Kot z życia psychotyka

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Kot z życia psychotyka

Postautor: major sedes » wt 30 wrz 2014, 23:13

Liczę na uwagi ogólne, wiem że tekst nie ma żadnych cech ambicjonalnych oraz upiekszeń stylowych ale jego szczerość może być odczuta.



„Kot z życia psychotyka”

Spałem szybko, spałem krótko, spałem lekko, to znaczy, że piłem w przeddzień. Budziłem się i słyszałem radio, które grało przez całą noc. Poranek bez uciążliwości ciężkich snów zawdzięczałem temu, że nie miewam kaca. Właściwie rzecz biorąc jestem już z drewna, żadnych uniesień, namiętności ku czemukolwiek innemu niż alkohol. Miłości zamieniają mnie w muzeum. Wolę przypomnienia miłości, sentymentalizm przeżyć. Nowe uczucie jest czymś nie do zdobycia bez względu na dawkę alkoholu i ponętność kierunku, w którym zmierza serce. Zgliszcza, popiół i kamień na kamieniu nie stoi.

Po czterech dniach bez obiadu, po czterodniówce, matka z mężem wróciła w nocy budząc mnie i zmuszając do otwarcia drzwi. Drzwi, które lubię bardziej zamykać niż otwierać. Zamykam się i piję czując lekkość głębię i tajemnicę, których nie znajduję na zewnątrz.
Przez to, że bardziej patrzę niż słucham nie widzę prawdy. Jeśli mógłbym, to cierpienie namalowałbym w kolorach.

Dzień zaczynam od kawy i papierosa, typowo. Potem bardziej nietypowo się toczy zazwyczaj. Piwo na apetyt, śniadanie około południa i wkrótce obiad. Obiad zjedzony dzień zaliczony mówią ludzie, dla których przeżyć jeden dzień to sukces.

Jednak dziś układało się wszystko inaczej. Po śniadaniu zdrzemnąłem się nie mogąc znieść rozmów domowników, narwanej bratowej i sprzyjającej jej matki, których troska dba o zdrowie i wykształcenie dzieci. Z drzemki wybudził mnie człowiek, który chciał abym pomógł mu w spisaniu stanu liczników wody. Potem drobna fucha, wyjazd z wujkiem do tartaku po deski. Sam już nie może dźwigać a mnie za pomoc skapną jakieś grosze.
Następnie krótkie wysłuchiwanie babci, jej cyklicznych historii o tym samym. Może to kwestia pamięci lub upartości, ale ja jestem uparty na to żeby nigdy się nie powtarzać.

I podczas kolejnego papierosa zdecydowałem się. Rozkruszyłem lek psychotropowy wymieszałem z karmą i nakarmiłem tym kota. Zareagował niemal natychmiast. Uginał się na nogach, chodził jak pijany człowiek. Nie potrafił wskoczyć na półkę, chował się w miejsca, w które chowa się, gdy się boi. Miauczy i cierpi. Widzę i czuję, że cierpi. Ten lek również i na mnie działał jak trucizna z tą różnicą, że mnie nikt nie współczuł. A ja mojemu kotku współczuję, mimo iż ja sam podałem mu to coś, co zmienia ludzi w posłuszne zwierzęta.

Patrzę jak nie może znaleźć sobie miejsca do legowiska, słyszę jak miauczy nigdy wcześniej nie słyszanym tonem głosu. Widzę jak jego instynkty przestają nim powodować. Ślini się i chce coś przełknąć a tym jest kolejna dawka upośledzającej trutki z mięsem dla kotów. Współczuję mu, dlatego że współczuję sobie. Moje potrzeby słyszę w jego agonalnych jękach. Ja nie umarłem, choć chodzić nie mogłem, więc być może i on przeżyje. Całe leczenie było dla mojego dobra wymyślonego przez osoby trzecie, więc ja jestem druga osobą stwarzającą dobro lub raczej kaźnie dla mojego kota. I widzę w tym całą przemoc i terroryzm współczesnego i przeszłego świata i stałem się odporny. Odpornym potworem biorącym przykład z wykształconych, wymalowanych i utlenionych psychiatrzyc.

Rób innym to, co zrobiono tobie. Eskalacja cierpień i przemocy. Bunt rodzi bunt. Ale co z przemocą w białych rękawiczkach? Co ze szpanerskim wiecznym piórem pani doktor wypisującym mi recepty?

Rzewna francuska piosenka rozbrzmiewa z radia. Widzę w twoich oczach kotku, że nie chciałbyś takiego życia jak tysiące hospitalizowanych ludzi. Nie oblizujesz już swoich łapek, nie naprężasz grzbietu i nie przeciągasz się majestatycznie. Nie zapolujesz na muchy i myszy, nie połasisz się do swojego. Widzisz taka była twoja utracona natura, ludzie natomiast nie mają swojej natury.
Ostatnio zmieniony śr 01 paź 2014, 23:31 przez major sedes, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2381
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » śr 01 paź 2014, 14:48

Trochę trudno mi to czytać jak tekst literacki - bardziej pochłonęłam tę miniaturę jak relację kogoś na forum hyperreal, tyle że oczywiście wzbogaconą o styl. Na mnie tekst zrobił wrażenie - być może dlatego, że tematyka jest mi dość bliska. Według mnie zawarłeś w tekście ciekawe spostrzeżenia i świetnie nakreśliłeś emocje.

Bardzo podoba mi się początek - zdanie otwierające nadaje już opowiadaniu charakter. Dalej wprawdzie akapit trochę mi się rozmył i dalej uwagi o powrocie matki i drzwiach jakoś tak brzmiały mi wtórnie (jakbym takie ujęcie tematu czytała już za często). Od momentu "dziś układało się inaczej" znów się wciągnęłam. Od "kolejnego papierosa" tekst, moim zdaniem, robi się naprawdę dobry. Opis stanu kota i związane z tym odczucia i wspomnienia narratora naprawdę robią wrażenie.
Zwłaszcza ten fragment.
Rób innym to, co zrobiono tobie. Eskalacja cierpień i przemocy. Bunt rodzi bunt. Ale co z przemocą w białych rękawiczkach? Co ze szpanerskim wiecznym piórem pani doktor wypisującym mi recepty?


Trochę nie rozumiem zakończenia. Myśl "ludzie natomiast nie mają swojej natury" wydaje mi się wyskakiwać trochę znikąd - nie czuję jej powiązania z tym, co działo się wcześniej. Nie wykluczam, że tutaj wina może leżeć po stronie odbiorcy, nie autora, ale sygnalizuję problem.

Językowo tekst wymaga sporo szlifu i chyba o tym wiesz. Ucieka interpunkcja, miejscami składnia zdań jest dziwaczna. Domyślam się, ze większość powtórzeń była zamierzona, jednak moim zdaniem za dużo ich i w wielu miejscach należałoby dopracować tekst pod tym kątem.
Nie wypisuję, gdyż napisałeś, że liczysz na uwagi ogólne - jeśli jednak być chciał dokładniejszą analizę, daj znać.

Dodam jeszcze, że chętnie bym zobaczyła ten tekst dopracowany, gdyż moim zdaniem warto. Na płaszczyźnie emocjonalnej jest bardzo dobrze. Doszlifowana forma mogłaby jeszcze dodać siły przekazu do tego, o czym piszesz. Niemniej ogólnie miniatura mi się podobała.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: major sedes » czw 02 paź 2014, 21:44

Tekst był pisany szybko, jakby jak się mówi "na kolanie", chciałem spontanicznie wyrazić emocje którymi byłem naładowany przez cały dzień i pasował by jako dziennik. No i też szaleńczo zalezało mi na kontakcie dlatego od razu wrzuciłem i po twoim poscie czuję ze ten kontakt mi się udał :wink:

Interpunkcję poprawiam po 3 przeczytaniu, jakos od razu błędy nie rzucają mi się w oczy.
Też czuję że ta miniatura jest emocjonalnie naładowana, skondensowana jakąś trwogą i nerwami i że to ci się spodobało to jest dla mnie osobliwie cenne. Osobliwie, bo tematyka jest ciężka, ale cóż...prawdziwa.

Ostatnie zdanie powinno brzmieć, że ludzie nie ZNAJĄ, a nie ,że nie MAJĄ swojej natury (tak wyraźnie postrzeganej jak u kota).

Lubię powtórzenia, zacząłem od powtórzeń, jeśli chcę coś wyrazić krótko a dobitnie, to trochę manieryczne zagranie.

Dzięki i pozdrawiam:)

PS. Słowa autora tekstu nie koniecznie należą do najlepszych jakie da się o danym tekście powiedzieć, Nadając kształt zrobił maksimum tego na co go stać, dlatego ocenę powinien pozostawic innym.




Wróć do „Archiwum Miniatur”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość