Plac Odkupienia [opowiadanie]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mnml
Szkolny pisarzyna
Posty: 36
Rejestracja: sob 22 lis 2014, 23:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Polska
Płeć: Mężczyzna

Plac Odkupienia [opowiadanie]

Postautor: mnml » sob 21 lut 2015, 19:30

Jest to w sumie skondensowanie nieco bardziej rozbudowanego pomysłu, ale jestem an etapie próbowania różnych form. Poprawiam ten tekst codziennie od dwóch miesięcy i ciągle nie jestem zadowolony z rezultatu, ponieważ coś mi nie pasuje. Pewnie Wy pomożecie mi odkryć co, bo nie chcę być jak Joseph Grand, mam poczucie, że jeżeli nie narzucę sobie końca, to będę poprawiał ten tekst do końca życia. :wink: Mam pewną wizję, ale opartą raczej na impresjach.

Zdaję sobie sprawę, że mam kłopot z dialogami i wiarygodnym oddaniem rozmowy, stąd starałem się umieścić tych wypowiedzi jak najwięcej. Już nie przedłużam, czekam na krytykę.

**

WWW Na Placu Odkupienia noce wcale nie są przyjemne. Nie wiadomo w sumie, dlaczego ten pokrzywiony prostokąt - nie więcej niż dwieście na dwieście - wyrwał się miastu. Drzewa, które porastają to miejsce, wcale nie są stare, a zwalisty kościół – ani trochę zabytkowy. Plac nie stanowił nigdy scenerii żadnych godnych uwagi wydarzeń, nie został odwiedzony przez papieża ani nawet nie pełnił funkcji istotnego węzła komunikacyjnego. Nawet nie jest prawidłowo zaprojektowany, słowem – w swojej szarej nijakości sprowadza ze świata idei uśredniony przykład miejsca niegodnego uwagi.
WWWPo pewnej godzinie ruch na okolicznych ulicach coraz bardziej się zmniejsza, tramwaje jeżdżą coraz rzadziej, w witrynach gasną światła – aż w końcu Plac pogrąża się w miejskiej ciszy. Potem przez całą noc przerwą ją najwyżej jakieś pojedyncze krzyki – pijackie bądź nie, ewentualnie warkot silników autobusu nocnego, przemykającego szybko samochodu albo zapomnianej taksówki. Cisza rozchodzi się od środka Placu, jej epicentrum umiejscowiło się wokół szarego pomnika. Przedstawia on tę czy inną świętą, która, odwrócona plecami do szpetnej bryły kościoła, unosi niewidzące oczy i potężne ręce w niebo – zapewne po to, aby nie widzieć otaczającej ją brzydoty. Mówią, że kiedyś z palca wystrzeliwała woda, ale teraz kanał wokół postumentu wypełniają tylko gnijące liście. Pomnik wykonał jakiś beznadziejny artysta. Zdaje się, że miał za dużo barokowej fantazji, a za mało umiejętności. Tak mocno skupił się na – wciąż nieudolnej – szacie i jej załamaniach, że twarz pozostawił w wyrazie permanentnego obrzydzenia i rozpaczy. Nic dziwnego, że nikt nie chodzi nocą po Placu Odkupienia. Kto by chciał przecież oglądać tak brzydki i przygnębiający, a rzęsiście oświetlony pomnik? Po godzinie, kiedy pustoszeją ulice, stopniowo gasną też światła w domach. O tak, zgadza się - mieszkają tam ludzie. Za trzema z czterech przecznic okalających Plac, stoją trzy monolityczne pierzeje kamienic. Strzelają wysoko w górę, silnie wyprostowane. Zaprawdę, ogromna siła musi je utrzymywać, aby wciąż tak dumne, jak dumny jest ubogi arystokrata, godnie utrzymywały pion w obliczu ciężkiego betonowego kościoła i targowiska bez końca. Gdyby się przyjrzeć, wychodzi na jaw, że te kamienice zwykły być piękne, ale pewnie już same zapomniały, jak to było. Płaskorzeźby dawno poodpadały, balkony zabandażowano, a oślepione szyby zaklajstrowano dyktą. W nocy, kiedy robi się cicho, przypadkowy obserwator musi bać się tych niewidomych okien, bowiem każdy dźwięk głośno rozbrzmiewa pośród ogradzających Plac ścian. I w obliczu nieszczęsnego pomnika, wobec ciężkiego kościoła, opustoszałego targowiska i niedających żadnej ochrony drzew – taki obserwator musi wręcz drżeć z lęku o to, aby żadne z oczu się nie otworzyło, światło nie zapaliło, któraś z bram - nie rozwarła. Nie wiem jakim sposobem ten pokrzywiony prostokąt - nie więcej niż dwieście na dwieście - wyrwał się miastu. Co go do tego skłoniło? Można by zapytać mieszkańców, ale to bezcelowe – oni nie pamiętają o wczorajszym wieczorze ani nawet o tym, że jeszcze są ludźmi – skąd więc miałaby w nich przetrwać wiedza o miejscu, w którym się gnieżdżą? Zresztą, ja gwarantuję - nikt by ich nie chciał pytać.
WWWJak wspominałem, smutne są noce na Placu Odkupienia, a najgorsze w tej porze roku, kiedy jesień staje się zimą i jest wszystkim, i niczym, i sama nie wie czym i tę niepewność okazuje. Taka właśnie była ta deszczowa noc, kiedy niepewnym krokiem na Plac wszedł młody chłopak.

WWW Sam nie wiedział dokładnie jak tutaj trafił. Po wyjściu z klubu, bez portfela i godności, musiał przejść przez rzędy oślepionych domiszcz – albo (jeszcze gorzej!) przez pozostałości codziennego targu. Jakkolwiek by nie dotarł, usiadł na ławce obok pomnika. Kolejne uderzenia bezlitosnego wiatru niosły strugi lodowatego deszczu. Chłopak był kompletnie mokry, włosy opadły mu na czoło i oczy, ale nawet tego nie zauważył. Biczowany wodą i wichrem, gdy wilgoć dotarła do najgłębszych warstw ubrań i psychiki, wytrzeźwiał w końcu i pomyślał nad swoim położeniem. Pieniądze, które dostał na taksówkę - przepił. A potem wyrzygał. Te zresztą, które nie były przeznaczone na powrót, spotkał taki sam los. Zapłaciłby w taryfie kartą, ale portfel zaginął gdzieś pomiędzy fioletowym VIP-room’em, a czarną kabiną w klubowej łazience. Zmusił się więc do wstania i poszedł sprawić rozkład autobusów nocnych. Prawie godzina czekania. Długo, ale znajdował się w stanie, w którym było mu naprawdę wszystko obojętne. Nie obchodziły go nawet pojedyncze, wpatrzone w niego okna kamienic. Trząsł się cały, ale deszcz oczyścił jego duszę i ciało. Zasługuję na ten los, uznał, ja po prostu na to zapracowałem.
WWWSiedział tak i rozmyślał, kiedy nadeszła ona. Niczym się nie wyróżniała, była trochę młodsza, mogła mieć piętnaście, szesnaście lat. Kuliła się w lśniącej, sztucznej kurtce, na czoło miała nasuniętą ciemną czapkę z jakimś napisem. Usiadła na ławce obok i patrzyła przed siebie.
WWWW końcu, to ona zdecydowała się przerwać się milczenie.
WWW- Masz ogień? – spytała.
Chłopak rozpiął przemoknięty, kamelowy płaszcz i wyjął z wewnętrznej kieszeni zamykaną zapalniczkę.
WWW- Jeśli działa, to śmiało.
Nastolatka wstała, by sięgnąć urządzenie i usiadła obok niego. Wyciągnęła z torebki jasną paczkę.
WWW- Palisz?
WWW- Takich nie, dziękuję.
Parsknęła i, osłaniając płomień od wiatru, podpaliła papierosa.
WWW- To jakie niby?
WWW- Djarumy, tak przykładowo. Ale paroma innymi też nie pogardzę.
Przybyszce bardzo wyraźnie cisnął się na usta komentarz, ale akurat złapał ją atak kaszlu. Kiedy uspokoiła płuca, przez chwilę siedzieli w ciszy. Jasne było, że to nie jest komfortowy dla tej dziewczyny stan
WWW- Jak się nazywasz?
Powiedział. Zaśmiała się.
WWW- Ale beznadziejnie. A ja – Sandra.
Chłopak wysunął z kieszeni dłoń i zdjął skórzaną rękawiczkę. Chwilę patrzył wyczekująco, ale ona chyba tego nie widziała. Albo nie rozumiała co to znaczy.
WWW - Co robisz sama w tym miejscu?
WWW - Byłam już w gorszych, wierz mi.
Pomyślał wtedy, że chyba nie powinna się tym chwalić. Nieustępliwie wpatrywała się w pomnik. Po paru minutach przerwała milczenie.
WWW- Wiesz co, życie to jest jednak beznadziejne!
Zaśmiał się.
WWW- Chłopak? – zapytał.
WWW- Nie chłopak, już nie. Kretyn, skończony kretyn, zdradził mnie po pijaku ze swoją przyjaciółką.
Patrzył na nią. Na rozmazane, rozlane po twarzy czarne cienie, na zbyt wulgarne usta i na dwa palce, którymi trzymała papierosa. Chciał się zaśmiać, ale byłoby to niemiłe. Powtarzał w umyśle jej słowa, delektował się ich naiwnością. Zastanawiał się nad sposobem, w jaki zalęgły się w niej; zazdrościł jej tego.
WWW- Wybacz mu. Każdy robi błędy, naprawdę każdy, jesteśmy w końcu tylko ludźmi. Pewnie jesteś dla niego ważna, a przecież w grę wszedł alkohol - człowiek nie panuje wtedy nad sobą.
WWW- Ale tego po prostu nie można wybaczyć! Ja go kochałam!
WWW- Kochałaś? Naprawdę sądzisz, że można kochać mając kilkanaście lat? To znaczy, nie chcę brzmieć jak zgorzkniały staruch, ale naprawdę - raczej niemożliwe. Mam na myśli: teoretycznie pewnie tak, ale w realnym życiu to się nie zdarza. Mogłaś się najwyżej przywiązać. A jeśli się kogoś kocha, to chyba się nie przestaje się z takiego powodu, prawda?
WWWDziewczyna mruknęła coś wulgarnego.
WWW- Naprawdę, spróbuj mi uwierzyć. Ktoś może być dla ciebie bliski, lubisz go bardziej niż innych, może nawet o nim myślisz, ale to nie miłość. Teoretycznie może tak ci się wydawać, ale życie to weryfikuje. Miną dwa tygodnie i o wszystkim zapomnisz.
WWWPrychnęła i nic nie odpowiedziała. Niepoliczalnie dużo kropel uderzyło w bruk, zanim odezwała się ponownie.
WWW- Wcale nie jest tak łatwo wybaczyć. A ty? Masz kogoś? To pewnie wiesz jak to jest?
WWW- Nie.
WWW- Laski, kumpla, nikogo, kto by cię kiedyś zawiódł?
Chłopak zastanowił się. Przewinęły się przez jego myśli twarze wszystkich otaczających go ludzi, znajomych, z którymi chodził na imprezy, dziewczyn, które tam poznawał a potem zapominał, miałkich sylwetek, z którymi chodził na kawy i lunche, tych z którymi jeździł na wakacje i na narty oraz tych, z którymi mieszkał w domu.
WWW- Nie. Nie mam zupełnie nikogo.
WWW- Jezu, to musi być straszne – uznała dziewczyna.
WWW- Nie, tylko teoretycznie. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie: gdy nie mam nikogo, to do nikogo się nie mogę przywiązać, więc nikt mnie nigdy będzie mógł zawieść.
WWWZ drugiej strony pomnika dobiegło miarowe szuranie, jakby coś było ciągnięte po ziemi. Oboje zastygli w oczekiwaniu, Plac Odkupienia – może już wspominałem – nie zachęca do zawierania nowych znajomości. W świetle latarni zobaczyli starego człowieka. To znaczy, starego nie tyle samymi latami, ale siwego i pomarszczonego od ciężaru życia, alkoholu i niespełnionych marzeń. Jak na komendę wbili wzrok w pomnik, żeby nie słyszeć ewentualnych błagań. Podchodził bardzo powoli, dosuwając jedną nogę do drugiej.
WWW - Państwo wybaczą! Nie, spokojnie, ja nie chcę żadnych pieniędzy, ja widzę jak państwo patrzą i nie widzą, niech mnie tylko chwilkę posłuchają. Ja zauważyłem, że pan często mówi: „teoretycznie”. A to takie głupie mówienie, bo w teorii nic nie jest prawdziwe, wie pan, w praktyce może pan wygrać milion albo zostać pogrzebany żywcem, to jest wszystko możliwe, a w teorii ani trochę prawdopodobne.
Dziewczyna wzruszyła ramionami, ale chłopak pokiwał uprzejmie głową.
WWW- Rozumiem, w rzeczy samej.
WWW - Wiecie państwo – kontynuował przybysz– ja tu państwa nie pierwszy raz widzę. I ja widzę, że pan bardzo panią lubi, że pana pociąga ta pani.
WWW - Boże – zaśmiała się Sandra. – jesteśmy tu pierwszy raz i pierwszy raz się na oczy widzimy. Chyba za dużo alkoholu!
WWW - Oj, proszę, niech pani mi nie mówi nieprawdy, bo co jak co, ale tak jak wszystko mi w życiu nie poszło, tak pamięć mam dobrą.
WWWDziewczyna chciała zaprotestować, ale jej towarzysz uniósł dłoń, uciszając ją. Nie lubił lekceważenia starszych ludzi, bolało go ono. Myślał zawsze, że to właśnie jego dziadek mógł chcieć porozmawiać o swoim nieistniejącym już świecie, a zostać wyśmianym. Nawet jeśli ktoś wyglądał żałośnie, czasem zdumiewał go błysk pierwotnej mądrości w jego oczach. Tak było i z tym starcem.
WWW- Wiecie państwo co jest w życiu najważniejsze? Żeby być wiernym. I sobie, i innym, bo to się przecież łączy! Ja tu widzę, że pan bardzo elegancko wygląda, bardzo drogo i ładnie jest pan ubrany, ale niech pan nie zapomni o ludziach, niech pan nie przegapi okazji. Ja przegapiłem. Ja też miałem i ładny płaszcz, i dom wygodny, i rodziców świętej pamięci, i też bywałem szczęśliwy i lubiłem piękne panie, ale żem był to wszystko zaprzepaścił jeszcze zanim los by mi odebrał. Bo wiedzą państwo, źle robiłem, bałem się bycia szczerym i moje szczęśliwe życie uciekło razem z pewną panią. Bo my, mężczyźni, my się boimy mówić takich rzeczy jak: „ja ciebie lubię”, „ja ciebie szanuję”, „ja ciebie kocham”. To są słowa bardzo duże, ale też – słowa m a g i c z n e.
Bo one nasz los, wiedzą państwo, zaczarowują. Tylko trzeba być im wiernym. Bo jak pan tej pani powie: „kocham panią”, a potem minie wiele lat i pan zapomni o niej i powie tak innej, to ta pani – przepraszam bardzo – może pana nawet zabić.
WWWOboje milczeli, nawet dziewczyna się nie śmiała.
WWW- Bo los ciężko karze i doświadcza tych, którzy nie są wierni sobie i danym słowom; wiedzą państwo, ja jestem ofiarą tego losu. Ale to jest sprawiedliwy sąd i sąd, przed którym nie można uciec, a kary – odroczyć. Ale ja już nic nie narzekam! Także ja tak proszę, bo państwo są młodzi jeszcze, wszystko przed nimi, niech państwo szanują swoje słowo. Moi rodzice w grobie, moi dziadkowie w grobie, mi już nikt rad nie udzieli, ale państwo jeszcze mogą posłuchać.
WWW- Będziemy szanować, spokojnie, będziemy – zapewnił z uśmiechem chłopak. – Dziękujemy panu bardzo.
WWW- Oby państwo tego posłuchali, tego życzę. Trzeba zapamiętać: grunt to wierność wobec siebie i niezapominanie o innych.
Mężczyzna powoli odchodził, szurając, aż jego sylwetka zniknęła poza kręgiem latarni i rozpłynęła się w kurtynach deszczu.
WWW- Jak ja nie lubię takich starych, głupich dziadów. – powiedziała dziewczyna.
Jej towarzysz nie miał siły zaprotestować. Z bladym uśmiechem wpatrywał się w rozświetlone od miasta niebo. Lubił tak rozmawiać z przypadkowymi ludźmi, dowiadywać się czegoś o ich życiu, uczyć się od nich.
WWWDziewczyna zaświeciła komórką.
WWW- Dobra, ja lecę, mam za dwie minuty nocny. Miło było poznać i tak dalej.
Ruszyła alejką ku wyjściu ze skweru. Po chwili namysłu odwróciła się jeszcze na moment.
WWW - Wiesz co, w sumie jeszcze pomyślę nad tym idiotą. No może masz rację, spotkam się z nim. Zobaczymy co mi powie.
WWW Odpowiedziało jej milczenie i po chwili żaden ślad nie wskazywał na to, że oprócz siedzącego na ławce chłopaka, ktokolwiek inny odwiedził tej nocy Plac Odkupienia.
WWW Nie sprawdzał godziny. Chyba nawet chciał, ale nie mógł się do tego zmusić. Wpatrywał się w ciężkie, rdzawoczerwone sklepienie nad nim. Na krańcach – tam, gdzie jeszcze sięgał wzrok, ale już nie sięgało miasto – niebo przechodziło w nieprzenikniony obsydian. Było już bardzo późno, panowała ta najciemniejsza pora, kiedy świat zdążył zapomnieć o ciepłym zachodzie, a nic jeszcze nie zwiastowało pierwszych, porannych promieni, które miały rozświetlić od zewnątrz pokrywę chmur. Podświetlona wieża położonego parę ulic dalej kościoła była jedyną dominantą tego monolitu roztrzęsionych tumanów, tylko na niej wspierał się cały ich ciężar.
WWW Deszcz przestał już dawno padać, gdy milczący gość Placu Odkupienia wstał. Rzęsiste strugi i wycie wiatru zostały zastąpione przez nieregularnie skapujące na ziemię krople. Leciały z dachów, konarów drzew, gzymsów i rynien.
Całkowicie już trzeźwy, stanął przed pomnikiem. Niezapominanie o innych? Ogarnął go wewnętrzny śmiech, cały świat był przezabawny, a najbardziej - ten naiwny starzec. Nie, myślał, nigdy nie można ufać ludziom. Wszystko do niego wróciło. Upadł na kolana, znacząc spodnie plamami błota. Skrzypiące łóżko, cienie sosen na oknie. I tamte ręce, i lepka miękkość pościeli. A nade wszystko ta gorąca, obrzydliwa obecność, bliska na kilka centymetrów. Dysząca jak zwierzę podczas polowania. Albo jak myśliwy. Wtulona jak wilgotne liście w ziemię, przylegająca jak folia. Cały świat napierał tamtej nocy, przygniatał, dusił i dławił, wyduszał powietrze swoim pełznącym ciężarem. Dwa oddechy, ani przez moment zgodne. A może nie było ich dwa, może znacznie więcej? Rano zdradliwy, porozumiewawczy uśmiech i blaknięcie.
Odruch wymiotny zgiął ciało w pół i pobudził gardło do suchego kaszlu. Chłopak płakał, wiedząc, że nikt, nawet gdyby patrzył, nie mógłby tego zobaczyć. Że tylko w tym obrzydliwym miejscu może sobie na to pozwolić. Jego łzy mieszały się z ciężkimi, pojedynczymi kroplami i spadały na ziemię wokół pomnika.
WWWNie da się tak dłużej, po prostu się nie da – myślał – czasem swoich win nie da się odkupić. Nie da się odpokutować. Bez wybaczenia nie ma dalszego życia, nie ma żadnej przyszłości, bez niego nie idzie się do przodu. J a nie mam przyszłości. Wszyscy mówią o przebaczeniu i innych banałach, ale zapominają o jednej rzeczy, której nigdy nie musieli robić, która nigdy ich nawet nie zastanowiła. Można zapomnieć wszystko, naprawdę wszystko, ale najtrudniej jest wybaczyć samemu sobie.
WWWWiedział już co trzeba zrobić. To tkwiło w nim od dawna, ale dopiero teraz doszło do głosu. Wychyliło się z odmętów potężnego, bulgoczącego bagna wypełnionego wstrętem i rezygnacją. W milczeniu chłopak zmusił się do wstania i ruszył ku gęstym ciemnościom otaczającym zewsząd Plac Odkupienia. Do świtu pozostało jeszcze wiele godzin.
Ostatnio zmieniony ndz 22 lut 2015, 13:51 przez mnml, łącznie zmieniany 1 raz.


"Tylko zmysły mogą uleczyć duszę, tak samo jak tylko dusza może uleczyć zmysły."

"Ale najodważniejszy z nas boi się samego siebie."

"(...) geniusz trwa dłużej niż piękno."

Oscar Wilde, Portret Doriana Graya

Awatar użytkownika
FreakyBerry
Zarodek pisarza
Posty: 22
Rejestracja: pt 06 gru 2013, 17:29
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bańka Mydlana
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: FreakyBerry » ndz 22 lut 2015, 00:54

Ogólnie mi się podoba. Ten początek, opis placu, jest taki trochę na siłę przedłużony. Niektóre zdania tworzą jego wyraźny obraz w głowie czytelnika, a zaraz potem inne, wypełnione różnymi barokowymi ozdobnikami, rozbijają go. Np. to zdanie:
Nie wiadomo w sumie, dlaczego ten pokrzywiony prostokąt - nie więcej niż dwieście na dwieście - wyrwał się miastu.

Niby pokrzywiony prostokąt, a porównany do prostego kwadratu... i metafora "prostokąt wyrwał się miastu" jest taka pokrętna. Jak coś się wyrywa, to raczej na zewnątrz, a ten plac był w mieście. Ciekawa jestem, co autor miał na myśli.
słowem – w swojej szarej nijakości sprowadza ze świata idei uśredniony przykład miejsca niegodnego uwagi.

Dokładnie trzynastoma słowami. Platona wyczuwam ;p
Kto by chciał przecież oglądać tak brzydki i przygnębiający, a rzęsiście oświetlony pomnik?

A czemu on jest rzęsiście oświetlony? Postawili latarnie na środku placu, koło pomnika? Dziwnie.
Zaprawdę, ogromna siła musi je utrzymywać, aby wciąż tak dumne, jak dumny jest ubogi arystokrata, godnie utrzymywały pion w obliczu ciężkiego betonowego kościoła i targowiska bez końca.

Może w obliczu beznadziei, nijakości bijącej od tego miejsca? Bo nie sądzę, żeby istnienie kościoła albo targowiska mogło prowadzić do zawalenia się budynku, nawet metaforycznie.
musiał przejść przez rzędy oślepionych domiszcz

Właził do nich?

Dużo - myślników - robisz. Nie wiem, czy to błąd, ale nie zawsze są potrzebne.

Piszesz, że masz kłopot z dialogami, ale w moim odczuciu one się właśnie udały. Takie zderzenie światopoglądów, burza mózgów na środku opuszczonego placu, łapka w górę ;D
A ten dziadek mi przypomina takiego bezdomnego z naszego osiedla, oni wszyscy mają swoje filozofie. Naprawdę, ciekawie się z nimi rozmawia, jak tylko człowiek przestanie mieć uprzedzenia.
Bardzo mi się podoba opis tego wspomnienia chłopaka. Przemawia do wyobraźni, tworzy klimat, słów ani za dużo, ani za mało.


Jak chce się przyglądać pięknu
Jak chce się oglądać w dzień
Czasami trzeba pokonać sporo lęków
Czasami dostać w łeb
I to jest okej, chociaż czasem to trudne
To nas uczy pokory
Wszystko czasami i dla mnie jest szarobure
Trzeba chcieć ujrzeć kolory

Zeus - "Świt"

http://freakyberry.blogspot.com/

Awatar użytkownika
mnml
Szkolny pisarzyna
Posty: 36
Rejestracja: sob 22 lis 2014, 23:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Polska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: mnml » ndz 22 lut 2015, 01:32

Dziękuję Ci bardzo FreakyBerry i śpieszę rozwiać wątpliwości:
Jak coś się wyrywa, to raczej na zewnątrz, a ten plac był w mieście. Ciekawa jestem, co autor miał na myśli.

Wyrwał się: nie "zarósł" kamienicami, nie został zabudowany, nie wtopił się w tę jednolitą tkankę. To, co go otacza, jest bardzo stare i zniszczone, ale on sam - to taki relikt komunizmu (młode drzewa, niezabytkowy i niezgrabny), a więc jest jednak stosunkowo nowy. Dlaczego? - To jest to pytanie. Co skłoniło zagubionego już w kronikach urbanistę do wyodrębnienia jakiegoś kawałka terenu z zabudowy miejskiej, jak to się stało? [Normalnie bym tego nie pisał zgodnie z zasadą, że utwór powinien bronić się sam, ale chciałem wyjaśnić Ci, co miałem na myśli. :wink:]

A czemu on jest rzęsiście oświetlony? Postawili latarnie na środku placu, koło pomnika? Dziwnie.

Takie punkty centralne jakichś założeń (patrz: kolumna Zygmunta, Sukiennice) są bardzo często najmocniej oświetlone. Ten akurat Plac jest nieco zmienioną egzemplifikacjąinnego, realnego placu, gdzie taka sytuacja faktycznie występuje. Zresztą, nawet gdyby nie występowała, myślę że nie byłoby to bardzo niewiarygodne i godzące w realizm świata przedstawionego.

Jeszcze raz dziekuję Ci za opinie i spostrzeżenia.


"Tylko zmysły mogą uleczyć duszę, tak samo jak tylko dusza może uleczyć zmysły."



"Ale najodważniejszy z nas boi się samego siebie."



"(...) geniusz trwa dłużej niż piękno."



Oscar Wilde, Portret Doriana Graya

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1380
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » ndz 22 lut 2015, 13:49

Nie wiadomo w sumie, dlaczego ten pokrzywiony prostokąt - nie więcej niż dwieście na dwieście - wyrwał się miastu.

„w sumie” bym usunął
Jeśli dwieście na dwieście, to nie prostokąt, tylko kwadrat. I jednak dodałbym metrów, bo chyba o nie domyślnie chodzi.

aż w końcu Plac pogrąża się w miejskiej ciszy

Pogrąża się w ciszy – bo przedtem był hałas, gwar czy szum. Przeciwieństwo. Ale dlaczego w miejskiej? Czy uprzedni hałas nie był miejski?

ewentualnie warkot silników autobusu nocnego, przemykającego szybko samochodu albo zapomnianej taksówki.

Taksówka też samochód.

unosi niewidzące oczy i potężne ręce w niebo

„potężne ręce” trochę rażą, zwłaszcza na tle niewidzących oczu. Tutaj siła i moc a tu ślepota. Kontrastują. Trzeba by się na coś zdecydować.

Tak mocno skupił się na – wciąż nieudolnej – szacie i jej załamaniach,

Szata nieudolna? Jej wykonanie może takim być. Rozumiem oczywiście skrót myślowy, ale należałoby ująć to nieco inaczej.

Strzelają wysoko w górę, silnie wyprostowane.

„silnie”?

silnie wyprostowane. Zaprawdę, ogromna siła musi je utrzymywać,

„silnie – siła”: powtórzenie

ale pewnie już same zapomniały, jak to było.

Napisałbym: ale pewnie już zapomniały minioną przeszłość.

Nie wiem jakim sposobem ten pokrzywiony prostokąt - nie więcej niż dwieście na dwieście - wyrwał się miastu.

Powtórzenie. Było na początku tekstu. Niczego nowego nie wnosi.

Zresztą, ja gwarantuję - nikt by ich nie chciał pytać.

„ja” - niepotrzebne

kiedy jesień staje się zimą i jest wszystkim, i niczym

Zbędny przecinek.

Biczowany wodą i wichrem, gdy wilgoć dotarła do najgłębszych warstw ubrań i psychiki, wytrzeźwiał w końcu i pomyślał nad swoim położeniem.

Zamiast „pomyślał” użyłbym „zastanowił się”, „zamyślił się” lub „zastanowił”.

Nastolatka wstała, by sięgnąć urządzenie i usiadła obok niego. Wyciągnęła z torebki jasną paczkę.

Poprawniej by było „po urządzenie”.

Jasne było, że to nie jest komfortowy dla tej dziewczyny stan

Nieporadne zdanie. Brakuje kropki.

Powtarzał w umyśle jej słowa, delektował się ich naiwnością. Zastanawiał się nad sposobem, w jaki zalęgły się w niej; zazdrościł jej tego.

Powtórzone „jej”.

A jeśli się kogoś kocha, to chyba się nie przestaje się z takiego powodu, prawda?

Zaplątałeś się w tym zdaniu. No i trzy „się”.

to do nikogo się nie mogę przywiązać, więc nikt mnie nigdy będzie mógł zawieść.

Czegoś tu brakuje.

Myślał zawsze, że to właśnie jego dziadek mógł chcieć porozmawiać o swoim nieistniejącym już świecie, a zostać wyśmianym.

Z tym zdaniem też coś niedobrze.

- Wiecie państwo co jest w życiu najważniejsze?

To „państwo” jest jednak trochę rażące i nienaturalne. W tych okolicznościach, stary człowiek nie zwracał by się tak do dwójki tak młodych ludzi. Mówiłby raczej bezpośrednio, per „wy”.

Ale to jest sprawiedliwy sąd i sąd, przed którym nie można uciec, a kary – odroczyć.

Ale to jest sprawiedliwy sąd. Sąd, przed którym nie można uciec, a kary – odroczyć.

Także ja tak proszę, bo państwo są młodzi jeszcze, wszystko przed nimi,

Lepiej „przed wami”.

W milczeniu chłopak zmusił się do wstania i ruszył ku gęstym ciemnościom otaczającym zewsząd Plac Odkupienia

„chłopak” do usunięcia.

Ogólnie niezły tekst, ma nastrój i stosowny klimat. Potknięcia nie są znaczące. Dobra końcowa partia, po odejściu dziewczyny, kiedy kończą się dialogi. Właśnie do tych dialogów mam najwięcej zastrzeżeń. Wypowiedzi starca są nazbyt akademickie, trochę za grzeczne, mówi jak wyuczoną lekcję, teatralnie trochę. Oczywiście można założyć, że to były wykładowca czy nauczyciel, ale trochę nie pasują do scenerii. O formie zwracania się do młodych napisałem wyżej (i nauczyciel tak by nie mówił). Nie bardzo też odpowiada mi rozmowa między nimi, zwłaszcza w pierwszej części. Nie wiem, jak młodzież rozmawia dzisiaj między sobą, ale wydaje mi się to trochę sztuczne i również nazbyt grzeczne, ułożone. Ale czytało się dobrze.



Awatar użytkownika
mnml
Szkolny pisarzyna
Posty: 36
Rejestracja: sob 22 lis 2014, 23:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Polska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: mnml » ndz 22 lut 2015, 16:47

Jestem bardzo wdzięczny za tak szczegółową analizę oraz cenne uwagi, Gorgiasz. Widzę, że muszę spojrzeć na ilość przyimków i ewentualnie powtórzenia.

Mam tylko pytanie;

Cytat:
kiedy jesień staje się zimą i jest wszystkim, i niczym

Zbędny przecinek.


Dlaczego zbędny?


"Tylko zmysły mogą uleczyć duszę, tak samo jak tylko dusza może uleczyć zmysły."



"Ale najodważniejszy z nas boi się samego siebie."



"(...) geniusz trwa dłużej niż piękno."



Oscar Wilde, Portret Doriana Graya

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1380
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » ndz 22 lut 2015, 18:07

Dlaczego zbędny?

"wszystkim i niczym" jest jednym, spójnym zwrotem.



Awatar użytkownika
szczepantrzeszc
Pisarz domowy
Posty: 137
Rejestracja: ndz 19 sty 2014, 21:42
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: szczepantrzeszc » ndz 22 lut 2015, 21:40

mnml pisze:Mam tylko pytanie;

Cytat:
kiedy jesień staje się zimą i jest wszystkim, i niczym

Zbędny przecinek.


Dlaczego zbędny?


A może jakoś tak:

kiedy jesień staje się zimą i jest wszystkim... i niczym.

tylko, że wtedy należałoby podzielić (z wielką szkodą dla ludzkości) to piękne zdanie i zrobić dwa ewentualnie trzy zdania. Może lepiej "wszystkim i niczym", a wtedy nic dodać, nic ująć. Miodzio. Nawet z następne zdanie bym pominął. Ostatecznie na podstawie kolejnego akapitu można się domyśleć, że taka właśnie była ta deszczowa noc, kiedy niepewnym krokiem na Plac wszedł młody chłopak.

... wracając do prozy życia i prozy jako takiej:

Po pewnej godzinie ruch na okolicznych ulicach coraz bardziej się zmniejsza,

Lepiej byłoby napisać "W wieczornych godzinach, albo wprost: po godzinie ...


Po godzinie, kiedy pustoszeją ulice, stopniowo gasną też światła w domach.

Znowu ta "godzina"... jakoś mi nie leży.


Gdyby się przyjrzeć, wychodzi na jaw, że te kamienice zwykły być piękne, ale pewnie już same zapomniały, jak to było.

Ajajaj! Świetne zdanie i zgrzyta w myślach niby ostatni łyk kawy pomiędzy zębami :) Może jakoś tak:

Wystarczy lepiej się przyjrzeć i wyjdzie na jaw, że te kamienice zwykły być piękne, ale... pewnie już same zapomniały, jak to było.


Pieniądze, które dostał na taksówkę - przepił. A potem wyrzygał.

Dziewczynom się nie spodoba...

Ale nie usuwaj!!! ;)


Przybyszce bardzo wyraźnie cisnął się na usta komentarz,

Przybyszka nie jest dobrym słowem


...siwego i pomarszczonego od ciężaru życia, alkoholu i niespełnionych marzeń.

"wódy" zamiast "alkoholu". Zgrabnie wytworzyłeś syfiasty nastrój i zbyt kulturalnie zabrzmiał ten alkohol. Generalnie zgadzam się z uwagą, że... nazbyt akademicko. Uważaj! Łyżka miodu może zepsuć beczkę dziegciu.


Nie lubił lekceważenia starszych ludzi, bolało go ono.

"bolało go ono." wyrzucić.


słowa m a g i c z n e.

Spacjami kiepsko się rozdziela - powiększ tekst i popatrz jak toto się rwie, jak litery przeskakują do następnej linii. Lepiej bold.


Lubił tak rozmawiać z przypadkowymi ludźmi, dowiadywać się czegoś o ich życiu, uczyć się od nich.

Znowu moralizatorsko... sztucznie. Czasami odnoszę wrażenie, że on jest mlodszy od tej panienki.


Opko spodobało mi się.

Zakładam, że zaprezentowałeś całość i że nie zamierzasz przerabiać tego na współczesną wersję "Braci Karamazow" :). Jeżeli mam rację, to sugeruję rozwinąć końcowy fragment, ten dotyczący wspomnień głównego bohatera. W tym miejscu tkwi wielki potencjał.



Awatar użytkownika
mnml
Szkolny pisarzyna
Posty: 36
Rejestracja: sob 22 lis 2014, 23:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Polska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: mnml » pn 23 lut 2015, 00:44

szczepantrzeszc,
Dziękuję za komentarz. Nie zgodzę się tylko z tą propozycją
kiedy jesień staje się zimą i jest wszystkim... i niczym.

ponieważ mam spory dystans do wielokropka i staram się nie korzystać z niego (wydaje mi się, że w literaturze - poza nielicznymi wyjątkami - wyczerpał się już dawno temu :wink: ).

Zakładam, że zaprezentowałeś całość i że nie zamierzasz przerabiać tego na współczesną wersję "Braci Karamazow" :) . Jeżeli mam rację, to sugeruję rozwinąć końcowy fragment


Nie jestem pewien czy nie będzie "rozwinięcia" tej sceny, mam na myśli - rozbudowania jej, zwłaszcza pod kątem tej ostatniej partii. Wiem jednak, że na pewno nie dopiszę "tego, co było wcześniej" i nie wyjaśnię, bo chyba właśnie o pewną impresyjność mi chodzi.

Znowu moralizatorsko...

Nie zauważyłem tego wcześniej, cieszy mnie bardzo ta uwaga, bo daleki byłem od zamiarów wykreowania spiżowego posągu, który zszedł z piedestału.

A odnośnie języka, już nie tylko bezpośrednio do Ciebie: to, że jest on łagodny, "intelektualny" i mało wierny realiom (bezdomnego, młodych ludzi), to było przemyślane i zastosowane w pełni świadomie. Mam na myśli - chciałem uniknąć turpizmu i naturalizmu, wyidealizować ten moment, bo ja, mówiąc en general, staram się idealizować życie w tym co pisze, nadawać mu inny charakter. Sztuka nie musi przecież imitować natury (jeśli nazwiemy takie próby sztuką), a w moim przekonaniu - nawet nie powinna.


"Tylko zmysły mogą uleczyć duszę, tak samo jak tylko dusza może uleczyć zmysły."



"Ale najodważniejszy z nas boi się samego siebie."



"(...) geniusz trwa dłużej niż piękno."



Oscar Wilde, Portret Doriana Graya


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości