Wyjście z cienia [obyczaj]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Wyjście z cienia [obyczaj]

Postautor: Milt » pn 03 lis 2014, 13:24

Zainspirowana zjawiskiem dość powszechnym w miejscowościach turystycznych napisałam tę oto wprawkę. Może pewnego dnia wrócę do tej historii, bo temat mnie kręci.


TEKST ZAWIERA ŚLADOWE ILOŚCI WULGARYZMÓW



___Obserwował ich już od kilku dni. Działali we trójkę. Dziewczyna w rudej peruce, okularach przeciwsłonecznych na pół twarzy i kusej kiecce zaczepiała samotnych turystów – zawsze mężczyzn z nosami utkwionymi w mapach; wiek nie grał roli. Pytała czy może pomóc w dotarciu do wybranego miejsca. Znaczna większość, skuszona krągłościami i czarującym uśmiechem na pełnych wargach, przyjmowała ofertę z nieskrywanym entuzjazmem.
Wtedy rozpoczynała się akcja. Dziewczyna brała „podopiecznego” pod ramię, zmniejszała dystans i pilnowała, by ciągle trzymał plan miasta przed sobą. Przesuwała po nim palcem i objaśniała, niczym zagubionemu dziecku, jak dojść albo dojechać do określonej dzielnicy Barcelony. W między czasie jeden z jej wspólników zawsze się z nią zderzał – albo wysoki, dość szczupły brunet, albo krępy Afroamerykanin z kędzierzawą szopą na głowie. Przepraszali i szli dalej, znikając w jednej z licznych uliczek, które odchodziły od Rambli. Chwilę później drugi opuszczał uliczkę, doganiał spacerująca parę i ponownie potrącał dziewczynę. W tym miejscu akcja dobiegała końca, chociaż nie zawsze, bo mężczyźni zachwyceni uroczą towarzyszką prosili, żeby doprowadziła ich do obranego celu. Z reguły nie odmawiała, wykręcała się dopiero przy śmielszych prośbach.
___Taktyka dobra. Miguel doskonale wiedział przez kogo opracowana, co więcej, od dziecka znał „aktorów” tego przedstawienia. W głębi serca im zazdrościł. Już nie pamiętał, kiedy współpracował z równie zgraną i sprytną ekipą. Dzieciakom, które szkolił w ostatnim czasie, brakowało doświadczenia, więc żadna akcja nie przebiegała równie sprawnie jak ta. Co gorsza zarobki były godne pożałowania –sam potrafił skołować dwa, nawet i trzy razy większe. Zacisnął wargi. Wielokrotnie myślał o powrocie do grupy, lecz nieustabilizowany tryb życia i ciągła ucieczka skazywały go na samotność i skrywanie się w cieniu. Pozostała jedynie obserwacja.
___Za każdym razem kiedy patrzył, z jaką swobodą ryzykują i oczyszczają z pieniędzy kolejnego naiwnego turystę, niewidzialna siła pchała go w ich stronę. Opierał się, chociaż chciał pomóc. Pragnął znów należeć do gangu Alvareza, tym bardziej, że przez osiem lat od chwili ucieczki, ani przez chwilę nie przestał myśleć o Valerii. Właściwie, stanowiła jedyny powód, dla którego tak naprawdę wrócił na stałe do Barcelony; w dodatku zamierzał zebrać się na odwagę i wreszcie ją zaczepić. Pokręcił głową z niezadowoleniem. Już nie miał szesnastu lat i masy pryszczy, więc tym razem nie kompleksy kazały mu utrzymać dystans, tylko głęboko zakorzeniona świadomość zagrożenia wspierana przez rozsądek. Zignorował je, wsiadając do pociągu. Kilka dni walczył z wyrzutami sumienia, lecz te uciszył widok dziewczyny – jak zawsze pełnej energii i zadowolonej z życia. Na pierwszy rzut oka było widać, że uwielbia swój fach i kpi z towarzyszącego mu ryzyka. Nie różnili się w podejściu, a jednak kiedy obserwował każdą akcję, drżał z niepokoju i trwał w gotowości, żeby wyciągnąć ją z jakichkolwiek tarapatów. Dzięki Bogu, przez ostatni miesiąc nie nastąpiła żadna kryzysowa sytuacja. Do czasu…


___Tego dnia ciężkie, gorące powietrze przytłaczało. Rzeka turystów leniwie płynęła po Rambli. Sprzedawcy raz po raz spoglądali ku wylotowi ulicy w oczekiwaniu na chłodny powiewu od portu, ale wiatr zdawał się równie senny, co przybysze nieprzyzwyczajeni do prawie czterdziestostopniowych temperatur. Jedynie kelnerzy zdołali wykrzesać z siebie energię do pracy. Z uśmiechami na opalonych twarzach podstawiali kolejnym przechodniom pod nos karty dań i chociaż spotykali różne reakcje: od zainteresowania, po kategoryczne odmowy, bo w większości restauracji na Rambli ceny przyprawiały o dreszcze, nie ustępowali, licząc że w końcu wyłowią z tej rzeki jakąś grubą rybę.
___Rozleniwienie tłumu nie uszło uwadze kieszonkowców. Bacznie obserwowali ludzi, oceniali grubość portfeli, nakreślali plany działań. Część z obawy przed konkurencją już podążyła za ofiarami i wykorzystując chwile nieuwagi, wpychała palce do toreb i kieszeni. Mniej wprawieni i nieostrożni kończyli z kajdankami na nadgarstkach; czujna policja nigdy nie odpuszczała, nawet w równie leniwy dzień.
___Valeria z uśmiechem satysfakcji obserwowała jak zgarniają z głównej alei trzech wyrostków. Policja zajęta, więc czas zacząć przedstawienie. Skinęła na wspólników. Damian, brunet o dość jasnej karnacji jak na miejscowy klimat, otaksował ją uważnie. Odkąd dołączył do grupy, miał na nią ochotę. Na razie z nim igrała, może kiedyś pozwoli mu przekroczyć barierę dotyku. Niski, ciemnoskóry Pablo sapnął z irytacją, zerkając na kumpla, a jej szerokim gestem ręki potwierdził, że może działać.
___Ofiarę wybrali już wcześniej. Samotny czterdziestolatek – Irlandczyk, kręcił się koło budek z pamiątkami. Przeglądał pocztówki, landszafty i mapy. Nigdy dotąd go nie widzieli, zatem nadawał się idealnie. Dziewczyna poprawiła sukienkę, wyeksponowała dekolt i wsuwając ciemne okulary na nos, ruszyła pewnie w jego kierunku.
___- Najtańsza mapa to raczej kiepski pomysł, jeśli chciałby pan dogłębnie poznać Barcelonę – zagadała po angielsku, widząc jak mężczyzna wyciąga ze stojaka plan miasta za pięć euro.
___Zmierzył ją spojrzeniem. Chyba połknął haczyk, bo uśmiechnął się przyjaźnie.
___- W takim razie, co pani proponuje? – Zapytał w tym samym języku.
___Valeria, udając że poważnie się zastanawia, sięgnęła po dwa razy droższy plan.
___- Z tą nie zaginie pan w zaułkach Dzielnicy Gotyckiej. Chyba że zrezygnuje pan z droższej wersji, kupi tańszą i zgodzi się na darmowego przewodnika po tej części miasta.
___Wybrał drugą opcję. Gdy wyciągał pieniądze, Valeria dyskretnie oceniła stan portfela. Na oko, trzymał w nim około stu euro. Uśmiechnęła się z zadowoleniem – następne udane łowy, tym bardziej, że nierozważnie wsunął portfel do kieszeni. ___- Niech pani prowadzi – powiedział.
___Ruszyli pomału Ramblą i zaczęli luźną pogawędkę. Przedstawiła się jako Elena – studentka turystyki. On miał na imię Peter i tak jak przypuszczali, przyjechał z Irlandii. W dodatku sam – cztery miesiące temu się rozwiódł. „Oho! – Uruchomiła alarm ostrzegawczy. – Już pewnie liczy na małe co-nieco po zwiedzaniu.”
___Gdy skręcili w jedną z odnóg Rambli, powoli zaczęła się irytować; mimo licznych aluzji i namów ofiara, nie rozwinęła jeszcze planu, co trochę utrudniało działanie. W dodatku Pablo kilka razy mignął jej przed oczami. Niestety, nie mogła zareagować na sygnały, dopóki nie zdobędzie portfela. W ten sposób towarzysz i wspólnik nieświadomie popychali ją w szpony nerwów. Z minuty na minutę serce biło coraz mocniej, pot wydobywał się wszystkimi porami skóry, zaczęła też odczuwać pewien dyskomfort, bo obcisła sukienka całkowicie przykleiła się do ciała, a gruba warstwa makijażu ciążyła na twarzy. W pewnym momencie przestała słuchać Petera. Dotąd próbowała odpowiadać na pytania i raczyć go wieloma przemilczanymi szczegółami z historii miasta i anegdotkami z życia codziennego.
___- Co tak nagle zamilkłaś? – Delikatnie uścisnął jej ramię.
___- Chłonę osobliwy urok tych uliczek. – Wymyśliła na poczekaniu. – Popatrz w górę.
___Górne części fasad kamienic niknęły w świetlistej mgiełce, a rośliny na balkonach zieleniły się w promieniach popołudniowego słońca, ożywiając kolorem zacienione, szare uliczki. Valeria liczyła, że chwilowo przykuje uwagę Petera. Szybko zmniejszyła dystans, niemal wtulając się w jego ramię i drżącą ręką sięgnęła do kieszeni. Nagle mężczyzna spojrzał na nią z szerokim uśmiechem. Cofnęła dłoń. Już wiedziała, co myślał – za bardzo się spoufaliła. Jak nic, zaraz zaproponuje kolację, a potem nocleg w hotelu; za dobrze znała ten typ. Rozwodników w średnim wieku łatwo było wkręcić – skusić młodością i zgrabnym ciałem, natomiast wykręt kosztował sporo wysiłku.
___- Zjemy razem kolację?
___Zaklęła pod nosem.
___- Kiedy? – Wymusiła cukierkowy uśmiech.
___- Choćby i dzisiaj.
___- Dziś odpada, muszę się uczyć.
___- A jutro?
___- Jutro też. Sam wiesz… studia. – Rozłożyła bezradnie dłonie.
___- W takim razie, jak skończymy, zapraszam na obiad. – Nie dawał za wygraną.
___- Dziś już jadłam. Ale jutro… może…
___W tej samej chwili znowu dostrzegła Pabla. Niecierpliwił się. Ręką dała mu znak, żeby czekał. Odetchnęła głęboko, gdy zniknął. Następnym razem musi mu przekazać portfel!
___Dotarli do Placa Sant Juame, gdzie jak w każdej części miasta, roiło się od wycieczek. Valeria pokazała Peterowi XV-wieczny Palau de la Generalitat de Catalunya, a następnie Casa de la Ciutat. Rzuciła kilka suchych faktów, a on zachęcony wydobył iPhona i zaczął fotografować.
___„Teraz albo nigdy” – pomyślała. Podeszła jak najbliżej i wsunęła mu palce do kieszeni. Wtedy go dostrzegła… Szedł w ich stronę, nie spuszczając z niej oczu. Widział, co robi. Przełknęła ślinę. Bez chwili namysłu wyrwała Peterowi portfel i rzuciła się do ucieczki. Mężczyzna w pierwszej chwili nie pojął, co się dzieje, lecz gdy tuż obok przebiegł policjant, natychmiast ruszył w pościg.
___Wbiegła w jedyną, prawie pustą uliczkę. Gnała jak najszybciej, na ile pozwalały krótkie nogi i eleganckie sandałki. Chciała je zrzucić, paski obcierały kostki i spowalniały bieg. Rzadko uciekała; gdyby wiedziała, jak zakończy się dzisiejsza akcja, włożyłaby inne buty! Gorączkowo rozglądała się dookoła w poszukiwaniu wspólników albo chociaż kolejnej alejki bez turystów; jak na złość, nigdzie ich nie brakowało.
___Powoli traciła dech w piersiach. Gęste krople potu sunęły po ciele i twarzy, wpadały do oczu i zakłócały ostrość widzenia, już i tak ograniczoną przez ciemne okulary. Pozbyła się ich, ale wcale jej nie ulżyło, bo mięśnie nóg odmawiały posłuszeństwa. Myślała o odpoczynku, łóżku w pokoju, o kimś, kto wyratowałby ją z opresji, a najlepiej, uciekałby za nią.
___I nagle ktoś chwycił ją za nadgarstek. Pisnęła. Chciała nawet przywalić intruzowi, jednak ten, ku jej zaskoczeniu, pociągnął ją dalej. Ledwie nadążała, biegł tak szybko. Znacznie zwiększył dystans, dzielący ich od pościgu.
___Na zalanym słońcem placu przed monumentalną katedrą La Seu, wmieszali się w tłum. Intruz, jak już go określiła, nie dość, że ją osłonił, jednym ruchem ściągnął jej perukę i sprawnie powyjmował szpilki, uwalniając gąszcz loków w kolorze ciemnej czekolady. Zamrugała, kompletnie nie rozumiejąc co jest grane. Chyba zemdlała gdzieś po drodze. Ktoś jej pomógł. Z jakiej racji?! Uniosła wzrok. Nie imponował wzrostem, chociaż przy niej, mierzącej ledwie metr sześćdziesiąt, wydawał się wysoki. Za to nadrabiał budową; ciemnoszary podkoszulek opinał szeroką pierś, a na ramionach fizyczny wysiłek też zrobił sporo wyżłobień. Zerknęła na twarz. Niezły. Z czarnymi, posklejanymi w strąki, półdługimi włosami, kilkudniowym zarostem i oliwkowymi oczami, pełen chłopięcego uroku pociągał. Na stówę zemdlała. Zaraz obudzi się w celi i wezmą ją na przesłuchanie.
___- Przerwa na oddech – oznajmił. – Chowaj dowody.
___Natychmiast wrzuciła portfel i perukę do torby.
___- Wybacz, maleńka, teraz cię obejmę. Poudajemy zakochanych.
___Gwałtownie odwrócił ją do siebie i oplótł ramionami w pasie. Pochylił się, opierając brodę na jej ramieniu. Czuła jego przyspieszony oddech na szyi i bicie serca przy piersi.
___- Módl się, żeby cię nie rozpoznali – wydyszał jej do ucha.
___- Nie widzę ich.
___- Spójrz w lewo.
___Stali tam obaj. Rozglądali się po placu, lecz chwilowo nie zwracali na nich uwagi. Potrząsnęła głową, zarzucając loki na twarz. Tylko co z kiecką? Wyzywająca i czerwona aż biła po oczach.
___- To się dzieje naprawdę?
___Poczuła, jak drży ze śmiechu.
___- Jestem zbyt przystojny, żeby być prawdziwy, hę? – Dźgnął ją palcem w bok.
___- Powiedzmy… Dlaczego mnie uratowałeś?
___- Ludzie po fachu powinni sobie pomagać.
___- Czyżby? Stanowię konkurencję. Jutro możesz przeze mnie zarobić mniej.
___- Przeżyję. – Rzucił niedbale.
___Zerknęła na chłopaka. Uśmiechał się z rozbawieniem. Wzbudzał zaufanie. W ogóle zauważyła w nim coś znajomego. Oczy. Zdecydowanie. Tylko jedna znana jej osoba takie miała: o migdałowym kształcie i oliwkowej barwie.
___- Skąd wiedziałeś, że noszę perukę? Wszyscy twierdzą, że wyglądam dość naturalnie…
___- Może cię znam? – Zasugerował z nieodgadnionym uśmiechem. – O kurwa, idą tu…
___Pociągnął ją za rękę ku najbliższemu wyjściu z placu. Od czasu do czasu zerkała przez ramię. Pościg narzucał coraz szybsze tempo.
___- To przez kieckę… – powiedziała przepraszająco.
___- Spieprzamy. Szybko.
___Puścili się pędem w wąską uliczkę, potrącając po drodze kolejnych przechodniów. Policjant i poszkodowany zawzięcie deptali im po piętach, choć chłopak wybierał coraz nowsze zaułki. Kluczyli w labiryncie masywnych murów Dzielnicy Gotyckiej do momentu aż zaczęli opadać z sił. U kresu wytrzymałości, wpadli w bramę najbliższej kamienicy i przecięli podwórko. U przeciwległego wylotu skręcili w lewo i ruszyli przed siebie, ale już nie biegiem. Dziewczynę paliły gardło i płuca. Marzyła o szklance wody, byle ugasić wewnętrzny ogień. W gwarze panującym w uliczce, zdawało się jej, że słyszy walenie obu serc. Mocniej ścisnęła dłoń towarzysza. Spojrzeli na siebie.
___- Jak ci na imię? – Wydusiła.
___- Miguel.
___I już wiedziała. Miguel Aguirre – oczko w głowie jej ojca, wzór do naśladowania, najlepszy w gangu, nie do przebicia. Żaden z podopiecznych Alvareza nie potrafił w ciągu dnia zarobić tyle co on. Jego rekord wynosił aż pięć tysięcy euro. Pedro ubolewał, kiedy niesprzyjające okoliczności zmusiły chłopaka do opuszczenia Barcelony. W dodatku brak najbardziej rentownego źródła dochodów odbił się negatywnie na całym gangu – do dziś nie zarabiali tyle, co za czasów Miguela. Część ekipy chciała naśladować najlepszego, lecz zbyt nierozważnie ryzykowała, przez co trafiała do aresztu.
___Jako nastolatka nienawidziła Miguela; jego drwiącego uśmiechu, pewności siebie, arogancji. Zachowywał się tak, jakby wrodzony talent do wyłuskiwania forsy z najbardziej niedostępnych miejsc dawał mu przywilej traktowania wszystkich z góry, nawet jej: córki szefa. Zastanawiało ją czy w ciągu ośmiu lat charakter uległ zmianie, tak jak wygląd? Wspominała go jako wychudzonego, niezbyt wysokiego i niewyróżniającego się urodą dzieciaka ulicy. Obraz kompletnie nie pasował do młodego mężczyzny, który właśnie ściskał jej dłoń, aż czuła każdą kość.
___- Minęło osiem lat, odkąd widzieliśmy się po raz ostatni. Jak mnie poznałeś?
___- Bywałem w Barcelonie od czasu do czasu. Obserwowałem cię. Widziałem jak dorastasz… – Zwrócił głowę w jej stronę. – Piękniejesz…
___Uciekła wzrokiem w bok. Dla zachowania pozorów spojrzała przez ramię.
___- Chyba już po wszystkim…
___- Nie byłbym pewien. Musimy się gdzieś tymczasowo ukryć.
___- Wracam do domu. Dam też znać ekipie, że wszystko gra.
___- Myślisz, że się przejmują? – Spytał z ironią.
___- Tata ich wypatroszy, jeśli nie dostarczą mnie z powrotem w jednym kawałku.
___- Skąd ja to znam? – Bąknął pod nosem.
___Wyszli z powrotem na Ramblę, gdzie pozwolili się pochłonąć rzece przyjezdnych, idących w kierunku Placa de Catalunya.
___- Zgłodniałem z tego wszystkiego. – Potarł brzuch.
___Jak na złość żaden z kelnerów nie podetknął mu karty. Nic dziwnego, jego niechlujny wygląd odstraszał.
___- Mieszkacie tam gdzie dawniej? Odstawię cię, a przy okazji pogadam z Pederem. Wieki go nie widziałem. Pewnie się zestarzał, co? Siwieje już?
___Zacisnęła pięści. Za żadne pieniądze świata nie pozwoli mu spotkanie z ojcem; na powrót tym bardziej. Jakoś radzili sobie bez niego.
___- Pyton zaginął na wieki, skoro chcesz się znowu do nas wpakować?
___Jego entuzjazm wyparował jak mała kałuża w upalny dzień.
___- Nie wiem… Nagle zapadł się pod ziemię. Ponad rok go nie widziałem.
___- Mimo to, najrozsądniej będzie się w tej chwili rozstać.
___- Tak… Chyba tak.
___Zeszli na bok, pomiędzy stoiska z pamiątkami.
___- To… – Chrząknęła. – Dzięki za pomoc…
___- Nie dostanę nic w zamian? – Mrugnął porozumiewawczo.
___Westchnęła. Przeboleje każdą sumę. Lepiej płacić niż trzy dni siedzieć w areszcie.
___- Ile chcesz?
___- Jeden.
___- Jeden co? – Zmarszczyła brwi.
___Uśmiechnął się szelmowsko i niemal brutalnie wpił się w jej wargi. Szeroko otworzyła oczy. W pierwszym odruchu chciała go odepchnąć i przywalić twarz; z reguły oczekiwała od faceta pewnej subtelności. W dodatku kilkudniowy zarost okropnie drapał. Mimo to dała się ponieść – mała odmiana nie zaszkodzi. Zresztą, im dalej brnęli, tym bardziej zmieniała nastawienie. W pewnej chwili uznała, że Miguel nieźle całuje.
___Ni stąd ni zowąd ktoś chwycił ją za ramię i wykręcił do tyłu. Zimny metal oplótł nadgarstki, do uszu doszedł cichy, nieprzyjemny trzask. Z przerażeniem spojrzała na Miguela. Jego również skuli, ale sprawiał wrażenie, jakby wcale go to nie obchodziło. W pewnej chwili się roześmiał.
___- No… coś przeczuwam, że sobie posiedzimy.
___Obrzuciłaby go wściekłym spojrzeniem, gdyby nie zaraził jej podejściem.
Ostatnio zmieniony ndz 09 lis 2014, 13:20 przez Milt, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Tenax
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: sob 01 lis 2014, 17:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Tenax » wt 04 lis 2014, 23:20

Pytała, czy może pomóc w dotarciu do wybranego miejsca.

Tu przecinek

W między czasie jeden z jej wspólników zawsze się z nią zderzał – albo wysoki, dość szczupły brunet, albo krępy Afroamerykanin z kędzierzawą szopą na głowie.

Szopą? Rozumiem, że lekki styl, ale w tekście pisanym to nie przystoi...

Miguel doskonale wiedział przez kogo opracowana, co więcej, od dziecka znał „aktorów” tego przedstawienia.

Zdecydowanie czegoś tu brakuje. Przez kogo została opracowana? Chyba brzmi lepiej

Za każdym razem, kiedy patrzył z jaką swobodą ryzykują i oczyszczają z pieniędzy kolejnego naiwnego turystę, niewidzialna siła pchała go w ich stronę.

Zdanie wtrącone, przecinki w ten sposób

- Najtańsza mapa to raczej kiepski pomysł, jeśli chciałby pan dogłębnie poznać Barcelonę – zagadała po angielsku, widząc jak mężczyzna wyciąga ze stojaka plan miasta za pięć euro.

Zagadała? Zdecydowanie zbyt potoczne, już zwykłe "zagadnęła" sprawdziłoby się lepiej

- W takim razie, co pani proponuje? – Zapytał w tym samym języku.

Mam nadzieję, że ta wielka litera to omyłkowo?

Gorączkowo rozglądała się dookoła w poszukiwaniu wspólników albo chociaż kolejnej alejki bez turystów; jak na złość, nigdzie ich nie brakowało.

Zaraz, zaraz... Co? Nigdzie ich nie brakowało? Czyli że... nigdzie nie, czyli wszędzie tak... Może "nigdzie nie mogła ich dostrzec"? Może jest zbyt późno, ale to dla mnie za duży poziom zawiłości.:P

Zamrugała, kompletnie nie rozumiejąc, co jest grane.

Tutaj przecinek, chociaż ja bym ten zwrot całkiem przetransformowała, jest taki kolokwialny...

- Przeżyję. – Rzucił niedbale.
- Powtórka. Po kiego ta wielka litera?
- Może cię znam? – Zasugerował z nieodgadnionym uśmiechem. – O kurwa, idą tu…

To samo

- To przez kieckę… – powiedziała przepraszająco.

Okej, ale za co ona ma go przepraszać? jej sukienka, jej problem, nie jego.:)

Puścili się pędem w wąską uliczkę, potrącając po drodze kolejnych przechodniów. Policjant i poszkodowany zawzięcie deptali im po piętach, choć chłopak wybierał coraz nowsze zaułki. Kluczyli w labiryncie masywnych murów Dzielnicy Gotyckiej do momentu aż zaczęli opadać z sił. U kresu wytrzymałości, wpadli w bramę najbliższej kamienicy i przecięli podwórko. U przeciwległego wylotu skręcili w lewo i ruszyli przed siebie, ale już nie biegiem. Dziewczynę paliły gardło i płuca. Marzyła o szklance wody, byle ugasić wewnętrzny ogień. W gwarze panującym w uliczce, zdawało się jej, że słyszy walenie obu serc. Mocniej ścisnęła dłoń towarzysza. Spojrzeli na siebie.

Opis pościgu jest fajny, całkiem zgrabny, tylko są "u kresu wytrzymałości" już w czwartym zdaniu, chyba trochę za szybko.

- Skąd ja to znam? – Bąknął pod nosem.

No dobra, to chyba jednak nie literówki, co...?

- To… – Chrząknęła. – Dzięki za pomoc…

I tu...

W pierwszym odruchu chciała go odepchnąć i przywalić twarz;

Albo "w" zniknęło, albo muszę się dowiedzieć, jak "przywalać twarz...:D

Podsumowując... Sporo przecinków się nie zgadza, musisz pamiętać, żeby stawiać je przy imiesłowach przysłówkowych, przed jak (w przypadku zdania złożonego podrzędnie) i czy, bo tych było chyba najwięcej.
Po drugie, akcja. Na początku wiało nudą - opis gonił opis, jeden z drugim miał niewiele wspólnego. Na szczęście potem zaczęło się coś dziać. Mimo kilku przeskoków czytało się to całkiem płynnie.
Styl. Bardzo nie lubię kolokwializmów w tekście pisanym więc wszelkie "szopy" bardzo kłują mnie w oczy. Czasem są też niespójności składniowe, ale wszystko jest do wypracowania. Proponuję przeczytać całość parę razy i zobaczyć, czy wszystko na pewno dobrze brzmi. Zazwyczaj takie rzeczy wychodzą same.
Rozumiem urozmaicenie, ale mieszanie zdań bardzo krótkich z niezwykle rozłożystymi czasem wygląda kiepsko. Tutaj:
Z uśmiechami na opalonych twarzach podstawiali kolejnym przechodniom pod nos karty dań i chociaż spotykali różne reakcje: od zainteresowania, po kategoryczne odmowy, bo w większości restauracji na Rambli ceny przyprawiały o dreszcze, nie ustępowali, licząc że w końcu wyłowią z tej rzeki jakąś grubą rybę.

to zdanie wydaje się nie mieć końca po tym, co serwowałaś wcześniej.

Już całkiem na koniec dwa zdania o samej historii. Nie jest jakaś górnolotna, ale do przetrawienia. Jeśli chodzi o mnie, polubiłam Miguela, taki typ samowystarczalnego macho zawsze do mnie trafia.:D Główna bohaterka wydaje się miejscami nieco sztywna i niezdecydowana, ale to już jej sprawa. Cały gang mimo wszystko wygląda na całkiem zgrany i wszystko się klei.

Myślę, że podjęłaś dosyć ciekawy temat, wystarczy go tylko trochę podkolorować, żeby nie był taki prosty, odkryty i podany na tacy. Dialogi są naprawdę w porządku, nie sprawiają wrażenie sztywnych i wymyślonych, żeby "dobrze wyglądały". Koniec jest zdecydowanie najlepszą stroną całości, chociaż może jestem subiektywna ze względu na Miguela.:P

Życzę powodzenia!


Never fear shadows, for shadows only mean there is a light shining somewhere near by.

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » śr 05 lis 2014, 12:43

Tenax pisze:
W między czasie jeden z jej wspólników zawsze się z nią zderzał – albo wysoki, dość szczupły brunet, albo krępy Afroamerykanin z kędzierzawą szopą na głowie.


Szopą? Rozumiem, że lekki styl, ale w tekście pisanym to nie przystoi...


Czy nie przystoi? Mam pewne wątpliwości, tym bardziej, że "podczepiłam" tu narrację pod Miguela i staram się oddać jego sposób postrzegania świata. Dla mnie kolokwializmy w tekście to zawsze kwestia sporna.

Tenax pisze:
Gorączkowo rozglądała się dookoła w poszukiwaniu wspólników albo chociaż kolejnej alejki bez turystów; jak na złość, nigdzie ich nie brakowało.


Zaraz, zaraz... Co? Nigdzie ich nie brakowało? Czyli że... nigdzie nie, czyli wszędzie tak... Może "nigdzie nie mogła ich dostrzec"? Może jest zbyt późno, ale to dla mnie za duży poziom zawiłości.:P


Chodziło mi o turystów, że wszędzie ich pełno albo nigdzie ich nie brakuje. Chyba trzeba nieco przerobić to zdanie ;)

Tenax pisze:Styl. Bardzo nie lubię kolokwializmów w tekście pisanym więc wszelkie "szopy" bardzo kłują mnie w oczy.


Mnie w sumie nie, ale chyba nimi przesiąkłam po pisaniu ostatniego dość dużego tekstu, do którego jestem mocno przywiązana. Narratorem jest główny bohater (młody i na luzie) i właśnie opisuję świat tak jak go postrzega i jakby opowiadał komuś na bieżąco, więc kolokwializmów się tam sporo znajdzie, bo czuję, że to dla niego całkiem naturalne.

Tenax pisze:Już całkiem na koniec dwa zdania o samej historii. Nie jest jakaś górnolotna, ale do przetrawienia.


Tenax pisze:Myślę, że podjęłaś dosyć ciekawy temat, wystarczy go tylko trochę podkolorować, żeby nie był taki prosty, odkryty i podany na tacy.


Na razie to mini-wprawka, więc starałam się wcisnąć w to opowiadanie jak najwięcej informacji. W głowie mi świta historia oparta na kradzieżach kieszonkowych, nawet mam zarys, a na razie testowałam tylko pomysł jako-taki i bohaterów.

Bardzo dziękuję za opinię, wytknięcie błędów (te nieszczęsne przecinki...) i poświęcenie czasu, szczególnie tak później godziny (a tekst mały nie jest :P).



Awatar użytkownika
cru
Pisarz domowy
Posty: 97
Rejestracja: sob 28 cze 2014, 17:09
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: cru » ndz 09 lis 2014, 13:16

Hej,
ładne i bardzo poprawne pod każdym względem. Wydaje mi się, że jesteś autorką, która nie miewa milionów pomysłów w głowie, ale jeśli już ma pomysł, to nie spocznie, dopóki go nie przerobi. Stąd mam wrażenie całkowitego wypełnienia opowieści po brzegi. Nie trzeba niczego dodawać ani odejmować. Uszyte na miarę i idealne.
Tylko nie zostawiłaś miejsca na własny osąd bohaterów. Dwójka młodych ludzi, ich historia, ich zajęcia, coś zaiskrzyło, aż tu nagle aresztowanie. A ja zapamiętałam upalne miasto, turystę z mapą i jakąś gonitwę. Jakbym jednym okiem oglądała film znad żelazka. To nie jest jakiś wielki zarzut, opowiadanie czyta się bardzo dobrze i z zainteresowaniem. Po prostu jakby Twoim priorytetem było stworzenie pocztówki. Szycie opisów na miarę to dobry pomysł, bohaterów już nie. Są naturalni, ale... sztuczni.
Milt pisze:- Chłonę osobliwy urok tych uliczek.

O. O tym mówię.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1380
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » ndz 09 lis 2014, 13:19

Tekst napisany poprawnie, ze śladową ilością potknięć. Jeśli próbowałbym ocenić go jako wprawkę (jak sama to zaznaczasz), to ocena byłaby wysoka. Ale jeśli miałbym się ustosunkować do tego tekstu jak do integralnego opowiadania, dzieła literackiego, to – wybacz – ale ocena (pamiętaj, to tylko moje subiektywne odczucie) byłaby nieco inna. Banalna, żeby nie powiedzieć infantylna treść, standardowa, nudna historia z całkowicie chybionym zakończeniem. Fakt, dobrze i przekonująco opisana i ocena formy, stylu, ujęcia tematu, rzecz jasna pozostaje, ale - dla mnie przynajmniej - to za mało. W gazetach czasem można było o takich poczytać, a i to na dalszych stronach.

Ta ośmioletnia przerwa w kontaktach bohaterów wydaje się zbyt długa. To szmat czasu, ludzie się zmieniają, no i on tak osiem lat myślał (tylko myślał) o niej? Osiem lat czekał? Czasem obserwował z ukrycia? To przecież energiczny, przedsiębiorczy mężczyzna, charakteriologicznie jakoś mi nie pasuje. Zamieniłbym na osiem miesięcy; góra rok, chociaż wtedy kwestia rozpoznania przez dziewczynę musiałaby być inaczej ujęta.

Kilka spostrzeżeń:

W między czasie jeden z jej wspólników zawsze się z nią zderzał – albo wysoki,

„międzyczasie”

W tym miejscu akcja dobiegała końca, chociaż nie zawsze, bo mężczyźni zachwyceni uroczą towarzyszką prosili, żeby doprowadziła ich do obranego celu.

Sądzę, że dobrze by było powiedzieć, jaki był efekt zakończenia tej akcji; czytając pierwszy raz – nie domyśliłem się. Może tylko ja.

Z uśmiechami na opalonych twarzach podstawiali kolejnym przechodniom pod nos karty dań i chociaż spotykali różne reakcje:

Chyba lepiej: „Z uśmiechem...”. Brzmi naturalniej.

Niski, ciemnoskóry Pablo sapnął z irytacją, zerkając na kumpla, a jej szerokim gestem ręki potwierdził, że może działać.

„a jej szerokim gestem ręki potwierdził,” - to jest trochę niejasne, wygląda, jakby to był „jej szeroki gest”.

mimo licznych aluzji i namów ofiara, nie rozwinęła jeszcze planu, co trochę utrudniało działanie.

Przecinek przed „ofiara”, a nie po.
I jakoś nie bardzo rozumiem, dlaczego nie rozwinięcie planu utrudniało jej (im) działanie.

Na stówę zemdlała.

Nie rozumiem; może to jakiś gwarowy zwrot?

Zastanawiało ją czy w ciągu ośmiu lat charakter uległ zmianie, tak jak wygląd?

Przydałby się przecinek po „ją”.

W pewnej chwili uznała, że Miguel nieźle całuje.

I to winno być ostatnie zdanie. Ta niby niespodziewana interwencja policji (klasyka) psuje cały nastrój i stwarza banał. A tak zostałaby prawie romantyczna, życiowa opowiastka o pewnym środowisku w pewnym mieście, taki wycięty, folklorystyczny w pewnym sensie, barwny obrazek.



Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » ndz 09 lis 2014, 15:38

Na początek bardzo dziękuję za dwie kolejne opinie.

Odniosę się jeszcze do kilku komentarzy...

cruelsommer2 pisze: Wydaje mi się, że jesteś autorką, która nie miewa milionów pomysłów w głowie, ale jeśli już ma pomysł, to nie spocznie, dopóki go nie przerobi.


Fakt. Ale na dłuższą metę ciężko mi z tym żyć. Ten tekst wałkowałam odkąd wróciłam z Barcelony, czyli od połowy lipca i chyba pięć razy zmieniałam koncepcję, aż powstało, to co widać powyżej. :P

cruelsommer2 pisze:Szycie opisów na miarę to dobry pomysł, bohaterów już nie. Są naturalni, ale... sztuczni.
Milt pisze:- Chłonę osobliwy urok tych uliczek.


O. O tym mówię.


No właśnie teraz mam z tym problem... Obejrzałam kilka filmów dokumentalnych o kieszonkowcach (diabelnie wciągające) i wielokrotnie zaznaczano w nich, że kieszonkowcy wcielają się w określone role, może stąd to wrażenie sztuczności, zwłaszcza w przypadku Valerii, która najwięcej tu gra. Chociaż, faktycznie, mogłam trochę przegiąć z tym zdaniem.


Gorgiasz pisze:Banalna, żeby nie powiedzieć infantylna treść, standardowa, nudna historia z całkowicie chybionym zakończeniem.


Gorgiasz pisze:I to winno być ostatnie zdanie. Ta niby niespodziewana interwencja policji (klasyka) psuje cały nastrój i stwarza banał.


No nie... Chciałam zrobić efekt: "ups, jednak IM nie wyszło", a powstał efekt "ups, jednak MI nie wyszło". :P A historia, fakt, takie nic. Drobni złodzieje i trochę chemii między nimi, więc jak zabiorę się na serio za tę historię, wprowadzę nieco udoskonaleń, bo faktycznie czegoś tu brakuje. Żeby tylko znowu nie przedobrzyć w drugą stronę. ;)

Gorgiasz pisze:
Na stówę zemdlała.


Nie rozumiem; może to jakiś gwarowy zwrot?


To taki skrót myślowy od: "na sto procent" ;)


Na koniec, jeszcze raz, obojgu wam dziękuję.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości