Dziedzictwo Ludzkości; [Sci-fi] - fragment opowiadania

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mateusz9206
Szkolny pisarzyna
Posty: 28
Rejestracja: pn 29 lip 2013, 14:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Cebulandia
Płeć: Mężczyzna

Dziedzictwo Ludzkości; [Sci-fi] - fragment opowiadania

Postautor: mateusz9206 » śr 29 paź 2014, 02:03

Tytuł jest nieadekwatny do opowiadania, ale pozostał mi po starych wersjach i może to nie tytuł co taki moje hasło na opowiadanie. Tekst zawiera wulgaryzmy.

Tutaj wersja PDF, co by się lepiej czytało:
http://www.speedyshare.com/PdmWD/a-ksia ... -18.10.pdf

Bardzo proszę o zwrócenie uwagi na zapis. To znaczy, jak mam na przykład wtrącenie "Mam to gdzieś. - Powiedział" ; czy to jest okej. Ja zawsze dopowiedzenia narratora daje z dużej litery a wypowiedź podmiotu kończę kropką. Nie wiem do końca czy tak jest poprawnie, ktoś z Was mi kiedyś powiedział, że reguł nie ma, abym ja się czuł z tym dobrze.

A poniżej ten sam fragment co w PDFie:

Spotkanie Matthewa z Peterem.
Komandor Matthew West odwiedza Petera na stacji przeładunkowej w systemie Tegra. Informuje go o zajściach w Federacji i proponuje pracę w Gwiezdnej Flocie Przymierza.
[ * * * ]
Mrok czasem przecinały promienie laserów. Po środku klubu był co prawda niewielki parkiet, ale Peter jeszcze nigdy nie widział, aby ktokolwiek na nim tańczył. Częściej służył za ring dla tych, którzy nie mogli znaleźć porozumienia w interesach. W rogach lokalu siedzieli szubrawcy i przemytnicy. Przy barze tylko on. Klientela dyskutowała, a on pił i wsłuchiwał się w ciężkie brzmienia elektronicznej muzyki.
Barman nie mógłby policzyć, ile raz widywał go już w tym miejscu, ale mimo to nadal nie znał jego imienia. Taka już była jego cecha - nie zadawać niepotrzebnych pytań. I dlatego „Czarna Dziura” tak dobrze prosperowała, pomimo wiecznych pustek w gościach. Lokal utrzymywał się z napiwków, które nie były wystawiane za wzorową obsługę, bo ta była lepsza w najuboższej budce z hot dogami na ziemskich dworcach autobusowych, ale za to, że po za horyzont „Czarnej Dziury” nie wychodziły żadne informacje.
Do lokalu weszło dwóch mężczyzn. Wyglądali dla Petera komicznie. Jeden krasnal, drugi długi niczym drzewo. Obaj ubrani w czarne skóry, niebędące już dawno w modzie. Mniejszy energicznie ruszał żuchwą, bardzo chwaląc się posiadaną gumą miętową. Wysoki miał posępną minę i wyglądał na przestraszonego. Najkomiczniejszym elementem były przyciemniane okulary. Peter od razu wyczuł, że ci dwaj to pajace udających groźnych.
Mały podszedł do baru i usiadł koło Petera. Wysoki stanął niedaleko.
- Barman, dwa piwa. Koleś – zwrócił się do Petera - chcę tutaj porozmawiać z moim przyjacielem, dlatego bądź taki miły i wypierdalaj z tego siedzenia, dobrze?
Mężczyzna po przywitaniu odwrócił się jak gdyby nigdy nic i wyciągnął portfel, żeby zapłacić barmanowi. Peter nie dowierzając, zaśmiał się. Mały z oburzeniem spojrzał na niego.
- Co cię tak kurwa bawi? Co ty tu jeszcze robisz, nie słyszałeś, co mówiłem? Mój kumpel chce tu usiąść, wypierdalaj!
- Nigdzie się stąd nie ruszę. – Odparł mu z uśmiechem. Napił się piwa i oblizał usta z pianki.
- No nie, kurwa. Miki, musisz zrobić sobie miejsce, bo ten pajac się stawia.
Miki spojrzał na Małego nie dowierzając. Peter żałował, że nie mógł zobaczyć przez okulary, jak powiększyły mu się źrenice. Od razu widać było, kto z tej dwójki był szefem. Mimo to musieli poruszać się wszędzie razem. Duży robił za mięśnie, mały za mózg. Jeden bez drugiego nie pożyłby długo. Pewnie wychowywali się na tym samym podwórku. A może to bracia? Nie ważne. Mały zadecydował i wydał rozkaz mięśniom, zatem Miki zbliżył się do Petera, żeby go „przesunąć”.
To był jego błąd.
Zaraz po tym jak Miki zdążył wyciągnąć rękę, Peter chwycił ją z całej siły i wykręcił, sprawiając mu ogromny ból. Drugą wbił mu w podbrzusze, podniósł go i rzucił za barek. Gość przeleciał z półtora metra i uderzył z impetem o półki z alkoholami. Pomimo dudniącego z głośników basu, dało się usłyszeć huk szkła. Miki leżał na podłodze, otumaniony i pocięty miejscami przez kawałki rozbitych butelek. Panele powoli zalewały strużki krwi.
Mały zdębiał, podniósł okulary, spojrzał na kolegę i wybałuszył oczy.
- Ty chuju! Zapłacisz nam za to! – Peter zwrócił uwagę na słowo „nam”. Teoria o jednym bycie w dwóch ciałach była chyba poprawna. Mały wyjął z kieszeni nóż sprężynowy i wyprostowaną ręką groził Peterowi.
Wyrwanie mu broni nie było żadnym problemem. Obezwładnił go bez trudu, wykręcił rękę i przyparł do blatu. Pomyślał chwilę, chciał jakoś dopiec Małemu słownie, ale nie mógł znaleźć jakiegoś trafnego powiedzonka.
- A masz, ty chuju. – Powiedział Peter i uderzył głową napastnika kilkakrotnie o blat. Gdy go puścił, jego ciało zatańczyło jakby nie miało kręgosłupa i Mały padł nieprzytomny na ziemię.
„Czarna Dziura” widziała niejedno, ale tym razem barman musiał zareagować, bowiem zniszczono część wyposażenia.
- Ci panowie zapłacą. – Powiedział mu lekceważąco Peter i wyszedł z lokalu. Odprowadzały go spojrzenia typów spod ciemnej gwiazdy, siedzących przy stolikach.
Był jeszcze trzeźwy, a przynajmniej za takiego się uważał, więc dokupił kilka piw w sklepie i poszedł do swojego mieszkania. Przyłożył nadgarstek do czytnika. Drzwi się otworzyły i… zaskoczył go niespodziewany gość, który czekał na niego wewnątrz.
- O cholera. Tata? Co ty tu robisz?
- Nieźle się zaszyłeś. Już wiem, czemu nigdy nie przysłałeś mi w poczcie załącznika z zdjęciem twojego… mieszkania. Siadaj, czuj się jak u siebie.
- Ja jestem u siebie. Co tu robisz i jak tu wszedłeś? – Pytał Peter.
- No spokojnie, zaraz ci wszystko wyjaśnię. Zdobyłem nakaz przeszukania, na portierni zgrali mi kody do chipu i sobie otworzyłem drzwi, ot co. Miałem na ciebie czekać pod drzwiami?
- Nie, ale mogłeś dać znać, że masz zamiar wpaść, byłbym wtedy w domu.
- Ach, więc to tak się robi. Zapomniałem jak się odwiedza własne dzieci, tak dawno się nie widzieliśmy. Przy okazji, jestem na urlopie, z tym przeszukaniem to ściema, nie chciałem wynajmować nic tutaj.
Peter usiadł na kanapie obok swojego gościa. Siatkę z piwami postawił na stole przed nimi. Gestem ręki wskazał mu, aby się poczęstował. Gość nie odmówił. Obaj wzięli po butelce piwa i popijali je rozmawiając. Peter co jakiś czas zerkał na ojca z niedowierzaniem.
- Naprawdę tu jesteś. Cholera. Kiedy myśmy się ostatni raz widzieli?
- Dwa lata temu. Rozmawialiśmy przez ultranet, a potem znikłeś. Musiałem na własną rękę dowiedzieć się, dlaczego.
- To był dla mnie ciężki okres, musiałem sobie z tym poradzić sam.
- Z doświadczenia wiem, że w takich sprawach lepiej nie zostawać z myślami samemu.
- Cholera… – odparł gniewnie Peter. – Cała moja ekipa zginęła w tamtej akcji. Nie tylko moja, jeszcze załogi dwóch fregat z naszej formacji, a mało tego, nie wykonaliśmy zadania. Tylko ja i Faros mieliśmy tyle szczęścia, że ocaleliśmy. Nie wiem nawet, co się z nim dzieje teraz, znikł. Otarłem się o śmierć i to nie z własnej winy. Ciężko się po czymś takim pozbierać. – Zamilkł na
moment. - Lubiłem swoją załogę. Wiem, że masz o najemnikach nienajlepszą opinię, ale z nimi świetnie się pracowało, dużo lepiej niż z tymi wycackanymi pilocikami w Przymierzu. Coś chyba we mnie pękło, gdy w jednym momencie straciłem ich wszystkich…
- Rozumiem cię, stracić cały swój oddział, to niełatwe, ale musisz się pozbierać i nie zamartwiać się do końca dni. To miejsce ci nie pomoże. Patrząc na to mieszkanie sam mam ochotę się zastrzelić.
- Byli dla mnie jak rodzina. To normalne, że ludzie czasem giną na misjach, ale wiesz, wtedy polegli wszyscy… nie został mi nikt, z kim byłem jakoś bliżej związany, ktoś, kogo bym znał tak dobrze jak ich.
- Mogłeś się zwrócić do mnie. Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Jestem twoim ojcem, nie powinno być dla ciebie bliższych osób ode mnie. – Oznajmił mu nieco z wyrzutem.
- Ale były… mimo to, teraz cieszę się, że tu wpadłeś. Gdyby tak nie było, wyrzuciłbym za drzwi, a tego nie zrobiłem. Poczęstowałem piwem. Chyba mi wierzysz?
- Chyba nie powinieneś mówić mi tego, że wyrzuciłbyś mnie za drzwi, gdybyś chciał. To, że nie mieliśmy nigdy normalnych kontaktów, nie jest całkowicie moją winą, wiesz o tym. Dzięki mnie masz wykształcenie, pieniądze, kupony. Nigdy nie żyłeś za standardową rację Przymierza, a uwierz mi, że wtedy byś docenił to wszystko, co dla ciebie zrobiłem.
Milczeli. Peter wysunął butelkę, stuknęli się nimi i napili równocześnie. Znowu przez chwilę nie mówili niczego. Matthew zabrał głos.
- Słyszałeś o tym, co się dzieje w Federacji?
- Nie śledziłem na bieżąco wydarzeń, ale wiem, że tłuką się między sobą.
- W skrócie masz rację. Straszny bajzel, buntownicy przegonili naczelnika, nowym mianował się jeden wojskowy, komandor Hugo Embara, a teraz tłumi powstania lojalistów i generalnie wprowadza swoje rządy.
- Kto tam był teraz naczelnikiem? Kladhia Basmingeen? – Zapytał Peter.
- Tak, Kladhia Basmingheen, ta rudowłosa. Wiesz o co poszła cała afera? Kladhia chciała współpracy z Przymierzem, a ten Embara oskarżył ją o zdradę stanu i że to się kłóci z podstawowymi zasadami Federacji. „Całkowita niezależność” – Peter prychnął drwiąco.
- No tak. Przymierze to zło, leniwe skurwysyny, upadek moralności, bla bla… - wyśmiewał ideologię Federacji. Miał w tym jednak nieco racji. Przeważnie każdy obywatel, szczególnie ze starszego pokolenia, wychowywany był w nienawiści do tworu politycznego jakim było Przymierze Ziemskie. Przytoczone przez Petera argumenty, chociaż ubrane w ładniejsze słowa, padały w przemówieniach większości autorytetów i polityków Federacji. – W sumie nie można się chyba im dziwić, w czasie Wojny Międzysystemowej dostali od nas srogiego łupnia. Dobrze, ale dlaczego o tym mówisz? Domyślam się, że nie chcesz tylko podyskutować na polityczne tematy, mam rację? - Zapytał.
- Dobrze się domyślasz. To, co ci teraz mówię, jest tajne, dlatego nikomu ani słowa. Siły lojalne Kladhii szybko upadną, ich szeregi są niewielkie, lata indoktrynacji zrobiły swoje. Nie wiadomo, gdzie teraz przebywa naczelnik, ale logicznym jest, że najbezpieczniej jej będzie w strefie Przymierza. Tutaj jej nie dopadną, bo by musieli naruszyć nasze terytoria.
- A my nie mamy zamiaru jej wydać? To, co się dzieje w Federacji nie należy do spraw Przymierza. – Matthew westchnął.
- Polityka synu. Mądre głowy z wysokich stołków doszły do wniosku, że nadszedł czas, aby w końcu wesprzeć uciemiężony lud Federacji i zaoferować im wolność i swobodę. Jest wielce prawdopodobne, że udzielimy Basmingheen militarnego wsparcia w celu ustabilizowania sytuacji i przywrócenia jej władzy.
- Mówisz poważnie? Wiesz jak tamtejsza ludność to odbierze…
- Ja? Mówię poważnie i wiem jak to będzie wyglądać. Nic nie jest oficjalnie potwierdzone, ale prowadzimy ćwiczenia na szeroką skalę i zwiększyliśmy pobór.
Peter napił się, to samo zrobił generał.
- Ale się porobiło. Basmingheen oficjalnie prosiła o wsparcie, czy my zamierzamy jej pomóc bez konsultacji? – Skomentował Peter.
- Jak ci mówiłem, na razie nie wiadomo, gdzie przebywa. Z naszym aparatem bezpieczeństwa, znajdziemy ją w granicach bez problemu, gdy tylko tu dotrze. Musi się chować gdzieś na terenach Wolnych Kolonii. Zakładam, że kieruje się do naszej przestrzeni, ale wiesz… mam pewne przeczucie.
- Jakie? – Spytał Peter.
- Nawet, jeśli tutaj dotrze, to raptownie zmieni się jej charakter. I będzie nam sprzyjać jak nigdy dotąd. Rozumiesz? Natomiast, jeśli zbyt długo będzie się ukrywać… to wystąpi w naszej hiperwizji w oficjalnym przemówieniu, prosząc o wsparcie.
- Cholera… rozumiem. Rząd zawsze szukał wymówki do interwencji. Nie ma lepszej niż humanitarna pomoc.
- Zgadza się. Nie robimy nic złego, my tylko chcemy pomóc – dopowiedział Matthew. - W każdym razie, mówię ci to wszystko, bo werbujemy ludzi i przydałby się w flocie ktoś tak doświadczony w wojaczce jak ty.
- Wiesz, ja też mam pewien uraz do Gwiezdnej Floty. Co tam u poczciwego komandora DeMille?
- Żyje, ma się dobrze i wciąż przebywa na tej samej zdezelowanej fregacie na krańcu naszych granic. Odnośnie twojej wojskowej kariery – chyba nie oczekiwałeś medalu za bójkę z przełożonym?
- Nie, ale nie oczekiwałem dyscyplinarnego wydalenia. Miesiąc dodatkowych wacht i jakieś ograniczenie pensji raczej by mnie uspokoiło. Ech… mimo wszystko nie bardzo mam ochotę na ponowną współpracę z wojskiem. Już wolałbym ponownie zasilić szeregi najemników.
Generał zamyślił się. Po chwili milczenia i kilku pociągnięciach złocistego trunku z butelki, powiedział:
- Wiesz, flota znacząco się zmieniła. Mamy teraz rozluźnienie jak chyba nigdy wcześniej. Powiem więcej, Przymierze zwiększyło nabór, ale mamy braki w przeszkoleniach i mało chętnych. W związku z tym przyjmujemy byłych najemników i wojskowych, nawet z wyrokami. I to dużo poważniejszymi, niż jakieś tam bójki w stołówce. Wypożyczamy także sporo statków od prywatnych firm, bo nasza flota, generalnie, jest dużo uboższa w porównaniu z Federacją, chociaż mamy przewagę technologiczną. Ty masz doświadczenie, przeszkolenie wojskowe sil specjalnych, przyjmą cię wszędzie. Jeśli pogadam z odpowiednimi ludźmi, może uda mi się załatwić dla ciebie przydział na pokładzie EAS Wrangell. Słyszałem, że mają wakat w kosmicznej piechocie. Co ty na to?
Peter zrobił wielkie oczy. EAS Wrangell to jeden z najnowocześniejszych statków we flocie Przymierza. Kosmiczny lotniskowiec, który przewoził całe grupy uderzeniowe i setki myśliwców. Należał do klasy statków typu „Orizaba” i oprócz niego istniały jeszcze dwie podobne sztuki.
- Wrangell… prawie jak awans. Kusząca oferta…, ale kosmiczna piechota? Wolałbym znowu latać.
- Jeden z członków w drużynie kosmicznej piechoty dostał przeniesienie. Jest wolne miejsce. To nie byle jaka drużyna, tylko elita tego okrętu, oddział Kobra. Dowodząca jest moją dobrą znajomą i myślę, że zgodziłaby się cię przyjąć na swój okręt.
- Nie wiedziałem, że masz jakichś znajomych. – Ojciec uderzył go łokciem w ramię. - Czym ta Kobra się zajmuje? – Zapytał.
- To, czym zwykle zajmuje się piechota kosmiczna. Rozpoznania, błyskawiczne zabezpieczanie terenów, odbijanie zakładników. Nie wiele by to się chyba różniło od twoich zadań, które wykonywałeś, jako najemnik. Tam też chyba nie miałeś wiele okazji do latania? Dostaniesz najnowocześniejsze wyposażenie, w tym zbroję TALOS VIII. Niesamowity pancerz.
- Słyszałem coś o tych zbrojach, podobno to rozwinięcie jakiegoś starego programu badawczego. Pancerz miał być dla wszystkich a obecnie korzystają z niego wyłącznie jednostki specjalne.
- To, co ma regularna piechota to uproszczona wersja tych pancerzy. – odpowiedział Matthew.
- Co do latania u najemników, nie mieliśmy tam dużych okrętów, mieściło się na nich przeważnie parę transportowców i to wszystko. Powiedz mi jeszcze, w kontekście wydarzeń z Federacji, czy są dla Wrangella jakieś plany?
- Na pewno są, ten okręt to majstersztyk, ale na razie ich nie znam. Po za tym chyba się nie zrozumieliśmy, ja nie jestem do końca pewien, czy my ruszymy na Federację. Być może rząd boi się ataku i wzmacnia obronę, Embara jawnie rzeszy do nas nienawiść. Ten pomysł z natarciem to tylko takie moje subiektywne odczucie.
- Rozumiem. To nie jest łatwa decyzja, ale mam dość tej stacji. Miałeś wyczucie czasu, żeby tutaj wpaść. I rzeczywiście, nienawidzę tego mieszkania.
- Cieszę się. Prześle ci wszystkie instrukcje, gdy będę wiedział coś więcej.
Matthew wstał, odstawił butelkę i wyciągnął rękę.
- Witam zatem ponownie w Przymierzu! – Peter podniósł się z kanapy, wymienił się z ojcem uściskiem dłoni i salutami. Po tym wrócili do picia piwa i zeszli na tematy prywatne.
Ostatnio zmieniony ndz 09 lis 2014, 19:20 przez mateusz9206, łącznie zmieniany 2 razy.


Panie, patrz pan, to nie Ameryka, przyjechał i się rządzi.

Awatar użytkownika
Immo
Dusza pisarza
Posty: 403
Rejestracja: ndz 11 maja 2014, 18:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Immo » śr 29 paź 2014, 09:55

Co się stało z połową polskich znaków diakrytycznych? Nie wiem, jak w wypadku innych, ale mnie to ogromnie zniechęca, bo pachnie niedbałym postem na forum lub przydługim SMSem...


"Nie wszystko co się liczy da się policzyć, zaś nie wszystko co da się policzyć, liczy się."
A. Einstein
-
"Och, jak zawiłą sieć ci tkają, którzy nowe słowo stworzyć się starają!"
J.R.R Tolkien
-
"Gdy stałem się mężczyzną, porzuciłem rzeczy dziecinne, takie jak strach przed dziecinnością i chęć bycia bardzo dorosłym."
C.S. Lewis

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4805
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » śr 29 paź 2014, 10:00

Immo, słusznie.

Regulamin:
§ 2. Każde opowiadanie pozbawione polskich znaków zostanie natychmiast usunięte.


Ale dam Ci szansę i tylko zablokuję - proszę na PM o tekst z polskimi znakami.
Czas 48 godzin, po tym czasie usuwam.


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Obrazek

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4805
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithi » śr 29 paź 2014, 19:54

Pdf-y mieszają. Poprawione, odblokowane.


gosia

Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Obrazek

Awatar użytkownika
BlankLibrofilia
Pisarz osiedlowy
Posty: 206
Rejestracja: pn 10 cze 2013, 20:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: BlankLibrofilia » śr 29 paź 2014, 22:02

mateusz9206 pisze:Mrok czasem przecinały promienie laserów. Po środku klubu był co prawda niewielki parkiet

- W klubach promienie laserów przecinają mrok chyba nieco częściej niż "czasem" :wink:
- ...ja bym ten "klub" dała jednak w pierwszym zdaniu, a nie dopiero w drugim, bo na razie akcja pierwszego zdania toczy się w próżni. Z rzadka przecinanej promieniem lasera.
- Pośrodku
- Słowa "był" używaj tylko wtedy, kiedy to absolutnie konieczne. Najpierw szukaj ładniejszego zamiennika. Np. tutaj: znajdował się, środek klubu zajmował niewielki parkiet itd.
mateusz9206 pisze:pomimo wiecznych pustek w gościach.

Nie przejdzie :twisted:
mateusz9206 pisze:że po za horyzont „Czarnej Dziury” nie wychodziły żadne informacje.
Horyzont? Ściany chyba.
mateusz9206 pisze:Do lokalu weszło dwóch mężczyzn. Wyglądali dla Petera komicznie. Jeden krasnal, drugi długi niczym drzewo.
"Długi"? Nie - "wysoki"?
mateusz9206 pisze:Obaj ubrani w czarne skóry, niebędące już dawno w modzie.
...które dawno temu wyszły z mody.
Btw :arrow: Czyżby? Wydawało mi się, że czarne skóry dla bandziorów zawsze są na czasie :mrgreen:
mateusz9206 pisze:Mniejszy energicznie ruszał żuchwą, bardzo chwaląc się posiadaną gumą miętową.
Dziwne sformułowanie. Chwalić się można bryką, ajfonem, fajną laską, ale gumą?
Poza tym: skąd facet siedzący przy barze wiedział, że guma żuta przez wchodzącego kolesia była akurat miętowa?
mateusz9206 pisze:Mały podszedł do baru i usiadł koło Petera.
Teraz dopiero Peter może to ewentualnie poczuć, jeśli mały otworzy gębę.
Miki spojrzał na Małego nie dowierzając. Peter żałował, że nie mógł zobaczyć przez okulary, jak powiększyły mu się źrenice.
Kiedy ktoś robi zdziwioną minę, może zrobić wielkie oczy albo unieść brwi, ale źrenice mu się chyba nie rozszerzają.
mateusz9206 pisze:Nie ważne.
...piszemy razem.
mateusz9206 pisze:Teoria o jednym bycie w dwóch ciałach była chyba poprawna.
Bardzo mi się podoba to zdanie, koniecznie pisz takich więcej ;D
mateusz9206 pisze:chciał jakoś dopiec Małemu słownie, ale nie mógł znaleźć jakiegoś trafnego powiedzonka.
- A masz, ty chuju.
Wujek Cięta Riposta :mrgreen:
mateusz9206 pisze:Powiedział Peter i uderzył głową napastnika kilkakrotnie o blat. Gdy go puścił, jego ciało zatańczyło jakby nie miało kręgosłupa i Mały padł nieprzytomny na ziemię.
Jego ciało zwiotczało chyba, a nie zatańczyło. Ciężko jest tańczyć, kiedy się nie ma kręgosłupa.
mateusz9206 pisze:„Czarna Dziura” widziała niejedno, ale tym razem barman musiał zareagować, bowiem zniszczono część wyposażenia.
"Czarna Dziura" chyba niczego jeszcze nie widziała, skoro to był pierwszy raz, kiedy zniszczono wyposażenie. I to ma być bar w którym stałą klientelą są szubrawcy i przemytnicy? No heloł! :wink:
mateusz9206 pisze:Był jeszcze trzeźwy, a przynajmniej za takiego się uważał
Ten cytat również bardzo mi się podoba, jest taki... życiowy :mrgreen:
mateusz9206 pisze:Cholera. Kiedy myśmy się ostatni raz widzieli?
Ja wiem, że w realnym życiu wielu ludzi rzeczywiście tak mówi, ale kiedy już się pisze, warto byłoby to ująć ciut ładniej... Np: "Cholera, kiedy właściwie widzieliśmy się ostatni raz?"

...dalej już się nie czepiam, bo kiedy panowie przeszli do omawiania polityki, szybko pogubiłam się, kto z kim, jak i dlaczego. Początkowa scena w barze wydała mi się dość nieciekawa - niedawno inna użytkowniczka forum wrzucała tekst fantasty, w którym chodziło dokładnie o to samo: do klubu/karczmy wchodzą kolesie już od progu szukający zaczepki i spuszcza im łatwy łomot osoba, która na pierwszy rzut oka nie wyglądała na zdolną do takiego wyczynu.



Nereitte
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: wt 01 paź 2013, 22:06
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Nereitte » czw 30 paź 2014, 16:21

Cześć,
w cytatach jest stara wersja Twojego tekstu – ta bez większości znaków diakrytycznych, sprzed otwarcia wątku - bo ową karykaturalną wersję weryfikacji pisać zaczęłam wcześniej. :)

Przy barze tylko on. Klientela dyskutowała, a on pił i wsłuchiwał sie w ciezkie brzmienia elektronicznej muzyki.
Barman nie mógłby policzyc, ile raz widywał go juz w tym miejscu, ale
mimo to nadal nie znał jego imienia. Taka juz była jego cecha - nie zadawac
niepotrzebnych pytan.


Zbyt duże natężenie zaimków, wypadałoby przebudować ten fragment.

Barman nie mógłby policzyc, ile raz widywał go juz w tym miejscu


Raczej "razy".

I dlatego „Czarna Dziura” tak dobrze prosperowała,
pomimo wiecznych pustek w gosciach.


Przecinek zbędny.

Lokal utrzymywał sie z napiwków, które nie były wystawiane za wzorowa obsługe, bo ta była lepsza w najubozszej budce z hot dogami


Powtórzenie.

po za horyzont „Czarnej Dziury” nie wychodziły zadne informacje.


"poza"

ale za to, ze po za horyzont „Czarnej Dziury” nie wychodziły zadne informacje.
Do lokalu weszło dwóch mezczyzn.


To chyba nie jest powtórzenie samo w sobie, ale nieco uwiera i można by znaleźć jakiś zamiennik dla jednego z wyrazów.

Wysoki miał posepna mine i wygladał na przestraszonego.


Może się mylę, ale mam wrażenie, że strach jest intensywniejszy od smutku (posępny - «okazujący swoim wyglądem i zachowaniem przygnębienie i smutek»), dlatego ciężko byłoby ujrzeć posępność u kogoś przestraszonego.

Co ty tu jeszcze robisz, nie słyszałes co
mówiłem?


Przecinek przed "co".

- Nigdzie sie stad nie rusze. – Odparł mu z usmiechem.


I dochodzimy do kwestii dialogów, o którą pytałeś. Ktoś wprowadził Cię w błąd, mówiąc, że żadnych zasad nie ma.
Reguły są i to dość proste (choć ja talentu do tłumaczenia nie mam i mogę wszystko pokomplikować :D). Kiedy opisany jest sposób użycia przez postać narządu mowy (powiedział, narzekał, krzyknął, warknął, rzucił, odparł itd.), kropka na końcu wypowiedzi postaci nie występuje, dopisek narratora rozpoczyna się małą literą i dopiero on wieńczony jest kropką. Tak więc Twoje zdanie powinno wyglądać w ten sposób:

- Nigdzie się stąd nie ruszę - odparł mu z uśmiechem.

Gdy postać krzyczy albo pyta, reguła pozostaje niezmienna, wyłączając kwestię kropki - ona nie ma prawa bytu, ale wykrzyknik lub znak zapytania już tak. Znów użyję Twojego fragmentu, tylko nieco go zmienię:

- Nigdzie się stąd nie ruszę! - krzyknął.

Lub, jeśliby przekształcić to w pytanie, pozostawiając mniej więcej to samo znaczenie:

- Liczycie, że ruszę się stąd tylko dlatego, że wy mi każecie? - prychnął.

Kiedy narrator opisuje zachowanie postaci (lub właściwie cokolwiek innego), na końcu wypowiedzi bohatera umieszcza się znak interpunkcyjny, a dopisek narratora rozpoczyna wielką literą i kończy kropką.

- Właśnie tak. - Sięgnął po kieliszek i wypił jego zawartość.

Jeśli moje próby wytłumaczenia okażą się niewystarczające, zajrzyj do Internetu, tam na pewno znajdziesz więcej łatwiej przyswajalnych informacji. :)

Miki spojrzał na Małego nie dowierzajac.


Przecinek po "Małego".

To był jego bład.


"Jego" wydaje się zbędne, zwłaszcza patrząc na kolejny fragment, w którym roi się od zaimków:

Zaraz po tym jak Miki zdazył wyciagnac reke, Peter chwycił ja z całej siły i wykrecił, sprawiajac mu ogromny ból. Druga wbił mu w podbrzusze, podniósł go i rzucił za barek.


Część jest konieczna, ale myślę, że dałoby się napisać to nieco przejrzyściej.

Facet przeleciał z półtora metra


Narracja jest trzecioosobowa, narrator wszechwiedzący, więc wydaje mi się, że nie zaszkodzi, jeśli usunie się "z" i określi dokładnie: "Facet przeleciał półtora metra". Poza tym tutaj również pojawia się problem powtórzeń:

Facet przeleciał z półtora metra i uderzył z impetem o półki z
alkoholami. Pomimo dudniacego z głosników bassu, dało sie usłyszec huk szkła.


Cztery razy "z". Do przebudowy.

Pomyslał chwile, chciał jakos dopiec Małemu słownie, ale nie mógł znalezc jakiegos trafnego powiedzonka.


jakoś - jakiegoś. Napisałabym: "Pomyślał chwile, chciał jakoś dopiec Małemu słownie, ale nie mógł znaleźć żadnego trafnego powiedzonka".


Nie doczytałam do końca - i choć stało się tak głównie dlatego, że jestem chora i niewyspana, to przyczyniła się do tego także konwersacja Petera z jego ojcem. Rozmowa jest zbyt długa, napakowana informacjami, na których mi nie zależy, bo nie zdążyłam zapałać do bohatera sympatią. Żadnych uczuć, nawet szczątkowej ciekawości nie wzbudziła we mnie dyskusja na temat polityki i światowych wydarzeń, bo opisy Petera i jego ojca to tylko puste zdania. Wolę, gdy wszystko pokazane jest w obrazach, wtedy łatwiej zrozumieć i wczuć się w sytuację.
Po kilku linijkach dialogu przestałam skupiać się na treści i tylko przemykałam wzrokiem po kolejnych zdaniach. To pewnie przez chorobę, która odebrała mi cierpliwość i zdolność do skupienia, ale i tak wydaje mi się, że można by zrobić coś w kierunku uatrakcyjnienia rozmowy.
Poza tym zastanawia mnie, jaki cel miała scena w klubie, bo jeśli sprzyjała jedynie ukazaniu wspaniałości bohatera... to nie jest to dobre wyjście.
Ogólnie - nie jest źle, choć tekst wymaga nieco pracy.

Tak mi się jeszcze rzuciło w oczy:
wysmiewał ideologie Federacji. Miał w tym jednak nieco racji.


„Federacji” - „racji”. Trzeba coś z tym zrobić, źle brzmi.



Awatar użytkownika
mateusz9206
Szkolny pisarzyna
Posty: 28
Rejestracja: pn 29 lip 2013, 14:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Cebulandia
Płeć: Mężczyzna

Postautor: mateusz9206 » pn 03 lis 2014, 00:56

Dzięki za wszystkie wytknięte w tekście błędy. Wezmę je pod uwagę.

Jego ciało zwiotczało chyba, a nie zatańczyło. Ciężko jest tańczyć, kiedy się nie ma kręgosłupa.

Rzeczywiście, może lepiej to zmienić. Ale ten ruch kojarzył mi się z wyginaniem ciała przez tancerki brzucha, więc napisałem, że zatańczyło.

Poza tym: skąd facet siedzący przy barze wiedział, że guma żuta przez wchodzącego kolesia była akurat miętowa?

Facet przy barze nie wiedział. Wie to natomiast wszystko wiedzący narrator ;)


I dochodzimy do kwestii dialogów, o którą pytałeś.

Bardzo, ale to bardzo dziękuje za te porady. Myślę, że próba wyjaśnienia udała się, raczej wiem o co miałaś na myśli. Czy tych zasad jest więcej, czy wykuć się tylko tych tutaj?

Poza tym zastanawia mnie, jaki cel miała scena w klubie, bo jeśli sprzyjała jedynie ukazaniu wspaniałości bohatera... to nie jest to dobre wyjście.

Cóż. Chciałem nieco na wstępie ukazać trochę akcji, plus pokazać to, że bohater pomimo tego, że już od dawna nie jest w czynnej służbie, to nie zmarniał przez lata i jest sobie w stanie poradzić z przeciwnikiem. "Pajace", zamiast twardych gangsterów (bo można się przyczepić, że co to za problem dwóch łepków powalić), to wątek komiczny. Mały to żywcem wyjęty Tomasz Dedek z Poranku Kojota :D

[odnośnie skór]...które dawno temu wyszły z mody.
Btw :arrow: Czyżby? Wydawało mi się, że czarne skóry dla bandziorów zawsze są na czasie :mrgreen:

W mojej przyszłości używane są jedynie specjalne kombinezony x-) Tradycyjne ubrania wykorzystuje tylko Federacja i biedota Przymierza.

"Nie doczytałam do końca - i choć stało się tak głównie dlatego, że jestem chora i niewyspana, to przyczyniła się do tego także konwersacja Petera z jego ojcem. Rozmowa jest zbyt długa, napakowana informacjami, na których mi nie zależy, bo nie zdążyłam zapałać do bohatera sympatią."

Tu mi smutno. Wolałbym przeczytać: "tekst jest kompletnie nieskładny, pełno ortów, ale jaka fabuła! Ło panie!"
"...dalej już się nie czepiam, bo kiedy panowie przeszli do omawiania polityki, szybko pogubiłam się, kto z kim, jak i dlaczego. "

To samo co wyżej :- (


Panie, patrz pan, to nie Ameryka, przyjechał i się rządzi.

Awatar użytkownika
BlankLibrofilia
Pisarz osiedlowy
Posty: 206
Rejestracja: pn 10 cze 2013, 20:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: BlankLibrofilia » pn 03 lis 2014, 11:07

mateusz9206 pisze:Facet przy barze nie wiedział. Wie to natomiast wszystko wiedzący narrator ;)
Ok, ale zobacz, jak to wygląda w tym fragmencie:
mateusz9206 pisze:Do lokalu weszło dwóch mężczyzn. Wyglądali dla Petera komicznie. Jeden krasnal, drugi długi niczym drzewo. Obaj ubrani w czarne skóry, niebędące już dawno w modzie. Mniejszy energicznie ruszał żuchwą, bardzo chwaląc się posiadaną gumą miętową. Wysoki miał posępną minę i wyglądał na przestraszonego. Najkomiczniejszym elementem były przyciemniane okulary. Peter od razu wyczuł, że ci dwaj to pajace udających groźnych.
Cały opis bandziorów masz pomiędzy zdaniami o odczuciach i opiniach Petera (zakładam, że to o przyciemnianych okularach też się do nich zalicza, bo zawiera subiektywną ocenę). Skąd czytelnik ma wiedzieć, że to, co pośrodku, to już nie są te odczucia, tylko wszystkowiedzący narrator? :wink:
mateusz9206 pisze:Chciałem nieco na wstępie ukazać trochę akcji, plus pokazać to, że bohater pomimo tego, że już od dawna nie jest w czynnej służbie, to nie zmarniał przez lata i jest sobie w stanie poradzić z przeciwnikiem.
Czyli rzeczywiście, jak napisała koleżanka wyżej, głównie "ukazanie wspaniałości bohatera" :wink: Ale czy naprawdę dodaje mu tyle wspaniałości fakt pokonania bandytów, którzy są bardziej komiczni niż groźni? -> "(bo można się przyczepić, że co to za problem dwóch łepków powalić)" Jeżeli chcesz uniknąć zarzutów o "ukazywanie jedynie wspaniałości bohatera" (czego też nie jestem fanką), wykorzystaj tych bandziorów do czegoś w późniejszych wydarzeniach.
mateusz9206 pisze:W mojej przyszłości używane są jedynie specjalne kombinezony x-) Tradycyjne ubrania wykorzystuje tylko Federacja i biedota Przymierza.
Ok, przyjmuję do wiadomości ;D Ale koniecznie poinformuj o tym czytelnika, zanim przejdziesz do sceny z wejściem bandziorów do baru, inaczej większość z czytaczy (jeśli nie wszyscy) może sobie pomyśleć, to co ja na początku.
mateusz9206 pisze:Tu mi smutno. Wolałbym przeczytać: "tekst jest kompletnie nieskładny, pełno ortów, ale jaka fabuła! Ło panie!"
No nie chcę Cię dobijać jeszcze bardziej, ale po szybkim przemknięciu wzrokiem parę dni temu odniosłam wrażenie, że fabuła d**y nie urywa. Tzn. - nie ma w niej niczego, czego nie dostalibyśmy już w podobnych odsłonach w innych książkach i filmach sci-fi. Chcesz urwać d**ę czytelnikowi fabułą? Zacznij od wymyślenia czegoś, czego jeszcze nie było ;D

A teraz kilka pomysłów, jak uczynić rozmowę Petera i jego ojca bardziej interesującą dla czytelnika.
Ty zaczynasz w ten sposób:
mateusz9206 pisze:- Słyszałeś o tym, co się dzieje w Federacji?
- Nie śledziłem na bieżąco wydarzeń, ale wiem, że tłuką się między sobą.
Czytelnik na tym etapie nie ma pojęcia, co to jest Federacja (choć być może wyjaśniłeś to wcześniej, skoro tekst jest fragmentem większej całości). Składa się tylko z państw Ziemi? Jeśli tak, to czy ze wszystkich? A może jest międzyplanetarna? Jakie są główne założenia jej polityki? Kto jej przewodzi? Jeśli czytelnik nie zna odpowiedzi na te wszystkie pytania, dlaczego ma go obchodzić, kto się tam z kim tłucze i o co?
mateusz9206 pisze:Straszny bajzel, buntownicy przegonili naczelnika, nowym mianował się jeden wojskowy, komandor Hugo Embara, a teraz tłumi powstania lojalistów i generalnie wprowadza swoje rządy.
Ok, najwyższą władzę sprawuje tam, zdaje się, jakiś naczelnik. Dlaczego buntownicy chcieli go obalić? Skoro nowym mianował się jakiś komandor, musiał być chyba przywódcą tych buntowników? Kim są lojaliści? Zwolennikami poprzedniego naczelnika? A może kogoś jeszcze innego? A o tym, że Hugo Embar "wprowadza swoje rządy" akurat niepotrzebnie informować, bo skoro najwyższą władzę w Federacji sprawuje naczelnik, a on właśnie nim został, to co innego miałby robić? :twisted:
mateusz9206 pisze:- Kto tam był teraz naczelnikiem? Kladhia Basmingeen? – Zapytał Peter.
- Tak, Kladhia Basmingheen, ta rudowłosa.
Nie, teraz naczelnikiem jest tam Hugo Embar. Kladia Basmingeen mogła być co najwyżej tą obaloną naczelniczką :mrgreen:
mateusz9206 pisze:Kladhia chciała współpracy z Przymierzem, a ten Embara oskarżył ją o zdradę stanu i że to się kłóci z podstawowymi zasadami Federacji.
Co to jest Przymierze? Dlaczego podstawową zasadą Federacji jest brak współpracy z nimi?
mateusz9206 pisze:Przeważnie każdy obywatel, szczególnie ze starszego pokolenia, wychowywany był w nienawiści do tworu politycznego jakim było Przymierze Ziemskie.
Ok, widzę, że to jednak Przymierze jest Ziemią, czym u licha jest w takim razie ta zakichana Federacja? :wink:
mateusz9206 pisze:W sumie nie można się chyba im dziwić, w czasie Wojny Międzysystemowej dostali od nas srogiego łupnia.
Aha, to Peter i ojciec są z Przymierza? Dotychczas sądziłam, że właśnie z Federacji Jak dawno temu toczyła się ta Wojna Międzysystemowa? O co w ogóle poszło? Jakie były warunki zawarcia pokoju?
mateusz9206 pisze:Nie wiadomo, gdzie teraz przebywa naczelnik, ale logicznym jest, że najbezpieczniej jej będzie w strefie Przymierza.
BYŁA naczelnik :wink: Musisz wyraźnie zaznaczać takie rzeczy, bo czytelnik odruchowo sobie pomyśli, że chodzi o Hugona Embara i będzie zachodził w głowę, czemu nagle zmienił płeć i czemu u licha ma mu być najbezpieczniej w strefie Przymierza, skoro uważa współpracę z nimi za zdradę?
itd.

Tyle zdołałam zrozumieć: jest sobie (w bliżej nieokreślonej przyszłości? Dawno, dawno temu w odległej galaktyce? W równoległym wymiarze?) jakieś Przymierze (Ziemia?) i Federacja (cholera wie, co), w której władzę sprawuje naczelnik. Właśnie został(a) obalona(a) i szuka azylu i Pomocy militarnej w Przymierzu. I właśnie Peter będzie jej pomagał.
Nawet jeśli moja dedukcja jest poprawna, to jeszcze się nie ciesz, bo do tych wniosków doszłam w wyniku ślęczenia nad tekstem i jego mozolnej analizy :wink: Przeciętny czytelnik nie będzie tego robił, bo chce szybko dać się porwać akcji i z zaciekawieniem przewracać kolejne strony, więc ustrój i politykę swojego świata musisz mu podać maksymalnie strawnie, bezboleśnie i mimochodem, bez szkody dla akcji, inaczej ciśnie książką w kąt z okrzykiem: "Nie rozumim!" :mrgreen: I nie zapominaj przy tym, żeby wprowadzić te wszystkie informacje za pomocą wszystkowiedzącego narratora, nie w dialogach postaci, które w tym świecie na co dzień żyją i funkcjonują, więc nie muszą sobie tłumaczyć, że Przymierze nie jest lubiane przez Federację, w której najwyższą władzę sprawuje naczelnik itd.

Sorry, że Ci tłumaczę jak krowie na rowie, ale jeśli wiesz już niektóre z tych rzeczy, to po prostu zignoruj :mrgreen:

Btw, mam nadzieję, że nie będzie żadnego romansu pomiędzy Peterem a Kladhią? Zabiłbyś wtedy sztampą :/

Zatwierdzona weryfikacja (łącznie z pozostałymi postami BlankLibrofilii w tym temacie) - Gorgiasz
Ostatnio zmieniony ndz 09 lis 2014, 19:19 przez BlankLibrofilia, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
mateusz9206
Szkolny pisarzyna
Posty: 28
Rejestracja: pn 29 lip 2013, 14:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Cebulandia
Płeć: Mężczyzna

Postautor: mateusz9206 » pn 03 lis 2014, 23:42

I nie zapominaj przy tym, żeby wprowadzić te wszystkie informacje za pomocą wszystkowiedzącego narratora, nie w dialogach postaci, które w tym świecie na co dzień żyją i funkcjonują, więc nie muszą sobie tłumaczyć, że Przymierze nie jest lubiane przez Federację, w której najwyższą władzę sprawuje naczelnik itd.


Widzisz, tu mam problem. Swego czasu skupiałem się tylko na takich opisach. Nie pisałem w ogóle dialogów, tylko takie mityczne historie, budujące uniwersum. Zajęło mi to jakieś 2 lata (pisałem gdy miałem wenę) i co najlepsze, praktycznie nic z tego nie wykorzystałem. Później zmieniłem koncepcję na ruszanie fabuły do przodu właśnie poprzez dialogi. Tutaj problemem jest jednak świat, w którym żyją bohaterowie. Bez sensu jest tłumaczenie bohaterowi powieści sytuacji X, skoro on z sytuacją X mógł się spotkać w radiu, telewizji, gazecie. Trzeba to wyjaśnić czytelnikowi, bo on w tym świecie nie żyje.
Mój problem zwykle polega na tym, że gdy miałem taki dialog, jak tam wyżej
- Słyszałeś, co się dzieje w Federacji?
- Nie, co?
Federacja to...

To potem na temat Federacji potrafiłem się rozwodzić na kilka stron. Nie bardzo potrafiłem selekcjonować istotne informacje. Wskutek czego wszystko się rozwlekało i nie miało dynamiki.

Widzę, jednak będę musiał znaleźć złoty środek. Wpierw chciałem zbudować opowieść niemal na narratorze, teraz prawie na dialogach i narratorem opisującym uczucia bohaterów... a tu jeszcze czytelnikowi świat trzeba przedstawić. Zbyt wiele Ci czytelnicy wymagają :p

Długa droga przede mną jeszcze.


Panie, patrz pan, to nie Ameryka, przyjechał i się rządzi.

Awatar użytkownika
BlankLibrofilia
Pisarz osiedlowy
Posty: 206
Rejestracja: pn 10 cze 2013, 20:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: BlankLibrofilia » wt 04 lis 2014, 08:40

mateusz9206 pisze:Swego czasu skupiałem się tylko na takich opisach. Nie pisałem w ogóle dialogów, tylko takie mityczne historie, budujące uniwersum.
To jest przesada w drugą stronę :wink:
mateusz9206 pisze:Bez sensu jest tłumaczenie bohaterowi powieści sytuacji X, skoro on z sytuacją X mógł się spotkać w radiu, telewizji, gazecie. Trzeba to wyjaśnić czytelnikowi, bo on w tym świecie nie żyje.
No właśnie. Coś mi mówiło, że czujesz teorię, tylko masz problemy z przełożeniem jej na praktykę ;D
mateusz9206 pisze:To potem na temat Federacji potrafiłem się rozwodzić na kilka stron. Nie bardzo potrafiłem selekcjonować istotne informacje.
A to jest właśnie kluczowe ;D Informacje, które są według mnie najbardziej istotne masz wyszczególnione w poście wyżej. Wg mnie nie możesz ruszyć ze scenami, w których wiodącą rolę odgrywa polityka, bez poinformowania odbiorcy o: czasie i miejscu akcji (Ziemia czy inna planeta? Ile lat do przodu? Bo akcja dzieje się chyba w przyszłości?), jak doszło do tego, że powstały Federacja i Przymierze, z jakich państw się składają, dlaczego się nie lubią. I potem stopniowo, od ogółu do szczegółu: kto jest tam przywódcą, jaki panuje w nich ustrój, jakie zamieszkuje je społeczeństwo... Kiedy przejdziesz już do malutkich szczególików, możesz zacząć używać do informowania o nich bohaterów (ex-naczelnik na pewno będzie bardziej zorientowana w zakulisowych, politycznych gierkach niż główny bohater).

Mój pomysł: powymyślaj sceny, które sprzyjają wprowadzaniu takich informacji (w takiej lub zbliżonej kolejności). Może zamiast średnio ciekawej bójki w barze opisać kwaterę główną naczelnika, w której właśnie rozsiadł się Hugo Embara, z satysfakcją rozejrzał wokół, a gdy już w dostatecznym stopniu ponapawał się swoim zwycięstwem, wezwał jakiegoś przydupasa, któremu wydał polecenia dotyczące krótko- i długoterminowej polityki. Bo teraz, po obaleniu pani naczelnik, trzeba zrobić to, to i to, co w konsekwencji doprowadzi nas do osiągnięcia takiego a takiego celu... :twisted: (w ogóle gość, choć został tylko wspomniany, wydaje mi się najbardziej obiecującą postacią, ma zadatki na bezwzględnego intryganta, uwielbiam o takich czytać :mrgreen: )

Także, imho... przede wszystkim przemyśl to fabularnie.



Awatar użytkownika
Pabitan
Szkolny pisarzyna
Posty: 46
Rejestracja: czw 09 paź 2014, 13:36
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Pabitan » wt 04 lis 2014, 09:48

Kilka uwag wstępnych:

Zamilkł na
moment. - Lubiłem swoją załogę

Nie wiem czy to kwestia kopiowania, ale usuń enter przed „moment”.

- Ale były… mimo to, teraz cieszę się, że tu wpadłeś. Gdyby tak nie było, wyrzuciłbym za drzwi, a tego nie zrobiłem

Dorzuciłbym cię po wyrzuciłbym, moim zdaniem lepiej się czyta.

W sumie nie można się chyba im dziwić, w czasie Wojny Międzysystemowej dostali od nas srogiego łupnia.

Postaw kropke między i rozbij to na dwa osobne zdania.

Nie ma lepszej niż humanitarna pomoc.

Jak dla mnie nie pasuje szyk, może się czepiam ale zamieniłbym na pomoc humanitarną.

Ty masz doświadczenie, przeszkolenie wojskowe sil specjalnych

sił - literówka.

Nie wiele

Niewiele - pisze się razem.

Pancerz miał być dla wszystkich a obecnie korzystają z niego wyłącznie jednostki specjalne.

Przecinek po wszystkich.

Embara jawnie rzeszy do nas nienawiść.

Jawnie RZESZY ? - chyba jawnie szerzy, rzesza znaczy trochę co innego.


Zgodzę z przedmówcami w kilku kwestiach:

BlankLibrofilia: z kurtkami skórzanymi to słuszna uwaga, tez pomyślałem, że skóra dla bandziorów jest ok i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Weź to zasygnalizuj, czemu jest to dziwne.

Jeśli chodzi o dialog z ojcem: faktycznie przydługi, ale z tego co rozumiem to co wrzuciłeś jest fragmentem czegoś większego, więc te informację chyba są potrzebne. Rozpisz jednak te dialogi: dodaj jakaś akcję albo zachowanie bohaterów czy coś. Niech to nie będzie sucha rozmowa (podrapał się po głowie, beknął przez piwo itp. coś się stało, coś spadło.).

Po przeczytaniu do końca tyle uwag. Styl pisania jak dla mnie bez zarzutów. Czytało się gładko i bez miejsc, przez które ciężko przebrnąć.


God's in his heaven, all's right with the world.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości