Rok 1971, fragment 4.

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Sambor
Pisarz domowy
Posty: 54
Rejestracja: śr 26 lip 2017, 05:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Queensland
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Sambor » pt 06 lip 2018, 09:46

Wstawiam tu kolejny fragment, taki wielokrotnie poprawiany przeze mnie. Nie mam pojęcia co może być z tym jeszcze źle. Uprzejmie proszę o weryfikację. Tekst jest ze środka i zakładam, że niektóre osoby, takie jak kapitan, bosman i pani Lucyna, były przedstawione wcześniej. To samo dotyczy czynności „manewru silnikiem”. Motyw fragmentu jest prawdziwe. Wiem, to jest tu bez znaczenia. Pracuję na systemie Windows 10, który ma problemy z moją zmianą imienia bohatera i uparcie przywraca poprzednie.
......................................
W czwartym tygodniu pracy na holowniku Stanisław, otrzymał wiadomość radiową z firmy, że ma się zgłosić natychmiast do Komendy Miejskiej Milicji Obywatelskiej w Sopocie. Informację przekazał mu kapitan, gdy wyszedł z maszynowni po manewrach silnikiem i zajrzał do sterówki. Był tam też bosman i obaj byli ciekawi, co milicja chce od niego. Zygmunt wzruszył jedynie ramionami i spokojnym głosem oświadczył:
- Nie wiem.
- Może chcą cię wciągnąć do współpracy? – spekulował bosman.
- Gdyby chcieli, robili by to bardziej dyskretnie. Może chcą mnie zapakować do więzienia – rzekł Zygmunt, zachowując kamienną twarz.
Zgłoszenie się „natychmiast”, w jego przypadku, oznaczało jutro, najwcześniej przed południem. Byli teraz na zatoce, holownik pracował przy pogłębianiu toru wodnego, w tej chwili ciągnął szalandę z błotem a ich wachta kończyła się o ósmej rano. Firma nie wysłała dla niego ani podmiany, ani motorówki.
Takiego zaproszenia, Zygmunt, oczywiście, zignorować nie mógł i dnia następnego pojechał do Sopotu. Wnętrze komendy milicji było ponurym miejscem. Ściany miały ciemny, więzienny, kolor. W holu wejściowym, małe, wysoko umieszczone okienka, nie przepuszczały wiele światła. Przed korytarzem do biur i do aresztu, był prostokątny otwór w ścianie, wielkości i kształtu wejścia do wygodnej, psiej budy. Tam należało wsunąć głowę i wytłumaczyć milicjantowi dyżurnemu, po co się przyszło. Przestrzeń korytarza była odgrodzona kratą z drzwiami wyposażonymi w zamek elektromagnetyczny, obsługiwany przyciskiem z dyżurki. Gdy się już tam weszło, było się potem wypuszczanym lub zatrzymywanym.
Zygmunt wsunął głowę w zadymioną przestrzeń okienka i odezwał się:
- dzień dobry. – odpowiedzi nie usłyszał.
Zwracał się do milicjanta z papierosem w zębach. Był to wyglądający niemłodo, starszy sierżant, który patrzył na niego bardzo nieprzychylnie. Może być, że widział w nim kryminalistę.
- Zostałem tu wezwany, nazywam się Zygmunt Tarkowski.
Milicjant zajrzał w papiery na swoim biurku i nie wyjmując papierosa z gęby, zarządził:
- Wejdziecie na korytarz, tam za kratę, usiądziecie na krześle i poczekacie aż was ktoś wezwie.
Elektromagnes zabrzęczał, Zygmunt pchnął drzwi i wszedł do środka. Samozamykacz zatrzasnął kratę za nim. Teraz nie mógł wyjść stamtąd samodzielnie bez wyprowadzającego go milicjanta. Usiadł na jednym z krzeseł ustawionych w rząd pod ścianą i czekał. Nie było tam nikogo więcej. Uświadomił sobie, że sierżant kazał mu usiąść, czyli, nie powinien chodzić po korytarzu i rozglądać się. Patrzył na ścianę naprzeciw, taką bez obrazków, w kolorze na jaki malowano kadłuby i nadbudówki okrętów. Po dwudziestu minutach, jedne z drzwi otworzyły się, wyszedł funkcjonariusz po cywilnemu i oznajmił:
- Tarkowski.
- Tak.
- Wejdźcie – powiedział i zniknął wewnątrz. Krzysztof podążył za nim, a gdy był już w pomieszczeniu, usłyszał:
- Zamknijcie drzwi za sobą – a potem:
- Siądźcie tam i okażcie swój dowód osobisty – funkcjonariusz wskazał krzesło ręką.
Zrobił co mu kazano. Milicjant miał brzydką, szeroką twarz, bardziej azjatycką niż polską, był średniego wzrostu i niekształtnej budowy ciała. Zygmunt, jako wezwany, a może nawet podejrzany, siedział teraz i czekał obojętnie na rozwój sytuacji. W tym ponurym biurze ściany były pomalowane na szaro, ale okno wyglądało dość duże. Biurko, krzesła i szafka – zużyte meble marnej jakości, pamiętały lata 1950 a może nawet wcześniejsze. Zasłony okienne, teraz rozsunięte, prosiły o wymianę.
Funkcjonariusz, detektyw w stopniu sierżanta, wpisał dane personalne Zygmunta w rubrykę formularza. Potem patrzył na plik papierów, które wziął do rąk i przekładał. Teraz skierował wzrok w stronę Zygmunta i odezwał się:
- Mamy tu podpisane zeznanie waszego kolegi, który wszystko nam wyśpiewał.
- Ustalmy najpierw, proszę, o którym koledze mówimy, bo mam kilku.
- Jerzy Bednarski opowiedział nam o tym jak okradaliście razem samochody – wyjaśnił funkcjonariusz.
To zdanie było tak nieprawdziwe, że aż śmieszne.
- Panie milicjancie, dowiedziałem się dopiero teraz, od pana, że on cokolwiek okradał, jak więc mogłem brać w tym udział?
- Jesteście przesłuchiwani jako współwinny i lepiej dla was będzie, jeśli powiecie wszystko co wam w tej sprawie wiadomo.
- Dobrze. O okradaniu samochodów nie wiem nic. Jerzy Bednarski jest znajomym moich znajomych. Przyjechałem do Trójmiasta, aby tu pracować. On przyjechał ze mną, bo twierdził, że też chce tu pracować.
- Czy szukał roboty?
- Tak, szukał, był ze mną w PRCiP, załatwiał badania lekarskie, zakwaterowanie, a potem gdzieś przepadł, nie widziałem go więcej.
- Gdy zniknął, czy wiecie, gdzie był i z kim się zadawał?
- Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedział Zygmunt.
Milicjant nie był zadowolony z takiego wyniku rozmowy. Dla niego, sukcesem było, gdy w trakcie śledztwa, ktoś się przyznaje lub sypie na innych a tu, brak szansy na jakąkolwiek współpracę. - On się pilnuje i nic dobrowolnie nie powie - myślał. Do tego, ten współwinny był w pracy, gdy tamtego złodzieja schwytano na gorącym uczynku. Kierownik Działu Kadr PRCiP zeznał w pisemnym oświadczeniu, że tamtego dnia, Zygmunt Tarkowski był obecny w pracy. Teraz, funkcjonariusz śledczy MO skoncentrował się na komponowaniu oświadczenia, które po ukończeniu podsunął podejrzanemu do podpisania, mówiąc:
- Podpiszcie tu.
Zygmunt przeczytał i zauważył:
- Tu pisze, że on nie szukał pracy, a on szukał.
- To dlaczego nie znalazł?
- Wydaje mi się, że on by tę pracę znalazł, gdyby nie to, że został przymknięty. To zdanie trzeba wykreślić, albo napisać, że szukał pracy.
Funkcjonariusz wykreślił zdanie i Krzysztof podpisał podsunięty mu papier.
- To nie jest koniec waszej sprawy, my się tu jeszcze zobaczymy. Oddaję wam dowód osobisty i idźcie za mną – powiedział funkcjonariusz.
Wyszli teraz na korytarz, podążając w stronę żelaznej bramy. Gdy Zygmunt usłyszał brzęczenie elektromagnesu, pociągnął klamkę do siebie, przeszedł szybkim krokiem hol i opuścił budynek komendy milicji. Zygmunt nie był prawnikiem, ale wiedział, że w zaistniałej sytuacji, milicja, gdyby chciała, mogła zrobić jakąś sprawę przeciw niemu a sąd wydał by wyrok skazujący. Był w stanie przysądzić mu karę prewencyjną czy też uwięzić za to, że miał współudział w jakimś układzie kryminalnym. Ewidencja, jaką mieli przeciw Jurkowi, mogła stanowić podstawę do uwięzienia jego, Zygmunta, nawet na dwa lata. Krzysztof znał podobny przypadek. W końcu, w PRL, ustawy interpretowano tak, jak rządzącym, milicji i sądom pasowało w danym momencie. No a Jurek? Przecież, to on dał im namiar na niego.
- Ta przyjaźń nie była mi potrzebna. W przyszłości muszę się wystrzegać takich kontaktów towarzyskich - myślał.
Gdy wrócił na swoją kwaterę, pani Lucyna oznajmiła mu, że ma dla niego współlokatora, który nazywa się Tomek. Od pierwszego września rozpoczyna naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej przy Gdańskiej Stoczni Budowy Okrętów. Ma 15 lat. Chce wprowadzić się tu pod koniec sierpnia.
- Zgadzam się i dziękuję pani – odpowiedział Zygmunt.
- Do zameldowania, potrzebuję też pana dowód osobisty i książeczkę wojskową.
Podał jej swoje dokumenty. Do identyfikacji, na żądanie milicji, miał teraz czerwoną książeczkę żeglarską, którą nosił przy sobie. Służyła mu też jako przepustka do portu i na stocznię. Po chwili, Pani Lucyna podsunęła mu wypełniony druk meldunkowy do podpisania. Były tam już jej dane. Rok urodzenia 1927, przeczytał.
Rozważał teraz swoją sytuację materialną. Za mieszkanie będzie płacił 350 na miesiąc od września, za sierpień 700, poradzi sobie. Kupił już pościel i wyprał koce, pod którymi może przespać zimę. Milicja, zdaje się, zostawiła go w spokoju. Starał się nie myśleć o tym, że wnet będzie potrzebował kurtkę, sweter, buty zimowe i ciepłą bieliznę. Nie chciał zatrudniać mamy przy wysyłania paczek z jego używaną odzieżą.
- Najlepiej niech myśli, że mi się tu wiedzie – powiedział do siebie.
Jego rzeczy z poprzedniej zimy były zresztą podniszczone.

Edit ancepa- Temat odblokowany 11.07.2018r. Zapraszam do komentowania.



Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 126
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Figiel » czw 12 lip 2018, 16:40

Kobyłka u płota:)
Sambor pisze:Source of the post W czwartym tygodniu pracy na holowniku Stanisław, otrzymał wiadomość radiową

" Stanisław" ? O ile to nazwa holownika.
Sambor pisze:Source of the post Informację przekazał mu kapitan, gdy wyszedł z maszynowni po manewrach silnikiem i zajrzał do sterówki. Był tam też bosman i obaj byli ciekawi, co milicja chce od niego.

W sterówce są trzy osoby: kapitan, bosman i Zygmunt. Wiadomość dotyczy Zygmunta, ale zdanie mówi, że Zygmunt i kapitan byli ciekawi, czego Milicja chce od bosmana.
Sambor pisze:Source of the post Gdyby chcieli, robili by to bardziej dyskretnie. Może chcą mnie zapakować do więzienia – rzekł Zygmunt, zachowując kamienną twarz.

Warto pozbyć się jednego.
Sambor pisze:Source of the post Zgłoszenie się „natychmiast”, w jego przypadku, oznaczało jutro, najwcześniej przed południem. Byli teraz na zatoce, holownik pracował przy pogłębianiu toru wodnego, w tej chwili ciągnął szalandę z błotem a ich wachta kończyła się o ósmej rano. Firma nie wysłała dla niego ani podmiany, ani motorówki.

W zatoce albo na wodach zatoki.
Trochę niejasny ten fragment, zastanawiam się jak Zygmunt dostał się na brzeg, wychodzi mi że wpław:) Skoro podajesz ograniczenia, fajnie byłoby wiedzieć, jak bohater sobie nimi poradził.
Sambor pisze:Source of the post Takiego zaproszenia, Zygmunt, oczywiście, zignorować nie mógł i dnia następnego pojechał do Sopotu.

Szyk przestawny zaburza melodię zdania. Lepiej brzmi "i następnego dnia".
Sambor pisze:Source of the post Wnętrze komendy milicji było ponurym miejscem.

Komendy Milicji.
Sambor pisze:Source of the post Ściany miały ciemny, więzienny, kolor.

Więzienny, czyli jaki? Nie każdy był w więzieniu, żeby wiedzieć jaki kolor mają tam ściany.
Sambor pisze:Source of the post Przed korytarzem do biur i do aresztu, był prostokątny otwór w ścianie

Wygląda to tak, jakby biura i areszt były w tym samym korytarzu. Nigdy nie są, zazwyczaj "areszty", dzisiejsze Izby Zatrzymań, żargonowo "dołki" mieszczą się z reguły na poziomie -1. Dlatego są dołkami. Korytarz z pokojami da się zza kraty zobaczyć, aresztu na pewno nie, więc Zygmunt nie może mieć tej wiedzy, chyba że gościł tam wcześniej. Natomiast może widzieć nie tyle areszt, co tzw "przejściówkę", wyizolowane pomieszczenie( wtedy zazwyczaj osiatkowane i z kratą.) Służyły tylko do chwilowego przetrzymania zatrzymanego, zazwyczaj na czas potrzebny do zrobienia dokumentacji na podstawie której był później osadzany w policyjnym areszcie.
Sambor pisze:Source of the post Przed korytarzem do biur i do aresztu, był prostokątny otwór w ścianie, wielkości i kształtu wejścia do wygodnej, psiej budy.

Porównujesz "okienko" do wejścia psiej budy. Może mi wyobraźnia płata figle, ale widzę je tuż przy podłodze, a biedni petenci, muszą padać na podłogę, by wsunąć tam głowę. Słówko o tym, że okienko było na przyzwoitej wysokości:)
Sambor pisze:Source of the post Gdy się już tam weszło, było się potem wypuszczanym lub zatrzymywanym.

To zdanie, tak skonstruowane, brzmi naprawdę źle.
Gdy weszło się już na korytarz, można go było opuścić tylko w asyście milicjanta albo pozostać tam jako zatrzymany.
Sambor pisze:Source of the post Zygmunt wsunął głowę w zadymioną przestrzeń okienka i odezwał się:
- dzień dobry. – odpowiedzi nie usłyszał.

Zgrabniej wygądałoby to w zapisie:
Zygmunt wsunął głowę w zadymioną przestrzeń okienka i odezwał się:
- Dzień dobry.
Odpowiedzi nie usłyszał.
Sambor pisze:Source of the post Zwracał się do milicjanta z papierosem w zębach.

Z tego zdania wynika, że Zygmunt palił papierosa, zwracając się do milicjanta.
Sambor pisze:Source of the post Może być, że widział w nim kryminalistę.

Prościej i lepiej brzmi: Być może widział w nim kryminalistę,
Sambor pisze:Source of the post Milicjant zajrzał w papiery na swoim biurku i nie wyjmując papierosa z gęby, zarządził:

"Gęba" tu nic nie znaczy, niczego nie podkreśla z wyjątkiem negatywnych emocji narratora, brzmi natomiast nieadekwatnie zestawiona ze zwykłą, rutynową czynnością. Bezpieczniejsze będą tu zwykłe usta.
Sambor pisze:Source of the post Uświadomił sobie, że sierżant kazał mu usiąść, czyli, nie powinien chodzić po korytarzu i rozglądać się

Grzeczny chłopak:) Ale bez przesady, usiąść znaczyło pewnie po prostu poczekać w miarę wygodnie, bo może potrwać. Zresztą po czym tam się rozglądać? Po ścianach i zamkniętych drzwiach? Dalej mamy:
Sambor pisze:Source of the post Patrzył na ścianę naprzeciw, taką bez obrazków, w kolorze na jaki malowano kadłuby i nadbudówki okrętów.

Jaki kolor mają kadłuby okrętów. Zwyczajnie nie wiem i zastanawiam się, czy ja jedna:)
Zerknijmy na ten dialog:
Sambor pisze:Source of the post Po dwudziestu minutach, jedne z drzwi otworzyły się, wyszedł funkcjonariusz po cywilnemu i oznajmił:
- Tarkowski.
- Tak.
- Wejdźcie – powiedział i zniknął wewnątrz. Krzysztof podążył za nim, a gdy był już w pomieszczeniu, usłyszał:
- Zamknijcie drzwi za sobą – a potem:
- Siądźcie tam i okażcie swój dowód osobisty – funkcjonariusz wskazał krzesło ręką.

Policjant mówi nazwisko, Zygmunt mówi " tak". Jaki jest sens wymiany tych zdań oznajmujących dla tekstu? Przecież bohater na korytarzu jest sam.
Zatem, policjant powinien raczej zapytać
- Tarkowski? ( bo może Kowalski, a Tarkowski poszedł właśnie na siusiu)
- Tak.
Sam dialog ma nie do końca poprawny zapis, zwróć uwagę na kropki i wielkie litery. Poza tym, dla jasności odbioru zapisałabym go na przykład tak:
- Wejdźcie – powiedział i zniknął wewnątrz. ( czego?)
Krzysztof podążył za nim, a gdy był już w pomieszczeniu, usłyszał:
- Zamknijcie drzwi za sobą.
A potem:
- Siądźcie tam i okażcie swój dowód osobisty. – Funkcjonariusz wskazał krzesło ręką.
Zastanawiam się nad sensownością "okażcie", brzmi nienaturalnie.
Zerknij na taką propozycję.
- Siądźcie tam. - Funkncjonariusz wskazał ręką krzesło. - I dajcie dowód osobisty.
Sambor pisze:Source of the post Zrobił co mu kazano. Milicjant miał brzydką, szeroką twarz, bardziej azjatycką niż polską, był średniego wzrostu i niekształtnej budowy ciała. Zygmunt, jako wezwany, a może nawet podejrzany, siedział teraz i czekał obojętnie na rozwój sytuacji. W tym ponurym biurze ściany były pomalowane na szaro, ale okno wyglądało dość duże. Biurko, krzesła i szafka – zużyte meble marnej jakości, pamiętały lata 1950 a może nawet wcześniejsze. Zasłony okienne, teraz rozsunięte, prosiły o wymianę.

Wyglądało na dość duże? A w rzeczywistości było niewielkie? "Na" zjadło:)
1950 to rok. Bardziej chodziło chyba o "lata pięćdziesiąte"
Mamy tu krótki opis funkcjonariusza zupełnie zlewający się z opisem pomieszczenia, na dodatek bez płynnego przejścia. Razi i zgrzyta.
Ale przecież, można się z wyglądem milicjanta zmieścić w dialogach i nie zawracać sobie nim głowy przy opisie pomieszczeń. Zobacz, zróbmy tak:
- Siądźcie tam. - Funkcjonariusz o brzydkiej, szerokiej twarzy, bardziej azjatyckiej niż polskiej, wskazał ręką ( np; odrapane, zabrudzone, od razu masz element opisu pomieszczenia) krzesło. - Okażcie/dajcie dowód osobisty - powiedział, umieszczając niekształtne ciało za biurkiem.
Uważny czytelnik zastnowi się co znaczy "niekształtne". Gruby jest i ma zwały tłuszczu? Jest karłem? Brak mu ręki lub nogi? Określ to.
No i "brzydka twarz". Brzydota i piękno są subiektywne, nie oddasz tym słowem wyglądu twarzy. Ale może być w niej widac np arogancję, może mieć pewny siebie wyraz itd
Sambor pisze:Source of the post Funkcjonariusz, detektyw w stopniu sierżanta, wpisał dane personalne Zygmunta w rubrykę formularza.

No, przecież on po cywilnemu. Skąd wiadomo, że sierżant, a na dodatek detektyw. Przecież się nie przedstawił, a identyfikatory imienne przypinane do ubrania to daleka przyszłość, podobnie jak tabliczki informacyjne ustawione na biurkach. Istniało wtedy stanowisko detektywa? A nie był przypadkiem po prostu z sierżantem z Sekcji/ Wydziału Dochodzeniowego?
Sambor pisze:Source of the post Jesteście przesłuchiwani jako współwinny i lepiej dla was będzie, jeśli powiecie wszystko co wam w tej sprawie wiadomo.

Współsprawca. Nawet wtedy o winie orzekał jakiś tam sąd, szczególnie w przypadku przestępstw pospolitych. I milicjant to wie, posługiwanie się nazewnictwem prawnym jest u niego nawykowe, nie zrobiłby tak oczywistego błędu. Mógł straszyć współudziałem, ale nie winą.
Sambor pisze:Source of the post - On się pilnuje i nic dobrowolnie nie powie - myślał.

Bez pauzy dialogowej.
Sambor pisze:Source of the post Milicjant nie był zadowolony z takiego wyniku rozmowy. Dla niego, sukcesem było, gdy w trakcie śledztwa, ktoś się przyznaje lub sypie na innych a tu, brak szansy na jakąkolwiek współpracę.

Zastanawiam się komu przypisać te kwestię, narratorowi, czy Zygmuntowi.
Sambor pisze:Source of the post Kierownik Działu Kadr PRCiP zeznał w pisemnym oświadczeniu, że tamtego dnia, Zygmunt Tarkowski był obecny w pracy. Teraz, funkcjonariusz śledczy MO skoncentrował się na komponowaniu oświadczenia, które po ukończeniu podsunął podejrzanemu do podpisania, mówiąc:
- Podpiszcie tu.

Jeżeli zeznał, to nie w oświadczeniu, a do protokołu w trakcie przesłuchania. Tylko tak się zeznaje, pisemne oświadczenie nie jest i nigdy nie było zeznaniem. A w stosunku do Zygmunta są dwie możliwości - albo milicjant go przesłuchał i "komponowanie oświadczenia" jest w istocie sporządzaniem protokołu, i na to zresztą wygląda, bo go podpisuje. Gdyby milicjant zrobił z tej rozmowy notatkę służbową, to wtedy jest na niej tylko jego podpis, a osoba z którą rozmawiał nie ma do jej treści wglądu, nie mówiąc o poprawianiu zapisów. W protokole, jak najbardziej może marudzić na każde słowo. Ale to jest wciąż przesłuchanie, choćby w charakterze świadka, który ma do powiedzenia tylko tyle, że nic nie wie. Z oświadczeniem nie ma to nic wspólnego. Oświadczenie mogłoby być wtedy, gdyby Zygmunt dal się namówić na współpracę. I to jest w zasadzie jedyne oświadczenie, jakie mógłby w tym pokoju podpisać. Dlatego nie powinieneś zamiennie używać słów "oświadczenie" i "zenanie", bo tak postać milicjanta staje się niewiarygodna. Krótko mówiąc, w proponowanym przez ciebie przebiegu rozmowy sierżant ani podchodzi do Zygmunta procesowo, ani operacyjnie i nie bardzo wiadomo, po co w ogóle z nim rozmawia.
Sambor pisze:Source of the post Zygmunt nie był prawnikiem, ale wiedział, że w zaistniałej sytuacji, milicja, gdyby chciała, mogła zrobić jakąś sprawę przeciw niemu a sąd wydał by wyrok skazujący. Był w stanie przysądzić mu karę prewencyjną czy też uwięzić za to, że miał współudział w jakimś układzie kryminalnym. Ewidencja, jaką mieli przeciw Jurkowi, mogła stanowić podstawę do uwięzienia jego, Zygmunta, nawet na dwa lata. Krzysztof znał podobny przypadek. W końcu, w PRL, ustawy interpretowano tak, jak rządzącym, milicji i sądom pasowało w danym momencie. No a Jurek? Przecież, to on dał im namiar na niego.

E, nie kupuję. Nawet jak na rok 1971. Zerknij na Kodeks Postępowania Karnego obowiązujący w tamtym czasie.
Owszem, nieprawdopodobną samowolkę uprawiało SB, ale to był inny format i profil spraw. Tu mamy zwykłego milicjanta, nawet niespecjalnie wysoko, bo tylko w Komendzie Miejskiej. On bardziej słoików ukradzionych z piwnic szukał i skradzionych rowerów, oraz tego, co ludziom kradzieje z mieszkania po włamaniu wynieśli albo liczył wybite szyby w wystawach. Nie przesadzajmy ze wszechmocą sierżanta i miejskiej dochodzeniówki. Poza tym, sprawa nie mogła być specjalnej wagi, ani priorytetowa skoro zajmował się nią podoficer. Krótko mówiąc, w stosunku do realiów obawy bohatera bardzo przesadzone.
Pozdrawiam:)



Awatar użytkownika
Sambor
Pisarz domowy
Posty: 54
Rejestracja: śr 26 lip 2017, 05:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Queensland
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Sambor » pt 13 lip 2018, 09:36

Szanowni Forumowicze,
Mój poprzedni post, fragment 3, był zaszczycony jedną tylko uwagą, tą od Figiel. Ten obecny, jak na razie, tak samo. Próbuję stworzyć jakieś dyskusje pod moimi postami, aby się czegoś nauczyć/dowiedzieć, ale bez skutku. Uzyskuję jeden wpis i klapa. Według mnie, pojedyncza opinia, to niekoniecznie prawda objawiona. Wydaje mi się, że największe powodzenie, pośród krytykantów, ma tu fikcja fantastyczna. Moje pisanie jest o młodym mężczyźnie, który kochał wolność, urodził się we wczesnych latach PRL, ale radził sobie jakoś ze zniewoleniem. Rozumiem, że „mój warsztat” może się Wam nie podobać, ale czy tematyka Was wciąga?
Figiel,
Nie napisałaś tym razem, że „tekst nadal wygląda jak sprawozdanie urozmaicone dialogiem”. Jest to Twoje niedopatrzenie, czy moja poprawa? Zastanawiam się.
…………..
Sambor
W czwartym tygodniu pracy na holowniku Stanisław, otrzymał wiadomość radiową.
Figiel
" Stanisław" ? O ile to nazwa holownika.
Sambor
„Nazwy okrętów często pisane są w cudzysłowie, ale użycie tego znaku nie jest konieczne, gdyż sama wielka litera wskazuje, że chodzi o nazwę własną…najlepszy wydaje się nam zapis pierwszy, tj. ORP Grom. Nie ma potrzeby, aby używać kursywy, gdyż imion własnych - np. nazwisk, nazw państw lub budynków - nie wyróżnia się kursywą, lecz tylko wielką literą”. (Słownik PWN).
Napisałbym „holownik Stanisław”, gdyby to była zabawka małego Stasia.
…………..
Sambor
Informację przekazał mu kapitan, gdy wyszedł z maszynowni po manewrach silnikiem i zajrzał do sterówki. Był tam też bosman i obaj byli ciekawi, co milicja chce od niego.
Figiel
W sterówce są trzy osoby: kapitan, bosman i Zygmunt. Wiadomość dotyczy Zygmunta, ale zdanie mówi, że Zygmunt i kapitan byli ciekawi, czego Milicja chce od bosmana.
Sambor
Może. Gdy pisałem: „podnieśli swoje bagaże”, zapytano mnie, po co tu słowo „swoje?” Próbuję zrozumieć, gdzie potrzeba więcej łopatologii a gdzie jest szkodliwa.
………..
Zgłoszenie się „natychmiast”, w jego przypadku, oznaczało jutro, najwcześniej przed południem. Byli teraz na zatoce, holownik pracował przy pogłębianiu toru wodnego, w tej chwili ciągnął szalandę z błotem a ich wachta kończyła się o ósmej rano. Firma nie wysłała dla niego ani podmiany, ani motorówki.
Figiel
W zatoce albo na wodach zatoki. Trochę niejasny ten fragment, zastanawiam się jak Zygmunt dostał się na brzeg, wychodzi mi że wpław:) Skoro podajesz ograniczenia, fajnie byłoby wiedzieć, jak bohater sobie nimi poradził.
Sambor
Podmiana załóg, ze wszystkich jednostek, była zawsze o ósmej rano. Transport był dobrze zorganizowany przez firmę. Opis tego jest poza zamieszczonym fragmentem. Oni tam, pracujący na sprzęcie pływającym, nie byli językoznawcami. Mówili, że pracują „na zatoce”. Roboty wykonywane (prace) były podwodne, w dnie, nie na wodzie.
…………….
Wnętrze komendy milicji było ponurym miejscem.
Figiel
Komendy Milicji.
Sambor
Komenda Miejska Milicji Obywatelskiej w Sopocie, to nazwa własna pisana z dużej litery. „Komenda milicji” pisze się z małej litery. Tak samo jak szkoła podstawowa czy budynek ubikacyjny przy ulicy Podleśnej.
Uniwersalny słownik języka polskiego PWN pod red. S. Dubisza podaje hasło policja (‘organ państwowy zorganizowany w sposób wojskowy, powołany do ochrony porządku i bezpieczeństwa publicznego’; ‘funkcjonariusze tego organu’; pot. ‘budynek mieszczący urząd tego organu, posterunek policji, komenda policji’). (‘jakakolwiek część tej instytucji’), śmiało należy go oddawać w druku małą literą (np. interwencja policji, patrol policji).
…………..
Sambor
Ściany miały ciemny, więzienny, kolor.
Figiel
Więzienny, czyli jaki? Nie każdy był w więzieniu, żeby wiedzieć jaki kolor mają tam ściany.
Sambor
Moje kolory przedstawiłem jako ciemny, koloru okrętów i popielaty. Może był trudny do określenia. Coś by to poprawiło?
……………
Figiel
Wygląda to tak, jakby biura i areszt były w tym samym korytarzu. Nigdy nie są, zazwyczaj "areszty", dzisiejsze Izby Zatrzymań, żargonowo "dołki" mieszczą się z reguły na poziomie -1. Dlatego są dołkami. Korytarz z pokojami da się zza kraty zobaczyć, aresztu na pewno nie, więc Zygmunt nie może mieć tej wiedzy, chyba że gościł tam wcześniej. Natomiast może widzieć nie tyle areszt, co tzw "przejściówkę", wyizolowane pomieszczenie( wtedy zazwyczaj osiatkowane i z kratą.) Służyły tylko do chwilowego przetrzymania zatrzymanego, zazwyczaj na czas potrzebny do zrobienia dokumentacji na podstawie której był później osadzany w policyjnym areszcie.
Sambor
Narrator wie, jak wyglądał areszt MO. Na opisanym korytarzu, wyobrażał sobie, że ostatnie drzwi w prawo prowadzą do piwnicy i tam jest kilka cel. Przejściówki nie było w jego opowiadaniu. Areszt śledczy, to zupełnie inna sprawa. Dla terenu Trójmiasta, był taki jeden w Gdańsku.
…………….
Sambor
Zygmunt wsunął głowę w zadymioną przestrzeń okienka i odezwał się:
- dzień dobry. – odpowiedzi nie usłyszał.
Figiel
Zgrabniej wygądałoby to w zapisie:
Zygmunt wsunął głowę w zadymioną przestrzeń okienka i odezwał się:
- Dzień dobry.
Odpowiedzi nie usłyszał.
Zwracał się do milicjanta z papierosem w zębach.
Z tego zdania wynika, że Zygmunt palił papierosa, zwracając się do milicjanta.
Sambor
Zygmunt wstawił głowę w zadymiony otwór. Znamy go jako niepalącego, krytykującego palących. Potrzebna czy niepotrzebna kolejna dawka łopatologii?
Zygmunt, także narrator, mieli zdecydowanie wrogie nastawienie do rządzących PRL, jak też do tych na usługach systemu. Milicjant nie posiadał ust ani buzi, zdecydowanie.
……………..
Podzieliłem to na dwie części, bo system nie chce mi przyjąć całości. Nie chce też zaakceptować eleganckiego zapisu z przyciskaniem cudzysłowu. Jeśli ktoś tu coś wstawi, będę mógł dodać kolejną część.



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 3936
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Romecki » pt 13 lip 2018, 09:54

Bo to nie restauracja, gdzie zamawiasz danie dla siebie, tylko społeczność, forum - ludzie chętniej dyskutują o tekstach osób, które udzielają się nie tylko we własnych wątkach i przy własnych tekstach :)
A po drugie, mnie np. trudno by było dyskutować wciąż, kiedy mówisz "bo tak w PRL-u było". W wielu przypadkach uważam, że nie, ale jaki sens dyskutować, kiedy w powietrzu wisi taka Twoja replika? :)
Wreszcie, ja np. nie bardzo mam ochotę dyskutować, bo uwagi, które dostajesz, idą w stronę literatury, a Ty uparcie bronisz się argumentacją, że piszesz z życia (w domyśle - kronikę).
Nic osobistego, ale rozważ, co napisałem, dobrze? (Prawdopodobnie kluczowa jest jednak uwaga pierwsza :D)

Added in 1 minute 15 seconds:
Edit a propos PRL. Jest tu parę osób urodzonych tak dawno, że dosyć dobrze pamiętają PRL. No, ale jednak niewystarczająco dobrze Twoim zdaniem. (Ja - rocznik 1967. Inni niech się sami przyznają, jeśli chcą :))


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4445
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Navajero » pt 13 lip 2018, 10:05

1965 :)


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Sambor
Pisarz domowy
Posty: 54
Rejestracja: śr 26 lip 2017, 05:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Queensland
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Sambor » pt 13 lip 2018, 10:53

Romecki,
Trudno nie doszukać się w tym czegoś osobistego. Taka wypowiedź, jak Twoja, nazywa się w moim drugim języku, patronizing. Jeśli „Wasze” uwagi idą w stronę literatury, co do rzeczy ma, jak to było w PRL? Robi jakąś różnicę, tu na tym forum, czy piszę o PRL tak czy inaczej? Po co mnie prostować? Poza tym, nie tworzę kroniki, usiłuję przygotować się do uporządkowania części tego co mam już napisane, tak aby to była powieść. Moich własnych tekstów jest tu tylko cztery a udzielałem się też przy innych fragmentach. Tu widzę małą liczbę użytkowników, prawdopodobnie, przyznaję, zantagonizowałem sobie niektórych. Jesteśmy tu wrażliwi. Na forum, dyskutuje się a samo weryfikowanie nie jest dyskusją. Twoja pierwsza uwaga, prawdopodobnie, nie jest jednak kluczowa. Nie będę Was szokował moją datą urodzenia.

Added in 2 minutes 10 seconds:
Romecki i Nawajero,
O, widzicie mnie obaj. To dobrze.



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 3936
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Romecki » pt 13 lip 2018, 10:57

Nie, nic osobistego, zaprzeczam :)
Natomiast owszem, robi różnicę, bo tekst osadzasz w konkretnej rzeczywistości historycznej, a nie przyjmujesz uwag, czego właśnie dowiodłeś po raz kolejny :) więc tytułem sprostowania przynajmniej jednej sprawy - nie, w PRL nie było detektywów, to anglosaska kalka. Zobacz sobie stopnie w peerelówku: https://pl.wikipedia.org/wiki/Milicja_Obywatelska
No i sam widzisz...


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Sambor
Pisarz domowy
Posty: 54
Rejestracja: śr 26 lip 2017, 05:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Queensland
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Sambor » pt 13 lip 2018, 12:06

Romecki,
Poniżej podaję stopnie służbowe oraz przyporządkowane stopnie ze strony SB na Wiki. Pisze tam jednak, że są to stopnie z MSW, no więc, dotyczą również milicji. Nie ma tu podoficerów. W latach siedemdziesiątych, spotykałem na ulicach Gdyni tajniaka milicji, plutonowego, chyba branża dewizowa. Był on moim znajomym z marynarki wojennej. Tak jak pamiętam, mówił, że jego pozycja służbowa, to referent. Może być, że był młodszym referentem a od sierżanta było się referentem, ale to moja spekulacja. Mogę się tego dowiedzieć prawdopodobnie, gdyby Ciebie to interesowało. Jeśli będzie mi to potrzebne do tekstu książkowego, też się o to zapytam.
https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82u% ... 4stwa_(PRL)
W MSW do 1990 r. obowiązywały następujące stanowiska służbowe i przyporządkowane im stopnie[6]:

Stanowiska służbowe Przyporządkowane stopnie
minister generał dywizji / generał broni
wiceminister generał dywizji
szef służby generał dywizji
zastępca szefa służby generał brygady
dyrektor departamentu pułkownik / generał brygady
zastępca dyrektora departamentu pułkownik
naczelnik wydziału pułkownik
zastępca naczelnika wydziału podpułkownik
starszy inspektor major / podpułkownik
inspektor kapitan / major
młodszy inspektor podporucznik / kapitan
Na stronie, którą podałeś, przyporządkowanych stopni nie widzę.

Added in 2 minutes :
Esbecja była częścią organizacyjną MO



Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 3936
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Romecki » pt 13 lip 2018, 12:18

"Funkcjonariusz, detektyw w stopniu sierżanta". Jaki detektyw? To słowo w ogóle nie pasuje do realiów PRL, chyba że czegoś nie wiem (możliwe, ale dobre by było źródło :D)
SB działała całkiem inaczej niż milicja. Już zresztą przedpiścy podnieśli ten problem.


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 126
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Figiel » pt 13 lip 2018, 12:35

Sambor, tak na szybko, do reszty odniosę się później.
Sambor pisze:Source of the post spotykałem na ulicach Gdyni tajniaka milicji, plutonowego, chyba branża dewizowa. Był on moim znajomym z marynarki wojennej. Tak jak pamiętam, mówił, że jego pozycja służbowa, to referent. Może być, że był młodszym referentem a od sierżanta było się referentem, ale to moja spekulacja.

Nie kłamał:) Stopień to jedno, stanowisko to drugie, pion to jeszcze inna sprawa.
Współcześnie wygląda to np tak:
detektyw( stanowisko) młodszy aspirant(stopień służbowy) Wydziału X, jednostki X.
Wtedy było podobnie, tylko obowiązywały stopnie wojskowe i inne nazwy stanowisk.
Istotnie stanowisko było skorelowane ze stopniem, na przykład sierżant nie mógł być specjalistą, bo to stanowisko było dostępne dopiero od jakiegoś stopnia wzwyż. Sierżant mógł być max referentem, ale na pewno nie detektywem. Współczesny detektyw, to dawny referent.



Awatar użytkownika
Sambor
Pisarz domowy
Posty: 54
Rejestracja: śr 26 lip 2017, 05:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Queensland
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Sambor » pt 13 lip 2018, 12:48

Romecki pisze:Source of the post "Funkcjonariusz, detektyw w stopniu sierżanta". Jaki detektyw?

A ja myślałem żeśmy to już przerobili. Wcale się nie upieram przy tym co napisałem.
Romecki pisze:Source of the post SB działała całkiem inaczej niż milicja. Już zresztą przedpiścy podnieśli ten problem

Tak, był tam podział obowiązków. Jedni i drudzy byli jednak częścią Milicji Obywatelskiej. SB, najprawdopodobniej, posługiwało się legitymacjami i odznakami MO i prawdopodobnie, SB przedstawiało się jako milicja. Jedni i drudzy są elegancko zaprezentowani na Wiki, ale, niestety, wszystkiego tam nie ma. Gdybyś wyszukał te informacje, o których piszę "prAwdopodobnie", To podziel się. Zresztą, zapytam o to sam w Polsce. Mam nadzieję, że mi odpowiedzą.
Figiel,
Zapytam jak było z tym dokładnie za PRL

Added in 2 minutes 6 seconds:
Przygotowuję się teraz do spania, bo jest noc.



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4445
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Navajero » pt 13 lip 2018, 13:13

Sambor pisze:Tak, był tam podział obowiązków. Jedni i drudzy byli jednak częścią Milicji Obywatelskiej. SB, najprawdopodobniej, posługiwało się legitymacjami i odznakami MO i prawdopodobnie, SB przedstawiało się jako milicja.

Nie, legitymacje były bardzo podobne, ale w esbeckich było wyraźnie napisane, że posiadacz jest funkcjonariuszem SB, a nie Milicji Obywatelskiej. I esbecy przedstawiali się przeważnie jako esbecy, chyba, że istniały jakieś względy operacyjne.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."

dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Sambor
Pisarz domowy
Posty: 54
Rejestracja: śr 26 lip 2017, 05:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Queensland
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Sambor » sob 14 lip 2018, 01:25

Navajero pisze:Source of the post Nie, legitymacje były bardzo podobne, ale w esbeckich było wyraźnie napisane, że posiadacz jest funkcjonariuszem SB, a nie Milicji Obywatelskiej. I esbecy przedstawiali się przeważnie jako esbecy, chyba, że istniały jakieś względy operacyjne.

Wartościowa informacja, ale jeśli nie oparta na solidnych źródłach, aby użyć, należy to jakoś zweryfikować. Esbecy nosili też w kieszeni odznakę służbową, tzw. blachę. Widziałem taką milicyjną. Wizualnie, bardzo solidne wykonanie. Na tej esbeckiej powinno w takim razie pisać Służba Bezpieczeństwa, na obwódce.



Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4445
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Navajero » sob 14 lip 2018, 08:20

Nie wiem czy to Ci wystarczy jako źródło, ale jestem historykiem i miałem wątpliwą przyjemność być przesłuchiwanym przez SB :P Nb. mógłbyś chociaż pogooglować:
http://www.forum.milicja.waw.pl/viewtop ... c&start=15

Co do esbeckiej "blachy", to wątpię czy coś takiego w ogóle istniało. Może pod koniec komuny? Nigdy o czymś takim nie słyszałem. Milicyjna - tak, ale esbecka to raczej miejska legenda.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."

dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Sambor
Pisarz domowy
Posty: 54
Rejestracja: śr 26 lip 2017, 05:24
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Queensland
Płeć: Mężczyzna

Rok 1971, fragment 4.

Postautor: Sambor » sob 14 lip 2018, 11:02

Navajero,
na podanym przez Ciebie forum milicyjnym, wpis Darka 1, dotyczącym czerwonego nadruku „Służba Bezpieczeństwa”, wewnątrz dokumentu typu milicyjnego, pokrywa się z wizerunkiem legitymacji ZOMO-wca wstawionym przez użytkownika zomol. Nadruk: Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych, zamiast spodziewanego przeze mnie: Milicja Obywatelska, wyjaśnia tu wiele, jest uniwersalny.
Sądzę, że dla funkcjonariusza SB, czerwony nadruk wewnątrz legitymacji głosił: Jest funkcjonariuszem Służby Bezpieczeństwa.
Taką samą legitymację; twarde, popielate okładki, kształt poziomego prostokąta, widziałem gdzieś w latach 1970.
Dziękuję Navajero.
…………
Figiel,
nie będę już tu załączał drugiej części moich komentarzy do Twojej wyceny. Wystarczy to co tam jest a może nawet za dużo. Jeśli Ci to nie przeszkadza, wyślę na Twoją prywatną skrzynkę mój komentarz do ostatniego akapitu w Twojej wypowiedzi.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości