Triada MacDonalda

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 91
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Triada MacDonalda

Postautor: Figiel » śr 13 cze 2018, 16:42

Gdy z trudem pełzła wśród drobin pyłków, wirujących w pomarańczowych smugach słońca wpadającego do hallu świetlikiem nad drzwiami, miała wrażenie, że jest ogromnym ślimakiem.

Krew znaczyła na nieskazitelnej bieli polerowanego marmuru szlak, podobny do tych, które widywała rankiem w ogródku: hieroglifów połyskliwego śluzu, dowodu pełnych determinacji ślimaczych ucieczek od groźnego słońca do wilgotnych oaz bezpieczeństwa wśród nagietków. Oślizgłe brzuchonogi zawsze budziły w niej wstręt, ale zaczynała rozumieć instynkt przetrwania, ten sam, który teraz kazał jej czołgać się, nie zważając na cierpienie.

Rozpoczynała każdy ruch wewnętrznym nakazem parcia naprzód i świadomością, że ilekroć się poruszy, ból oślepi ją eksplozją jasnych plam rodzących się gdzieś z tyłu głowy, a wybuchających tuż przed oczyma. Sunęła jednak w kierunku drzwi wejściowych, wiedząc, że nie może przestać ani na moment, bo jeśli się zatrzyma lub straci przytomność, nie ucieknie. Będzie trwać w koszmarze przez kolejne dni, miesiące, lata. Jedynie dziś ma szansę. Właśnie teraz, gdy jej ciało płonie z bólu, a każdy oddech wydaje się ostatnim. Musi tylko pokonać próg, a potem jeszcze trochę podpełznąć bliżej furtki. W końcu jest gotowa przyjąć pomoc – gdy nie ma już wstydu, godności ani strachu, wszystkich tych ograniczających balastów, które każą milczeć, choć powinno się krzyczeć. Jeśli tu zostanie, maleńkie ziarenka tych zbędnych uczuć przetrwają i wzrosną na nowo, gdy tylko zagoją się rany.

Dlatego drzwi są takie ważne.

***

Zawsze była i pozostanie suką. Nie dlatego, że puszcza się na lewo i prawo, ależ skąd! Nawet nie spojrzałaby na innego faceta. Po co, skoro ma mnie?

Nauczyłem swoją żonę wszystkiego, co może być w życiu przydatne. Zacząłem od posłuszeństwa.
Teraz jest jak pies, który nie spuszcza wzroku ze swojego pana i chętnie przynosi kapcie. Takie oswojone stworzenie, które możesz kopnąć, zdzielić kijem w łeb, a ono tylko zaskomle i nadal będzie gapić się na ciebie oddanym spojrzeniem. Być może nawet popuści z radości, gdy je pogłaszczesz. Dlatego właśnie jest suką: cichą, pokorną, suką. Mogę z nią zrobić, co zechcę.

Ma świetne ciało: aksamitnie gładkie, cieszące oko jędrnością okrągłych piersi, idealną linią pośladków. Kuszące, zmysłowe, powabne. Świeże. Przynajmniej takie było na początku, gdy ochoczo oddawała mi je we władanie, teraz muszę sięgać po nie sam, przy akompaniamencie milczącej rezygnacji. Szkoda, przydałaby się większa ekscytacja, ale nic straconego. Potrafię być bardzo kreatywny.

Żona powinna być szczęśliwa, że ma mnie, mężczyznę, którego tworzyłem systematycznie, odkąd jako dziecko zacząłem rozglądać się po świecie. Początki nie były łatwe, musiałem uważać, bo triada MacDonalda zawsze budzi niepokój otoczenia. Oczywiście, wtedy nie miałem pojęcia, że to, co robię ma jakąś nazwę. Trudno było dziesięciolatkowi ukryć nocne plamy moczu na prześcieradłach, więc pogodziłem się z wizytami u grubej psycholog, która zapewniała, że to przejściowe. Miała rację. Natomiast doskonale poradziłem sobie ze wzniecaniem pożarów, dających poczucie destrukcyjnej mocy, oraz tymi wszystkimi podniecającymi rzeczami, które robiłem szczurom, bezpańskim kotom i psom. Wystarczyło być ostrożnym. No, może bardzo ostrożnym.

Jako młodzieniec, wiedziałem już, czego chcę i brałem to, co przydatne, odrzucając rzeczy zbędne lub ograniczające. Gdy zrozumiałem, że w istocie nie ma żadnych zasad, ponad te, które sam wyznaczam, poczułem wolność. Tę najprawdziwszą, niczym nieskrępowaną. Prawa moralne są dla istot, które nie potrafią kierować własnym życiem i nieustannie słuchają cichutkiego szeptu sumienia, ciągnącego je bezlitośnie w dół, gdy tylko wzniosą się ponad przeciętność. Przyzwoitość, empatia i podobne im bzdety uczyniły z miliardów ludzi zakładników własnego rozwoju.

Dlatego wykonałem czasochłonną pracę, odcinając żonę od tych głupców, którzy mogliby tylko mącić jej w głowie. I przy okazji zaśmieć obecnością moją przestrzeń. Towarzyszyłem żonie, dokądkolwiek szła, zgodnie z rzymską przysięgą małżeńską: Ubi tu Caia, ibi ego, Caius, gdzie ty, Kaja, tam i ja, Kajus. Już za czasów Nerona musieli wiedzieć, że nic tak nie zamyka ust przed niepotrzebnym paplaniem, jak obecność drugiej połówki u boku, tym bardziej, gdy delikatnie, choć uporczywie punktuje wady otoczenia. Wiadomo, powtórz cokolwiek tysiąc razy, a mózg w końcu w to uwierzy. Przyjaciółki, z którymi kiedyś moja narzeczona ochoczo chichotała na imprezach, szybko zwiały. Jedna po drugiej. Potem zniknęli bliżsi i dalsi znajomi. Płakała, ale tłumaczyłem jej cierpliwie, że tak już jest, gdy ludzie się pobierają ‒ świat błyskawicznie kurczy się do dwojga. Małżeństwo zmienia perspektywę: co stare, zazwyczaj idzie w niepamięć, by zrobić miejsce nowemu. Nie ma czego żałować.

Jej rodzice? Cóż, nie żyją. Trzy miesiące po ślubie mieli wypadek. Ale przynajmniej umarli w przekonaniu, że ukochana jedynaczka świetnie wyszła za mąż. Na szczęście jest jeszcze moja matka. Bardzo ceni żonę za jej posłuszeństwo i wybór domowego zacisza, zamiast zgiełku świata.

Gdy przestrzeń wokół nas była czysta, mogłem nadać sens istnieniu kobiety, którą wybrałem, stworzyć ją na nowo, tak jak siebie, choć w żadnym wypadku na własne podobieństwo. I zrobiłem to. No, kim byłaby beze mnie? Nikim! Nic nieznaczącym pyłkiem! Istotą o skali doznań niewiele większej niż jednokomórkowy organizm. I tak samo głupią.

Starała się. W końcu miała ku temu nieliche powody: piękny dom i konto bankowe, wciąż zasilane niebagatelnymi kwotami. Jednak, po dziesięciu latach mogłaby być mądrzejsza. Nieskończoną ilość razy powtarzałem, żeby nie lekceważyła drobiazgów, bo one tworzą sens rzeczy wielkich. Na przykład ręczniki w łazience ‒ zawsze powinny być starannie uprasowane oraz idealnie równo złożone w kostkę, obszyciem do wewnątrz, posegregowane odcieniami, od najciemniejszego do najjaśniejszego, nie na odwrót. Ład i zasady to podstawa. Tak kontroluje się przestrzeń oraz wszystko, co mieści. Weronika długo miała trudności z zapamiętaniem tej i innych, pozornie mało istotnych, jednak dla mnie fundamentalnych prawd. Musiałem być cierpliwym i konsekwentnym nauczycielem. Jedno przewinienie ‒ jedna kara, więcej przewinień, więcej kar. Ponieważ raz za razem popełniała błędy, miałem co robić. Nadal jeszcze miewam, gdy stara się niewystarczająco.

Czy próbowała się skarżyć? Tak. Kilka razy. Zupełnie niepotrzebnie, bo naraziła się tylko na zdumione spojrzenia i niedowierzanie. Nawet policja nie była na tyle głupia, by uznać za prawdę słowa kobiety, sprawiającej wrażenie wariatki. Ten dobrze ubrany mężczyzna z wyrazem troski na twarzy, gładzący jej rozwichrzone włosy i wyraźnie zakłopotany, że nie dopilnował podania leku niestabilnej psychicznie żonie, ma być oprawcą? Że niby rozpocznie spektakl, gdy tylko umilkną kroki patrolu na podjeździe? Spojrzenia policjantów mówiły wszystko: Biedna kobieta, a ty chłopie, masz przesrane...

Co wtedy zrobiłem? Nic ponad to, czego się spodziewała – najpierw dostarczyłem jej rozkoszy analnych w sposób, do jakiego dotąd tylko zachęcałem. Małżeńskie pożycie nie powinno być monotonne, szczególnie gdy wokół jest tyle poręcznych przedmiotów. A ponieważ nie chciała współpracować i gryzła, więc gdy już było po wszystkim, pozostałą część jesiennej nocy spędziła w tylnej części ogrodu. Nie narzucałem się. Pozwoliłem jej zostać samej – nago, tak jak ściągnąłem ją ze stołu: ze związanymi z tyłu rękoma i ustami zaklejonymi taśmą, żeby wrzaskami nie przeszkadzała sąsiadom. Na łańcuchu dla psa, którego nie mamy i nigdy nie mieliśmy.
Następnego ranka, szczękając z zimna zębami, przepraszała. Żałosny widok. Ale za to nigdy więcej nie kąsała. Do pewnych rzeczy człowiek musi po prostu zostać przekonany.

Niestety, nie wybiła się ponad przeciętność, jak większość ludzi. Widzą tylko tyle, ile im pokażę. Dla nich jestem człowiekiem sukcesu, błyskotliwym, ujmującym w obejściu adwokatem, o ustalonej renomie oraz nieskazitelnej reputacji. Zdumiewająco bezpodstawnie, z uporem godnym lepszej sprawy wierzą w magię słów i niezbyt wyszukaną grę pozorów. Głupcy! Jeśli lubią być okłamywani, czemu nie?

Jest też bez znaczenia, w co wierzy moja żona. Ma tylko jedno zadanie: być i respektować zasady. Jeśli jednak zapragnie odejść, pomogę jej, w taki czy inny sposób, ale zawsze nie do udowodnienia. Niepotrzebny mi wierny sojusznik ani dozgonny wróg, nie mam wystarczająco miejsca na współistnienie. Rozdający karty jest jeden. Zawsze.

Tak czy owak, na razie jest tarczą, którą obnoszę z dumą, jako dowód poukładanego – w społecznym rozumieniu ‒ życia. Widzę zazdrosne spojrzenia mężczyzn, gdy moja piękna żona podczas wernisaży przechadza się z kieliszkiem szampana w smukłych dłoniach i wodzi po otoczeniu łagodnym wzrokiem sarny. Wtedy ci durnie klepią mnie po ramieniu: Stary, masz farta, pilnuj jej, bo takiej drugiej nie znajdziesz!

Korzystam z tej rady.

No właśnie, gdzie się ta dziwka podziała?



Awatar użytkownika
Przemek
Pisarz domowy
Posty: 133
Rejestracja: czw 16 lis 2017, 03:22
OSTRZEŻENIA: 1
Płeć: Mężczyzna

Triada MacDonalda

Postautor: Przemek » pt 15 cze 2018, 16:57

Tekst napisany poprawnie, dobrze oddane emocje, przekonywująco, ale jednocześnie przerysowanie i nieco nużąco. Mamy typowego 100procetowego psychopatę i typową 100 procentową ofiarę. Tematyka często podejmowana. Wiemy jak to się zaczęło, jak trwa i jak się skończy.

Podjęłaś tak czy tak, mimo dobrego warsztatu temat dość chodliwy. Wolałem Cię w bardziej subtelnych, ale bardziej ukazujących twoje możliwości utworach. Ten jest taki jakby studentka psychologii z przeciętnymi umiejętnościami psiarskimi zabrała się do pracy i wykonała to porządnie, solidnie.

Dla mnie zabrakło tu przełamania tej kontry kat-ofiara, momentami czułem się jakby czytał podręcznik psychologiczny opisujący tendencje psychopatyczne i ich odziaływanie na ofiarę.

Kolejna rzecz, mało kto zrozumie tytuł. Nawiązujesz do tzw. czarnej triady czyli cech czyniących z ludzi tych najokrutniejszych, są to narcyzm(zapatrzenie w siebie, bezkompromisowość), psychopatia (brak lęku przed karą brak empatii niezdolność społecznego uczenia się) makiawelizm (umiejętność manipulacji drugim człowiekiem, zręcznego lawirowania, dobrego ustawiania się w świecie metodą po trupach do celu).

Myślę, ze powinnaś dodać taką notkę, bo nie każdy będzie wiedział, co miałaś na myśli.

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 91
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Triada MacDonalda

Postautor: Figiel » pt 15 cze 2018, 18:13

Dziękuję, Przemku. Chciałabym móc się bronić, ale masz rację. Nie jestem z tego tekstu zadowolona, choć cieszy mnie, że przynajmniej widać 100% psychopaty. Do tematu podchodzę od dobrych kilku lat, w różnych tekstach, choć ze skutkiem dla mnie niewystarczającym. Folder, w którym zapisuję teksty z motywem psychopatii ma nazwę: " Napisz to w końcu dobrze" i nadal pozostaje otwarty. Pierwszy raz próbowałam opisać tę osobowość przez postać Enriquety Martí i Ripollés, tekst okazał się zupełnie przyzwoity, mocny, a nawet szokujący, ale cech stricte psychopatycznych w osobie bohaterki jakoś nikt się nie dopatrzył. Próbowałam pokazać psychopatę przez manipulację z punktu widzenia ofiary - wyszła obyczajówka o oszuście, porwałam się na konfrontację dwóch osobowości psychopatycznych, udał się stylowy kryminalik. Masakra, wiecznie mi się ten psychopata "chowa", jeśli widać postać, nie widać natury. Spróbowałam więc z próbą portretu psychologicznego. No i jest psychopata, nawet przerysowany ale... niewiele więcej. Chyba zwyczajnie nie umiem. Niemniej, będę próbować.
Co do notki wprowadzającej - zastanawiałam się czy jej nie umieścić, ale uznałam, że czytelnik to zwierz karmiący się ciekawością, więc jeśli nie wie, to będzie chciał się dowiedzieć, choćby z Wiki.



Awatar użytkownika
Kreator
Pisarz domowy
Posty: 75
Rejestracja: pn 11 maja 2015, 20:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Triada MacDonalda

Postautor: Kreator » pt 15 cze 2018, 20:36

Przeczytałem, i podobało się.
Próbujesz różnych narracji, i bardzo dobrze. Ja zawsze, o ile dobrze napisane, doceniam podobne zabiegi w tekstach.
Moim zdaniem bohater za dużo się usprawiedliwia i Ty samym tytułem niepotrzebnie próbujesz go usprawiedliwić. Bardzo dobrze że nie dawałaś żadnych definicji, po co? Niech czytelnik sam oceni, dojdzie do wniosku, co z tym facetem jest nie teges.
Figiel pisze:Source of the post tymi wszystkimi podniecającymi rzeczami, które robiłem szczurom, bezpańskim kotom i psom.

Ja bym tu oddzielił szczury od psów. Szczurów jako dziesięciolatek, nawet z takimi nie innymi skłonnościami, mógłby się bać, a pies... piesek co innego. Dlaczego krzywdzi kobietę a nigdy nie rzuci się na kogoś równego sobie? Pokaż tchórza w skórze oprawcy, bo oni często własnie tacy są...

Figiel pisze:Source of the post Ma świetne ciało: aksamitnie gładkie, cieszące oko jędrnością okrągłych piersi, idealną linią pośladków. Kuszące, zmysłowe, powabne.

Tego typu opisy jakoś do psychopaty rodzaju męskiego mi nie pasują, wybacz.
Figiel pisze:Source of the post miała wrażenie, że jest ogromnym ślimakiem

Przepraszam za mój sexizm... Ale skoro przy psychopatach i ślimakach jesteśmy, to przypomniałem sobie kawał jaki opowiedział pewien gościu w powieści Red dragon Thomasa Harrisa. "Czemu kobiety mają nogi? Żeby nie zostawiały śladów jak ślimaki".
Tamten autor świetnie uchwycił postrzeganie kobiet przez jednostki psychopatyczne tym dowcipem. Pitu pitu o ładnych kształtach i liniach to, jak sama przyznasz, kapkę inna para opisu.

Poza tym, hm, dobrze napisane ;)



Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4313
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Triada MacDonalda

Postautor: ithilhin » pt 15 cze 2018, 21:52

Przeczytałam to wczoraj. Jedyne co mi zazgrzytało na początku to porównanie do ślimaka i ogólnie cały akapit wstępu. Ale - po przeczytaniu całości, wróciłam do tego fragmentu i wiesz co? Już nie zgrzytał. A gdyby to nie był wstęp, tylko epilog?

Mój komentarz po przeczytaniu - "żałuję, że to przeczytałam" - ale nie dlatego, że to zły tekst. Dlatego, że dobry i działa na emocje.
Gratulacje.

Figiel pisze:Source of the post Co do notki wprowadzającej - zastanawiałam się czy jej nie umieścić, ale uznałam, że czytelnik to zwierz karmiący się ciekawością, więc jeśli nie wie, to będzie chciał się dowiedzieć, choćby z Wiki.


I bardzo dobrze, że nie umieściłaś. Tekst się broni sam, tytuł go dopełnia - więc jeśli ktoś nie wie, a będzie chciał się dowiedzieć, to (jak mówisz) sprawdzi. Kawa na ławę tu niepotrzebna.

Figiel pisze:Source of the post Chyba zwyczajnie nie umiem.

Skąd. Umiesz.


gosia

me@Szortal
Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 91
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Triada MacDonalda

Postautor: Figiel » sob 16 cze 2018, 20:07

Dziękuję, Kreatorze za komentarz. Oczywiście, cieszę się, że tekst Ci się spodobał i z uwagą przeczytałam zastrzeżenia.
Kreator pisze:Source of the post Moim zdaniem bohater za dużo się usprawiedliwia i Ty samym tytułem niepotrzebnie próbujesz go usprawiedliwić.

Bohater usprawiedliwia się? Gdzie! Przecież on jest z siebie dumny, rośnie z tej dumy, mało głową sufitu nie przebije. Tytuł z kolei odnosi się jedynie do narzędzia diagnostycznego i pełni funkcję informacyjną.
Kreator pisze:Source of the post . Szczurów jako dziesięciolatek, nawet z takimi nie innymi skłonnościami, mógłby się bać, a pies... piesek co innego.

No, nie do końca. Osiową cechą psychopatii ( przepraszam, że używam nieaktualnego nazewnictwa, ale to określenie daje większości czytelników pojęcie o czym mówimy, w przeciwieństwie do terminów: osobowość nieprawidłowa, manipulacyjna czy dyssocjalna) jest ułomność emocjonalna, a raczej totalna pustka. To znaczy, że świat doznań ludzi "normalnych" ( radość, smutek, gniew , rozpacz, żal, strach itd) jest dla takiego człowieka niedostępny, po prostu ich nie odczuwa ale... umie emocje świadomie i doskonale naśladować. Dzieciak o skłonnościach psychopatycznych raczej nie będzie bał się szczura, zwierzę jest dla niego wyłącznie obiektem, wzorce emocjonalne( strach, obrzydzenie) nie mają na tę relację żadnego przełożenia.
Kreator pisze:Source of the post Figiel pisze:
Source of the post Ma świetne ciało: aksamitnie gładkie, cieszące oko jędrnością okrągłych piersi, idealną linią pośladków. Kuszące, zmysłowe, powabne.

Tego typu opisy jakoś do psychopaty rodzaju męskiego mi nie pasują, wybacz.

Gdyby mowa była o zwykłym przemocowcu, który mieści się w najprostszym schemacie: inteligencja poniżej średniej, kiepskie wykształcenie, roszczeniowy stosunek do rzeczywistości, słaba kontrola nad emocjami - to tak, Twoja uwaga byłaby słuszna. Ale psychopata ma zazwyczaj bardzo wysoki iloraz inteligencji, często wykształcenie i wiedzę, która daje mu nawet status autorytetu, ujmujące obejście i ... ogromną elokwencję. To z reguły dusze towarzystwa, potrafią czarować słowami, ujmować wdziękiem, uczynnością. I znów: psychopata nie ulegnie ekscytacji widząc piękną rzecz, bo piękna nie odczuwa, ale potrafi tę rzecz bez trudu i to całkiem obrazowo opisać. Po prostu nauczył się znaczeń słów, związanych z nimi konotacji i doskonale nimi żongluje. Absolutnie może mówić o kobiecie w sposób, jaki przedstawiłam. Może o niej nawet napisać pełen delikatności wiersz, co dla niego zupełnie nie będzie stało w sprzeczności z tym, że ją krzywdzi. Albo odbiera życie. To tylko słowa, bez stojących za nimi jakichkolwiek uczuć.
Kreator pisze:Source of the post "Czemu kobiety mają nogi?

Znamy, znamy:)

Ithilhin, bardzo dziękuję za miłe słowa:)

Co do wstępu, istotnie mógłby być epilogiem. Zdecydowałam się jednak, by otwierał tekst, licząc, że czytelnik nabierze ciekawości, co doprowadziło kobietę do takiego stanu i zacznie kibicować jej w ucieczce, wysłuchując jednocześnie małżonka rozwodzącego się nad własną wspaniałością. Przyznam, że miałam nadzieję obudzić w czytelniku coś w rodzaju satysfakcji ze świadomości, że wie, o czymś, czego nie wie bohater, a na dodatek będzie fajnie, gdy mocno się zdziwi, że ofiara uciekła. Nie jestem jednak pewna, czy taki efekt uzyskałam. Obawiam się, że dałam niedostateczną informację, że rzeczy dzieją się jednocześnie, stąd zrozumiałe pytanie, czy wstęp nie mógłby być epilogiem. Co ciekawsze, chciałam tę "jednoczesność" w tekście wzmocnić, ale... wykasowałam, bo uznałam, że czytelnik i tak wie. Zastanawiam się teraz, skąd mi to wpadło do głowy.
ithilhin pisze:Source of the post Figiel pisze:
Source of the post Chyba zwyczajnie nie umiem.

Skąd. Umiesz.


Nadal jednak czuję, że złapałam siekierę i wyciosałam tego psychopatę, zamiast go wyrzeźbić. Co jest niedostatkiem? Nie pokazałam złożoności natury, ukrytej pod doskonale skrojonym płaszczem "normalności". W tym tekście, owszem, widać czerń wnętrza, można prześledzić chory tok rozumowania, techniki manipulacyjne, bezwzględną przemoc, jako technikę osiągania celów. Nie można jednak zobaczyć (choć można przeczytać), że to wszystko jest skrzętnie przykryte warstwą normalności, do tego stopnia, że nie sposób psychopaty rozpoznać w zwykłych z nim relacjach. To właśnie, a nie brutalne zachowanie jest - przynajmniej dla mnie - najbardziej przerażające. Problem w tym, że nie chcę kolejnego, choćby świetnie napisanego wariantu : miły z wyglądu, uczynny kierowca bierze autostopowicza/ autostopowiczkę i uroczo sobie gawędzą, a nawet zaprzyjaźniają się, a tu miły szofer nagle zmieni się w psychola i robi jej/ jemu kuku, sprowadzając jednocześnie do roli ofiary walczącej o przetrwanie fizyczne lub/i psychiczne. Chciałabym pokazać psychopatę w najzwyklejszej codzienności, ale ilekroć zaczynam otaczać go normalnością, tą nieodzowną maską, robi się tak, jak mówiłam: profil ulega rozmyciu i wychodzi w najlepszym przypadku zwykły łajdak. Muszę więc chyba poszukać odpowiedniej perspektywy.
Niemniej, dzięki temu tekstowi zdefiniowałam - jak sądzę, problem. Przyznaję, wściekałam się, że nawet wystrugać psychopaty nie umiem, o rzeźbieniu subtelności nie wspominając.

Jeszcze raz dziękuję za komentarze, są bardzo pomocne.



Awatar użytkownika
ithilhin
Pisarz
Pisarz
Posty: 4313
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Triada MacDonalda

Postautor: ithilhin » sob 16 cze 2018, 20:13

Figiel pisze:Source of the post Nie można jednak zobaczyć (choć można przeczytać), że to wszystko jest skrzętnie przykryte warstwą normalności, do tego stopnia, że nie sposób psychopaty rozpoznać w zwykłych z nim relacjach.


W narracji "od niego" to raczej trudno. On siebie zna"od środka". Inna sprawa, że może uważać swoje zachowanie za jak najbardziej słuszne i prawidłowe. Ale to jak widz go inni, "obcy" (w znaczeniu nie wtajemniczeni w bliższe relacje) lepiej pokazać z ich punktu patrzenia.
Czyli na przykład wyciągając jako oddzielną scenę epizod z wezwaniem policji. Podać jak widzi to wezwany patrol.


gosia

me@Szortal
Thig crioch air an saoghal, ach mairidh gaol is ceòl.

Awatar użytkownika
Kreator
Pisarz domowy
Posty: 75
Rejestracja: pn 11 maja 2015, 20:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Triada MacDonalda

Postautor: Kreator » sob 16 cze 2018, 21:37

Figiel pisze:Source of the post Bohater usprawiedliwia się?

Miałem na myśli , że za bardzo rozkminia to co robi, tresurę żony itd. Ale okej, to Twój bohater.
Figiel pisze:Source of the post Osiową cechą psychopatii jest ułomność emocjonalna, a raczej totalna pustka.

Ilu znasz psychopatów, takich prawdziwych? Czy to wiedza stricte książkowa?
Pokaż mi człowieka który weźmie do reki szczura, mówię poważnie... Tak, tak, wiem, nie trzeba go łapać żeby się nad nim pastwić. Ale mówimy o strachu w bliskim kontakcie ze zwierzętami i o dzieisęciolatku. Zresztą, nie ważne, chodziło mi o pewien mechanizm pastwienia się nad słabszymi.
Figiel pisze:Source of the post Ale psychopata ma zazwyczaj bardzo wysoki iloraz inteligencji, często wykształcenie i wiedzę, która daje mu nawet status autorytetu, ujmujące obejście i ... ogromną elokwencję.

I tu aż mnie korci żeby znów zapytać czy znasz osobiście takich ludzi. Ja tak, dwóch - oczywiście pewności nie mam, bo świetnie się maskują, choć jeden ma kilka wyroków na koncie i generalnie to mocno poryty koleś, który rzeczywiście jest w ój pewny siebie i elokwentny, bardzo nazwijmy to charyzmatyczna postać, a mimo tego po dluższej znajomosci wychodzi co to za ziółko. I wiem, jak taka osoba 'w męskim' gronie się wysławia. Na pewno nie używa okresleń, których Ty proponujesz. Po prostu ja tego nie kupuje jako czytelnik (co, of course, nie oznacza że to Ty nie masz racji, jasne).
:)



Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 91
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Triada MacDonalda

Postautor: Figiel » sob 16 cze 2018, 23:23

ithilhin

ithilhin pisze:Source of the post Ale to jak widz go inni, "obcy" (w znaczeniu nie wtajemniczeni w bliższe relacje) lepiej pokazać z ich punktu patrzenia.

Tak, najsensowniej pokazać to z perspektywy obcych osób, ale bardziej skłaniałabym się do tych, będących w bezpośrednim otoczeniu bohatera, którzy są z nim w stałym kontakcie, a nie doraźnym. Cóż, już nie w tym tekście, dopiero przy następnym podejściu.

Kreatorze,
Kreator pisze:Source of the post Miałem na myśli , że za bardzo rozkminia to co robi, tresurę żony itd.

A, to zupełnie zmienia istotę zastrzeżenia. Czy za bardzo? Zastanawiam się, ale chyba nie - osoby z rozbuchanym ego mają tendencję do opowiadania na swój temat ze szczegółami i w nieskończoność. A ego bohatera jest nieliche.

Kreator pisze:Source of the post chodziło mi o pewien mechanizm pastwienia się nad słabszymi.

Tak, wiem co masz na myśli i oczywiście, masz rację. Lęk jest tym co powoduje, że ludzie uderzają w słabszych i są nieskorzy do stawiania czoła silniejszym. Ale psychopaci nie odczuwają lęku, więc trudno mówić o tchórzostwie.

Kreator pisze:Source of the post Pokaż mi człowieka który weźmie do reki szczura, mówię poważnie...

Kłaniam się!
Szczególnie lubię, gdy rozkłapcia się taki jeden z drugim jak naleśnik i domaga głaskania. Miałam agenta, co pakował się do łóżka i najchętniej spałby całą noc przytulony do szyi. Był niepocieszony, że może tylko w nogach łóżka, a i tak, niby od niechcenia, podpełzał byle bliżej stopy, przewieszał się przez nią i udawał skarpetkę. Mowa co prawda o szczurach hodowlanych, ale dzikusa też można oswoić na tyle, by nie dziurkował paluchów. Spokojnie bym takiego wzięła do reki. A ten obrzydliwy, łysy ogon? No, ma. Po prostu musi się jakoś się chłodzić.
Kreator pisze:Source of the post I tu aż mnie korci żeby znów zapytać czy znasz osobiście takich ludzi.


Znam. I żeby nie korciło bardziej - co najmniej kilkunastu, zdiagnozowanych. Nie, nie jestem psychologiem, psychoterapeutą ani psychiatrą, zresztą oni poza diagnozą raczej nie mają z psychopatami za wiele roboty, bo to zaburzenie nie poddaje się żadnemu leczeniu.

Kreator pisze:Source of the post I wiem, jak taka osoba 'w męskim' gronie się wysławia. Na pewno nie używa określeń, których Ty proponujesz. Po prostu ja tego nie kupuje jako czytelnik (co, of course, nie oznacza że to Ty nie masz racji, jasne).


Święte prawo czytelnicze, nawet nie próbuję dyskutować:)

Pozdrawiam:)




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości