tytuł: Kebeb barbarzyńca, fragment opowiadania, brak wulgaryzmów

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Gregory
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: wt 20 lis 2018, 20:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

tytuł: Kebeb barbarzyńca, fragment opowiadania, brak wulgaryzmów

Postautor: Gregory » wt 11 gru 2018, 14:45

Witam, przedstawiam państwu fragment opowiadania, które ostatnio piszę. Zdaję sobie sprawę z niskich umiejętności pisarskich. Nie wiem, czy dalej to pisać, czy porzucić projekt i dlatego zwracam się do Was o pomoc. Chciałbym się dowiedzieć co robię źle i nad czym muszę popracować. Napisałem je w innym stylu niż moje poprzednie opowiadanie "Płetwa delfina", które, nie ukrywam, myślę, że jest gorsze od tego, ale oczywiście osąd pozostaje wasz. Z góry dziękuję za odzew.


Kebeb był w jednej trzeciej drogi przez pustynię Gakum, kiedy zaskoczyła go burza piaskowa. Nie bał się jej, to nie była jego pierwsza. W przeszłości kiedy wędrował jeszcze z ojcem, nie raz chronili się przed burzą pod namiotem z koca i było im tam dobrze, podczas gdy na zewnątrz piętrzyła się chmura piasku. I kiedy raz czekali aż się skończy, ojciec powiedział mu, że taka chmura może mierzyć nawet sześć tysięcy stóp i pędzi tak szybko, że drobinki piasku obdzierają mięso do kości i mały Kebeb zląkł się wtedy, ponieważ tylko koc osłaniał ich przed zabójczym żywiołem. Teraz kiedy burza była już blisko, Kebeb musiał szybko przygotować obóz. Wydmy na tej pustyni osiągały ogromne rozmiary i mogły zapewniać dobrą osłonę przed wiatrem , więc poszukał takiej odwróconej przeciwnie do strony południowej, skąd nadciągała chmura i tam się zatrzymał. Do budowy namiotu użył drewnianej laski, wbił ją mocno w piasek i na niej rozłożył zawinięty prędzej w rulon czerwony materiał. Całość obłożył znalezionymi niedaleko kamieniami, by wiatr nie mógł zerwać konstrukcji. Gdy burza już prawie dosięgła obozu, Kebeb zdjął z wielbłąda, na którym podróżował ładunek i ukrył w środku oraz zmusił towarzysza, a zarazem środek transportu by zgiął kolana. Położył go bokiem na piasku i częściowo okrył materiałem. Sam też się schował i czekał.
Chmura piasku pojawiła się nad namiotem. Kebeb był spokojny, ponieważ wiedział, że nic mu tu nie grozi. Wielbłąd jednak nie podzielał opanowania właściciela, cały się trząsł i oddychał nierówno. Kebeb głaskał go po szyi, ale to nic nie dało. Pomyślał, że zagra na flecie i w ten sposób uspokoi zwierze. Zaczął Dąć w instrument i wydawać melodyjne dźwięki, takie, które były kojące dla zwierząt. Nauczył się ich pasąc owce, gdy jeszcze jako chłopiec pomagał rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa. Ojciec często wybierał się do sąsiedniego miasta sprzedać skórę i wełnę, więc mały Kebeb musiał przejmować część jego obowiązków. I by zaganiać owce używał fletu, na dźwięk którego, ożywiały się i szły w stronę, w którą chciał. Wkrótce nauczył się, że pewne dźwięki działają kojąco na zwierzęta, a inne nie i zaczął to wykorzystywać w codziennej pracy czyniąc ją sobie lżejszą. Wiatr uderzał o namiot wydając odgłosy przypominające błyskawicę (a może ty były błyskawice?), które zagłuszały flet Kebeba. Wielbłąd wydawał się mimo tego uspokojony, a na pewno bardziej spokojny niż wcześniej. Siedzieli tam jeszcze może z pół godziny aż wiatr przestał uderzać o namiot, a promienie słoneczne zaczęły przebijać się przez czerwone włókna materiału i Kebeb uznał, że już po wszystkim i można ruszać w dalszą drogę. Wyszedł na zewnątrz i zauważył że cały tułów zwierzęcia zniknął pod piaskiem. Szybko zaczął go odkopywać, po czy wielbłąd wstał i otrzepał się z resztek. Kebeb zwinął obóz i wszystko zapakował na jego garb i sam nań wskoczył. Miasto znajdowało się piętnaście kilometrów na wschód stąd. Po drodze, tylko trochę bardziej na północ, znajdowała się jeszcze stara studnia, źródło w masywie skalnym, do której właśnie miał zamiar iść, ponieważ kończyła mu się woda w bukłaku, a było zbyt gorąco by iść na sucho i łatwo można było się odwodnić. Ruszył więc w tym kierunku.
Na pustyni Gakum w samo południe słońce praży jak żarówka w elektrycznym piekarniku, których wtedy jeszcze nie wynaleziono, a Kebeb ubrał gruby czarny materiał, który skutecznie chronił jego ciało przed promieniami słonecznymi, ale w którym pocił się niemiłosiernie. Wiedział jednak, że bez tego pustynia zabiła by go w godzinę. Po dwudziestu minutach zauważył, że jest już blisko celu. Była to duża studnia, a w zasadzie to nie studnia, tylko źródło wody ukryte we wnęce skalnej. Nie każdy wiedział o jej istnieniu. Kiedyś, gdy Kebeb był już na tyle duży, by móc chodzić z ojcem do miasta pomagać sprzedawać skóry, ojciec pokazał mu ją i zabronił o niej mówić. Mówił, że jest zbyt cenna i gdyby każdy o niej wiedział, szybko by wyschła. Kebeb posłuchał i nikomu nie powiedział i kiedyś, kiedy spłodzi syna, też pokaże mu starą studnię, ukrytą między skałami, godzinę drogi od Khashab Alsanawbar. Do źródła prowadził wąski i ciemny korytarz, którego kamienne podłoże było śliskie i jeśli nie uważałeś, łatwo mogłeś się poślizgnąć, tak więc trzeba było uważnie stawiać kroki. Po krótkiej chwili oczom Kebeba ukazało się przepiękne oczko wodne. Ukazało się, ponieważ nie było ciemno. Z góry poprzez wąską szczelinę przebijały się promienie słońca, które rozwidniały jaskinię i nadawały wodzie zielony odcień, a sklepienie pokrywały refleksy świetlne.

cdn (?)



Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz domowy
Posty: 160
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

tytuł: Kebeb barbarzyńca, fragment opowiadania, brak wulgaryzmów

Postautor: Kadah » wt 11 gru 2018, 21:50

Nie przyczepię się do opisu, choć budowa zdań mnie razi. Masz takie kwiatki
Po krótkiej chwili oczom Kebeba ukazało się przepiękne oczko wodne. Ukazało się, ponieważ nie było ciemno.
- to chyba podstawy fizyki? Fakt, że światło umożliwia nam widzenie?
Potem jestcoś, co po lekkiej korekcie mogło by zabrzmieć niemal poetycko
Z góry poprzez wąską szczelinę przebijały się promienie słońca, które rozwidniały jaskinię i nadawały wodzie zielony odcień, a sklepienie pokrywały refleksy świetlne.
- Promienie słoneczne docierały z góry, rozświetlając jaskinię, nadając wodzie zielony odcień (a to nie np. glony?), zdobiąc skalne ściany tysiącami rozbłysków.
Ale nie chcę się czepiać języka. Mówisz, że masz fragment opowiadania. Ja tego nie widzę. To tylko opis. Nie ma tu ani cienia akcji, nawet ta burza piaskowa jakaś letnia. O czym ma być ta historia?


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy

Awatar użytkownika
Gregory
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: wt 20 lis 2018, 20:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

tytuł: Kebeb barbarzyńca, fragment opowiadania, brak wulgaryzmów

Postautor: Gregory » wt 11 gru 2018, 23:50

Z fizyki byłem słaby- tylko tyle mam ma swoją obronę, ale wydaje mi się, że zielony kolor wody to niekoniecznie glony, chodziło coś tam o coś, ale chyba się nie znam. Mniejsza o to, jakaś akcja to tam była, może nie za dużo, ale do studni dotarł, tak? ;) taki żarcik. No i jeszcze ta budowa zdań... Miało być coś na podobieństwo Ernesta Hemingway'a, ale coś nie wyszło.



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1189
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

tytuł: Kebeb barbarzyńca, fragment opowiadania, brak wulgaryzmów

Postautor: Misieq79 » śr 12 gru 2018, 11:35

Na początek: barbarzyńca. Dla kogo? Sam o sobie raczej tak nie powie.

Gregory pisze:Source of the post I kiedy raz czekali aż się skończy, ojciec powiedział mu, że taka chmura może mierzyć nawet sześć tysięcy stóp

Mierzył z samolotu czy przez teodolit? Zresztą wuj Sziszkebeb twierdził, że może sięgać nawet górnych warstw troposfery.
A na poważnie, ludy koczownicze raczej będą w plecy z miarami i wagami. I nie wiem jaki to świat, ale piętnaście kilometrów też mi tu nie pasuje.

Gregory pisze:Source of the post Do budowy namiotu użył drewnianej laski, wbił ją mocno w piasek

Autorze spróbuj kiedyś wbić kij w piasek. Tak, żeby utrzymał w porywistym wietrze koc pod którym zmieści się wielbłąd.

Gregory pisze:Source of the post Całość obłożył znalezionymi niedaleko kamieniami, by wiatr nie mógł zerwać konstrukcji.

1) na piaszczystej pustyni. 2) drugie pół zdania to łopatologia.

Gregory pisze:Source of the post i na niej rozłożył zawinięty prędzej w rulon czerwony materiał.

O co Ci chodzi z tym prędzejem?

Gregory pisze:Source of the post Gdy burza już prawie dosięgła obozu, Kebeb zdjął z wielbłąda, na którym podróżował ładunek i ukrył w środku oraz zmusił towarzysza, a zarazem środek transportu by zgiął kolana.

To zdanie to potworek.

Gregory pisze:Source of the post Na pustyni Gakum w samo południe słońce praży jak żarówka w elektrycznym piekarniku

Żarówka w elektrycznym piekarniku ma cirka 20 wat. Chyba ze miałeś na myśli grzałkę. Ale i tak to porównanie, pardą, ssie.

Gregory pisze:Source of the post Po dwudziestu minutach zauważył, że jest już blisko celu.

Aha, znaczit zegarek miał?

Gregory pisze:Source of the post Do źródła prowadził wąski i ciemny korytarz, którego kamienne podłoże było śliskie i jeśli nie uważałeś, łatwo mogłeś się poślizgnąć, tak więc trzeba było uważnie stawiać kroki.

Wodolejołopatologia. "Do źródła prowadził wąski i ciemny korytarz o śliskim podłożu". Np.

Gregory pisze:Source of the post ojciec pokazał mu ją i zabronił o niej mówić. Mówił, że jest zbyt cenna i gdyby każdy o niej wiedział, szybko by wyschła. Kebeb posłuchał i nikomu nie powiedział i kiedyś, kiedy spłodzi syna, też pokaże mu starą studnię, ukrytą między skałami, godzinę drogi od Khashab Alsanawbar.

Nadmiar "i" przywodzi na myśl opowiadanie bajki przez sześciolatka.

Gregory pisze:Source of the post Ukazało się, ponieważ nie było ciemno

Ech, to zdanie przywiodło wspomnienia. Konkretnie, "Złotowłosej". Niestety to nie komplement.

OK, to nie fragment, to bardziej scenka. Są kiksy w budowie zdań, w interpunkcji, wodolejstwo. Ale ciekawe, bo mimo negatywnej oceny mam wrażenie że coś tam jest pod spodem, warte popracowania nad.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.

Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz domowy
Posty: 160
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

tytuł: Kebeb barbarzyńca, fragment opowiadania, brak wulgaryzmów

Postautor: Kadah » śr 12 gru 2018, 17:15

Gregory pisze:Source of the post Miało być coś na podobieństwo Ernesta Hemingway'a, ale coś nie wyszło.

Hemingwaya? Z jego minimalistycznym stylem? Serio?


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy

Awatar użytkownika
Gregory
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: wt 20 lis 2018, 20:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

tytuł: Kebeb barbarzyńca, fragment opowiadania, brak wulgaryzmów

Postautor: Gregory » śr 12 gru 2018, 17:52

Do Kadah
Jak już wcześniej pisałem, miało być, ale nie wyszło.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz osiedlowy
Posty: 274
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

tytuł: Kebeb barbarzyńca, fragment opowiadania, brak wulgaryzmów

Postautor: MargotNoir » pn 14 sty 2019, 09:50

Gregory, nie wiem, czy tu jeszcze zaglądasz, ale mam nadzieję, że komentarz jakoś do Ciebie dotrze, bo mam podobne wrażenia jak Misieq79: że mimo mnóstwa błędów i niezgrabności stylistycznych coś w tym tekście jest. Istnieje mnóstwo opowiadań i fragmentów napisanych sprawnie, ale takich, które w żaden sposób nie zostają w głowie. Ta Twoja pustynia gdzieś tam za mną chodziła.

Zanim jednak przejdę do clue, chciałabym trochę polać wody ze swojej strony. Zacznijmy od tych sześciu tysięcy stóp, bo to dzięki nim wpadłam na to, na co w Twoim tekście moim zdaniem warto zwrócić uwagę.

Być może kojarzysz słynny Kessel Run pokonywany rzekomo w 12 parseków, co jest oczywistą bzdurą. Fani przez lata nie mogli wybaczyć Lucasowi takiego kiksu, niektórzy doszukiwali się powiązania z teorią womholi, aż okazało się, że scena jest dobrze napisana, tylko źle zagrana. W scenariuszu znajduje się informacja, że Obi Wan spojrzał z politowaniem na Hana Solo wiedząc, że ten bredzi, by popisać się przed wioskowym prostaczkiem. Po prostu sir Alec Guness nie potrafił tego zagrać.

Tak samo jest z Twoimi sześcioma tysiącami stóp. Zdanie samo w sobie nic nie znaczy, bo nawet nie wiadomo, który wymiar ojciec miał na myśli, a poza tym faktycznie to gruba przesada. Takie zdanie mogłoby paść z ust wujka, który lubi się popisywać taaaką rybą i być potem powtarzane przez naiwne, zafascynowane nim dzieci i jeśli tak jest, to jest świetny zabieg, by pokazać psychikę postaci, tylko, że...

Po pierwsze, czytelnik musi wiedzieć, czy to postać gada bzdury, czy Ty jako autor gadasz bzdury. Nie bądź sir Guinessem. Pokaż, że wiesz, a tylko postać nie wie.

Po drugie, taki zabieg świetnie pokazuje psychikę postaci, ale nie tej. I tutaj właśnie jest najważniejszy problem. Dużo powiedziałeś o świecie, ale umyka Ci chyba, jaki stosunek do tego świata ma Twoja postać. Kebeb (swoją drogą mimo prób nie mogę przestać tego czytać jako Kebab) nie jest prepersem ani znerdziałym fanem survivalu, który naczytał się książek, ma głowę pełną danych, umie wymienić wszystkie modele multitooli i typy budowy lepianki, a w starciu ze szczypawką w śpiworze staje się bezradny i najpierw googla, co to jest. Nie wystarczy przekonwertować jednostki układu SI na jakieś dawne miary, by dostać sposób myślenia Kebeba i tego, w jaki sposób on widzi świat.

On się tam wychował. Nie będzie myślał "Taka chmura ma 6000 stóp, wiatr osiąga 200 stajań na zdrowaśkę, a żwir kwarcowy daje plus siedemset do destrukcji". Kebeb łaził po tej pustyni z ojcem od szczeniaka. Wspomniałeś, że piekarników elektrycznych jeszcze nie wynaleziono, a zatem Kebeb to przedstawiciel pierwotnego, być może koczowniczego ludu o bardzo naturalnym trybie życia.
On wie, czuje. Informacji o pogodzie nie bierze z meteo pl, on - jak każde nie-miastowe dziecko do niedawna - spędza całe życie zatopiony w przyrodę, żyje w niej, nawet kiedy śpi w lepiance to i tak nie ma klimatyzowanej sypialni i podwójnych szyb w eurooknie. Ściana i dach, które chronią go przed wiatrem czy słońcem nie oddzielają go od przyrody tak, jak współczesne budynki izolują nas.
Kebeb nie myśli o liczbach. Spojrzy na chmurę i wie, czy to taka, na którą wystarczy koc na patyku, czy taka, która zdziera mięso i jedynym sensownym rozwiązaniem jest szybko się zabić.

Może spróbuj pomyśleć o tym tekście i o swoim bohaterze w ten sposób. Zastanów się, czym się różni od Ciebie. Szczerze mówiąc chciałabym się dowiedzieć, co się z nim dalej będzie działo.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości