MUSZKIETERZY XXI WIEKU - fragment II

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Muszkieter
Zarodek pisarza
Posty: 14
Rejestracja: pt 08 kwie 2016, 16:00
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

MUSZKIETERZY XXI WIEKU - fragment II

Postautor: Muszkieter » sob 16 kwie 2016, 15:36

Ten fragment pochodzi z wcześniejszego okresu powieści. Mat i Musa mają po niespełna szesnaście lat.
Dla wyjaśnienia kto jest kim:
Andrzej i Irena są rodzicami Mata, a szejk Masud i Fatima rodzicami Musy. Traktują obu chłopców jak własnych synów, oni zaś są zżyci jak bracia. Stąd obaj zwracają się do nich wszystkich per mamo i tato.

Uwaga na wulgaryzmy Jest to jedyny fragment całej książki, w którym występuje tyle przekleństw na raz. Sądzę, że są one usprawiedliwione opisywaną sytuacją.

Nieeeee! Nieeeeee! Nieeeee! – Rozpaczliwy wrzask obudził o piątej rano w poniedziałek wszystkich gości w domu Michele w Nowym Jorku. Z początku każdy z nich myślał, że to sen, ale krzyk rozpaczy powtórzył się ze zdwojoną siłą. Pierwszym, który wpadł do pokoju Mata był Musa. Zobaczył brata leżącego na podłodze, walącego pięściami i głową w marmurową podłogę. Młody Arab złapał chłopaka w ramiona i z całej siły przytulił do siebie. Twarz Mata wykrzywiał koszmarny ból i rozpacz, z jego oczu płynęły łzy. Musa nigdy wcześniej nie widział brata płaczącego.
- Powiedz bracie, że to nieprawda – łkał Mat – powiedz, że to nieprawda, że to jakiś koszmarny sen.
- Co się stało?
- Powiedz, że to tylko koszmarny sen – Mat wskazał ręką na telewizor.
Dopiero po chwili Musa zrozumiał, o czym mówił francuski komentator.
Na ekranie widać było ruiny jakiegoś budynku, całą masę wozów strażackich, policji i karetek. Na dole ekranu przewijały się zdjęcia wielu osób. Były to zdjęcia portretowe, legitymacyjne i zupełnie prywatne. Musa ze zgrozą zobaczył zdjęcia Colette, Andżeliki, Żaklin i Solange, oraz wielu innych młodych dziewczyn i chłopaków.
Były to zdjęcia ponad dwustu ofiar wybuchu w piątkową noc w największej paryskiej dyskotece. Śmiertelnych ofiar.

Francuska stacja telewizyjna, na którą przypadkiem trafił Mat, podawała najświeższe wiadomości dotyczące tragedii, jaka rozegrała się w Paryżu w ubiegły piątek o północy. Prezentowany materiał filmowy pochodził z tej tragicznej nocy. Zdjęcia ofiar reporterzy wydostali z konserwatorium paryskiego, do którego jeszcze w czwartek uczęszczało sto pięćdziesiąt pięć ofiar. Wraz z Żaklin, Andżeliką, Solange i Colette, zginęli prawie wszyscy z jej roku. Rannych zostało ponad tysiąc osób, w tym wiele ciężko i bardzo ciężko. Według wstępnych ustaleń eksplodowała olbrzymia rura z gazem przebiegająca pod ziemią tuż obok dyskoteki, położonej na przedmieściach Paryża. W powietrze wyleciało kilkadziesiąt samochodów zaparkowanych na ulicy, a w jezdni powstał olbrzymi krater, który sięgał pod budynek dyskoteki, a w zasadzie pod to, co z niego zostało. Wybuch i powstanie krateru spowodowało osunięcie się do niego połowy fundamentów i zawalenie dwóch pięter. W dyskotece w chwili wybuchu przebywało prawie dwa tysiące osób. Tylko dzięki temu, że w pobliżu nie było innych budynków, nie doszło do jeszcze większej tragedii. Akcja ratownicza rozpoczęła się już dziesięć minut po eksplozji. Pierwsze nadjechały wozy strażackie z pobliskiej remizy, w chwilę potem karetki i policja. Ściągnięto posiłki z całego niemal Paryża i okolic. Strażakom udało się odciąć dopływ gazu i bardzo szybko ugasić pożar, a to dzięki udziałowi ponad stu wozów strażackich. Ci, którzy cudem ocaleli, a także ci lżej ranni, pomagali innym wydostać się z tego piekła. Strażacy z narażeniem życia wydobywali rannych i ciała zabitych. To, co zostało z dyskoteki w każdej chwili mogło runąć, ale ratownicy nie poddawali się. Sprowadzono specjalnie tresowane psy, które co chwila wskazywały jeszcze żywych. Tej samej nocy ściągnięto ciężki sprzęt i przy jego pomocy, ostrożnie, aby nie dopuścić do zawalenia się konstrukcji, zaczęto usuwać tony stali i innych materiałów, pod którymi znajdowano ko-lejne ofiary. Akcję prowadzono tak sprawnie, że już w niedzielę rano po dyskotece nie było śladu. To, co z niej zostało po wybuchu, rozebrano na części aż do fundamentów. Dzięki temu odnaleziono wszystkich rannych i zabitych.
Natychmiast przystąpiła do pracy specjalna komisja, która miała ustalić przyczyny tragedii.

Identyfikacja rannych i ofiar odbyła się błyskawicznie, dzięki zasadom panującym w dyskotece, która należała do jednej, dużej sieci dyskotek, rozrzuconych po większych miastach Francji. Do dyskoteki wpuszczano wyłącznie osoby pełnoletnie. Każdy musiał pokazać jakiś dowód ze zdjęciem, paszport, prawo jazdy, czy choćby legitymację studencką. Dowód był błyskawicznie skanowany, a gość zamiast biletu miał stemplowany na dłoni kolejny numer nadany przez komputer, który schodził dopiero po dziesięciu myciach. Następnie każdy wchodzący przechodził przez wykrywacz metali, a później był obwąchiwany przez psy w poszukiwaniu narkotyków. Ponieważ wejść do dyskoteki było kilka, rejestracja i sprawdzanie wchodzących odbywało się bardzo sprawnie. Scan okazanego dowodu wraz z nadanym numerem przesyłany był on-line do centralnego komputera firmy, każdy zaś pracownik dyskoteki nosił na szyi kartę magnetyczną ze zdjęciem i nazwiskiem.
Każdy, u którego psy wyczuły narkotyki, miał pięcioletni zakaz wstępu do którejkolwiek z dyskotek tej sieci.
Tak drakońskie zasady właściciele sieci wprowadzili kilka lat wcześniej po tym, jak w jednej z toalet znaleziono dwie dziewczyny, które zmarły z przedawkowania.

W sobotę rano właściciele dyskoteki zwrócili się poprzez telewizję z apelem do ocalałych o nadsyłanie smsów z numerem nadanym przy wejściu. Na apel odpowiedziało prawie dziewięćdziesiąt osiem procent ocalałych. Szpitale i kostnice również wysyłały numery z rąk ofiar, otrzymując natychmiast ich dane.

Wiadomość o tragedii w Paryżu rozeszła się wśród gości Michele błyskawicznie i wprawiła wszystkich w szok. Giulia, Giovanna, Octavia i Cassandra, które znały Żaklin i jej koleżanki, siedziały w kuchni i ryczały jak bobry. Bill, Piero i Ernesto, których wiadomość o śmierci znajomych dziewczyn trzepnęła jak kij bejsbolowy, nie płakali, ale też byli zszokowani. Irena pośpieszyła do pokoju Mata i z przerażeniem zobaczyła twarz syna nadal wykrzywioną bólem i rozpaczą. Nie pamiętała go płaczącego, od kiedy skończył dwa lata. Chłopak nadal był w objęciach Musy, któremu też płynęły łzy po policzkach. Cierpiał cierpieniem brata, który nie był w tym momencie kadetem Valley Forge, odważnym, wysportowanym i dzielnym. Był niespełna szesnastoletnim chłopakiem, zupełnie załamanym po stracie ukochanej dziewczyny. Płakał jak małe dziecko i tylko błagał co chwila Musę, żeby go obudził, żeby powiedział, że to nieprawda, że to tylko koszmarny sen.
Telewizor w pokoju Mata został wyłączony, natomiast przed tym w salonie zgromadzili się pozostali. Fatima tłumaczyła z francuskiego informacje podawane od nowa co kilka minut. Szejk nie potrzebował tłumacza. Po wysłuchaniu wiadomości, odszedł na bok i chwilę rozmawiał przez komórkę. Wydał swoim ludziom polecenie zdobycia wszystkich możliwych i niemożliwych informacji na temat wybuchu w Paryżu. Chciał wiedzieć, czy był to zamach, a jeżeli tak, to kto za nim stoi. Jeżeli to był wypadek, chciał wiedzieć, kto jest za niego odpowiedzialny. Kto czego zaniedbał, kto olał procedury bezpieczeństwa.
Wszystkie informacje chciał mieć na wczoraj, a najlepiej na przedwczoraj.

Irena obawiała się o Mata. Nigdy nie płakał, nawet gdy młotkiem przywalił sobie w palec zamiast w gwoździa. Miał wtedy cztery lata i palec przez kilka dni był zdrowo spuchnięty i bolał. Chłopak nie uronił wtedy ani jednej łzy. Teraz płakał jak malutkie dziecko. Musa nadal trzymał go w ramionach. Bał się, że jak go puści, Mat zacznie znowu walić głową w podłogę. Irena wyszła na chwilę z pokoju, by wrócić ze szklanką w ręku.
- Wypij to – podała synowi spremutę.
Mat łapczywie opróżnił szklankę i upuścił ją na podłogę. Dwadzieścia minut później przestał płakać tylko dlatego, że zasnął. Musa przeniósł go na łóżko i usiadł obok niego. Zamierzał pilnować brata dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, do czasu, aż Mat dojdzie do siebie.
- Jak Mat? – spytał Andrzej, gdy Irena zeszła do salonu.
- Fatalnie. Przeżył koszmar, jego świat zawalił się w kilka sekund. Obawiam się, że może załamać się. Teraz zasnął, bo dałam mu końską dawkę środka uspokajającego razem ze spremutą. Nie wiem, co będzie, jak się obudzi.
- Jeżeli pozwolicie, chciałbym z nim porozmawiać gdy się wyśpi – powiedział niespodziewanie szejk – gdy miałem dwanaście lat, na moich oczach zginął mój starszy brat, którego uwielbiałem. Mogę domyślać się, co Mat teraz czuje.
Michele, wstrząśnięty jak wszyscy inni, przypomniał sobie, że jest gospodarzem i zaproponował śniadanie. Nikt jednak nie miał ochoty na jedzenie, natomiast wszyscy poprosili o kawę. Dziewczyny nadal płaczące w kuchni, zamiast kawy, dostały od Ireny krople na uspokojenie, ale już nie w tak potężnej dawce jak Mat.

Chłopak przespał pół dnia, a gdy się obudził zobaczył Musę siedzącego obok.
- Miałem koszmarny sen – powiedział Mat – chciałem za wszelką cenę obudzić się, ale nie mogłem. Muszę spróbować zadzwonić do Żaklin.
- Mat, bracie – zaczął Musa, ale Mat mu przerwał.
- Zamknij się - warknął - kurwa zamknij się i nie mów mi, że to nie był sen. Daj mi choć przez kilka sekund łudzić się, że to nie moja wina.
- To nie…
- Kurwa zamknij się! To moja wina. Żaklin nie miała ochoty iść do tej kurewskiej dyskoteki. Miała zamiar przegadać ze mną cała noc. To ja, kurwa, debil skończony, namówiłem ją, żeby poszła i bawiła się z przyjaciółmi, żeby cieszyła się ze zdanych egzaminów, żeby pożegnała się z całym swoim towarzystwem, bo go prędko nie zobaczy, gdy przeniesie się do Stanów. Mówiłem jej, że będziemy mieli przed sobą całe życie na gadanie. To przeze mnie zginęła. Szkoda, że mnie tam nie było razem z nią. Kurwa! Co za debil!
- To nie twoja..
- Nie pierdol! – Mat przeklinał jak nigdy dotąd, podnosząc coraz bardziej głos – Nie pierdol mi głupot, nie pocieszaj mnie. Ty nie kochałeś żadnej z tych dziewczyn, ty tylko korzystałeś z okazji i dymałeś Andżelikę ile się dało. Tobie zwisa, co się z nią stało, ciebie to gówno.. – Mat nie dokończył, bo Musa wymierzył mu siarczysty policzek.
- Durniu jeden! Chuj mi w gaciach zwisa a nie to, co się stało z Żaklin, Andżeliką czy z ponad dwustoma osobami, które zginęły w tej pierdolonej dyskotece – Musa też prawie krzyczał.
- Tysiące ludzi codziennie ginie w wypadkach samochodowych na całym świecie, tysiące rocznie w kraksach kolejowych czy lotniczych! Nie przewidzisz tego! Nie jesteś kurwa bogiem, nie przewidzisz przyszłości. Nie pierdol więc, że to twoja wina. Nie pierdol mi, że nic mnie nie obchodzi śmierć Żaklin, bo pokochałem ją jak siostrę! Tak jak ciebie, durniu, kocham jak brata, tak ją pokochałem jak siostrę! Wiem, że cierpisz, że świat ci się zawalił, ale nie chcę, żebyś walił pustym łbem w marmurową podłogę, albo żebyś obwiniał się za jej śmierć. Tak, ja dymałem Andżelikę, ale zazdrościłem po cichu tobie.
- Zazdrościłeś mi?
- Tak, zazdrościłem ci tych wspaniałych uczuć, które wami zawładnęły, a których Allach póki co na mnie nie zesłał. I nie bój się, nie będę cię pocieszał jak malutkiego chłopczyka, któremu ktoś podpierdolił rower. Nie kupię ci nowego rowerka, ani nie cofnę czasu. Ty też nie. Jesteś do kurwy nędzy kadetem podpułkownikiem Valley Forge, a nie byle maminsynkiem! Weź się, kurwa w garść! Ty wiesz i ja wiem, że będzie bolało jak jasna cholera i będzie bolało kurewsko długo. Ale nie możesz ani walić łbem w ścianę czy podłogę, bo to nic nie da, nie przywrócisz jej życia, choćbyś rozwalił sobie ten pusty łeb! Nie obwiniaj się za śmierć Żaklin. Równie dobrze mógł wylecieć w powietrze dom, w którym mieszkała, albo samolot, którym by leciała do ciebie mógłby spaść do oceanu. Zacznij bracie myśleć inaczej. Ja ci przysięgam na Allacha, że bez względu na oficjalne śledztwo żabojadów dowiem się, czy to był wypadek, czy ktoś maczał w tym palce. A jeżeli ktoś maczał, to będzie się kąpał we własnej krwi i cierpiał bardzo długo.
- Ja też ci przysięgam na Allacha, synu, że nie spocznę, póki nie dowiem się, co się naprawdę stało. Jeżeli ktoś jest odpowiedzialny za śmierć twojej ukochanej i śmierć tych wszystkich niewinnych osób, poniesie surową karę. Karę, którą tylko wkurwiony Arab może obmyśleć – powiedział szejk Masud wchodząc do pokoju Mata.
- Ja też nie będę cię pocieszał – kontynuował – bo sam wiem, że po takiej stracie nikt nie jest w stanie nikogo pocieszyć. Gdy miałem dwanaście lat na moich oczach zginął mój ukochany starszy brat, ratując moje życie.
- Jak sobie dałeś z tym radę, ojcze? Spytał Mat – to tak kurewsko boli!
- Spędziłem dziesięć dni sam na pustyni, modląc się do Allacha o wybaczenie, bo przez chwilę zwątpiłem w Niego.
- Ja też chcę na pustynię – powiedział Mat.
- Tak się stanie – odpowiedział szejk i wyszedł z pokoju.

Pod wieczór w końcu wszyscy usiedli przy stole, by zjeść jedyny tego dnia posiłek.
Nie było zwykłych rozmów, żartów i śmiechów. Panował wręcz ponury nastrój. Dziewczyny miały oczy czerwone od płaczu.
Telewizor był wyłączony. Nie było jeszcze nowych wiadomości na temat przyczyn wybuchu, a nie było sensu katować się na okrągło tymi samymi obrazami i powtarzanymi w kółko starymi informacjami.
- Dziękuję wszystkim za niewypowiedziane współczucie i właśnie za to, że nikt mi nie mówił jak mu przykro. Tego bym nie zniósł. Gdy ginie ktoś bliski, gdy ginie ponad dwieście niewinnych osób, człowiek ma ochotę wyć do nieba i pytać Boga, dlaczego? I nawet gdyby wył wieczność całą nie dostanie odpowiedzi ani od Boga, ani od nikogo innego – powiedział Mat.
- Mój brat Musa miał rację waląc mnie w mordę, żebym się opamiętał. Nie jestem bogiem, nie cofnę czasu i nie umiem przewidywać przyszłości. Nie chcę rozczulać się nad sobą, ani żeby ktoś się litował nade mną. Nie pojadę na pogrzeb do Francji. Chcę pamiętać Żaklin, żywą, wesołą i śpiewającą, a nie jej grób. Chcę natomiast pojechać na pustynię i pobyć na niej samotnie, jak to kiedyś zrobił mój drugi ojciec. Jestem gotowy do wyjazdu w każdej chwili – Mat wstał od stołu i poszedł do swojego pokoju.

Tej samej nocy Michele zorganizował transport dla wszystkich na lotnisko.
Patrycja i George z Bilem polecieli rejsowym samolotem do Port Arthur, Piotr z Katarzyną, Carmelo, Elisabeth i Dianą do Londynu, obaj generałowie z córkami, Piero, Ernesto i Marco z przyjaciółką, a także Carlo z rodzicami, na Sycylię. Mat i jego rodzice polecieli razem z Fatimą i szejkiem jego samolotem do Dubaju. Jeszcze na lotnisku do Mata podeszła Octavia.
- Chciałam ci tyle powiedzieć, ale teraz nie mogę. Powiem ci tylko, że pokochałam ciebie jak drugiego brata i dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Chciałabym cię jeszcze kiedyś spotkać.
- Tylko nie zapraszaj mnie na wasz ślub, proszę – odpowiedział Mat.
- Po tym, co się stało, nie miałam zamiaru. Nie jestem tak okrutna.
- Przepraszam.
- Nie masz za co przepraszać, bracie – odpowiedziała Ocvtavia i przytuliła mocno Mata.
- Mam jedną prośbę do ciebie - Mat powiedział cicho.
- Jaką?
- Gdy odwiedzisz te wspaniałe zakonnice, poproś o modlitwę za dziewczyny i za mnie. Ja nie potrafię się teraz modlić.
- Obiecuję, że zaraz po powrocie na Sycylię pojedziemy tam wszyscy i będziemy się za was modlić razem z zakonnicami i ich wychowankami – obiecała Octavia.
Każdy chciał powiedzieć coś Matowi, ale nie znajdował słowa, więc pożegnali się z nim tylko uściskiem dłoni i przytuleniem.
W samolocie Mat nałożył słuchawki, zamknął oczy i słuchał Chopina, Czajkowskiego, Rachmaninowa. Głośna muzyka zabijała myśli, a on nie chciał na razie myśleć. Nie chciał zwariować. Na myślenie przyjdzie czas na pustyni.

Dwa dni po przyjeździe do Dubaju, Mat osiodłał wielbłąda, przytroczył bukłaki z wodą i torbę z daktylami i ruszył na pustynię. Musa zamierzał mu towarzyszyć, ale Mat chciał być sam. Prawie się pokłócili o to, w końcu Musa dał za wygraną.
- Przysięgnij na Allacha, że wrócisz, bracie.
- Przysięgam – powiedział Mat i ruszył.
Po dwóch dniach rozsiodłał wielbłąda, usiadł na piasku i oparł się o siodło. Wyjął komórkę i przeglądał setki zdjęć i filmików, które porobił w Europie. Uśmiechnął się na wspomnienie Rzymianek.
- Ciekawe, czy domyśliły się od kogo dostały fortepiany - pomyślał. Ponownie uśmiechnął się oglądając zdjęcie Cassandry, Octavii, Penelopy i Aidy bijących pokłony przed Piero na lotnisku w Palermo. Potem jego serce krwawiło i bolało. Żaklin nagusieńka sfotografowana pod wodą, nagusieńka na rajskiej plaży.
Setki zdjęć ukochanej i z ukochaną. W restauracji u Marco gdy śpiewała, w Domu Samotnej, Młodocianej Matki śmiejąca się z gromadą dzieciaków, na ulicy gdy zajadała się czekoladowymi rogalikami, albo znowu u Marco nad ogromną pizzą. Mat przeglądał te zdjęcia i płakał przez trzy dni. Potem wyłączył komórkę, przestał płakać i modlił się. Wierzył w Boga, ale nigdy nie był zbyt praktykujący. Już dawno doszedł do wniosku, że z Bogiem może rozmawiać i modlić się do niego wszędzie, nawet na pustyni, niekoniecznie w kościele. Prosił Boga o siłę i ukojenie. O opiekę nad wszystkimi mu bliskimi. Przeprosił też Boga, że w pierwszej chwili przeklinał Go za śmierć ukochanej.
Ostatniego dnia Mat ponownie włączył komórkę i oglądał zdjęcia Żaklin. Już nie płakał, ale wspominał ją z rozrzewnieniem.
- Amore, kochałem cię nad życie – powiedział patrząc na roześmianą dziewczynę – i oddałbym moje za twoje. Nie jestem bogiem, nie cofnę tego, co się stało. Nie jestem też siostrą Matyldą, nie wstąpię do zakonu i nie będę czekał całe życie na spotkanie z tobą. Skoro nie zginąłem razem z tobą, muszę żyć jak normalny chłopak, jak normalny człowiek. Żegnaj najdroższa. Przed wyłączeniem komórki Mat skasował wszystkie zdjęcia i filmy.


Gdy ma się szczęście w miłości, nie ma się szczęścia w kartach.
Gdy ma się szczęście w kartach, ma się pieniądze na miłość.

Awatar użytkownika
Namrasit
Dusza pisarza
Posty: 501
Rejestracja: sob 26 wrz 2009, 19:46
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: 800m from Smocza Jama
Płeć: Mężczyzna

MUSZKIETERZY XXI WIEKU - fragment II

Postautor: Namrasit » ndz 17 kwie 2016, 21:45

Dziwny masz styl, co chwilę coś mi zgrzyta. Np tu:
Muszkieter pisze:Source of the post Były to zdjęcia ponad dwustu ofiar wybuchu w piątkową noc w największej paryskiej dyskotece. Śmiertelnych ofiar.

I ponownie twoi nastolatkowie do mnie nie przemawiają. Musa zastaje mata w dziwacznej pozycji i biegnie od razu go przytulić, a dopiero potem pyta, co się stało. Tak, to zrobiłyby dziewczyny, a nie, prawie już dorośli chłopcy.
Muszkieter pisze:Source of the post Wraz z Żaklin, Andżeliką, Solange i Colette, zginęli prawie wszyscy z jej roku.

Raczej z "ich" roku, bądź w ogóle bez tego. Mamy tutaj przecież liczbę mnogą.
Muszkieter pisze:Source of the post Wybuch i powstanie krateru spowodowało osunięcie się do niego połowy fundamentów i zawalenie dwóch pięter

Dyskoteka osunęła się do wybuchu?
Muszkieter pisze:Source of the post Pierwsze nadjechały wozy strażackie z pobliskiej remizy, w chwilę potem karetki i policja. Ściągnięto posiłki z całego niemal Paryża i okolic. Strażakom udało się odciąć dopływ gazu i bardzo szybko ugasić pożar, a to dzięki udziałowi ponad stu wozów strażackich. Ci, którzy cudem ocaleli, a także ci lżej ranni, pomagali innym wydostać się z tego piekła. Strażacy z narażeniem życia wydobywali rannych i ciała zabitych.

Za dużo tutaj tych "i" można je zastąpić synonimami, lekko przebudować zdania. To akurat rzecz, na której sam się często łapię.
Muszkieter pisze:Source of the post Tej samej nocy ściągnięto ciężki sprzęt i przy jego pomocy, ostrożnie, aby nie dopuścić do zawalenia się konstrukcji, zaczęto usuwać tony stali i innych materiałów, pod którymi znajdowano ko-lejne ofiary.

Kolejne pewnie miało być.
Muszkieter pisze:Source of the post Dzięki temu odnaleziono wszystkich rannych i zabitych.

Przy takiej eksplozji i tej liczbie ofiar oraz rannych, to raczej mało prawdopodobne. 2 dni? I to niecałe? Przypomnij sobie, jak długo pracowano przy WTC, myślę, że to mogłaby być skala porównawcza dla twojego wydarzenia.
Muszkieter pisze:Source of the post Dowód był błyskawicznie skanowany, a gość zamiast biletu miał stemplowany na dłoni kolejny numer nadany przez komputer, który schodził dopiero po dziesięciu myciach.

Ło! Naprawdę? Czy oni im te numery na skórze wypalali, że takie trwałe były? Zwykle takie numerki to schodzą już na drugi dzień i to po pierwszym myciu - ot, ścieranie się naskórka. Piszesz, że identyfikacja przebiegła błyskawicznie właśnie dzięki tym numerom, to teraz pytanie: ile wybuchów jest w stanie przetrwać ten numer?
Muszkieter pisze:Source of the post - Wypij to – podała synowi spremutę.

A co to za cholerstwo jest ta spermuta?
Muszkieter pisze:Source of the post - Fatalnie. Przeżył koszmar, jego świat zawalił się w kilka sekund. Obawiam się, że może załamać się. Teraz zasnął, bo dałam mu końską dawkę środka uspokajającego razem ze spremutą. Nie wiem, co będzie, jak się obudzi

Ci twoi bohaterowie, co raz mówią tak... literacko, sztucznie. Do tego się na końcu zdania? Tego lepiej unikaj, jeżeli się da.

Ok, dalej już tylko czytałem. Ogólnie wypowiedzi Mata wypadały dziwnie, niby miał być załamany, czy też spokojny po lekach, ale nie było tego widać. Dobrze za to wypadły tłumaczenia Musy. Tak, jego język był jak na razie najbardziej "żywy".
Muszkieter pisze:Source of the post Patrycja i George z Bilem polecieli rejsowym samolotem do Port Arthur, Piotr z Katarzyną, Carmelo, Elisabeth i Dianą do Londynu, obaj generałowie z córkami, Piero, Ernesto i Marco z przyjaciółką, a także Carlo z rodzicami, na Sycylię. Mat i jego rodzice polecieli razem z Fatimą i szejkiem jego samolotem do Dubaju. Jeszcze na lotnisku do Mata podeszła Octavia.

Ile tych ludzi tam jest... Połapać się nie idzie.

Ogólnie osiągnąłeś dziwny efekt. Cała ta tragedia ok, straszna, ale po tej super-sprawnej akcji straży, policji oraz lekarzy, błyskawicznej identyfikacji, mobilizacji ludzi, by wysyłać swoje dane, odniosłem wrażenie, że to wcale nie było takie straszne, a nawet, że służby były przygotowane na takie wydarzenie. To utrudniło późniejsze zrozumienie dla smutku bohaterów.
Swoją drogą do teraz nie wiem za bardzo, o co chodzi - pewnie to przez to, że to środek czegoś większego. W każdym razie dostrzegłem tutaj te same (niezbyt dobre) nawyki, co w poprzedniej części.


Uśmiechając się do deszczu mniej się moknie


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości