Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

16

Latest post of the previous page:

Andy pisze: Wszyscy potwierdzają te same etapy długotrwałej pracy z tym samym tekstem.
I tu rodzi się pytanie: w którym momencie autor zaczyna pałać obrzydzeniem i nienawiścią do własnego dzieła (czyt. ma go serdecznie dość)?
Jeszcze nie przeczytałam ani jednej mojej książki, która ukazała się drukiem (już takiej gotowej) :D
Powąchać mogę, selfie z książką chętnie, ale czytać? Nigdy :D
Po redakcji nie mogę patrzeć na powieść ;)

Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

17
Przed wysłaniem do wydawnictwa pracuję nad tekstem prawie identycznie jak Nav (w sensie sprawdzania tekstu fragmentami i rozdziałami). Nie korzystam jednak z bet.
Natomiast otrzymując plik od redaktorki w pierwszej kolejności zatwierdzam wszystkie zmiany, jakie wprowadziła i dopiero wtedy zaczynam go czytać.

Pozdrawiam

P.s. Andy
"Autor ma męczyć się tak długo, żeby czytelnik już nie musiał." - Marian Załucki.
Zapraszam: http://www.jacek-lukawski.pl

Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

18
Navajero pisze: Redaktorkę mam tę samą od lat, znamy się jak łyse konie
Nie ma w takiej sytuacji niebezpieczeństwa, że redaktor się "znieczuli" na pisarza, do którego przez lata przywykł i na równi z autorem może pewnych spraw nie dostrzegać?
„Patrzyłem na Twoje lektury i byłem zdumiony, jaka przepaść dzieli je od Twoich shortów w Zamku i miniatur. Jeśli zechciałbyś przyjąć sugestię, to lepiej idź w kierunku tego, co piszesz, niż tego, co masz na półeczce z ulubionymi nad tapczanem.” L.P. 04.07.2020

- Uśmiecham się :)
- Tak właśnie należy zasypiać. Uśmiechnięte sny wędrują do uśmiechniętych dzieci :)

Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

20
U mnie najważniejszym etapem autoredakcji i autokorekty jest wydrukowanie tekstu i poprawianie długopisem błędów, powtórzeń, wszystkich chropowatości stylistycznych, nieścisłości - na papierze wyłapuje tego znacznie, znacznie więcej niż na ekranie monitora. Nie wiem dlaczego, może chodzi o "staż" obcowania z książkami papierowymi? Dla mnie tekst na ekranie monitora a tekst na papierze to dwa różne teksty.
W każdym razie dużo poprawiam już na bieżąco, podczas pisania cofam się w rozdziałach, coś dodaję, coś kasuję, coś poprawiam, żongluje zdaniami, czasami akapity całe wędrują na inną stronę, więc po postawieniu ostatniej kropki ten mój tekst jest w miarę czysty (to nie znaczy, że podesłałbym go komukolwiek do przeczytania, po prostu nie wygląda jak pisany an kolanie). Potem kilkakrotnie przeprowadzam autoredakcję w edytorze tekstu, na koniec drukuję, zaznaczam długopisem, skreślam, dopisuję i poprawki znowu wprowadzam przez edytor tekstu. Ten ostatni etap wykonuję nie wcześniej niż miesiąc po skończeniu tekstu i po pierwszych autoredakcjach.

Co do redakcji właściwej, takiej z profesjonalnym redaktorem - miałem przyjemność współpracować z trzema (krótki staż, ale uczę się) i słowo "przyjemność" jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Żaden nie chciał zrobić mojemu tekstowi krzywdy, żaden nie ingerował w tekst bardziej, niż było to wskazane, wszyscy byli otwarci na sugestie i moje argumenty brali na poważnie. Dwoje redaktorów z tej trójki to profesjonalni pisarze, znane nazwiska, i bałem się trochę, że będą chcieli tę moją pisaninę urobić podług własnych pisarskich upodobań. Nic podobnego.

Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

21
A jak przebiega praca z redaktorem? Wydawca zleca i ta osoba przesyła swoje poprawki mailowo bezpośrednio do autora? Naradza się z nim mailowo, czy dzwoni i 'obgaduje' wszystkie wątpliwości i detale telefonicznie?

Dwa: załóżmy (zdarza się tak w ogóle?) że redaktor znalazł poważną lukę w fabule, w związku z czym trzeba (autor musi) trochę dopisać/napisać od nowa. Co wtedy, redaktor poprawioną całość znowu czyta i sprawdza, po raz drugi czy trzeci, aż do skutku?

Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

22
Kreator pisze: A jak przebiega praca z redaktorem? Wydawca zleca i ta osoba przesyła swoje poprawki mailowo bezpośrednio do autora? Naradza się z nim mailowo, czy dzwoni i 'obgaduje' wszystkie wątpliwości i detale telefonicznie?
W moim przypadku: plik tekstowy+śledzenie zmian+komentarze wewnątrz pliku. Redaktorka wprowadza swoje zmiany, wysyła mi. Ja je akceptuję albo nie, piszę nowe, komentarze, odpowiadam na stare. Wprowadzam własne poprawki. Wysyłam. Redaktorka sprawdza, znowu poprawki, komentarze, plik wraca do mnie. Akceptuję, odrzucam, komentuję... Po ósmej wersji roboczej włącza się autorowi tryb "rzygam tym tekstem". :twisted:
Potem wersja po korekcie - śledzenie zmian, ja akceptuję odrzucam, potem redaktorka, znowu ja...
Potem wersja po składzie. Ja czytam, redaktorka, ja, koniec.
Kreator pisze: Co wtedy, redaktor poprawioną całość znowu czyta i sprawdza, po raz drugi czy trzeci, aż do skutku?
Czemu miałby tego nie robić?
Dark side of the Force

Komnata szaleństwaKiedy rozum śpi, budzą się potworyW stronę źródła wszystkich strachówPani Czterdziestu ŻywiołówWieczny buntownik

Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

23
uniwers pisze: Redaktorka wprowadza swoje zmiany, wysyła mi. Ja je akceptuję albo nie, piszę nowe, komentarze, odpowiadam na stare. Wprowadzam własne poprawki. Wysyłam. Redaktorka sprawdza, znowu poprawki, komentarze, plik wraca do mnie. Akceptuję, odrzucam, komentuję... Po ósmej wersji roboczej włącza się autorowi tryb "rzygam tym tekstem".
Potem wersja po korekcie - śledzenie zmian, ja akceptuję odrzucam, potem redaktorka, znowu ja...
Potem wersja po składzie. Ja czytam, redaktorka, ja, koniec.
Oż kurde, toś mnie zaskoczył :shock: Sporo roboty

Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

26
ancepa pisze: A potem i tak trafia się babol albo literówka. :lol:
Łamanie tekstu (właściwie przerzucenie tekstu do InDesigna) to generator potencjalnych problemów, bo ginie całe formatowanie. Mi np. wywaliło wszystkie wyrazy z rozstrzeloną czcionką. Był też problem z dzieleniem niektórych wyrazów, bo program nie wiedział, jak to ugryźć z uwagi na brak tych wyrazów w słowniku. No i wyłapaliśmy na tym etapie jeszcze trochę powtórzeń, bo zmieniła się konfiguracja tekstu.

Generalnie czytałem tekst całościowo dwukrotnie. Po pierwszym pakiecie uwag redaktorki i wersję po składzie. I myślę, że tyle wystarczy ;)
Dark side of the Force

Komnata szaleństwaKiedy rozum śpi, budzą się potworyW stronę źródła wszystkich strachówPani Czterdziestu ŻywiołówWieczny buntownik

Praca z tekstem, zaakceptowanym przez wydawnictwo czyli o redakcji i korekcie.

28
A ja pozwolę sobie zaryzykować lekkie odejście od powszechnej tu wizji: "redaktor i korektor Twym Bogiem".

Z całą pewnością jest tak, że wszystkim w ekipie zależy na tym, żeby książka była jak najlepsza. Pamiętałbym jednak, że autor siedzi nad książka czasem ponad rok, redaktor miesiąc, a korektor dużo mniej i różny jest ich poziom zgłębienia tekstu. Zwłaszcza przy nowej współpracy potrzeba czasu, żeby się "dotrzeć".

Myślę, że bardzo ważne jest, żeby mieć poczucie, że z redaktorem/redaktorką się rozumiecie, że pracujecie nad tą samą książką (tj. macie tę samą wizję tego jaka ma być), a potem już jest łatwiej. Myślę, że np. taka powieść jak Wieczny Grunwald Twardocha mogłaby przez wielu redaktorów (i korektorów) zostać zamordowana.

Więc, oczywiście. Słuchać redaktorów! Ale nie ślepo, nie bać się rozmawiać i rozkminiać. Całej ekipie zależy na jak najlepszej książce, ale nikt w tej ekipie (z autorem na czele) nie jest nieomylny.
Seks i przemoc.

...I jeszcze blog: https://web.facebook.com/Tadeusz-Michro ... 228022850/
oraz: http://www.tadeuszmichrowski.com
ODPOWIEDZ

Wróć do „Strefa Debiutantów”