[P]Linarel - rozdział 1

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
TobStaPioBor
Kmiotek
Posty: 7
Rejestracja: pn 10 lip 2017, 19:04
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[P]Linarel - rozdział 1

Postautor: TobStaPioBor » sob 29 gru 2018, 17:25

Rozdział 1
Karczma była tłocznym miejscem, gdzie w powietrzu unosiły się zapachy z kuchni, a wino i piwo płynęły strumieniami. W końcu było co świętować. Smok został zabity. Ostatni ze swojego rodzaju musiał być już bardzo stary, gdyż nawet najmniejszy ruch sprawiał mu ból. Jego imię było tak długie, że nikt nie zadał sobie tyle trudu, by je zapamiętać, ale wszyscy zapamiętali niezwykły intelekt stworzenia. Smok wodził łowców za nos przez dobry miesiąc. Podczas jednej z zasadzek urządzonych w dolinie Gilgrany zamienił pole krzaków, które służyło łowcom za kryjówkę w pole zgliszczy i popiołu. Linarel dobrze pamiętał, że jedyne co wtedy uratowało mu życie to to, że wskoczył na czas do rzeki. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Na wyprawę wyruszyło wielu, wrócili nieliczni. Linarel nadal nie mógł uwierzyć, że zdołał przeżyć, a także w znalezienie czegoś co odmieni jego los. Był synem handlarza ryb w porcie w stolicy Eberiss . Jego matka służyła w domu jakiegoś tłustego i przesadnie bogatego lorda, który traktował ją jak niewolnicę. Teraz ich los się odmieni, pomyślał Linarel. Chłopak nienawidził biedy. Ojciec chciał, aby przejął kiedyś po nim stragan, lecz młodzieniec miał inne plany, ponieważ zamierzał zbić fortunę i zemścić się na wszystkich, którzy kiedykolwiek mu czymś zawinili. W końcu nadeszła ta chwila.
Usłyszał podchmielony głos wielkiego bohatera, którego teraz można nazwać smokobójcą.
- Zmęczyłem go i zmusiłem do wlecenia w przełęcz – niespodziewanie dała o sobie znać pijacka czkawka – i tak go załatwiłem. Te ręce dokonały tego czego nie zdołały tabuny ludzi.
Linarel do tej pory miał problem ze zrozumieniem, jak ktoś taki jak Olemen zdołał zabić smoka. Chłopak znał starego pijaka od wielu lat. Olemen prowadził stragan z małżami i ślimakami obok jego ojca. Niestety mężczyzna nie był zbyt dobrym rybakiem i to było jedyne, co udawało mu się zdobyć. Miał żonę i ośmioro dzieci, a każde z jego potomstwa miało tak samo sępi nos jak ojciec. Widać Olemenowi również dopisało szczęście.
Linarel sięgnął po dzban piwa, napił się i odezwał do swojego towarzysza podróży.
– Worenusie, czy udało ci się zasięgnąć języka w mieście?
- Olemen został ogłoszony bohaterem ludu. Niektórzy mówią, że w Alei Królów stanie jego pomnik...
- Bzdury – przerwał Worenusowi niespodziewanie Linarel – w Alei Królów pomniki dostają jedynie członkowie rodziny królewskiej. Te plotki roznosi pewnie żona naszego smokobójcy – ostatni wyraz młodzieniec powiedział bardzo sarkastycznym tonem.
Worenus rozejrzał się po sali, żeby sprawdzić czy aby na pewno bohater nie usłyszał plugawych słów jego przyjaciela. Po czym zaczął:
– Od tego smoka przecież zależy dalszy los naszego państwa. Król i królowa zamierzają użyć czegoś ze smoka co wróci płodność królowej Adelthcie.
Królem Eberiss był Vertiwemer Qryk, a jego żoną Adeltha. Jedyne czego brakowało królewskiej parze to potomek. Z tego co mówiły plotki wynika, że imali się wszystkich sposobów, lecz bezskutecznie. Ostatnia nadzieja jaka im została to martwy smok. Linarela zaciekawiło, w jaki sposób można użyć smoka do naprawienia ciała.
- Jak chcą to zrobić i kto im podsunął tak szalony pomysł?
- Dobrze wiesz kto – Worenus obniżył głos do granic możliwości. – To pomysł tej wiedźmy, Oriane.
Oriane, pomyślał Linarel. Nigdy jej nie spotkał, a słyszał o niej wiele. Eberiss jest jednym z niewielu królestw, w których magia i jej przedstawiciele nie są tępieni. Przez wielu monarchów magia jako coś, czego źródła nie można dotknąć, zbadać, przejąć jest poważnym zagrożeniem, które należy zniszczyć. Wielu ponoć magów w dawnych czasach pociągało za sznurki i rządziło królestwami zza pleców wielkich panów. Król Eberiss Vertiwemer często wygłaszał płomienne przemowy, w trakcie których deklarował tolerancję dla magów, równość wobec jednostek niemagicznych i azyl dla uciekinierów z innych państw. To ostatnie przysparzało mu bardzo wiele kłopotów, ponieważ tyrani, którym magiczni podpadli, byli wściekli na króla Vertiwemera za schronienie dla ich wrogów. Złośliwcy mówią, że król i jego demoniczna żona są tak otwarci, ponieważ liczą na to, że czarodzieje pomogą im w uzyskaniu potomka. Wielu czarodziejów przewinęło się przez dwór, lecz żadnemu nie udało się sprawić, aby królowa wydała na świat dziedzica Eberiss.
Oriane przebywa na dworze królewskim najdłużej. Również skorzystała z prawa azylu, lecz odkąd zasiadła w radzie królewskiej i stała się ulubienicą władz, lud ją znienawidził. Dzięki magii wykrywała większość spisków lub większych oszustw w mieście. Umieściła pręgierze i szafoty na co drugiej ulicy, aby przykładnie karać przestępców. Kara śmierci obowiązywała za najmniejsze przewinienia...
Nagle całym budynkiem zatrzęsło, a pomieszczenie rozbłysło oślepiającym blaskiem. Po chwili Linarel ją ujrzał. Była piękna, złowroga, mroczna i... piękna. Jej kruczoczarne włosy opadały na ramiona. Twarz miała idealną. Cała jej sylwetka wydawała się być symetryczna: wielkie, niebieskie oczy, zgrabny nosek i pełne usta. Miała na sobie czarną suknie sięgającą aż do podłogi, która podkreślała jej nienaganną figurę.
- Który z was to zabójca smoka, Olemen z Eberiss? - jej głos był pozbawiony ciepła i przenikliwy.
- Ja, moja pani – Olmen wstał i podniósł dumnie głowę, oczekiwał zapewne pochwały i nagrody.
- Gdzie je masz? - jej głos stawał się coraz bardziej donośny.
Olemen spojrzał na nią zdziwiony.
– Ale co, moja pani?
Oczy Oriane rozszerzyły się gwałtownie.
– Jajo, smocze jajo, zabójco.
- Zabiłem smoka, co mnie obchodzi jakieś jajo! Chcę aby król sam mi podziękował i dał nagrodę za mój czyn godny pieśni.
- Ty durny głupcze, to o jajo mi chodziło – jej oczy zapłonęły żywym ogniem, a głos było zapewne słychać dwie ulice dalej. – Ja przemawiam w imieniu króla! Pytam się jeszcze raz, gdzie jest smocze jajo? Smok miał je w gnieździe, ponoć je przeszukaliście. Więc gdzie jest jajo, ty durniu?
- Żadnego jaja tam nie było, a ty nie będziesz tak do mnie przemawiać przybłędo. Król Vertiwemer i królowa Adeltha są za dobrzy dla takich jak ty. Jedyne na co zasługujesz to stos i płomienie! – głos Olemena brzmiał bardzo pewnie, lecz podczas ostatniego słowa zaczął się łamać. Zabójca ostatniego smoka złapał się za szyję i zaczął ją przeraźliwie drapać. Dusił się, zrozumiał nagle Linarel. Chwilę później Olemen zaczął pluć krwią i osunął się na kolana. Patrzył przestraszonym wzrokiem na Oriane, której wyciągnięta w jego stronę ręka zaciskała się coraz bardziej.
- Oto twoja nagroda zabójco – Oriane rozluźniła rękę.
Olemen padł twarzą w kałużę krwi, po czym wyzionął ducha. W karczmie zapadła przeraźliwa cisza. Oriane przemówiła.
– Każdy, kto znajdzie smocze jajo, zostanie lordem. Każdy, kto przyczyni się w ten sposób do królewskiej sprawy, zostanie nagrodzony. Czekam wraz z królem w cytadeli na smocze jajo. - Oriane patrzyła po twarzach zgromadzonych w karczmie ludzi, przez chwilę jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Linarela. Otworzyła portal i znikła.
Cisza panowała w karczmie jeszcze przez kilka sekund, po czym tabun ludzi wstał z miejsca i zaczął się przepychać ku wyjściu. Głupcy, idą na bezcelową wyprawę, pomyślał chłopak. Pożegnał się z Worenusem i wyszedł na ulicę. Poszedł do swojego domu. Matka wyściskała go, a ojciec poklepał po ramieniu. Szybko pobiegł do swojego pokoju i wyjął torbę.
Pomacał, czy zawartość nadal tam jest i poczuł ją, a następnie wyjął z torby. To co miało odmienić jego los … smocze jajo!



Online
Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1058
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Linarel - rozdział 1

Postautor: szopen » sob 29 gru 2018, 17:50

Nie jest dobrze. Interpunkcja - do korekty (przed "co", "który", "aby" itd przecinki!). Czeka Ciebie niestety sporo pracy nad warsztatem, bo to, co jest teraz, niestety jest bardzo dalekie od magicznego "poziomu druku".

TobStaPioBor pisze:Source of the post Smok został zabity. Ostatni ze swojego rodzaju musiał być już bardzo stary, gdyż nawet najmniejszy ruch sprawiał mu ból.


Został zabity i najmniejszy ruch temu zabitemu smokowi sprawiał ból?

TobStaPioBor pisze:Source of the post Jego imię było tak długie, że nikt nie zadał sobie tyle trudu, by je zapamiętać, ale wszyscy zapamiętali niezwykły intelekt stworzenia.

Nikt nawet nie próbował go zapamiętać MBSZ byłoby lepiej.

TobStaPioBor pisze:Source of the post Linarel nadal nie mógł uwierzyć, że zdołał przeżyć, a także w znalezienie czegoś co odmieni jego los.

Uno: nie zamierzony rym (uwierzyć/przeżyć), due: zdanie jest poplątane i wyraża dwie oderwane od siebie myśli, jedna tyczące się przyszłości, a druga? Nadal nie mógł uwierzyć, że przeżył (czyli nie może wyjść z zadziweinia, że żyje) i nadal nie mógł uwierzyć w znalezienie czegoś, co odmieni mu życie (czyli nie może uwierzyć w to, że w przyszłości coś znajdzie).

TobStaPioBor pisze:Source of the post Olemen prowadził stragan z małżami i ślimakami obok jego ojca. Niestety mężczyzna nie był zbyt dobrym rybakiem i to było jedyne, co udawało mu się zdobyć.

To w ogóle nie był rybakiem.

TobStaPioBor pisze:Source of the post Miał żonę i ośmioro dzieci, a każde z jego potomstwa miało tak samo sępi nos jak ojciec. Widać Olemenowi również dopisało szczęście.


Coooo? Szczęście w czym? Komu oprócz Olemenowi dopisało szczęście, że piszesz, że jemu również dopisało szczęście?

TobStaPioBor pisze:Source of the post - Bzdury – przerwał Worenusowi niespodziewanie Linarel

Po co to "niespodziewanie"?

TobStaPioBor pisze:Source of the post Przez wielu monarchów magia jako coś, czego źródła nie można dotknąć, zbadać, przejąć jest poważnym zagrożeniem, które należy zniszczyć.

Przez wielu monarchów CO? Tam w tym zdani czegoś brakuje.

TobStaPioBor pisze:Source of the post byli wściekli na króla Vertiwemera za schronienie dla ich wrogów.

za udzielenie schronienia jak już.

TobStaPioBor pisze:Source of the post Wielu czarodziejów przewinęło się przez dwór, lecz żadnemu nie udało się sprawić, aby królowa wydała na świat dziedzica Eberiss.

Żaden nie wpadł na to, by poradzić królowi, by tą sprawą zajął się osobiście, zamiast fatygować starych dziadów z brodami.\

TobStaPioBor pisze:Source of the post Żadnego jaja tam nie było, a ty nie będziesz tak do mnie przemawiać przybłędo

Kretyn. No kretyn.

TobStaPioBor pisze:Source of the post Pomacał, czy zawartość nadal tam jest i poczuł ją, a następnie wyjął z torby.

Bardzo niezręczne sformułowanie z tym poczuciem zawartości.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz osiedlowy
Posty: 369
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

[P]Linarel - rozdział 1

Postautor: MargotNoir » ndz 13 sty 2019, 13:09

Karczma była tłocznym miejscem, gdzie w powietrzu unosiły się zapachy z kuchni, a wino i piwo płynęły strumieniami. W końcu było co świętować. Smok został zabity.

Wstęp sugeruje, że mówisz o ogólnych cechach karczmy, że zazwyczaj było tam tłoczno (jak to w karczmie).
Potem świętują zabicie smoka.
Ergo - codzienie ktoś zabija smoka i oblewa to w karczmie.

Smok wodził łowców za nos przez dobry miesiąc. Podczas jednej z zasadzek urządzonych w dolinie Gilgrany zamienił pole krzaków, które służyło łowcom za kryjówkę w pole zgliszczy i popiołu.

Wodzić za nos = stosować sprytną taktykę, fortele, uniki.
Ognista rozpier*cha to nie jest taktyka. To znaczy może i jest, ale na pewno nie pochwaliłby jej Sun Tzu, piewca wodzenia za nos.


Linarel dobrze pamiętał, że jedyne co wtedy uratowało mu życie to to, że wskoczył na czas do rzeki. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Na wyprawę wyruszyło wielu, wrócili nieliczni. Linarel nadal nie mógł uwierzyć, że zdołał przeżyć, a także w znalezienie czegoś co odmieni jego los. Był synem handlarza ryb w porcie w stolicy Eberiss .

Strasznie dużo informacji na raz. Wypadałoby podzielić ten tekst na jakieś bloki, chociażby graficznie, a najlepiej jakimś fragmentem, który dałby czytelnikowi odetchnąć między zdawkowym opisem epickiej wiktorii smoka a życiorysem Linarela.

Jego matka służyła w domu jakiegoś tłustego i przesadnie bogatego lorda, który traktował ją jak niewolnicę.

Twój tekst, Twoje realia, ale jeśli celujesz w szeroko rozumiane “dawne czasy” to warto się odwołać do modelu rodziny, który panował przez wieki w większości kultur. Zamężna kobieta służy we własnym domu, nie najmuje się jako sprzątaczka i kucharka u kogoś innego, żeby zarobić pieniądze, za które jej własny mąż musiałby z kolei zatrudnić sprzątaczkę i kucharkę dla własnej rodziny. Tak jest najprościej.



Usłyszał podchmielony głos wielkiego bohatera, którego teraz można nazwać smokobójcą.

Głos podchmielonego. Głos podchmielony być nie może.


- Zmęczyłem go i zmusiłem do wlecenia w przełęcz – niespodziewanie dała o sobie znać pijacka czkawka – i tak go załatwiłem. Te ręce dokonały tego czego nie zdołały tabuny ludzi.


Słowo “wlecenie” niby istnieje, ale jakoś mnie ta cała konstrukcja razi. Trochę, jak “szanownych państwa proszę o usiąście”.
Tabuny ludzi?


Linarel do tej pory miał problem ze zrozumieniem, jak ktoś taki jak Olemen zdołał zabić smoka. Chłopak znał starego pijaka od wielu lat. Olemen prowadził stragan z małżami i ślimakami obok jego ojca. Niestety mężczyzna nie był zbyt dobrym rybakiem i to było jedyne, co udawało mu się zdobyć.

Może się nie znam, ale nie wyobrażam sobie, jak można zdobyć małże, usiłując łowić ryby.

Miał żonę i ośmioro dzieci, a każde z jego potomstwa miało tak samo sępi nos jak ojciec. Widać Olemenowi również dopisało szczęście.

Nie rozumiem żartu.
Jeśli chodzi o zdradę, to szczęście dopisało chyba Olemenowej, że wygląd dzieci nie wywoływał podejrzeń / kochankowie okazali się bezpłodni, a dzieci naprawdę były Olemena.
Jeśli o brak zdrady, to pragnę zauważyć, że ludzie zazwyczaj zawdzięczają szczęśliwe pożycie czemuś innemu, niż ślepy traf.

- Bzdury – przerwał Worenusowi niespodziewanie Linarel – w Alei Królów pomniki dostają jedynie członkowie rodziny królewskiej. Te plotki roznosi pewnie żona naszego smokobójcy – ostatni wyraz młodzieniec powiedział bardzo sarkastycznym tonem.
Worenus rozejrzał się po sali, żeby sprawdzić czy aby na pewno bohater nie usłyszał plugawych słów jego przyjaciela. Po czym zaczął:


Co w tych słowach było plugawego?
Nie zaczynamy zdania od “po czym”.
– Od tego smoka przecież zależy dalszy los naszego państwa.

Już nie, bo smok nie żyje, ergo go nie ma. Od części ciała smoka może i coś jeszcze zależeć.



Królem Eberiss był Vertiwemer Qryk, a jego żoną Adeltha. Jedyne czego brakowało królewskiej parze to potomek. Z tego co mówiły plotki wynika

Wynikało.
Poza tym, to już kolejny wrzucony znienacka w tekst fragment, w który wtłaczasz ogromną ilość informacji po to, by na bieżąco wyjaśniać znaczenie opisywanych wydarzeń. Po prostu przetykasz scenę streszczonym opisem świata przedstawionego. Niedobrze.
Oriane, pomyślał Linarel. Nigdy jej nie spotkał, a słyszał o niej wiele. Eberiss jest jednym z niewielu królestw, w których magia i jej przedstawiciele nie są tępieni.

Mieszasz czasy.
I kolejne streszczenie.
Umieściła pręgierze i szafoty na co drugiej ulicy, aby przykładnie karać przestępców. Kara śmierci obowiązywała za najmniejsze przewinienia...

Nie przesadzaj. Takie złe postaci, bez powodu złe złem najźlejszym nie są interesujące.

Cała jej sylwetka wydawała się być symetryczna: wielkie, niebieskie oczy, zgrabny nosek i pełne usta.

Po pierwsze, oczy, nosek i usta to części twarzy, nie sylwetki.
Po drugie, symetria w cechach zewnętrznych to coś, co można bezpośrednio zaobserwować i stwierdzić z całą pewnością. “Wydaje się” mówimy wtedy, gdy wnioskujemy coś pośrednio i nie mamy pewności.


Miała na sobie czarną suknie sięgającą aż do podłogi, która podkreślała jej nienaganną figurę.


Ogólnie cały opis jest mało informatywny. Nadal nie za wiele wiadomo o wyglądzie postaci.

- Ty durny głupcze, to o jajo mi chodziło – jej oczy zapłonęły żywym ogniem, a głos było zapewne słychać dwie ulice dalej. – Ja przemawiam w imieniu króla! Pytam się jeszcze raz, gdzie jest smocze jajo? Smok miał je w gnieździe, ponoć je przeszukaliście. Więc gdzie jest jajo, ty durniu? 


Nie za mądrze to ze strony króla, że zlecił zabójstwo smoka, a zapomniał wspomnieć o ultra ważnym szczególe, czyli o tym, na czym tak naprawdę polegało całe zadanie.

- Panie pułkowniku, meldujemy wykonanie zadania, roznieśliśmy siedzibę terrorystów w pył!
- No fajnie, a gdzie córka senatora, którą mieliście z ich rąk uwolnić?
- Eeee... jaka córka? Nikt nam nic nie mówił o żadnej córce.

I czy na pewno szara eminencja, prawa ręka króla, faktyczna prawodawczyni i druga najważniejsza osoba w królestwie szlajałaby się po knajpach w imieniu króla?


- Żadnego jaja tam nie było, a ty nie będziesz tak do mnie przemawiać przybłędo. Król Vertiwemer i królowa Adeltha są za dobrzy dla takich jak ty. Jedyne na co zasługujesz to stos i płomienie!


Nawet człowiek napruty po pachy i z demencją nie odezwałby się tak do kobiety, która słynie ze skazywania na śmierć za byle co.

głos Olemena brzmiał bardzo pewnie, lecz podczas ostatniego słowa zaczął się łamać. Zabójca ostatniego smoka złapał się za szyję i zaczął ją przeraźliwie drapać. Dusił się, zrozumiał nagle Linarel. Chwilę później Olemen zaczął pluć krwią i osunął się na kolana. Patrzył przestraszonym wzrokiem na Oriane, której wyciągnięta w jego stronę ręka zaciskała się coraz bardziej.


Darth Vader. Warto wymyślić coś własnego.

- Oto twoja nagroda zabójco – Oriane rozluźniła rękę.


Nie sądzę, że najważniejsza osoba w królestwie ma potrzebę wdawania się w szczeniackie pyskówki z nieżyjącymi menelami.
Pomacał, czy zawartość nadal tam jest i poczuł ją, a następnie wyjął z torby. To co miało odmienić jego los … smocze jajo!


Przeformułowałabym to nieco. W obecnej formie zakończenie wskazuje, że miało być jakimś zaskoczeniem, a przecież to, że główny bohater ma jajo było oczywiste.


Ogólne wrażenia:

Mamy klasyczne otwarcie historii fantasy: dobro, zło, uśmiech losu, który rzuca młodego, niewiele znaczącego bohatera na drogę, na którą nie jest przygotowany i która go odmieni. Tak się zaczynają praktycznie wszystkie najbardziej epickie i zapadające w pamięć historie.

Bardzo możliwe, że Twoja historia też ma taki potencjał. Nie warto z niej rezygnować, ale zanim będziesz gotów, żeby ją opisać, czeka Cię naprawdę długa droga.

Popracuj przede wszystkim nad dwiema rzeczami.

Opisy. Można robić to małymi kroczkami, opisywać przyrodę, wnętrza, ludzi, stroje, zapachy, pogodę. Nie ma bata, jeśli chcesz tworzyć literaturę, to nie możesz poprzestać na suchym przekazywaniu informacji i nic nieznaczących określeń w stylu “miała czarne włosy, czarną sukienkę i była piękna”.

Popatrz chociażby na zamieszczane tutaj miniatury, bo bardzo często chodzi w nich właśnie o to. Znajdziesz sporo opcji, od barokowych, przekombinowanych konstrukcji po opisy bardzo proste i ubogie, ale skonstruowane tak, że mają indywidualny rys i skutecznie wciągają czytelnika w klimat sceny.

Konstrukcja. Tego już się nie da ćwiczyć na małej formie, ale można przemyśleć. Nie możesz zaczynać pisać sceny, a potem na chybcika doklejać do niej skrótowych wyjaśnień na zasadzie “E, czytelniku, w sumie to teraz sobie przypomniałem, że nie zrozumiesz tej sceny nie wiedząc, że...”

Nie mówię, że nie można przeplatać dialogu fragmentami nakreślającymi sytuację polityczną w świecie przedstawionym czy życiową sytuację postaci, ale te fragmenty muszą być powtykane w przemyślany sposób, jakoś połączone z narracją, rozbudowane.

Spróbuj poczytać początki innych książek fantasy i przygodowych opartych na podobnym schemacie, poczynając choćby od Hobbita, Złotego Kompasu czy nawet Stevensona. Zobacz, ile im miejsca zajmowało zawiązanie akcji, dojście do podobnego etapu, na którym tu skończyłeś, czyli - wiemy, kto jest dobry i kto jest zły, co jest obiektem stanowiącym oś wydarzeń i kim mniej więcej jest dziecko-bohater, postać, która przez zetknięcie z tym obiektem wyruszy w swoją życiową drogę. Na pewno nie niecałe dwie strony A4.
Co tam zatem jest, czego nie ma u Ciebie? Co wypełnia te teksty, co przywiązuje czytelnika do głównego bohatera, co pozwala wyobrazić sobie świat, w którym historia się rozegra, co sprawia, że nie chcemy odkładać książki na półkę?

Warto też zastanawiać się nad prawdopodobieństwem zajścia pewnych zdarzeń. Zauważyłam, że wstawiłeś w tekst kilka scen, które pewnie wielokrotnie widywałeś w książkach czy filmach, np. Zło niespodziewanie objawia się by zepsuć imprezę, ktoś pyskuje i zostaje przyduszony Mocą. Nie kopiuj ich na ślepo. Zastanów się, czy mają rację bytu tam, gdzie chcesz je wstawić. W Śpiącej Królewnie Diabolina robi mocne wejście na chrzciny królewny, na imprezę rangi bankietu po rozdaniu Oscarów, a nie teleportuje się prosto na zasikaną i zalaną piwskiem podłogę w podrzędnym lokalu. W jednej ze scen duszenia Mocą Vader zabija żołnierza Rebelii, który i tak spodziewał się, że zginie i nie miał nic do stracenia. W innej scenie oficer sprzeciwiający się Vaderowi po pierwsze nie wierzył w moc, po drugie był admirałem, a nie anonimowym szaraczkiem. Mógł się nie spodziewać ataku, a najwyraźniej jego pozycja była tak silna, że Vader mimo wszystko nie pozwolił sobie na zabicie go. Pijany facet, który chce żyć i wie, że czarownica może i chce zabić każdego, kto ją obrazi... no cóż, nie obraża jej. Niezależnie od tego, jak bardzo jest pijany.




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość