
____- Ja pierdolę... – wymamrotałem i puściłem pawia jeszcze raz.
____Najgorsze, że Czarnuch ani myślał mnie zostawiać. Nawet wymiociny mu nie przeszkadzały. Kiedy wreszcie się wyprostowałem znowu podstawił mi mapę.
____- Gdzie mieszkasz?
____- A chuj cię to! Spierdalaj, słyszysz?! Bo ci wpierdolę...
____Zabrał mi ją sprzed nosa i zaczął uważnie studiować.
____- Co ty odwalasz? – Wyprostowałem się i z niedowierzaniem patrzyłem jak czegoś szuka.
____- Achujcięto? – Powtórzył jednym ciągiem. – Ulica?
____Nie wierzyłem. Chciał pomóc. Omal nie parsknąłem śmiechem. Serio, niezły z niego przypał.
____- English? – spytałem, ocierając twarz rękawem. Kurtka i tak nadawała się na śmietnik.
____- Mais ou menos.
____- I don't know where we are.
____Pokiwał głową. Chyba wreszcie zajarzył! Nie chyba, a na pewno, bo nagle zerwał się z ławki i pobiegł gdzie go oczy poniosły. Nie zabrał plecaka.
____- Hej! – Zamiast krzyku moje gardło opuścił jęk. – Wracaj, palancie! Plecaka zapomniałeś!
____Nie dosłyszał. A nawet jeśli, pewnie i tak nie zrozumiał.
____Spędziłem kolejne pięć minut na ławce, próbując dojść do siebie. Raz po raz spoglądałem na opuszczony plecak. Może jeszcze wróci? A może nie... Szeroko otworzyłem oczy. O psia mać! A jeśli miałem do czynienia z terrorystą? Cholerstwo zaraz rozerwie mnie na strzępy! Bez zastanowienia zeskoczyłem z ławki i zacząłem uciekać, raz po raz potykając się o nogi. Kiedy upadłem trzeci czy czwarty raz z rzędu, dostrzegłem, że Manuel wraca. Odetchnąłem z ulgą. Czyli jednak nie terrorysta. Chociaż i tak nie byłem do końca przekonany.
____- Ogród Angielski! Ogród Angielski! – Wołał.
____Znów bez trudu dźwignął mnie z powrotem na nogi.
____- Ogród Angielski? – Upewniłem się.
____- Tak!
____- O stary! – Westchnąłem z ulgą. – Jesteśmy w domu!
____Potem poszło gładko. Odnaleźliśmy najbliższą stację metra. Przejechaliśmy trzy przystanki i przesiedliśmy się w autobus, który podwiózł nas przecznicę od mieszkania. Resztę trasy pokonaliśmy pieszo. Manuel uparł się, że mnie podeprze. Choć nie do końca ufałem nogom, stwierdziłem, że nie musiał się aż tak poświęcać. Wtedy uznałem, że z terrorystami ma niewiele wspólnego i nawet równy z niego gość, choć nieźle popierdzielony.
____W drzwiach prawie zderzyliśmy się z Philipem. Wcale nie wyglądał lepiej niż ja, mimo to na jego widok dłonie same zwinęły mi się w pięści. Walczyłem z agresją, próbując wyprzeć z głowy czarne scenariusze wczorajszej nocy i dzisiejszego poranka. Gdzie oni podziali mózgi? Nawet przez chwilę nie pomyśleli, że ktoś mógł mnie okraść, zbić, zabić? Co za… Ach, szkoda gadać! Nic ich nie usprawiedliwiało. Pijaństwo. Kac. Nic! W życiu nie zostawiłbym kumpla na pastwę losu, nawet jakby mi rozsadzało łeb, a mięśnie odmawiały posłuszeństwa! Dobra. Przegiąłem. W drugim przypadku na pewno nie gnałbym z pomocą tak chętnie.
____Jakoś stłumiłem wściekłość. Patrząc na Philipa... Palcem bym go nie tknął. Nie biję słabszych, poza tym nie potrafiłem go nienawidzić – nie za wszystkie lata w gimnazjum.
____- A ciebie gdzie niesie? – spytałem zamiast powitania.
____- Chciałem cię szukać, ale… – Popatrzył na Manuela. – Ktoś już cię dostarczył…
____Zmierzył wzrokiem szczerzącego zęby obcokrajowca.
____- Koleś potrzebuje pomocy. – Wskazałem go głową. – Przynajmniej jemu pokażcie, że nie jesteście chujami, dobra?
____Zwróciłem się do Manuela. Gdyby nie on… Wolałem nie myśleć.
____- Thank you very much. – Klepnąłem go przyjacielsko w ramię. – He schould help you.
____- Nie… ma… za… co. Dziękuję – znów odpowiedział łamanym niemieckim.
____Wyminąłem Philipa, zostawiając obcokrajowca. Naszła mnie myśl, że nie powinienem. Nie. Wiedziałem, że zrozumie Manuela lepiej niż ja, a i włos mu z głowy nie spadnie. Wbrew pozorom Philip był naprawdę przyzwoitym facetem.
____W pierwszej kolejności wziąłem prysznic, a potem przeszedłem do sypialni, gdzie padłem na łóżko i momentalnie zasnąłem.


Na koniec dodam, że tu historia się nie kończy, ale raczej nie zamierzam umieszczać ciągu dalszego. A tytuł wymyśliłam totalnie na poczekaniu :P
Ostatnio zmieniony sob 11 paź 2014, 22:26 przez Milt, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1348
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Smoke » pt 29 sie 2014, 23:51

Milt pisze:Wracaliśmy z Philipem, Thomasem i jakimiś dwiema pannami z wesołego miasteczka, gdzie bawiliśmy się w najlepsze na Octoberfest. Po drodze zabłądziliśmy. Obaliłem tak z sześć kufli piwa, chłopaki może mniej, może więcej, nic więc dziwnego, że w pewnym momencie straciłem kontakt z rzeczywistością.

zdania w akapicie nie są jak kafelki w toalecie; jednokolorowe i i równe - więc układając takie kafelki, można brać je z kartona na chybił trafił.
w przypadku beletrystycznego tekstu jest ciut gorzej.
1. pierwsze zdanie drewniane
2. drugie zdanie zbędne; można je połączyć z pierwszym i uzyskać efekt Kazimierza Wielkiego- pozbyć się drewna,
3. trzecie zdanie to już katastrofa; tak z używa się gdy wcześniej opisuje się sposób działania, który następnie podsumowywuje się owym tak z. po co dywagacje o chłopakach? rocznik statystyczny piszesz? a na końcu straciłem kontakt z rzeczywistością - nie mówię, że ma być coś odjechane, ale proszę, wymyśl coś od siebie, a nie serwuj mi tu kotleta odgrzewanego na kaloryferze :evil:

Milt pisze:Obudziłem się przemarznięty i obolały. Nie pamiętam, kiedy ostatnio kości i mięśnie zawarły pakt przeciwko mnie. Przy każdym najmniejszym ruchu wszystkie zgodnie kłuły, ciągnęły, uciskały. Tego dnia po raz pierwszy zapragnąłem choćby na chwilę opuścić własne ciało. Nienawidziłem go. Nienawidziłem siebie za słabą głowę i brak umiaru w piciu. Ale najbardziej nienawidziłem kumpli, bo mnie zostawili na lodowatej ziemi w kłujących krzaczorach z potężnym kacem.

kości, mięśnie i pakt - tu znowu przedobrzone, efekciarskie, bo opisujesz kaca, a to trudne; ciężko opisać odczucie wszystkim znane, bo albo będzie to wysilone, albo nudne jak ulotka leku.
do wyboru są więc dwie drogi; albo trzeba punktować daną rzecz bezbłędnie, albo lepiej odpuścić sobie całkowicie taki fragment, w myśl zasady: koń jaki jest, każdy widzi :!:

słowem; takim pisaniem ani nie wzbudzisz współczucia dla bohatera, ani nie zmuszasz (a powinnaś) czytelnika do przeżycia suchego, wyimaginowanego, ale napędzanego własnymi wspomnieniami kaca.

bo mnie zostawili na lodowatej ziemi w kłujących krzaczorach z potężnym kacem. zostawili go pijanego, kac powstał później- nie możesz tak sobie nie myśleć przy pisaniu, nie możesz nie kontrolować tego, co piszesz,

niestety, zupełnie nie tędy droga, przez tekst przewija się masa emocji, ale nie są one prawdziwe, głębokie, lecz tekturowe i tandetne.

to nie jest dobry tekst, to raczej coś w stylu opowieści bez puenty podekscytowanego nastolatka o swojej ostatniej (a zarazem drugiej) libacji.

nie mówię, że tekst musi być jak zdjęcie afrykańskiego niemowlaka z sępem za plecami, ale w żadnym wypadku nie może być jak wzruś w stylu; dzieciak z tekturą: jak zbiorę milion lajków, to mama kupi mi pieska.
tu niestety, aż chciałoby się zalajkować na odczepnego ;)

powtórzenia,

no i na koniec coś pozytywnego; widać wprawne pióro i z pewnością inne fragmenty wychodzą Ci lepiej ;)



Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » sob 30 sie 2014, 11:56

Na początek dziękuję za szczerą i mocną opinię. Co do uwag...

Smoke pisze:niestety, zupełnie nie tędy droga, przez tekst przewija się masa emocji, ale nie są one prawdziwe, głębokie, lecz tekturowe i tandetne


No właśnie z tym mam chyba największy problem w tekstach. Chcę, żeby wyszło fajnie, a wychodzi jak zwykle :/ i ciągle szukam sposobu na te nieszczęsne emocje.

Smoke pisze:no i na koniec coś pozytywnego; widać wprawne pióro i z pewnością inne fragmenty wychodzą Ci lepiej


Wielkie dzięki na dobre słowo. :) Co do pogrubionego - mam taką nadzieję, dlatego za jakiś czas wrzucę tekst w nieco innej tematyce.



Awatar użytkownika
Smoke
Pisarz pokoleń
Posty: 1348
Rejestracja: sob 08 gru 2012, 22:26
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Smoke » sob 30 sie 2014, 12:03

Milt pisze:dlatego za jakiś czas wrzucę tekst w nieco innej tematyce.

to czekam, bo potencjał jest, tylko tu akurat coś rozjechało się trochę ;)

Milt pisze:No właśnie z tym mam chyba największy problem w tekstach. Chcę, żeby wyszło fajnie, a wychodzi jak zwykle i ciągle szukam sposobu na te nieszczęsne emocje.

spokojnie, empatia (pisarska) jest kluczem w dobrym pisaniu i każdy musi się tu wykazać ;)



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4277
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » czw 25 wrz 2014, 13:29

Widzę, że towarzystwo znajome, miejsce również, lecz efekt ogólny tym razem mnie nie przekonał. Chyba ze względu na pomysł, który stał się punktem wyjścia tego opowiadania.
Milt pisze: Gdy wychodząc na światło dzienne zobaczyłem Murzyna, który nagle gwałtownie przystanął i wyszczerzył do mnie zęby, omal nie wrzasnąłem, łupanie w głowie powstrzymało mnie od wydania jakiegokolwiek dźwięku. W zamian przyjąłem pozycję bojową.
____- Tranqüilamente, tranqüilamente! – Równie przestraszony wyciągnął przed siebie dłonie.
____Głos ugrzązł mi gdzieś w gardle. Zdołałem jedynie wydusić:
____- Nie zjadaj mnie…

Mamy Monachium, bohatera, który - jeśli dobrze pamiętam - jest studentem, i koncept pasujący raczej do kabaretowego skeczu o przybyszu z jakiegoś środkowoeuropejskiego zadupia, gdzie pierwszym skojarzeniem z Murzynem jest ludożerstwo. Nie jestem zwolenniczką poprawności politycznej, lecz są sytuacje, które po prostu nie przystają do określonych miejsc i osób. Przypuszczam, że na kacu można przestraszyć się nawet wiewiórki albo dzieciaka na trzykołowym rowerku, ale tu chodzi o zawiązanie akcji, czyli o fundament całego opowiadania. Jeśli Manuel ma się kojarzyć Twemu bohaterowi negatywnie (potem jest podejrzewany, nie wiedzieć czemu, o terroryzm), to wykorzystałabym tu raczej fizyczne podobieństwo do jakiegoś zdecydowanie negatywnego bohatera z filmu czy serialu. Myślę, że nietrudno znaleźć taką postać, a skacowany umysł może twórczo rozwijać to skojarzenie. No bo jak zaufać komuś, kto wygląda jak... (***)?
I tutaj podobnie:
Milt pisze: Raz po raz spoglądałem na opuszczony plecak. Może jeszcze wróci? A może nie... Szeroko otworzyłem oczy. O psia mać! A jeśli miałem do czynienia z terrorystą? Cholerstwo zaraz rozerwie mnie na strzępy! Bez zastanowienia zeskoczyłem z ławki i zacząłem uciekać, raz po raz potykając się o nogi. Kiedy upadłem trzeci czy czwarty raz z rzędu, dostrzegłem, że Manuel wraca. Odetchnąłem z ulgą. Czyli jednak nie terrorysta. Chociaż i tak nie byłem do końca przekonany.

Chłopak z plecakiem, do tego cudzoziemiec w wielkim mieście, to widok tak pospolity, że nawet kac jest słabiutkim wytłumaczeniem tych podejrzeń. Znowu bardziej pasowałoby mi tu jakiś konkret, skojarzenie Manuela z kimś naprawdę groźnym, niechby nawet fikcyjnym.

C.D.N.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » ndz 05 paź 2014, 20:28

Rubio, bardzo dziękuję za wstępną weryfikację i zwrócenie mi uwagi na tak istotne konkrety. Myślę, że kiedy następnym razem wezmę się za konstruowanie podobnej sceny, z pewnością wykorzystam te kilka cennych rad, bo skojarzenie ciemnoskórego z kanibalizmem jest, rzeczywiście, z jednej strony zbyt banalne i, przyznam otwarcie, prostackie jak na wyedukowanego człowieka, a z drugiej, mogłoby przez niektórych zostać potraktowane jako rasizm, a tego wolałabym uniknąć.

Cóż... czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam :)


PS: Wbrew pozorom moje pierwsze skojarzenie z ciemnoskórymi nie wiąże się z kanibalizmem ;)



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4277
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » sob 11 paź 2014, 22:25

Jeszcze trochę rozmaitości językowych.
Milt pisze:Octoberfest.

OKTOBERFEST. Niemcy jeszcze nie zanglicyzowali ortografii.
Milt pisze: Po drodze zabłądziliśmy. Obaliłem tak z sześć kufli piwa, chłopaki może mniej, może więcej, nic więc dziwnego, że w pewnym momencie straciłem kontakt z rzeczywistością.

Obalił chyba wcześniej, zanim zabłądzili.
Milt pisze:Przy każdym najmniejszym ruchu wszystkie zgodnie kłuły, ciągnęły, uciskały.

No to przy każdym, czy najmniejszym? A może przy najmniejszym nawet ruchu?
Milt pisze:Wygramolenie z krzaków przypłaciłem podartą kurtką i prawie zawałem. Gdy wychodząc na światło dzienne zobaczyłem

Nie siedział w jaskini, więc raczej trudno mówić o wychodzeniu na światło dzienne. Raczej: Opuszczając przypadkowe legowisko albo podobnie.
Milt pisze:Wcale nie wyglądał lepiej niż ja, mimo to na jego widok dłonie same zwinęły mi się w pięści.

Rozumiem, o co chodzi, ale to nie brzmi dobrze. Dałabym dwa zdania: Wcale nie wyglądał lepiej, niż ja. Na jego widok dłonie same zwinęły mi się w pięści. Z dalszego ciągu i tak wynika jasno, skąd ta reakcja.
Milt pisze:Walczyłem z agresją, próbując wyprzeć z głowy czarne scenariusze wczorajszej nocy i dzisiejszego poranka. Gdzie oni podziali mózgi? Nawet przez chwilę nie pomyśleli, że ktoś mógł mnie okraść, zbić, zabić?

Podkreślone - zbędne. Niech sobie pobędzie chwilę, taki wściekły. Przecież zaraz mu przejdzie.
A tak poważnie, to w całym tym akapicie po dwa razy tłumaczysz to samo. Nie warto.
Milt pisze:_Wyminąłem Philipa, zostawiając obcokrajowca. Naszła mnie myśl, że nie powinienem. Nie. Wiedziałem, że zrozumie Manuela lepiej niż ja, a i włos mu z głowy nie spadnie.

Wyminąłem Philipa, zostawiając go z obcokrajowcem. Podkreślone - zbędne, bo (pomijając konstrukcję zdania: komu ma nie spaść włos z głowy? Philipowi?) chyba jednak studenci w Monachium nie wypraszają kopniakami faceta, który odholował skacowanego kumpla.

Trochę bałaganiarski jest ten fragment, jakbyś nie do końca potrafiła się zdecydować, czy to ma być całkiem serio, czy na żartobliwym luzie. Stąd się biorą rozmaite przerysowania.

Ale jakieś ujmujące są te Twoje studenckie opowieści.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » ndz 12 paź 2014, 10:40

Dziękuję bardzo za ciąg dalszy weryfikacji. :)

Rubia pisze:Trochę bałaganiarski jest ten fragment, jakbyś nie do końca potrafiła się zdecydować, czy to ma być całkiem serio, czy na żartobliwym luzie. Stąd się biorą rozmaite przerysowania.


No właśnie z jednej strony chciałam serio, ale z moimi skłonnościami do przekombinowania, wyszło jak wyszło. Muszę nad tym panować. Może to też kwestia stylu?

W ogóle dziękuję bardzo Tobie i Smoke'owi za zwrócenie uwagi na niewłaściwą kolejność zdarzeń: najpierw piwo, potem błądzą. Nad tym też muszę panować, właściwie zastanawiać się nad tym co piszę.

Rubia pisze:Ale jakieś ujmujące są te Twoje studenckie opowieści.


Miło przeczytać coś takiego :)

Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość