Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MichałGałwa
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: pn 30 paź 2017, 18:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Postautor: MichałGałwa » wt 31 paź 2017, 19:47

NOC KRWAWYCH PLONÓW:
ŻNIWIARZ

Niepoliczoną nocą Krwawych Plonów Śmierć kroczyła przez koszmar, a jeden ze żniwiarzy podążał jej śladem.


Płaskim obcasem pantofli o metalowej klamrze wybijał stały rytm o brukowany kostką chodnik. Puste ulice niosły echo jego niespiesznych kroków.


W dłoni dzierżył sztylet. Jego srebrne ostrze wiło się zygzakiem, niczym uciekający zaskroniec, skrawający się pod przydługim rękawem grubego, skórzanego szustokoru. Spod czarnego materiału tego płaszcza wystawał tylko zakrwawiony szych sztyletu. Musisz wiedzieć, że każdy oręż, który Żniwiarze chwytali w swoje dłonie, zaczynał ociekać krwią. To była manifestacja ich przekleństwa, na które byli skazani.


Żniwiarz nie starał się iść ciszej. To było niemożliwe. Wiedział o tym, że każda bestia mogła usłyszeć nawet krople przeklętej krwi, które rozbryzgiwały się na wilgotnej, kamiennej nawierzchni.


Zerkał uważniej w każdy zaułek pomiędzy kamienicami, który mijał. Koncentrował się na chwile na każdym cieniu, który choć trochę przypominał humanoidalną sylwetkę. Wiedział, że wszystko co sprawia wrażenie żyjącej istoty, dziś może być śmiertelnym zagrożeniem. „Może”, bo nie wszyscy pragnęli jego śmierci i o tym musiał pamiętać; nie chciał zabić kogoś niewinnego.


Jednak jest świadom, że tej nocy każdy, kto wyda się mu przyjaźnie nastawiony, w jednej sekundzie może targnąć się na jego życie, dlatego wciąż był czujny. Skazany na samotną krucjatę.
Mimo, że wiedział, że nie wszyscy znaleźli się tu z własnej woli, obdarzał zaufaniem tylko własne przeczucie.


Od kilku godzin nie spotkał nikogo na swej drodze, jednak czuł, że nie podróżuje sam. Nie mylił się.


Chłodne, wilgotne powietrze owiewało jego twarz. Postawił wysoki kołnierz szustokoru, ochraniając się przed wiatrem. Spod szerokiego ronda skórzanego kapelusza można było dostrzec jedynie błysk jego oczu, w których odbijało się żółte światło świec w lampionach przydrożnych latarń.


Nocą Krwawych Plonów czas zamierał, upływając jedynie dla Żniwiarza i jemu podobnym. Każdy, czy to zły do szpiku, czy bogobojna dusza, jeśli byli skażeni piętnem bestii budzili się tej nocy w tym koszmarze, gdzie wszystko było pokryte brudem.


Dziś skrywane żądze odmieniają ich ciała. Deformują je. Strach pomyśleć o tym, kim stali się najgorsi. Żniwiarz był jednym z niewielu, którym przekleństwo nie odebrało człowieczego wyglądu; takim jak on najłatwiej było odebrać życie. Dlatego nie chciał stanąć twarzą w twarz z tymi, których spotkał inny los. Nie chciał stanąć przed żadnym, mając tylko ten sztylet. Nie chciał, ale przekleństwo jego dotyku i krwawiącego oręża powodowało, że nie będzie miał wyboru. Wiedział, że w końcu będzie musiał wypełnić swoją powinność.


Ten sztylet to za mało. Zbyt blisko trzeba podejść, aby rozerwać ich grubą skórę i uwolnić ich z męczarni, na którą zostali skazani przez swe dziedzictwo. Ta noc się dopiero rozpoczęła, ale jej koniec jest jedynie głuchą modlitwą, której tutaj nikt nie usłyszy. Nie dziś.


Zwolnił kroku jeszcze bardziej, gdy pod jego stopami zobaczył krew, po której przeciągłym śladzie powiódł wzrokiem.


Pod ścianą kamienicy siedział człowiek o wyprostowanych nogach. Do wczoraj, gdyby Żniwiarz zobaczył kogoś w takiej pozycji, pomyślałby, że jest to śpiący pijak, któremu obojętne było to gdzie uda się na spoczynek. Ale nie dziś. Żniwiarz ledwo pamiętał swoje poprzednie życie, którego przekradające się wspomnienia były dla niego jedynie niepotrzebną formą rozproszenia uwagi.


Ramiona mężczyzny niewładnie opadały na chodnik. Na sobie miał czarne spodnie w kant, podpięte szelkami, i białą, zakrwawioną w okolicy nadbrzusza koszulę. Smuga krwi prowadziła Żniwiarza wprost do mężczyzny, którego ktoś przeciągnął w to miejsce, pozostawiając pod budynkiem. Wyglądał już na martwego. Żniwiarz jednak nie cieszył się przedwcześnie. To mogła być tylko pułapka. Nie pierwsza i nie ostatnia tej nocy.


Stanął nad ciałem. Kopnął raz nogę mężczyzny, ale ten nie zareagował. Zdawał się być martwym. Kolejny ślad, który Śmierć zostawiła po sobie.


Byłaś tu. Tylko ty potrafisz zabić tak, aby ciało nie rozpłynęło się w powietrzu. Ale gdzie teraz się udałeś?


Kucnął. Dwoma palcami zbadał plamę krwi, która otaczała zwłoki. Krew była zimna i powoli zaczynała krepnąć. „Śmierć nie jest daleko”, pomyślał.


Podniósł się i rozejrzał, stojąc przy skrzyżowaniu dróg.


Budynki kamienic były wygięte, pokrzywione jakby w ukłonie pustym ulicom. Choć potencjalnych możliwości ucieczki było wiele, wywoływały w nim klaustrofobiczne odczucie zaszczucia. Choć nazywano ten świat koszmarem, Żniwiarz wiedział, jak dalekie jest to od stanu snu.


Surrealistyczna, groteskowa jawa. Suma wszystkich najgorszych obaw i pragnień, której wyniku nie powstydziłby się sam Dali, czy Lovecraft. Gdyby tylko widzieli… Gdyby byli świadomi istnienia tego miejsca.


Po przekątnej skrzyżowania zobaczył światło za zakratowanymi oknami. Choć znał to miejsce jako ekskluzywną restaurację, dziś przypominało jedną z tawern dziewiętnastowiecznej Anglii. Drewniany szyld podwieszony na hakach nad wejściem bujał się na wietrze, poskrzypując bez rytmu. Dźwięk prawie jak zapomniane wspomnienie, które teraz powróciło gdzieś z odmętów jego świadomości. Kojarzył się mu z nadmorską mordownią, w której wizyta zazwyczaj kończyła się pijacką bójką. Jednak ta noc nauczyła już go tego, jak wielka gra pozorów może wodzić jego przeczucie.
[AKAPIT]Żniwiarz pozostawił ciało mężczyzny, udając się w kierunku światła tawerny.


Przechodząc po przekątnej przez skrzyżowanie, czuł na sobie spojrzenie tego, który obserwował każdy jego krok. Teraz atak mógł nastąpić z każdej strony, z każdej alejki, których końce kryły się w mroku; a nawet z powietrza. Choć oczekiwał napaści, nic się nie stało.


Wiem, że tu jesteś. Czuję cię. Ale jesteś czymś nowym. Innym. Dlaczego nie atakujesz, tylko wciąż za mną podążasz?


Pomimo tego, że jego niewidzialny towarzysz, ani nie pomagał, ani nie przeszkadzał mu w podróży, Żniwiarz nie czuł, że jest mu przychylnie nastawiony.


Może nie atakujesz, bo czekasz na odpowiedni moment? Ale czy moment może być bardziej odpowiedni niż ten? A może się mylę? Może wybrałeś mnie, abym torował ci drogę w tym koszmarze?


Żniwiarz, stając przed drzwiami baru, obejrzał się na zwłoki pod kamienicą. Te w mrok wąskiej alei zaciągały już skryte w cieniu odmieńce. Przynajmniej dwa. Te tchórzliwe, półnagie, oślizgłe istoty zawsze chodziły w parze, żywiąc się napotkaną padliną. Żniwiarz wiedział, że gdyby było ich więcej nie obawiały by się zaatakować. Ale to byłaby krótka walka, w której on by zatriumfował.


Śmierdzące sępy. Ale dobrze was widzieć. Przynajmniej wiem, że nie ma w pobliżu większych od was.


Pchnął drzwi do tawerny, które u szczytu trąciły srebrny dzwoneczek, zawieszony nad futryną.
Wewnątrz było ciepło, a temperatura sprawiała, że można było poczuć się bezpiecznie. Złote światło lamp, stojących na każdym z pięciu okrągłych, drewnianych stolików, przypominało pomarańczowe płomienie świec ulicznych latarń. Taka sama lampka o drewnianej, lakierowanej stójce i kremowym abażurze stała na ladzie baru.


W środku nie było nikogo oprócz tęgiego, łysego, wiekowego barmana, który z wysiłkiem podniósł się z krzesła, gdy Żniwiarz zbliżał się lady.


— Witaj. Co ci podać? — Zapytał Żniwiarza, lecz nie patrzył bezpośrednio na niego. Jego niebieskie oczy zdawały się być pozbawione źrenic. Jakby prześwietlone zbyt długim wpatrywaniem się w Słońce. Żniwiarz zrozumiał, że barman może być ślepcem, ale wiedział też, że tutaj oczy nie są jedynym zmysłem, którym można było postrzegać świat.


— Wodę, poproszę. — Wydobyła się zza materiału płaszcza krótka prośba, wypowiedziana niskim, poważnym głosem.


Barman wyciągnął spod lady szklankę, która nie była do końca doczyszczona. W świecie, gdzie brud pokrywa wszystko i wszystkich nie było to czymś zaskakującym. Następnie barman sięgnął po butelkę, z której kapsel ściągnął otwieraczem przytwierdzonym na łańcuszku do lady. Powoli zaczął przelewać do szklanki wodę. Aby nie przelać swój kciuk miał położony na jej szczycie, czekając dopóki nie zetknie się on z wodą.


— Jesteś jednym z nich, prawda? — Zapytał barman.


Żniwiarz podniósł wzrok spod swojego kapelusza na starca.


— Skąd ten wniosek?


— Czuję krew. Słyszę, jak kapie na podłogę. Jednak twoje serce nie bije z wysiłkiem. Nie jesteś ranny.


— To prawda. Nie jestem.


— To twoja broń krwawi, prawda? Możesz ją jednak odłożyć. Tu jesteś bezpieczny. Bestie nie wychodzą z mroku. Ale ty zapewne to wiesz, więc kogo ja pouczam? — Uśmiechnął się serdecznie barman.


— Wolę się z nią jednak nie rozstawać.


Barman podsunął szklankę z wodą w stronę Żniwiarza, a obok niej położył szmatę.


— Wiem, że mi nie ufasz. Rozumiem to. Ale proszę cię, wytrzyj swą broń i kałużę którą zrobiłeś. Wiesz jak to się skończy, kiedy dotknę tej krwi. Nie każ kalece ryzykować sprzątaniem po tobie. Tę szmatę potem zabierz stąd ze sobą.


Żniwiarz posłuchał starca. Znał konsekwencje, choć nigdy wcześniej nikt nie dotknął przeklętej krwi w jego obecności. Chcąc uniknąć ryzyka, starł plamę z podłogi, a następnie wytarł szmatą sztylet, który odłożył potem na ladę. Blisko siebie, aby w razie zagrożenia móc po niego sięgnąć. Złapał za szklankę i wypił z niej wodę jednym tchem.


— Słyszę, że byłeś spragniony.


— To była długa droga…


— Ktoś kto już kiedyś tu trafił, wiedziałby, że w tym mieście nie ma czego szukać. Czy mogę stwierdzić, że nie jesteś tu zbyt długo? Oczywiście wybacz mi, jeśli się mylę.


— Nie mylisz się starcze. Kilkanaście godzin. Tak myślę. Szukam kogoś.


Starzec się uśmiechnął.


— Wy żniwiarze zawsze kogoś szukacie.


— Rozumiem, że nie jestem pierwszym, którego spotkałeś?


— Wielu ich było. Ale już dawno o żadnym nie słyszałem, nie mówiąc już o spotkaniu któregoś z was. — westchnął, wracając na swoje krzesło. — Kiedyś wam tego zazdrościłem. Tego celu, w stronę którego tak zaciekle podążacie, chcąc zakończyć ten koszmar. Ale teraz już rozumiem, że to przeklęte zrządzenie losu pcha was jedynie ku śmierci. I przypuszczam, że ty sam wiesz, że to prawda.


— Nie znasz mnie. Ale tak, wiem, że to prawda. To dziedziczne przekleństwo.


— Tak… Krew bestii. Każdy z nas ma ją w sobie. Dlatego teraz razem tutaj siedzimy i rozmawiamy. — Barman posmutniał, myśląc o tym cały koszmarze, a po chwili się uśmiechnął.


— To jest zabawne, starcze?


— Nie. Pomyślałem, że to przekleństwo krwi sprawia, że jesteśmy jak rodzina. Nie możemy wyrzec się tego, że wyrośliśmy na tych samych korzeniach, prawda?


— Tak, to prawda. Znów się nie mylisz.


— Możemy się cieszyć jednak z tego, że dane jest nam tu w końcu umrzeć. To wciąż czyni nas ludźmi.


— Nie czując strachu, nie czuję się ludzki.


— Nie mogę powiedzieć, że cię rozumiem, ale ja sam czasem myślę, że niewiele z człowieka zostało we mnie. Szczególnie gdy przypomnę sobie, jak to było kiedyś czuć głód. I teraz myślę, że z dwojga złego, to ja jednak wolę nie czuć głodu. Bo nie czując strachu, jak ty, to pewnie już dawno temu wyszedłbym na zewnątrz. A tak siedzę tu i boję się jedynie starzenia.


— Przyznam ci rację. Bezpieczniej jest żyć w strachu.


— Ale bądź rad, bo więcej w tobie z człowieka, aniżeli w tych, którzy kryją się w mroku. Masz jeszcze to szczęście, że każdy twój oręż może odebrać im życie.


— Zdajesz się dużo wiedzieć o tym miejscu, jak na dziadygę, który nie wychodzi poza te ściany.


— Moja noc zaczęła się ponad pół wieku temu. Miałem czas na naukę.


— Długa noc.


— Żebyś wiedział. Kiedyś to miasto było pełne takich jak ja. Przerażonych ludzi, którzy walczyli pomiędzy sobą o każdy fragment ziemi oświetlonej światłem. Ale tym jaśniejszym niż to z ulic. Bestie świec się nie boją. Dlatego każdy człowiek pragnął tylko światła jaśniejszego od tego dawanego przez knot zatopiony w zwierzęcym tłuszczu.


— I co się stało z tymi ludźmi?


— Noc zebrała swoje żniwo. Ale część mieszka w okolicach rynku. Mimo to miasto opustoszało do tego stopnia, że nawet bestie zdały się je opuścić. Całe szczęście, że znalazłem to miejsce. Tutaj jako ślepiec nie potrzebuję już szukać światła. Mogę w spokoju czekać, aż nadejdzie mój koniec.


— Często trafiają się podróżni?


— Coraz mniej gości przechodzi przez ten próg. Chciałbym powiedzieć, że miałeś zaszczyt przestąpić go jako pierwsza osoba od miesięcy, ale kilka chwil temu już ktoś to zrobił.


Żniwiarz rozejrzał się po niewielkim lokalu, myśląc, że nie zauważył obecnego gościa, ale jednak w środku był tylko on i stary barman, który podniósł się z krzesła i podszedł do lady, mówiąc dalej:


— Już cieszyłem się z tego, że coraz rzadziej ktoś odwiedza to miejsce. Z każdą kolejną nocą pojawiało się was coraz mniej. Ostatnio prawie nikt.


— Kim był ten gość?


— Nie wiem. Zapytał mnie jedynie o drogę do kościoła. Pokierowałem go i odszedł. Czy to jego poszukujesz?


— Możliwe.


— Szkoda, że nie mogę ci powiedzieć o nim czegoś więcej. Każdy gość w tym barze jest dla mnie jak ostatni przeklęty, wraz z którym zakończy się ten koszmar. Dlatego staram się was nie ugaszczać. A szczególnie was, żniwiarzy.


— Skąd ten wyjątek dla mnie?


— Nie wiedziałem, że nim jesteś. Po chwili to dopiero zrozumiałem. Trochę mnie przeraziła twoja obecość.


— Ale zmieniłeś zdanie.


— Bo posprzątałeś po sobie. Dlatego uznałem, że masz dobre serce. Nie tak jak większość z was.


— Powtórzę, że nie znasz mnie, starcze.


— To prawda. Nie znam. Ale jednak nie pozwoliłeś mi dotknąć przeklętej krwi, aby mieć powód by odebrać mi życie.


— Wolę tego uniknąć.


— I to odróżnia cię od takich jak ty. Nie cieszy cię zabijanie.


— Możliwe.


— To brutalne, ale naprawdę wolę jak jesteście tam i giniecie. Im szybciej, tym lepiej. Ty jednak… powiedzmy, że chciałbym, abyś pożył trochę dłużej.


O. Dziękuję ci panie…


— Nalać ci jeszcze wody?


— Tak. Poproszę.


Barman wyciągnął kolejną butelkę spod lady, którą przelał do szklanki.


— Mówiłeś o ostatnim przeklętym. Myślisz, że wraz z nim ten koszmar się zakończy? — Zapytał Żniwiarz.


— Ludzie różnie mówili. Jedni myśleli, że wystarczy wykończyć potwory. Inni, że to wszystko zakończy się, gdy umrze ostatni potomek bestii. Jeszcze inni, że wystarczy zabić tego, który we krwi niesie przekleństwo…


— Myślisz o żniwiarzach? — zapytał, spoglądając na swój sztylet, po który miał zamiar sięgnąć, jeśli tylko starzec targnie się na jego życie.


— Wy jesteście inni od ludzi. Wasze oczy was zdradzają. Światło odbija się w nich jak w oczach zwierząt. Jesteście brutalni, ale to nie wy jesteście powodem, dla którego tu trafiliśmy. Jednak…


— Tak?


— Ludzie dużo gadali. Różnie mówili. Jeszcze więcej robili jeśli mieli odwagę, ale… noc wciąż trwa. Słońce wciąż nie wstało nad horyzontem. I czasem mam wrażenie, że nigdy to nie nastąpi.


— Wolę nie myśleć o sobie jak o więźniu tego miejsca, jeśli o tym mówisz.


Zegar na ścianie wybił jednym uderzeniem godzinę pierwszą. Zaskoczony hałasem Żniwiarz, położył dłoń na sztylecie, który w momencie, pokrył się żyłkami i ociekł krwią.


— Spokojnie, mój przyjacielu. To tylko zegar. — Zaśmiał się barman. — Kiedyś wystarczył mi wzrok, aby rozróżnić dni poprzez wędrówkę księżyca, ale odkąd oślepłem został mi jedynie ten zegar.


Żniwiarz ponownie złapał za szmatę, którą wytarł ladę, a następnie ostrze sztyletu.


— Jak straciłeś wzrok? — Zapytał.


— Zajrzałem w oczy czemuś, co mi go odebrało.


— Mówisz o Ślepocie?


— Widzisz! Ty masz to szczęście, że po prostu wiesz, jak kończy się spotkanie z tą zmorą. Ja tej wiedzy nie miałem tamtego dnia. Wiele z tych potworów wygląda jak ekshumowane zwłoki w czasie rozkładu. Ale tylko te skurwysyństwo wciąż posiada oczy. Wtedy tego nie zauważyłem. Mogłem uciec. Ale nie wiem, co mi do łba strzeliło.


— Odwaga?


— Nie wiem. Może. Ale już lata temu pogodziłem się z mym losem. Jako ślepiec po omacku starałem się przeżyć. I wtedy usłyszałem ten zegar. To on mnie tutaj sprowadził.


— Miałeś szczęście, że przeżyłeś.


— Tak. Szczęście…


— Ten, który był tutaj przede mną… Dlaczego chciał się udać do kościoła? Co tam jest?


— Kościół, jak to kościół. Niektórzy wciąż myślą, że Bóg ich uratuje od męki tego koszmaru.


— Myślisz, że tylko o to mu chodziło? O modlitwę?


— Nic nie myślę. Staram się nie zaprzątać sobie głowy sprawunkami innych.


— Mogę to zrozumieć.


— Pewnie chcesz mnie zapytać o drogę, prawda?


— Był to mój zamiar.


— Jak wyjdziesz, skieruj się na prawo. Idąc prosto przed siebie w końcu zobaczysz bramę. Gdy przez nią przejdziesz powinieneś wyjść na plac rynku. Tam jest budynek kościoła. Nie da się go przeoczyć.


— Jeśli tak mówisz, to musi być to prawda. — Powiedział Żniwiarz, wstając od lady. Złapał za ubrudzoną krwią szmatę, a nią za sztylet, aby znów nie nabrudzić i wetknął go sobie za pas przy biodrze. Szmatę włożył do kieszeni szustokoru, a następnie złapał za szklankę, aby dopić resztkę wody.


— Myślisz, że ten człowiek jest tym, którego szukasz? — Zapytał starzec, gdy Żniwiarz dopił wodę i odłożył szklankę.


— Jeśli to jest ten, którego szukam, to nie jest on człowiekiem.


— Ale on nie bał się światła, musiał być człowiekiem. — powiedział lekko przejęty.


— Dlatego muszę go odnaleźć. — powiedział Żniwiarz, ruszając do wyjścia. — Dziękuję za wodę.


— Proszę. Nie będę prosił cię o to, abyś po sobie pozmywał. — powiedział żartem starzec, starając się wymacać szklankę na ladzie.


Żniwiarz, gdy chciał złapać za klamkę drzwi zobaczył, że jego dłoń jest we krwi. Zrozumiał, że musiał ubrudzić dłoń nasączoną krwią szmatą. Ale nie tym się przejął, a tym, że tą dłonią chwycił przed momentem za szklankę.


Odwrócił wzrok, ale było już za późno.


Starzec ściskał w trzęsącej się dłoni szklankę. Z zaciśniętymi zębami dyszał ciężko jak wściekły pies, któremu ślina toczyła się z ust.


Cholera…


— Mówiłem ci, kurwa, abyś po sobie posprzątał! — Powiedział głosem, przez który przebijał się drugi głos czegoś demonicznego. Szklanka pękła w jego uścisku, raniąc jego rękę, którą w pięści uderzył o ladę. Pod skórą ślepca zaczęły pękać żyły, znacząc jego ciało sinobordową siecią. Nie krzyczał, ale wył i charczał, tracąc po kolei swoje zęby, na miejsce których wyrastały kły. Wyginało go, gdy jego stawy zaczynały się przemieszczać, robiąc miejsce rozrastającym się kościom. Rósł w oczach, a wtedy jego skóra pękała, odkrywając mięśnie z ciemnosinych włókien, które ociekały czerwoną krwią. W szaleńczym bólu bił łapami po swojej twarzy. Zdawało się, że próbuje zerwać z niej skórę, kalecząc samego siebie szponami, którymi zmasakrował własny nos. Starzec w ten makabryczny sposób starał się utrzymać w miejscu swoje oczy, które w końcu opuściły oczodoły, upadając na podłogę, aby zrobić miejsce dla oczu bestii; żółtych, jak oczy wilka.


Bałeś się własnego rozkładu i chciałeś odzyskać wzrok? Czy tym się właśnie stałeś?


— Widzę cię. — Powiedział starzec, ale nie brzmiał już jak człowiek.


Bestia ślepca miała prawie trzy metry wzrostu. Nienaturalnie długim ramieniem wzięła zamach i uderzyła łapą o szponiastych, długich palcach w ladę, którą rozwaliła jednym uderzeniem.


— Jestem ciekaw kto to teraz posprząta? — Zapytał Żniwiarz.


Potwór chciał odpowiedzieć, ale jego kolejne słowa były już na tyle niezrozumiałe, że nie można było tego nazwać ludzką mową. Zrobił krok, uderzając głową o bal pod sufitem. Zawył wściekły, łamiąc drewno potężnym uderzeniem.


Cudownie…


Bestia ślepca opadła na cztery łapy i ruszyła pędem w stronę Żniwiarza. Skoczyła i przebiła nim witrynę, lądując na skrzyżowaniu pomiędzy kamienicami. Przywaliła go swym całym ciężarem, górując nad nim w blasku księżyca. Gęsta ślina, pieniąc się pomiędzy kłami, kapała z paszczy na twarz Żniwiarza, który zapierając się na jej obojczykach unikał ugryzienia. Potwór uniósł prawą kończynę w górę, aby jej szponami zadać morderczy cios. Żniwiarz wykorzystał ten moment i spod ciężaru siedzącego na nim okropieństwa, wyrwał sztylet, tkwiący za swoim paskiem. Ostrze zajęło się krwią, a on wbił je pomiędzy żebra bestii, dokładnie w miejscu, gdzie pęknięta skóra odkrywała jątrzące się mięśnie.


Bestia ślepca zerwała się i cofnęła się dobre parę metrów do tyłu. Sztylet wciąż tkwił w jej cielsku, kiedy zawyła z bólu ku niebu.


Żniwiarz podniósł się powoli na nogi z brukowanej drogi. Patrzył na sapiące uosobienie furii, którego powstania był powodem i dostrzegał jedno z wyjść z tej sytuacji. W kieszeni miał szmatę nasączoną przeklętą krwią, ale postanowił, że wyssanie z niej tego osocza będzie ostatecznością. Na samą myśl o tym czynie, chciało mu się rzygać, dlatego chciał tego uniknąć i cierpliwie czekał na atak potwora, który w napadzie szału popełniał błędy. Żniwiarz liczył na błąd.


Zdeformowana bestia nie mogła dosięgnąć długimi ramionami sztyletu tkwiącego w ciele. Ból i niemoc w tym koszmarnym tańcu doprowadzały potwora do szaleństwa, aż w końcu stwór spojrzał ponownie na Żniwiarza.


Ruszaj. Czekam na ciebie.


Potwór zerwał się do biegu na czterech kończynach. Żniwiarz stał cierpliwie i patrzył na nadciągające monstrum, które skoczyło w jego kierunku. Schylił się, prawie kładąc pod bestią, unikając pojmania w szponiaste łapy i chwycił za rękojeść sztyletu, który wyrwał z ciała potwora. Bestia ślepca wylądowała na ulicy i w poślizgu nawróciła, aby zaatakować ponownie. Nie skoczyła tym razem, ale w biegu rozwarła ramiona, aby spróbować chwytu ponownie, a wtedy Żniwiarz przeturlał się obok, wstając za plecami potwora. Ugodził sztyletem kręgosłup bestii pomiędzy kręgami w okolicy lędźwi, odbierając jej władzę w nogach. Potwór upadł na ulicę, ale wciąż zaciekle próbował uderzać sprawnymi kończynami. Dzięki nim wciąż mógł się też jeszcze poruszać w kierunku Żniwiarza. Ten skutecznie unikał kolejnych ciosów, ale był zmuszonym aby się cofać. Jej zamachy zwinnie przeskakiwał, a ciosów z góry unikał jednym krokiem to na lewo, to na prawo. Jeden z tych ciosów zahaczył u dołu materiał jego szustokoru, pociągając tak, że Żniwiarz upadł na kolano. Kolejnego zamachu bestii nie mógł przeskoczyć, bo nie było na to czasu. Przeturlał się do tyłu w ostatnim momencie, i wstał.


„Było blisko”, pomyślał poprawiając zamaszystym ruchem ręki swój płaszcz.
Bestia musiała teraz wykorzystać oba ramiona, aby podejść bliżej. Żniwiarz wykorzystał ten moment. Podbiegł do bestii, następując na jej głowę, z której się wybił w górę, a gdy opadał, cały swój ciężar przekazał na sztylet, którym przebił się przez plecy bestii, aż do jej serca.


— Wybacz mi — powiedział przekręcając ostrze, na którym poczuł chrzęst kości, o które się ocierał się metal.


Bestia ślepca jeszcze przez chwilę machała ramionami, próbując zrzucić z siebie Żniwiarza, ale on uchylał się przed uderzeniami, które były coraz słabsze i nie mogły go nijak dosięgnąć. W końcu bestia wydała ostatnie tchnienie.


Żniwiarz mimo, że bestia umierała jeszcze parokrotnie docisnął ostrze tkwiące w zwłokach potwora, aby być pewnym, że przebił serce na wylot.


W końcu nastała cisza.


Wyciągnął ostrze. Usiadł obok zwłok bestii o oślizgłej skórze, starając się uspokoić swój oddech. Choć sam nie był przerażony, odczuwał zmęczenie. Największe odkąd się pojawił w tym miejscu. Zabijanie odmieńców to przy tym było jak ustrzelenie kaczki z kilku centymetrów. Pomyślał, że choć nie było to trudne, było to najtrudniejsze wyzwanie, któremu podołał i uszedł z życiem. Nie spodobało mu się jedynie to, że mu się to spodobało. Poczuł jakby wewnątrz mały głosik mówił: „chcę więcej” i powtórzył to jeszcze kilkakrotnie, a Żniwiarz nie mógł go w żaden sposób uciszyć.


Nagle światła świec zamkniętych w szklanych kloszach latarń zaczęły migotać. Żniwiarz wstał, rozglądając się dookoła, a wtedy latarnie zgasły i ciemność ogarnęła okolice. Jedynie srebrny blask księżyca w wiecznej pełni dawał światło temu miejscu. Żniwiarz usłyszał niepokojące zawodzenie, które rozchodziło się pomiędzy kamienicami.


Czy to… subretty?


Choć wcześniej nie był tego świadkiem, bo nie musiał zatrzymywać się w miejscu, aby złapać oddech, wiedział, co właśnie się dzieje. Dlatego odszedł kilka kroków od ciała, stając pod jednym z budynków, aby obserwować.


Zza zakrętu wyłoniły się zjawy, które unosiły się tuż nad ziemią. Ich siwe włosy rozwiewały się powoli w każdym kierunku, przez co wyglądały jakby znajdowały się pod wodą. Materiał ich długich białych sukni ciągnął się za nimi po ulicy. Wychudzone tak, że znać było każdą kość ich półprzeźroczystej, gnijącej istoty. Ich oczodoły były puste, ale wiedziały dokładnie, po co tutaj przybyły. Zawsze w liczbie trzech, przy tej samej melodii ich zawodzenia.


Opadły delikatnie nad zwłokami, kładąc swoje kościste dłonie na ciele, na którym w momencie zaczęły rysować się żarzące się pęknięcia. Można było wyczuć w zimnym powietrzu swąd spalonych włosów, gdy zwłoki zaczął od środka trawić ogień.


Wtedy Subretty w jednej chwili wrzasnęły, spalając się we własnych płomieniach jak papier błyskowy, rozświetlając na moment całą ulicę białym światłem.


Żniwiarz opuścił ramię, gdy już nie musiał chronić wzroku przed blaskiem. Ciało ślepca było już jedynie stertą szarego popiołu, który z ulicy zmyje deszcz, albo rozwieje wiatr.


Płomienie w latarniach zapłonęły ponownie.


Choć zdawało się, że został sam na tym skrzyżowaniu, wciąż czuł czyjąś obecność.


Widziałeś to? Wiem, że tak. Wciąż czuję, że tu jesteś i obserwujesz. Ale dlaczego się ukrywasz? Czy boisz się, że spotkanie ze mną skończy się dla ciebie, tak samo jak dla niego?


— To był mój błąd, którego więcej nie powtórzę. — powiedział Żniwiarz, ściskając przez materiał swojego szustokoru zakrwawioną szmatę, schowaną w kieszeni.


Spojrzał jeszcze raz po okolicy, a następnie ruszył w kierunku kościoła, myśląc, że tam odnajdzie kolejny ślad Śmierci, za którą podążał.



Added in 2 hours 8 minutes 9 seconds:
Wybaczcie Ci, który chcą napisać, że to część większej całości. Zapomniałem napisać w temacie, że to fragment (a dokładnie to pierwszy rozdział) :D



Awatar użytkownika
Akso
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: śr 20 wrz 2017, 21:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Postautor: Akso » czw 02 lis 2017, 00:01

MichałGałwa pisze:Source of the post Niepoliczoną nocą Krwawych Plonów Śmierć kroczyła przez koszmar, a jeden ze żniwiarzy podążał jej śladem.

*niuch, niuch* Chyba wyczuwam wpływ niejakiego Stephena K.;)
MichałGałwa pisze:Source of the post Spod czarnego materiału tego płaszcza wystawał tylko zakrwawiony szych sztyletu.

Wydaje mi się, że tego jest tu zbędne, i że chodziło Ci raczej o sztych.
MichałGałwa pisze:Source of the post Od kilku godzin nie spotkał nikogo na swej drodze, jednak czuł, że nie podróżuje sam. Nie mylił się.

Tu natomiast wydaje mi się, że bez tego ostatniego zdania, które przekreśliłem w cytacie, można troszkę jednak pograć na tej niepewności u czytelnika, która może pomóc w budowaniu nastroju.
MichałGałwa pisze:Source of the post Zwolnił kroku jeszcze bardziej, gdy pod jego stopami zobaczył krew, po której przeciągłym śladzie powiódł wzrokiem.

Pod ścianą kamienicy siedział człowiek o wyprostowanych nogach.

Ok, czyli najpierw nasz bohater zobaczył, na kiepsko oświetlonej ulicy, ślady krwi na chodniku, i to dopiero gdy na nich stanął, a potem człowieka leżącego nieopodal, pod ścianą? Rozumiem, że latarnie może akurat tak mogły być ustawione daleko od siebie, że była między nimi "strefa mroku", w której akurat leżał denat, ale to troszkę wydawałoby się naciągane moim zdaniem. ;)
MichałGałwa pisze:Source of the post Byłaś tu. (...) Ale gdzie teraz się udałeś?

Tu chyba mamy małą pomyłkę w rodzaju, w drugim zdaniu.
MichałGałwa pisze:Source of the post Żniwiarz, stając przed drzwiami baru, obejrzał się na zwłoki pod kamienicą. Te w mrok wąskiej alei zaciągały już skryte w cieniu odmieńce.

Za pierwszym razem, gdy to przeczytałem, to myślałem, że to zwłoki ożyły i zaciągają gdzieś skryte w cieniu odmieńce.
MichałGałwa pisze:Source of the post — Witaj. Co ci podać? — Zapytał Żniwiarza,

Z poprzedniego zdania wiemy, że w środku są tylko barman i Żniwiarz, więc myślę, że precyzowanie do kogo zwraca się barman jest niepotrzebne.
MichałGałwa pisze:Source of the post Bestia ślepca zerwała się i cofnęła się dobre parę metrów do tyłu.

Myślę, że trochę za dużo razy powtarzane jest "Bestia ślepca" i nie jestem pewien czy to odpowiednie określenie, bo sugerowałoby ono, że to jest bestia, która należy do ślepca, chociaż może to już być tylko czepialstwo z mojej strony. No i w tym zdaniu niebezpiecznie blisko siebie znajdują się "się". :)
MichałGałwa pisze:Source of the post Przeturlał się do tyłu w ostatnim momencie, i wstał.

„Było blisko”, pomyślał poprawiając zamaszystym ruchem ręki swój płaszcz.

Domyślam się jaki efekt chcesz osiągnąć, ale nawet w hollywoodzkich blockbusterach takie sceny nie robią już wielkiego wrażenia i raczej nie wywołują większych emocji. Przynajmniej tak mi się wydaje. Czytając opis walki miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś już to widziałem...oglądałeś może Resident Evil?
MichałGałwa pisze:Source of the post Pomyślał, że choć nie było to trudne, było to najtrudniejsze wyzwanie, któremu podołał i uszedł z życiem. Nie spodobało mu się jedynie to, że mu się to spodobało.

Ehh, ehh, za dużo powtórzeń moim zdaniem.

Ogólnie, pod koniec zauważyłem liczne objawy choroby, która jest na tym forum określana dość ciekawym terminem "siękozy".
MichałGałwa pisze:Source of the post Zza zakrętu wyłoniły się zjawy, które unosiły się tuż nad ziemią. Ich siwe włosy rozwiewały się powoli w każdym kierunku, przez co wyglądały jakby znajdowały się pod wodą. Materiał ich długich białych sukni ciągnął się za nimi po ulicy.


Osobiście bardzo lubię historie o innych wymiarach w konwencji horroru. Jak dla mnie Twój pomysł wydaje się być ciekawy i wzbudza wstępne zainteresowanie dzięki pewnym szczegółom, chociaż wisi nad nim widmo pójścia drogą dość wytartych schematów. Najbardziej obawiam się o postać Żniwiarza, który mógłby odpłynąć w stronę "papierowy-super-koks-rzucający-na-prawo-i-lewo-komediowe-onelinery-podczas-każdej-walki". Ponadto od walki z potworem nastrój horroru chyba troszkę się rozmywa, ale nie zmienia to jednak faktu, że z chęcią przeczytałbym coś więcej.



Awatar użytkownika
MichałGałwa
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: pn 30 paź 2017, 18:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Postautor: MichałGałwa » czw 02 lis 2017, 02:04

Dzięki wielkie za !

Teraz mam, jakiś punkt zaczepienia jeśli chodzi o poprawki. Literówki to jedno, ale, że zapomniałem zapisać zmianę kierunku, zanim zobaczył zwłoki pod kamienicą? Wstyd! Ale tak to jest z surówkami. W kwestii siękozy, to przyznam się, że nie zwracam na nią uwagi przy pierwszym pisaniu; takie wredne powtórzenia unicestwiam przy szlifie.

Akso pisze:Source of the postZa pierwszym razem, gdy to przeczytałem, to myślałem, że to zwłoki ożyły i zaciągają gdzieś skryte w cieniu odmieńce.


:mrgreen: Ha-ha, faktycznie można odnieść takie wrażenie. Myślę że zmiana "Te" na "Je" rozwiąże ten problem.

Akso pisze:Source of the postDomyślam się jaki efekt chcesz osiągnąć, ale nawet w hollywoodzkich blockbusterach takie sceny nie robią już wielkiego wrażenia i raczej nie wywołują większych emocji. Przynajmniej tak mi się wydaje. Czytając opis walki miałem nieodparte wrażenie, że gdzieś już to widziałem...oglądałeś może Resident Evil?


Ej, to było tylko zwykłe przeturlanie się i poprawienie ubrania. Myślę, że ten ruch nie powinien wywołać żadnych większych emocji. Opisałem go tylko w sposób, który pasował do narracji. A chciałem uzyskać jakieś zwolnienie czasu w tym ruchu; jeśli mi się udało, to goal zaliczony. Jeśli nie to i tak poprawił ubranie. "Resident Evil" oglądałem, ale nie widzę związku. Jakbym miał już doszukiwać się w kinie mojej inspiracji, to skierowałbym się bardziej w stronę "Van Helsinga". Ten film mi tutaj bardziej pasuje jeśli chodzi o klimat.

Akso pisze:Source of the postOsobiście bardzo lubię historie o innych wymiarach w konwencji horroru. Jak dla mnie Twój pomysł wydaje się być ciekawy i wzbudza wstępne zainteresowanie dzięki pewnym szczegółom, chociaż wisi nad nim widmo pójścia drogą dość wytartych schematów. Najbardziej obawiam się o postać Żniwiarza, który mógłby odpłynąć w stronę "papierowy-super-koks-rzucający-na-prawo-i-lewo-komediowe-onelinery-podczas-każdej-walki". Ponadto od walki z potworem nastrój horroru chyba troszkę się rozmywa, ale nie zmienia to jednak faktu, że z chęcią przeczytałbym coś więcej.


Myśląc o postaci Żniwiarza, nie chcę robić z niego nieomylnego-super-koksa-rzucającego-punchline'ami. Ma on w sobie nosić wiedzę o tym świecie, jak każdy żniwiarz. Ma nie czuć strachu. Ma być świetnym tropicielem i wojownikiem. To były moje pierwotne założenia. Pozwalam mówić postacią co chcą, według ich charakteru i zamierzonego celu dialogu.

I tak: choć Żniwiarz walki próbuje unikać, to gdy do niej już dochodzi, jego instynkty nakazują mu się bawić i cieszyć przeciwnikiem. Tacy są żniwiarze. Może będę go bardziej pilnował, jeśli jego pojedyncze zdania zalatują jakąś hollywoodzką kliszą, ale po co? Jednak to w sumie cenna wskazówka. To miał być balans pomiędzy gotycką powieścią grozy, a akcją i fantasy. Nie wiem dokładnie o jakie utarte schematy Ci chodziło, ale tak myśląc nad rozwinięciem tej historii, mam kilka ciekawych pomysłów. Nie stawiam na ich powiew świeżości, bo dawno temu Shakespeare mówił o tym, że wszystko już zostało wymyślone, ale mimo wszystko postarałbym się zaskoczyć.

Akso pisze:Source of the post*niuch, niuch* Chyba wyczuwam wpływ niejakiego Stephena K.


Z pierwszego zdania taki wniosek? Skoro o nim mówią Mistrz, to ja powiem, że poczułem się zaszczycony i jednocześnie zawstydzony.



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1423
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Postautor: Misieq79 » czw 02 lis 2017, 10:03

niczym uciekający zaskroniec, skrawający się

Skrywający

Musisz wiedzieć, że każdy oręż, który Żniwiarze chwytali w swoje dłonie, zaczynał ociekać krwią.

Wstawki gawędziarskie i puszczanie oka do Czytelnika bym sobie darował.

— Wodę, poproszę. — Wydobyła się zza materiału płaszcza krótka prośba, wypowiedziana niskim, poważnym głosem.

Brzuchomówca?

Barman wyciągnął kolejną butelkę spod lady, którą przelał do szklanki.

Wiem co miałeś na myśli, ale tu wychodzi ze przelał ladę do szklanki.

Zegar na ścianie wybił jednym uderzeniem godzinę pierwszą

Co w tym niezwykłego, że aż podkreśliłeś jedno uderzenie? BOM jest OK a BIM-BOM passe?

W szaleńczym bólu bił łapami po swojej twarzy. Zdawało się, że próbuje zerwać z niej skórę, kalecząc samego siebie szponami, którymi zmasakrował własny nos. Starzec w ten makabryczny sposób starał się utrzymać w miejscu swoje oczy,

Narrator zrobił się wszechwiedzący w ostatnim zdaniu.

BestiaślepcaBestiaślepcaBestiaślepca potrzebne to? Ten ślepiec, znaczy.

powiedział przekręcając ostrze, na którym poczuł chrzęst kości, o które się ocierał się metal.

Potrzebne to?

Masz tendencję do długich, przekombinowanych opisów, to raz. Dwa, zdarzają Ci się przeskoki czasu przeszły - teraźniejszy w obrębie jednego akapitu, a nawet zdania. Bohater nie wciąga, trudno poczuć do niego sympatię, może się rozkręci później. Dialog w knajpie - OK, rozumiem ze ma opisać świat i realia, ale jest przydługi, nie rozwija akcji. Jesli to pierwszy rozdział, to początek ma zrobić wrażenie. A tu - IMO - nie wyszło.

MichałGałwa pisze:Source of the post Wstyd! Ale tak to jest z surówkami.

Wisz, w mojej skromnej opinii wrzucanie surowizny może ujdzie w miniaturkach i drablach, ale tutaj, gdzie pakujesz kilka - kilkanaście tys znaków, jest passe. Nic nikomu nie odpadnie jak przeleżakujesz tekst tydzień, poczyścisz choćby raz i wtedy wrzucisz.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
Akso
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: śr 20 wrz 2017, 21:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Postautor: Akso » czw 02 lis 2017, 22:14

MichałGałwa pisze:Source of the post Z pierwszego zdania taki wniosek? Skoro o nim mówią Mistrz, to ja powiem, że poczułem się zaszczycony i jednocześnie zawstydzony.

Zdanie rozpoczynające Mroczną Wieżę brzmi:
Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim.

Dlatego też pomyślałem, że właśnie ono mogło być dla Ciebie inspiracją. ;)



Awatar użytkownika
MichałGałwa
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: pn 30 paź 2017, 18:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Postautor: MichałGałwa » czw 02 lis 2017, 23:25

misieq79 pisze:Source of the postMasz tendencję do długich, przekombinowanych opisów, to raz. Dwa, zdarzają Ci się przeskoki czasu przeszły - teraźniejszy w obrębie jednego akapitu, a nawet zdania. Bohater nie wciąga, trudno poczuć do niego sympatię, może się rozkręci później. Dialog w knajpie - OK, rozumiem ze ma opisać świat i realia, ale jest przydługi, nie rozwija akcji. Jesli to pierwszy rozdział, to początek ma zrobić wrażenie. A tu - IMO - nie wyszło.


Wydaje mi się, że ta ocena w pierwszych zdaniach, choć słuszna, jest wynikiem tego, że to pierwsza wersja tekstu. (bez wybielania się, bo teraz rozumiem, że to był mój błąd, do którego wrócę) :)

Ustosunkowując się do dalszej oceny. Nie chciałem skupiać się na tym, aby czytelnik poczuł sympatię do bohatera. Nie chciałem także wrzucić na siłę jakiejś tajemnicy, czy konfliktu, którą złapałbyś jak haczyk. Bardziej zależało mi na ukazaniu świata, w którym Żniwiarz się znalazł. Chciałem ukazać pewne zasady w nim panujące, aby nie wyskoczyć z nimi potem jak Filip z konopi. Miały być znane już od początku, aby stały się potem oczywiste (patrz np. skażenie krwią, czy brak zaufania).

Dialog z barmanem. :/ To fakt, że podczas dialogu wykreśliłem w myśli stos epitetów i opisów zachowań barmana, w których Żniwiarz, odczuwał podejrzenia zagrażające jego bezpieczeństwu. Została w dialogach jedynie jego niechęć do obcych. Wiem, że to za mało, aby czytelnik dostrzegł wiszące w powietrzu zagrożenie, ale było to spowodowane regułą ograniczonej ilości znaków na Wery. Wybierając pomiędzy zaszczepieniem niepewności w dialogu, a ukazaniem świata, który chcę rozwinąć, pozostałem konsekwentnym i skupiłem się na świecie. Wiedziałem, że ten dialog na tym ucierpi. No cóż. W normalnej formie już ona tam istnieje. Jednak jeśli ten świat w jakimś stopniu wydał Ci się ciekawy, to osiągnąłem, co chciałem (po części). :)

misieq79 pisze:Source of the post
MichałGałwa pisze:Source of the post Wstyd! Ale tak to jest z surówkami.

Wisz, w mojej skromnej opinii wrzucanie surowizny może ujdzie w miniaturkach i drablach, ale tutaj, gdzie pakujesz kilka - kilkanaście tys znaków, jest passe. Nic nikomu nie odpadnie jak przeleżakujesz tekst tydzień, poczyścisz choćby raz i wtedy wrzucisz.


Poczytałem kilka innych fragmentów na forum, i zdawało mi się, że w większości ludzie wrzucają tutaj swoje surowe teksty :shock:. Przyznam się, że chciałem się zabawić twórczością, aby zobaczyć jak zostanie odebrana i pisałem bezpośrednio w okienku dialogowym, coś co miało o wiele krótszym opowiadaniem. Ale gdy pozwoliłem mówić postacią, urodziła mi się w głowie cała powieść umieszczona w krainie Koszmaru podczas Nocy Krwawych Plonów. Sporo większy konflikt i mitologia powstania tej krainy. Duży plus ode mnie dla tego forum :D

Mimo wszystko misieq79 to dobre wskazówki, za które dziękuję, i do których będę się stosował, przy dalszych poprawkach. Napisałem kolejny rozdział, ale jego już nie tak obszerny fragment wrzucę dopracowany pod kątem tych uwag. :) Dzięki

Akso pisze:Source of the post Zdanie rozpoczynające Mroczną Wieżę brzmi:
Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim.

Dlatego też pomyślałem, że właśnie ono mogło być dla Ciebie inspiracją. ;)


Uła, faktycznie otarłem się o plagiat. :D Ale zostawię to tak jak jest, bo podoba mi się takie rozpoczęcie tej historii. Przynajmniej nie jest to kolejne "zbudził, go telefon w środku nocy.", czy "szedł nerwowym krokiem przez korytarz, gdy..." :wink:



Awatar użytkownika
Filip
Pisarz pokoleń
Posty: 1129
Rejestracja: sob 31 gru 2011, 12:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Postautor: Filip » sob 04 lis 2017, 00:42

Hej!

wybacz, ale czasem gorzkie słowa muszą paść: to jest bardzo zły tekst. W zasadzie nadaje się tylko do zaorania. Nie piszę tego ze złośliwości, albo pod wpływem złego nastroju - uwierz, długo zastanawiałem się nad komentarzem. Po prostu czasami coś musi być powiedziane dobitnie i tyle.
Już tytuł nie zapowiadał niczego dobrego; od początku uderzasz w wysokie tony, pompujesz do granic wytrzymałości ten epicki balonik, a potem jest jeszcze gorzej. Masz problem z konstrukcją zdań (mieszasz czasy, co samo w sobie jest niezłym pomysłem, ale zastosowanym nieudolnie), masz problem z obrazowaniem (to szkolny błąd: pozwalasz czytaczowi wyobrazić sobie scenę, a potem to wyobrażenie mordujesz zbędnym opisem), stosujesz nieporadne konstrukcje zdań, które dobijasz babolami (Wodę, poproszę. — Wydobyła się zza materiału płaszcza krótka prośba). I ta ciągła groteskowa napinka, która jest wręcz nieznośna.

Jest tylko jedna rada: musisz zapomnieć o złych nawykach wyniesionych z poprzednich lektur i zacząć czytać i próbować analizować ambitną, nowoczesną literaturę. To jedyny sposób, żeby poprawić własne umiejętności. Mam nadzieję, że mój komentarz nie zniechęci Cię do dalszej zabawy w pisanie, ale wiesz... To jest Wery! ;)


Coś tam było? Człowiek! Może dostał? Może!

Awatar użytkownika
MichałGałwa
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: pn 30 paź 2017, 18:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Noc Krwawych Plonów: Żniwiarz (horror)

Postautor: MichałGałwa » sob 04 lis 2017, 08:12

Filip pisze:Source of the postmieszasz czasy, co samo w sobie jest niezłym pomysłem, ale zastosowanym nieudolnie

Wynik tego, że nie poprawiałem tego tekstu. Po prostu zaczynałem zdanie, przecinek, i dalej pisałem to, co widziałem na bieżąco w głowie. Już to komuś wyjaśniłem, że błędem było napisanie w okienku dialogowym takiej surówki. Myślałem, że wiele osób tak postępuje. :P

Filip pisze:Source of the post Jest tylko jedna rada: musisz zapomnieć o złych nawykach wyniesionych z poprzednich lektur i zacząć czytać i próbować analizować ambitną, nowoczesną literaturę. To jedyny sposób, żeby poprawić własne umiejętności.

Choć nie lubię, gdy horror ocieka cieczami, i wybroczynami ludzkich gruczołów, chciałem spróbować gotyckiej powieści grozy. Ona właśnie taka była. :D W niej narracja zazwyczaj ociekała taką napompowaną, groteskową napinką. Może widocznie nie lubisz, gdy ktoś nieznany pisze w takim stylu (nie chodzi mi o mój tekst, bo tą surówkę trzeba było wypunktować, a nie cieszyć się jej historią), a może wolisz prostszą w odbiorze narrację, albo nawet literaturę non-fiction. :D Mimo wszystko poszukam jakiś gotyków fantasy. Jestem ciekaw jak napisane są te współczesne.

Filip pisze:Source of the postmasz problem z obrazowaniem (to szkolny błąd: pozwalasz czytaczowi wyobrazić sobie scenę, a potem to wyobrażenie mordujesz zbędnym opisem)

Jak wszystko rozumiem, tak tego nie. Jeśli uważam pewien element istotny dla fabuły, to zaczynam opis, a dopiero potem dzieje się akcja. To logiczne i to stosuję. :) Jeśli chodzi ci o coś innego, to wybacz, nie rozumiem. Mógłbyś to lepiej opisać i wyjaśnić? :) Tak bez przykładu, to myślę, że dopisujesz zbyt wiele własnych wyobrażeń, a potem przeżywasz zawód, bo nie były prawdziwe. Mimo wszystko przelecę ten tekst, patrząc na niego pod kątem "zbędnych opisów". :)

Filip pisze:Source of the postMam nadzieję, że mój komentarz nie zniechęci Cię do dalszej zabawy w pisanie, ale wiesz... To jest Wery! ;)


Jasne, że nie! :) Ja sam jestem bardzo samokrytyczny. Uważam, że wiele nauki i pracy przede mną. Nie lubię łechtania i głaskania. Konstruktywna krytyka - to jest to! Tylko, aby była podparta przykładem; czy jakimś zaznaczeniem w tekście. Łatwiej mi wtedy dostrzec, czy ktoś wytykał mi faktyczny błąd, czy po prostu nie lubi mojego stylu (a może nawet nie rozumie całego gatunku). Co gorsza: są i zawistni, którym z zasady nie podoba się nic, co nie jest ich sukcesem; bądź wkurzają się, że sami na to nie wpadli. W Polsce to praktycznie norma. Ludziom i ich gustom nie dogodzisz, ale staram się odnaleźć pewien balans. Ten tekst miał być moim polem treningowym. :) Mogłem go poprawić, ale myślałem, że wrzucają tutaj raczej surowe teksty. Dobrze wiedzieć nad czym skupiają się inni, przy ocenianiu innych :)

Mam nadzieję, że ten tekst nie sprawi, że będziesz szerokim łukiem omijał moje kolejne, inne, wyszlifowane opowiadania. W końcu tak wiele gatunków na świecie. :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości