Jasna Strona Mocy
Walcz o tytuł "Siewca Dobra 2018"!
Informacje o konkursie :arrow: KLIK

[W]Faceci i koronki

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

[W]Faceci i koronki

Postautor: Figiel » ndz 12 sie 2018, 12:20

Kreskóweczka:) Poważniejsze myśli trudno w tym upale ogarnąć.


Babka Cecylia nieustannie dziergała serwetki. Srebrne szydełko migało w kościstych dłoniach, rzadko odpoczywając w kłębuszku nici. Staruszkę pamiętam jak przez mgłę, za to szydełko, doskonale. Cholerstwo kłuło mnie w tyłek, ilekroć siadałem w miejscach, gdzie babka podkładała swoje robótki.
Jedną z serwetek Cecylii dostałem od matki w dniu ślubu, jako pamiątkę rodzinną. Żona uznała, że jej delikatny wzór świetnie prezentuje się na niewielkim, mahoniowym stoliku, razem z lampą o nieproporcjonalnym do swojej wysokości, szerokim i stożkowatym kloszu. Całość wyglądała, jakby na dworskich ażurach przykucnął Chińczyk, który cichcem zwiał z pola ryżowego i stara się nie rzucać w oczy.
Serwetkę i stolik mam do dziś, skośnooki odjechał razem z żoną i teraz ukrywa się w jej mieszkaniu. Nie protestowałem, w końcu rozwód, to wystarczająco nieprzyjemna sprawa, żeby mieszać w to jeszcze Chiny. Oprócz Azjaty żona zabrała też pekińczyka, którego kudłata morda musiała w szczenięctwie z pięć razy dziennie spotykać się ze ścianą, bo niemożliwe, żeby naturalnie była tak płaska. Złośliwiec, nie cierpiał mnie. Z wzajemnością.

I tak znów zostałem singlem, prowadzącym w pełni satysfakcjonujące życie. Wychodziłem z domu, kiedy chciałem, wieczory spędzałem w pubach, wracałem o dowolnych porach. Nie martwiłem się zapachem skarpetek ani śladami błota na parkiecie. Z posiłkami dawałem radę – dania na wynos, to doskonały wynalazek, a jedzenie ze styropianowych pojemników ma ogromną zaletę, bo oszczędza mycia naczyń. No i torebek foliowych do mrożonek, których początkowo używałem, gdy już zbrakło mi czystych talerzy. Po prostu wkładałem brudny do środka i voilà!, znów był zdatny do użycia. Ale strasznie dużo ich szło. Tych torebek.
Ponieważ nie musiałem martwić się aprowizacją, w lodówce zazwyczaj miałem światło, jajka oraz kiełbasę. Światło, wiadomo po co, jajka, bo lubię jajecznicę, kiełbasę na wypadek, gdyby w nocy dopadł mnie głód, co się czasem zdarzało.

Tak, jak tamtej nocy, kilka miesięcy temu.

Obudziło mnie ssanie w żołądku, które irytująco narastało, skutecznie niwecząc próby ponownego zapadnięcia w sen. Usiadłem na łóżku, ziewnąłem ze trzy razy, a potem zrobiłem to, co zawsze – poszedłem po kiełbasę.
Kuchnię zalewało dyskretne światło sączące się z zainstalowanych pod górnymi szafkami halogenów, które, idąc spać, zapomniałem wyłączyć. Poza tym, w pomieszczeniu był zwykły bałagan: na kuchence gazowej, tuż przy wejściu, stała patelnia z zaschniętymi resztkami jajecznicy, a blat kuchenny zajmowały styropianowe tacki po domowych obiadach na wynos, lekko licząc, z co najmniej kilku dni.

I właśnie tam zobaczyłem coś, co spowodowało, że natychmiast opuściły mnie resztki senności.

Wśród pudełek z pozostałościami kebaba i kilku innych potraw, w tym swojskiego mielonego z marchewką i groszkiem, siedział szczur.
Czy wielki? Nie, raczej mały. Taki, w czarno białe łaty jak krowa holenderka. Futerko miał błyszczące i może nawet nie nazwałbym tego gryzonia obrzydliwym, gdyby nie łysy ogon zwieszający się z blatu na uchwyt dolnej szafki.
Zwierzak siedział na tylnych łapach, a przednimi z determinacją grzebał w zagłębieniu styropianowej tacki. Drobne, różowe paluszki odsuwały marchewkę, próbując wyłowić groszek ze złocistego sosu. Drań był tak skupiony, że nawet mnie nie zauważył.

Nie odrywając wzroku od intruza, sięgnąłem po uchwyt patelni. Gdy tylko poczułem go w dłoni, jednym skokiem znalazłem się przy blacie. Uniosłem rękę, a wtedy mnie zobaczył. Zwinnie odskoczył na bok i rzucił mi pełne wyrzutu spojrzenie.

‒ Oszalałeś?! ‒ odezwał się z pretensją w głosie. ‒ Wystarczyło powiedzieć, że będziesz to jeszcze jadł!
‒ Nie będę. I ty też nie – walnąłem bez zastanowienia. Słowo daję, to był odruch, ma go każdy normalny człowiek: odpowiedzieć, gdy do ciebie mówią.
‒ Dobra, dobra, spoko ‒ mruknął. ‒ Wezmę coś innego. Mogą być nawet te resztki z patelni, choć szczerze mówiąc, mam ich dość. Są takie... monotematyczne.
‒ Jesz z mojej patelni? – Aż wzdrygnąłem się z obrzydzenia.
‒ Dlaczego nie? ‒ Był wyraźnie zdziwiony. ‒ Do tej pory jakoś ci nie przeszkadzało. Mieszkam tu od dwóch miesięcy, wsuwam te twoje jajecznice na okrągło i nigdy nie marudziłeś. Teraz ci odbiło? A skoro o już o jajkach mowa, mógłbyś mniej solić, a najlepiej wcale? Sól szkodzi mi na nerki. I może byłbyś uprzejmy brać łagodne kebaby, zamiast ostrych, a groszek bez marchewki?

Powaliła mnie jego bezceremonialność. Opuściłem patelnię i uważniej przyjrzałem się gnojkowi. Miał czarne, okrągłe jak koraliki, oczy, a wokół różowego nosa nieustannie drgały dłuższe i krótsze wąsy. Za to uszy były nieruchome. I dziwne jakieś, wcale nie sterczały do góry, jak u wszystkich szczurów, które widziałem na filmach. Ten miał je z boku głowy ‒ duże i okrągłe.

‒ A czy nie za bezczelność – wycedziłem ‒ ktoś ci już przydzwonił w łeb i wyklepał uszy?
Trafiłem! Aż sapnął z oburzenia.
‒ Ale z ciebie ignorant! Takie mam do urodzenia, bo jestem dumbo, hodowlana odmiana szczura o dużych uszach. Pamiętasz, kim był Dumbo?
– Eee... Słoniem?
– Coś tam jednak wiesz! Tak, słoniem o bardzo dużych uszach. A teraz postaw wreszcie tę patelnię i daj mi spokojnie zjeść. Nie masz swoich spraw, którymi mógłbyś się zająć?

Szkopuł w tym, że nie miałem, bo jakie sprawy może mieć człowiek w środku nocy, gdy inni śpią, tuląc się do swoich partnerów? Ja nie miałem do kogo, ale też nie zamierzałem się z tego zwierzać przybłędzie. Wystarczająco idiotyczne było to, że gawędzę ze szczurem po nocy.
W każdym razie, sam nie wiem dlaczego, dałem mu tę patelnię. Zwinnie wskoczył na rant, sięgnął po zaschnięte żółtko i trzymając je oburącz, wsuwał jak wiewióra orzecha.
Próbowałem przypomnieć sobie, co wiem o szczurach. Uważano, że roznoszą dżumę, ale to podobno okazało się nieprawdą. Wysysają oddech dzieciom? Nie, nie, to koty... A! Szczury mają w ogonach strychninę! Te dumbo, też?!

– Masz w końcówce ogona strychninę? ‒ zapytałem wprost, bo przecież musiałem wiedzieć, trucizna w kuchni, to cholernie poważna sprawa.
Znieruchomiał. Zapomniał nawet o poruszaniu wąsami.
– A ty masz w mózgu chlorofil? – odpysknął.
Erudyta pieprzony, mruknąłem w duchu, i zaraz go zgasiłem:
– Dobra, dobra nie wysilaj się... Różnie ludzie gadają. Chciałem się tylko upewnić, zanim sobie pójdziesz.
– Pójdę? ‒ Zeskoczył z patelni i podszedł do krawędzi blatu. Zadarł głowę do góry, wbijając we mnie zdumione spojrzenie. ‒ A dokąd miałbym pójść?
– Tam, skąd przyszedłeś.
– Mowy nie ma!
– Dlaczego? Przecież gdzieś do tej pory mieszkałeś, nie?
– W słoiku.
– Że jak?
– Mówię przecież: w słoiku po ogórkach konserwowych. Jakiś smarkacz mnie kupił i tam zakwaterował. Musiałem wiać, chyba jasne!
– A nie mogłeś zwiać do kogoś innego?
– Mogłem. Ale tylko u ciebie jest zawsze cicho, żadnych odgłosów ludzkiej krzątaniny... A do tego pełno jedzenia. Szczurzy raj! Tylko... trochę pusty, a fajnie byłoby mieć towarzystwo. Ty też powinieneś zorganizować sobie drugiego człowieka.
Tego było za wiele! Bezdomny, przemądrzały ogon, mało, że zrobił sobie przytulisko z mojego mieszkania, to jeszcze śmie cokolwiek krytykować i dawać rady.
– Posłuchaj – oświadczyłem twardo. ‒ Jeśli zapragnę czyjejś obecności, to kogoś znajdę! Nie ma nikogo, znaczy, nie chcę.
– Tere fere! Jak na istotę o stadnej naturze, masz dziwnie stłumione pragnienia. Tu nikt nigdy nie przychodzi, a ty jesteś sam jak palec. Taka, stary, prawda.

Ale mnie wkurzył!

– Chcesz towarzystwa? – huknąłem. – Załatwione, jutro zaproszę gościa specjalnego. Wołają go szczurołap...
– Pozwoliłbyś mnie zabić ? ‒ W mgnieniu oka żałośnie zmarkotniał. Uszy jakby mu przywiędły, zmalały, a na dodatek rozpłaszczył się na blacie i zamknął oczy, jakby już czekał na śmierć. Po chwili otworzył jedno oko. ‒ Co za różnica – westchnął. ‒ Teraz czy kiedyś... I tak żyję niewiele ponad dwa lata.
Natychmiast poczułem się jak ostatnia łajza i, znów odruchowo, wymamrotałem:
– Przykro mi. Nie wiedziałem...

Błyskawicznie usiadł i zaczął ślepić się wyczekująco. Powiedziałbym, natarczywie. Ani na moment nie spuszczał ze mnie spojrzenia.

– Dobra, niech będzie! ‒ skapitulowałem w końcu. ‒ Dokąd czegoś nie znajdziesz, możesz zostać, ale na moich warunkach. Po pierwsze, nie wchodzisz mi w drogę, chyba że spotkamy się przypadkiem...
Nie protestował, więc się rozochociłem:
– Po drugie, nawet jak się spotkamy, nie będziesz się wymądrzał. Po trzecie, jesteś gryzoń, a gryzonie tną, co im w zęby wpadnie. Ty, jako jedyny, nie będziesz!
Nadal nic nie mówił. Może nie załapał? Wolałem się upewnić:
– Zrozumiałeś?
– Jaaasne... ‒ przytaknął bez entuzjazmu. ‒ Trzymać język za zębami, a zęby w paszczy.
– Właśnie tak! A teraz idę spać. Możesz jeść, co chcesz, tylko nie narób bałaganu.
Prychnął dziwnie, jakby coś utkwiło mu w gardle, a ja ruszyłem do sypialni. W połowie drogi coś mi się przypomniało.
– Masz jakieś imię? ‒ krzyknąłem w stronę kuchni.
– Mam! Serafin!
– Chryste...

Moje łóżko, obszerne, małżeńskie było wygodne i zimne. Rzuciłem się na miękki materac, z takim impetem, że jęknęły drewniane ramy. Ale co tam! Mógłbym sobie nawet po tym łóżku poskakać, jeśli miałbym taki kaprys, w końcu było do mojej wyłącznej dyspozycji.
Jak tylko zaległem, poczułem się śpiący, nawet ssanie w żołądku odpuściło, choć z tego wszystkiego zapomniałem o kiełbasie. Jednak pierwsze majaki senne przegonił dziwny odgłos – króciutkie szurnięcia, coś, jakby odgłos kapcia przesuwanego po podłodze i to zaledwie o milimetry, ale w dość regularnych odstępach. Tyle że kapci nie miałem, a szurało gdzieś całkiem blisko, właściwie, tuż obok mnie.
Przetoczyłem głowę po poduszce w kierunku odgłosów. Ledwo otworzyłem oczy, zobaczyłem te cholerne uszy, potem cały pysk w otoczeniu wąsów i przednie łapki, kurczowo czepiające się krawędzi łóżka. Tylne majtały w powietrzu, co chwila skrobiąc w boczną ściankę, gdzie nie mogły znaleźć podparcia.

– Pomógłbyś – stęknął Serafin. ‒ No, podłóż mi rękę po tyłek, strasznie tu wysoko, nie wyrabiam...
– Ani myślę! Łóżko jest moje, znajdź sobie inną miejscówkę. Pamiętasz umowę?

Nie zdążył odpowiedzieć, bo krótkie łapki nie wytrzymały, łaciate ciałko odkleiło się od ścianki i walnęło na podłogę z cichym plaśnięciem. Ma za swoje! – ucieszyłem się mściwie.
Zamknąłem ponownie oczy, ale sen już uciekł. Leżałem więc w ciemności, nasłuchując serii szurań i kolejnych plaśnięć, gdy Serafin raz po raz spadał na podłogę. Wciąż próbował, a za każdym razem, gdy mu się nie udało, chichotałem w duchu.

W pewnym momencie wszystko ucichło, za to poczułem, jak pod prześcieradłem, wzdłuż moich nóg przesuwa się długi kształt. W ciągu niecałej sekundy wykonałem trzy ruchy: usiadłem na łóżku, włączyłem lampkę nocną i odrzuciłem na bok kołdrę.
Przez chwilę gapiłem się z niedowierzaniem: na łóżku nie było śladu choćby najmniejszego wybrzuszenia. Wstałem i zdjąłem z łóżka poduszki. Nadal płasko. Ki diabeł, gdzie się ten szczur podział?
Ostrożnie uwolniłem gumkę prześcieradła z jednego rogu materaca. Zwinęło się, odkrywając wygryzioną w gąbce niemałą i głęboką dziurę. Skurczybyk siedział w niej zadowolony i pucował futerko, w otoczeniu kilku papierków po cukierkach, mojej zapalniczki oraz dziesięciozłotowego banknotu, który niedawno położyłem na kuchennym stole, a potem nie mogłem znaleźć.

– Co tu robisz? – syknąłem.
– Myję się przed snem ‒ odparł spokojnie. ‒ Ty nie musisz?
– Nie twoja sprawa! Miałeś być niewidoczny i nie gryźć!
– Wygryzłem, zanim się umówiliśmy, a nie było mnie widać, dokąd nie zdjąłeś prześcieradła. Załóż je z powrotem, to znów będzie dobrze! Jutro i tak znajdę coś lepszego, bo tu jest dla mnie za wysoko, strasznie męczę się tą codzienną gimnastyką.

Nie miałem siły ani chęci na dalsze targi z cwanym szczurem. Ze złością naciągnąłem prześcieradło na materac, zakrywając szkodę i tego małego diabła. Trudno, pomyślałem, te parę godzin do rana jakoś przetrzymam z draniem w nogach. Postaram się zapomnieć, że tam jest.
I pewnie dałbym radę, gdyby po chwili znów nie zaczął tokować ze swojej dziury:

– Najlepiej, żebym miał hamak! Powinienem go mieć ze względu na kręgosłup. I zainwestuj w kuwetę, bo moje siki wyżrą ci klepkę. Nie mówiąc o bobkach, które przyklejają się do butów. Wąchałem wczoraj twoje adidasy i zaczynają śmierdzieć. Zapamiętasz? Hamak i kuweta! Jeszcze może pestki słonecznika albo dyni... Pić mogę nawet z kibla, nie jestem wymagający...

Schwyciłem kołdrę i zwiałem do salonu, na twardą jak sto piorunów, sofę.

Następnego dnia, po pracy, wciąż senny i obolały, powlokłem się do najbliższego sklepu zoologicznego. Uśmiechnięta ekspedientka pomogła mi wybrać, co potrzebne. Myślała chyba, że dla własnej przyjemności zafundowałem sobie szczura, bo nazywała go „moim pupilem”. Była ciekawa, co je najchętniej oraz jaki ma charakter. Widać było, że lubi ogony. Niewiele miałem do powiedzenia, z wyjątkiem tego, że Serafin jest łaciaty i dumbo. O charakterze wolałem w ogóle nie wspominać, przytomnie też omijałem informację, że gada jak najęty.

Gdy wróciłem do domu, czekał na mnie pod drzwiami. Ledwie postawiłem reklamówki na podłodze, władował się do każdej po kolei, lustrując ich zawartość. Spodobały mu się dwie porcelitowe miseczki na jedzenie i wodę, zaakceptował polarowy hamak na rozkładanych podpórkach oraz kuwetę, za to skrzywił z niesmakiem na widok piekielnie drogiej, suchej karmy.

– To ja już wolę codziennie jajecznicę – oświadczył i zajął się pestkami dyni.

To było ponad osiem miesięcy temu.
Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Przede wszystkim, zorganizowałem sobie drugiego człowieka, czyli, mówiąc normalnie, zakochałem się i teraz mieszkam z najwspanialszą na świecie, a do tego diabelnie seksowną kobietą.
To właśnie Natalia pomogła mi w pierwszych zakupach dla Serafina i tak jakoś wyszło, że jesteśmy razem. Skończyły się dania na wynos, a w kuchni zapanował porządek. Sam go pilnuję, więc czystych talerzy mamy pod dostatkiem. Przestałem włóczyć się po pubach, nie zostaję w pracy dłużej niż to konieczne. Prawdę mówiąc, odliczam godziny do wyjścia. Co może być fajniejszego od domu, w którym czeka ukochana osoba?

Ale to nie wszystko – razem z Natalią wprowadził się do nas Gutek, jej czarny jak smoła ogon. Serafin świetnie dogadał się z nowym kumplem i żyją teraz w swoim szczurzym świecie. Oba zwierzaki są naprawdę niewidoczne. Owszem, gdy je wołamy, wychylają pyski z różnych kątów, odbierają porcję głaskania lub przysmak, a potem znikają. Jak dotąd, nic w domu nie pogryzły, nawet milimetra kabla, za to któryś zwędził serwetkę babki ze stolika i zatargał na hamak, gdzie obaj chętnie urzędują. Natalia chciała im rękodzieło Cecylii odebrać, ale tylko machnąłem ręką.
Tak więc, w koronkach sypiają teraz dwa wielkouche szczury. Babka dostałaby na ten widok spazmów, a Chińczyk ze złości mocniej nacisnął abażur na głowę.

Co Serafina, odkąd pojawił się Gutek, skończył z wymądrzaniem. Po prawdzie, w ogóle przestał, gadać, czasem tylko zerka na mnie porozumiewawczo. A skoro nie mówi, to i niczego się już się nie domaga, ale gdyby nagle zmienił zdanie i oświadczył, że zamiast wody życzy sobie szampana, postarałbym się, żeby nie chłeptał byle jakiego.
Bo choćbym nie wiem jak słono musiał za taką fanaberię bulić, wciąż pozostanę jego dłużnikiem.



Awatar użytkownika
Eldil
Dusza pisarza
Posty: 535
Rejestracja: śr 15 mar 2017, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Faceci i koronki

Postautor: Eldil » ndz 12 sie 2018, 12:39

Dla potomności, szczur dumbo wygląda tak (od razu widać, że gaduła ;) ):
obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Świetny tekst :)


System crash down. Out of order.

System crash down. Out of order.


Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 4662
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Faceci i koronki

Postautor: Navajero » ndz 12 sie 2018, 12:45

Zabawne :)


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Czarna Emma
Dusza pisarza
Posty: 586
Rejestracja: ndz 13 sie 2017, 16:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdzieś w Przedwojniu
Płeć: Kobieta

Faceci i koronki

Postautor: Czarna Emma » ndz 12 sie 2018, 13:53

Całkiem humorystyczny obrazek. Podoba mi się! :)


obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Awatar użytkownika
Alicja Minicka
Pisarz
Pisarz
Posty: 640
Rejestracja: sob 07 lip 2012, 09:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Faceci i koronki

Postautor: Alicja Minicka » ndz 12 sie 2018, 15:26

Postanowiłam przeczytać tylko kawałek. Wszystko pochłonęłam jednym tchem. Świetny tekst. :)



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1284
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Faceci i koronki

Postautor: Gorgiasz » ndz 12 sie 2018, 15:42

Bardzo przyjemne opowiadanie. Podobało się.

i zamknął oczy, jakby już czekał na śmierć. Po chwili otworzył jedno oko.

„oczy – oko”: powtórzenie. „oko” bym opuścił – nie jest potrzebne.

Ale to nie wszystko – razem z Natalią wprowadził się do nas Gutek, jej czarny jak smoła ogon.

Coś nie tak z tym zdaniem. Może „i jej czarny...”? Tylko że to miał być kumpel...

Co Serafina, odkąd pojawił się Gutek, skończył z wymądrzaniem.

Podejrzewam, że miało być „Co do Serafina...”.

Wniosek płynący z opka prosty, aczkolwiek pouczający: czasem warto posłuchać nawet szczura...



Awatar użytkownika
Juliahof
Debiutant
Debiutant
Posty: 391
Rejestracja: sob 13 sty 2018, 22:44
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Faceci i koronki

Postautor: Juliahof » ndz 12 sie 2018, 16:03

Piękna opowieść, jedna z najlepszych na Wery!
Pomysł, język, wykonanie - najwyższa półka :D



Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz domowy
Posty: 148
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Faceci i koronki

Postautor: Kadah » ndz 12 sie 2018, 16:43

Tak samo jak Alicja, miałam tylko zerknąć na zdanie-dwa, i sama nie wiem kiedy pochłonęłam wszystko. Uwielbiam historie o cwanych gadających zwierzakach :D


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy

Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Faceci i koronki

Postautor: Figiel » ndz 12 sie 2018, 22:07

Eldil,
no, ten niebieski dumbo taki jak Serafin, tylko trzeba łaty nałożyć. I nie należy dać się zwieść niewinnemu pyszczkowi, czysty pozór.
Cieszę się, że przypadło do gustu.

Navajero,
cieszę się Twoim rozbawieniem. Znaczy, udało się.

Czarna Emma,
miło mi, że się spodobało. Mam nadzieję, ze tekst umilił Ci niedzielne południe.

Alicja Minicka,
to ogromny komplement, gdy czytelnik mówi, że go wciągnęło. Dziękuję:)

Gorgiasz,
dziękuję za wskazanie błędów, pierwszy i trzeci oczywiste, zwyczajnie nie powinno ich być, ale czy mogę zapytać, co jest nie tak ze zdaniem:

Figiel pisze:Source of the post Ale to nie wszystko – razem z Natalią wprowadził się do nas Gutek, jej czarny jak smoła ogon.


Razem z Natalią wprowadził się Gutek, czarny jak smoła ogon Natalii. Do nas, czyli bohatera i Serafina.
Chociaż rzeczywiście może lepiej by brzmiało: "...razem z Natalią wprowadził się do nas jej szczur, czarny jak smoła Gutek."

Juliahof,
nie wiem co powiedzieć... Dziękuję.

Kadah,
też lubię takie historie, im cwańsze zwierzę, tym ciekawsza. Cieszę się, że zatrzymało przy tekście.

Jeszcze raz bardzo dziękuję wszystkim za komentarze.



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1284
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Faceci i koronki

Postautor: Gorgiasz » ndz 12 sie 2018, 22:17

Figiel pisze:Source of the post Chociaż rzeczywiście może lepiej by brzmiało: "...razem z Natalią wprowadził się do nas jej szczur, czarny jak smoła Gutek."

No właśnie, lepiej. Nie zrozumiałem tego zdania, chociaż jak wyjaśniłeś, to dotarło - ale jednak bym zmienił tak, jak proponujesz.



Awatar użytkownika
Iwoneczka
Szkolny pisarzyna
Posty: 45
Rejestracja: pt 15 cze 2018, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Szczecin
Płeć: Kobieta

Faceci i koronki

Postautor: Iwoneczka » ndz 12 sie 2018, 22:44

Na dobranoc przeczytałam i choć oczy kleją mi się ze zmęczenia i myślałam, że nie dam rady...to poszło szybko i jakże przyjemnie! Narracja bardzo płynnie poprowadzona, od razu powędrowałam do Serafinowego świata! Lekkie, przyjemne, dobrze napisane.
Pozdrawiam



Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz osiedlowy
Posty: 245
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Faceci i koronki

Postautor: MargotNoir » pn 13 sie 2018, 12:59

Bardzo przyjemny tekst. Szczura od razu się lubi, a mimo dodania mu zdolności mówienia szczur nie przestaje być zwierzęciem i nie nabywa ludzkich nawyków.

Dialogi są bardzo wiarygodne (poza faktem, że rozmówcą jest szczur). Można tylko zastanowić się nad kwestią, w której szczur wyjaśnia, czyn jest dumbo. Wypowiadajacy się wcześniej dość swobodnie i potocznie zwierzak w tym jednym momencie brzmi, jakby cytował Wikipedię. Poza tym super.



Awatar użytkownika
Figiel
Pisarz domowy
Posty: 164
Rejestracja: śr 14 sie 2013, 11:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Faceci i koronki

Postautor: Figiel » wt 14 sie 2018, 13:42

Iwoneczko, bardzo dziękuję.
Jeśli sen przegrywa z tekstem, to autor tylko mruczy z zadowolenia.

MargotNoir,
MargotNoir pisze:Source of the post Można tylko zastanowić się nad kwestią, w której szczur wyjaśnia, czyn jest dumbo. Wypowiadajacy się wcześniej dość swobodnie i potocznie zwierzak w tym jednym momencie brzmi, jakby cytował Wikipedię.

A bo to bardzo mądry szczurek, trudnych słów używa i - zauważ - ma niemałą tendencję do pouczania. Pozwólmy mu na encyklopedyczne popisy, tym bardziej, że jego rozmówca w kwestii kształtu szczurzych uszu nie szkolony.
Cieszę się podobaniem.



Awatar użytkownika
BonjurBuonegiorno
Zarodek pisarza
Posty: 22
Rejestracja: pt 10 sie 2018, 17:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Faceci i koronki

Postautor: BonjurBuonegiorno » wt 14 sie 2018, 17:07

Przygnębiająca opowieść o popadającym na osamotnienie schizofreniku, który dostaje halucynacji.
Mam schizofrenię paranoidalną F20 i rozmawiałem z Jezusem ponad pół roku temu.



Awatar użytkownika
Marzyciel
Pisarz domowy
Posty: 81
Rejestracja: wt 13 mar 2018, 21:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Faceci i koronki

Postautor: Marzyciel » wt 14 sie 2018, 19:02

Tekst lekki i przyjemny w odbiorze. Przyłączam się do głaskania (szczurka, rzecz jasna). :)


„Druga gwiazda na prawo, i prosto, aż do poranka". J.M. Barrie


Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości