Las

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MrocznyWilk
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: ndz 08 mar 2015, 12:32
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lubelszczyzna
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Las

Postautor: MrocznyWilk » pn 11 maja 2015, 22:37

Słońce grzało niemiłosiernie. Nic dziwnego, zbliżało się lato, a my – sześciu kumpli – wracaliśmy ze szkoły. Uciekliśmy po pięciu lekcjach, nie chciało nam się dłużej siedzieć w tym zapyziałym budynku. I tak już nie robiliśmy praktycznie nic. Na większości zajęć po prostu graliśmy w karty, nie było niczego lepszego do roboty. Pocieszaliśmy się tym, że do wakacji pozostało już tylko kilkanaście dni.

– To co, może jutro też się urwiemy i skoczymy na piwko? – spytał Arek.

– Niezły pomysł – stwierdziłem. –Ale jakie weźmiemy? Mi to bez większej różnicy, tylko żeby to nie był żaden syf.

– Dla mnie też bez różnicy, ale skąd w ogóle to piwo weźmiemy? Przecież nikt nam nie sprzeda – mruknął Kuba.

– O to już się nie bój, mój brat nam coś załatwi – zapewnił Arek.

– Tylko gdzie pójdziemy? – wtrącił się Adam. – Wolałbym nie wpaść z alkoholem, przecież znacie moich rodziców. Później będę miał przejebane.

– No to może pójdziemy do lasu? – zaproponował Rafał. – Ciche, spokojne miejsce. Wątpię, żeby ktoś się tam kręcił o tej porze roku. A nawet jeśli, jest gdzie zwiać. Poza tym, mam fajną miejscówkę. Trafiłem tam, jak zbierałem grzyby w zeszłym roku.

Wszyscy zgodzili się, że tak będzie najlepiej i dali Arkowi pieniądze na zakup.

– No to wszystko ustalone. Do jutra. – Podałem wszystkim dłoń i skręciłem na swoje podwórko.


Następnego dnia znów urwaliśmy się z lekcji. Najpierw poszliśmy do Arka. Każdy ukrył kilka butelek Perły w plecaku, po czym ruszyliśmy za Rafałem. Po kilkunastu minutach byliśmy już w lesie.

– Znasz drogę do tego miejsca czy się już zgubiłeś? – burknął Przemek. Mijały kolejne minuty, a my nadal nie znaleźliśmy się u celu.

– Znam, znam. Co się tak niecierpliwisz? Aż tak chlać się chce? – zaśmiał się Rafał.

W końcu byliśmy na miejscu. Był to mały, wykarczowany placyk. Na jego środku znajdował się wykonany z kamieni okrąg, specjalnie na ognisko, a wokół niego stały prowizoryczne siedziska z pniaków. Wszystko znajdowało się w półcieniu, co powodowały rosnące wokół wysokie drzewa. Tylko pojedyncze promienie przebijały się przez korony. Efekt był intrygujący.

– No, no, wszystko ładnie, ale jaki sens miało przychodzenie tutaj? – spytał Kuba. – Można by zrobić ognisko, ale po co, skoro nawet kiełbasek nie mamy?

Rafał jakby tylko na to czekał, otworzył plecak, z którego poza piwem wyciągnął chleb, ketchup i kilka pęt kiełbasy.

– O ho ho, to żeś nas zaskoczył chłopie! – zawołał Arek.

– No a co myślałeś, że o pustym brzuchu będę siedział? Jak już się bawimy, to idziemy na całość. Często masz takie okazje?

– No, tu masz rację. Popisałeś się, brawo. – Zaczął klaskać, śmiejąc się.

– Ale jesteście pewni, że nikt nie zobaczy dymu? – odezwał się Przemek.

– No coś ty, przecież jesteśmy w samym środku lasu – odpowiedział Rafał. – Nie ma na to szans.

Migiem uzbieraliśmy kupkę gałęzi do podpalenia i do nabicia kiełbasek.

Rafał wyjął jeszcze plastikową butelkę z denaturatem, którym oblał drewno. Rzucił płonącą zapałkę. Momentalnie buchnął ogień.

Czas przelewał się tak szybko, jak alkohol. Siedzieliśmy na prowizorycznych stołkach, jedliśmy i piliśmy. Okazało się, że Rafał ma jeszcze coś w zanadrzu. Kiedy opróżniliśmy wszystkie Perły, wyciągnął z plecaka litowego Stocka.

W międzyczasie rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. O szkole czy o dziewczynach. O przygodach życia czy o planach na przyszłość. Co jakiś czas dorzucaliśmy drwa do ognia. Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zrobiło się już prawie ciemno.

Siedziałem na pniaku i gapiłem się z zadowoleniem na trzaskające ognisko. Miałem wrażenie, że nogi ulatują mi w przestrzeń. Wypite promile dawały o sobie znać. Wtedy zauważyłem, że Kuba zniknął. Może poszedł się odlać, pomyślałem.

– Ej, patrzcie, co znalazłem! – krzyknął, wyłaniając się z mroku. Dopiero po chwili udało mi się skupić wzrok i zauważyć szklaną butelkę, którą trzymał w rękach.

– Co to jest? – spytał Arek.

– A chuj wie – odpowiedział, zataczając się.

– To skąd żeś, kurwa, to wytrzasną? –mruknął Adam.

– Znalazłem w dziupli.

– Jak to, kurwa, w dziupli? – Zdziwiłem się.

– No normalnie, w dziupli.

– Ty to pojebany jesteś, zamiast tutaj siedzieć z nami i rozmawiać, to gdzieś się szlajasz i drzewa obmacujesz – burknąłem. – To jakieś objawy dendrofilii czy co?

– Oj daj mu już spokój – zganił mnie Arek. – Lepiej zobaczmy, co to jest. – Wyrwał protestującemu Kubie butelkę z ręki, zbliżył się do ogniska i zaczął się przyglądać. Flaszka była wypełniona zielonkawym płynem. – A idź z tym w pizdu, żadnej naklejki ani nic. Nie wiadomo, co to za świństwo. Ja tego nie mam zamiaru pić.

Kuba machnął gwałtownie ręką, próbując w akcie buntu odebrać swoja zdobycz, jednak pozbawione zręczności ręce sprawiły, że butelka wyleciała w powietrze, po czym rozbiła się o jeden z grodzących ognisko kamieni. Coś świsnęło, a płomień nagle urósł o kilka metrów, zmalał, a po chwili całkowicie zgasł. Ogarnęła nas całkowita ciemność.

– No i coś, kurwa, zrobił, ofiaro? – warknął Arek.

Usłyszałem łupnięcie. Byłem pewien, że to Arek uderzył Kubę.

– Kurwa mać, no i co żeście zrobili? – odezwał się Rafał, który dopiero zorientował się, że coś się stało. Z pomocą wyświetlacza telefonu szukał swojego plecaka. Znowu wyjął denaturat. Po paru sekundach ognisko znowu jaśniało.

Pierwszą rzeczą, na którą wszyscy zwrócili uwagę, było zniknięcie Kuby. Po paru sekundach usłyszeliśmy przerażający krzyk.

– Nie no, kurwa, on sobie chyba jaja robi – warknął Przemek. – Pewnie znów wpierdolił się w jakieś drzewo, jak chciał uciec. Pójdę go poszukać. – Wstał i chwiejnym krokiem ruszył ku ciemności.

Minęło kilka minut, a nikt nie wracał.

– Przemek, Kuba!? – wołaliśmy.

– Poczekajmy. Pewnie niedługo wrócą – stwierdziłem. – Żarty sobie z nas stroją. Albo ich już położyło i się podnieść nie mogą. Za słabe głowy do picia mają.

Siedzieliśmy przy cieple ognia. Kolejne minuty. Cisza. Nagle usłyszeliśmy jakieś szelesty. Z lasu wybiegła mała myszka. Zatrzymała się i spojrzała na nas. Zauważyłem, że jej mała pierś pulsowała bardzo szybko. Zdziwiło mnie to, że byłem w stanie dostrzec taki szczegół. Raptem z ciemności wyleciała cała gromada tych gryzoni. Przebiegły wokół nas i zniknęły w ciemności.

– Co za cholera? – zdziwił się Arek.

Nikt nie zdążył nawet zastanowić się nad odpowiedzią. Wielkie, ciemne stworzenie wpadło w nasze ognisko, rozrzucając żar dookoła. Zaczęliśmy panicznie krzyczeć i uciekać we wszystkie strony. Nie miałem jak zobaczyć żadnych szczegółów istoty. Wszystko zadziało się zbyt gwałtownie dla upojonego umysłu. Może to było tylko jakieś spłoszone zwierzę, pomyślałem. Odwróciłem głowę i zauważyłem wielkie, zielone ślepia. Nie, to niewątpliwie nie było zwierzę! Czułem, jak plączą mi się nogi, ale z uporem parłem do przodu. Wspiąłem się na pierwsze drzewo, które miało wystarczająco nisko gałęzie.

Wszystko pochłonęła cisza. Siedziałem otępiały i czekałem, nawet nie wiedząc, na co.

Rozglądałem się, ale było zbyt ciemno, bym mógł dojrzeć cokolwiek. Światło
srebrzystego rogala, wiszącego na niebie, było zbyt słabe, żeby przebić się przez gęstwiny. Zrobiło się zimno. Bałem się zejść na dół. Nie miałem pojęcia, na co mogę trafić. Jednocześnie obawiałem się o przyjaciół.

Nagle poczułem, że coś dotyka mojego ramienia. Z przerażeniem spojrzałem się do tyłu i zauważyłem drewnianą dłoń wynurzającą się z kory. Wrzasnąłem, a ta zacisnęła się na mojej bluzie. Rzuciłem się w bok i poczułem, że materiał się rozrywa. Spadłem z kilku metrów na łagodzące upadek poszycie lasu.

Zastanawiałem się, czy to wszystko nie jest halucynacjami wywołanymi przez alkohol i opary z butelki, którą stłukł Kuba. Wszystko możliwe…

Zacząłem pałętać się po okolicy. Postanowiłem wrócić do naszej miejscówki. Z trudem, ale dotarłem tam. Jednak to, na co trafiłem, sprawiło, że zmartwiałem w przerażeniu. Na ziemi leżał Adam, a raczej to, co z niego pozostało. Zmasakrowana głowa leżała kilka metrów od tułowia, z którego powyrywane były całe kawałki ciała. Nie wytrzymałem. Odwróciłem się i zwymiotowałem.

Zacząłem płakać. Jeszcze raz zerknąłem na zwłoki swojego przyjaciela i stwierdziłem, że nie ma sensu pozostawanie tutaj ani chwili dłużej. Cokolwiek to było, mogło bez problemu pozabijać nas wszystkich.

Ruszyłem, mając nadzieję na to, że uda mi się opuścić las w całości. Starałem się być jak najciszej. Było to już łatwiejsze niż wcześniej, bo większość alkoholu opuściła mój organizm.

Usłyszałem kroki. Wydawało się, jakby dźwięk dobywał się ze wszystkich stron. Skuliłem się, mając nadzieję, że to coś mnie ominie. Wtedy ktoś wpadł we mnie, przewrócił się i wylądował obok, po czym zaklął soczyście. To był Rafał.

– Stary, nic ci nie jest? – spytałem roztrzęsionym głosem.

– Nie – westchnął. – Cieszę się, że na ciebie trafiłem. Słuchaj… Arek nie żyje. Boże, jego ciało… – zaniemówił, a ja dobrze go rozumiałem.

– Z Adama też nic nie pozostało. Kuba i Przemek pewnie też są martwi… Tylko my to przeżyliśmy – powiedziałem z trudem.

– Słuchaj, ja nie chcę do nich dołączyć. Nie wiem, w jakie gówno się wpakowaliśmy i jak, ale chciałbym to przeżyć. Znam ten las, chodźmy, zanim i nas dopadnie to coś.

–Ta… tak, chodźmy. – Chwyciłem go za ramię i pozwoliłem mu prowadzić.

Zleciało kilkanaście minut.

– Już prawie jeste… – Przerwało mu nagły wstrząs. Upadliśmy na ziemię.

Przed nami pojawiła się zielonooka postać w szarych szatach z kapturem. Jej twarzy nie mogłem dojrzeć, jedynie te cholerne ślepia były widoczne. Spojrzała na nas wzrokiem pełnym nienawiści.

– Las już nie jest wasz – huknął stwór. – Niech to będzie ostrzeżenie dla innych.
Straciłem przytomność.


Obudziły mnie delikatne, poranne promienie i świergot ptaków. Byłem cały obolały. Z trudem podniosłem się. Otarłem oczy i spojrzałem na okolicę. Znowu byłem na miejscówce znalezionej przez Rafała. Zauważyłem go śpiącego pod jednym z pniaków. Też nagle się obudził i spojrzał na mnie.

– Co… – zaczął.

Nie było nawet śladu po tym wszystkim, co tu się wydarzyło. Kamienny krąg był pusty, nienaruszony. Ciało Adama zniknęło. Nasze dwa plecaki stał na pniakach. Butelki też gdzieś się zapodziały. Westchnąłem ciężko.

– Niech to wszystko pozostanie tajemnicą lasu. Nie było nas tu – powiedziałem, poklepałem Rafała po plecach, po czym ruszyliśmy ku wyjściu.
Ostatnio zmieniony wt 12 maja 2015, 10:51 przez MrocznyWilk, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Carewna
Pisarz domowy
Posty: 162
Rejestracja: sob 04 sty 2014, 00:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Carewna » pn 11 maja 2015, 23:25

O, dobry zapis dialogów! :) I brak błędów ortograficznych! Interpunkcyjne już się zdarzyły, ale sporadyczne, żadnych potwornych nie wypatrzyłam.

Problem leży chyba na razie w fabule i stylu. Sam pomyśl: jakiś potwór rozgniata na twoich oczach człowieka na marmoladę, a ty wstajesz spokojnie i klepiesz kolegę po plecach? Postaraj się o zachowanie większego realizmu. Było też sporo niezręczności stylistycznych. Używasz słów w dziwnym kontekście, jakby nie do końca zgodnie z ich znaczeniem. Na to rada jest jedna - czytać, czytać i czytać. I to raczej klasyków, niż dark fantasy.

Łoj. Dużo pracy przed tobą, przy czym raczej nie nad tym tekstem, bo nie wyobrażam sobie, jak go zamienić w coś czytalnego. Ale nie martw się, każdy kiedyś takie pisał. (Całe szczęście, że moje teksty z liceum zalegają wysypiska!) ;)


And the world began when I was born
And the world is mine to win.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1380
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » wt 12 maja 2015, 10:44

Mi to bez większej różnicy, tylko żeby to nie był żaden syf.

Teoretycznie rzecz biorąc, na początku zdania powinno być „Mnie”, a nie „Mi”. Ale skoro ma to obrazować naturalny dialog, to może tak być, bo pewnie w praktyce tak się mówi.

– Tylko gdzie pójdziemy? – wtrącił się Adam.
„się” niepotrzebne.
I podobnie jak wyżej. Formalnie winno być nie „gdzie”, a „dokąd”. Ale oczywiście, w potocznie mówi się „gdzie”.

– Znasz drogę do tego miejsca czy się już zgubiłeś? – burknął Przemek. Mijały kolejne minuty, a my nadal nie znaleźliśmy się u celu.

– Znam, znam. Co się tak niecierpliwisz? Aż tak chlać się chce? – zaśmiał się Rafał.

W końcu byliśmy na miejscu.

Powtórzone „miejsce” Pierwsze można opuścić: – Znasz drogę, czy się już zgubiłeś?

Był to mały, wykarczowany placyk.

Taki wykarczowany placyk w lesie, lepiej określić mianem polany.

Na jego środku znajdował się wykonany z kamieni okrąg, specjalnie na ognisko, a wokół niego stały prowizoryczne siedziska z pniaków.

„jego” do usunięcia.
I zamiast „okrąg” (choć jest to poprawne), lepiej i bardziej nastrojowo zabrzmi „krąg”.
Zamiast „specjalnie na ognisko”: „przeznaczony na ognisko”

Wszystko znajdowało się w półcieniu, co powodowały rosnące wokół wysokie drzewa.

To nie jest dobre zdanie; zwłaszcza sformułowanie „co powodowały”.
Może tak: Wszystko kryło się w półcieniu rosnących wokół, wysokich drzew.
Albo:
Rosnące wokół wysokie drzewa, otulały go swoim cieniem.

– No, no, wszystko ładnie, ale jaki sens miało przychodzenie tutaj?
Powtórzenie. Słowo „wszystko” było przed chwilą.

Można by zrobić ognisko, ale po co, skoro nawet kiełbasek nie mamy?

jw. - „ognisko”

Kiedy opróżniliśmy wszystkie Perły, wyciągnął z plecaka litowego Stocka.

„litrowego” - literówka

W międzyczasie rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. O szkole czy o dziewczynach. O przygodach życia czy o planach na przyszłość.

„W międzyczasie” - zbędne; „przygody życia” - nieporozumienie; „czy” również nie brzmi najlepiej. Napisałbym: O szkole, o dziewczynach, naszych przygodach i planach na przyszłość.

Migiem uzbieraliśmy kupkę gałęzi do podpalenia i do nabicia kiełbasek.

Powtórzone „do”. Drugie można usunąć.

– To skąd żeś, kurwa, to wytrzasną? –mruknął Adam.

„wytrzasnął”

Kuba machnął gwałtownie ręką, próbując w akcie buntu odebrać swoja zdobycz,

„swoją' – literówka

Siedzieliśmy przy cieple ognia.

„w cieple ognia”

Nie miałem jak zobaczyć żadnych szczegółów istoty.

Zdanie należy przeredagować. Na przykład: Nie udało mi się zauważyć (dojrzeć) żadnych szczegółów istoty.

Może to było tylko jakieś spłoszone zwierzę, pomyślałem.

„Może było to tylko jakieś spłoszone zwierzę” - pomyślałem.

Motyw myszek trochę absurdalny, ale jakoś pasuje i stwarza ciekawe wrażenie.

W tym fragmencie zbyt często powtarza się końcówka pierwsze osoby liczby pojedynczej „łem” To razi. Należy przeredagować.
Na przykład:
„Wszystko zadziało się zbyt gwałtownie dla upojonego umysłu. Może to było tylko jakieś spłoszone zwierzę, pomyślałem. Odwróciłem głowę i zauważyłem wielkie, zielone ślepia.”
Wszystko zadziało się zbyt gwałtownie dla upojonego umysłu. Może to było tylko jakieś spłoszone zwierzę, przemknęło mi przez myśl. Odwróciwszy głowę, zauważyłem wielkie, zielone ślepia.
No i mamy o dwa mniej.
„Bałem się zejść na dół. Nie miałem pojęcia, na co mogę trafić. Jednocześnie obawiałem się o przyjaciół.”
Strach nie pozwalał zejść na dół. Jednocześnie nie mając pojęcia na co mogę trafić, rósł we mnie lęk o los przyjaciół.
Tutaj wyrzuciliśmy wszystkie.

Ruszyłem, mając nadzieję na to, że uda mi się opuścić las w całości. Starałem się być jak najciszej.

Ponieważ rozpoczął wędrówkę, bardziej obrazowo będzie: Starałem się iść (poruszać) jak najciszej.
Staraj się również unikać „się” w sąsiadujących ze sobą zdaniach.

Wydawało się, jakby dźwięk dobywał się ze wszystkich stron. Skuliłem się, mając nadzieję, że to coś mnie ominie. Wtedy ktoś wpadł we mnie, przewrócił się i wylądował obok, po czym zaklął soczyście.

A tutaj „się” jest stanowczo zbyt dużo.

Było to już łatwiejsze niż wcześniej, bo większość alkoholu opuściła mój organizm.

Określenie, że alkohol opuszcza organizm, nie wydaje się szczęśliwe.

Końcówka rzeczywiście jest nie do przyjęcia; jeszcze mniej realistyczna od całości fabuły. Byłoby lepiej, gdybyś dał do zrozumienia, że pozostali jednak żyją. Nie powiedział tego wprost, ale pozostawił wątpliwości, czy był to sen, wizja jakaś, czy świat realny. Nie wszystko trzeba wyjaśniać do końca.

Zapewne, dużo pracy przed Tobą, ale to naturalne i zrozumiałe. Jak sądzę, dopiera zaczynasz przygodę z pisaniem i z tego punktu widzenia nie jest źle. Masz jakiś pomysł, niezbyt odkrywczy, ale jest, dialogi do przyjęcia, opisy może zbyt oszczędne, ale są, błędów relatywnie niezbyt niewiele, dynamikę akcji też daje się odczuć, a reszta przyjdzie z czasem.



Awatar użytkownika
Arctur Y. Vox
Pisarz domowy
Posty: 53
Rejestracja: czw 19 lut 2015, 11:43
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Akademik Baabalon
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Arctur Y. Vox » wt 12 maja 2015, 12:12

Szanuję za motyw tajemniczej butelki - nośnika wartości nadprzyrodzonej.


Me ne frego

Awatar użytkownika
ZviR
Pisarz osiedlowy
Posty: 362
Rejestracja: pn 21 kwie 2008, 18:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Alfabetu
Płeć: Mężczyzna

Postautor: ZviR » wt 12 maja 2015, 13:42

Dialogi na początku wydają się sztuczne, nie ma w nich życia. Nawet, jeśli to relacja, to jednak przydałoby się, abym w stosunku do bohaterów poczuł... cokolwiek. Tutaj - słabo z tym.
Później scena picia - nie czuć tego, że są pijani. Ktoś się zachwiał raz, czy dwa, ot i tyle.
Zakończenie, jak _to_coś_ zaczyna mordować, rozgniatać i rozgniatać, to w narracji nic się nie zmienia. Nadal jest beznamiętna i bez wyrazu.

Jeśli decydujesz się na narrację pierwszoosobową, niech to będzie z jakiegoś powodu. Tutaj tego powodu nie widzę. Nie korzystasz z niczego, co ta narracja ci daje.


//generic funny punchline


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość