Ra'anta. Nieokiełznana siła

Tu wrzuć dopracowane fragmenty opowiadań, które chcesz poddać ocenie Weryfikatorów.
Potem tekst przechodzi do działu "Zweryfikowane"

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
KamilM
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 05 sty 2019, 12:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: KamilM » ndz 06 sty 2019, 19:15

Akcja toczy się w pradawnych i odległych czasach kiedy to ostrze oręża decydowało o życiu lub śmierci.


Wczesny ranek. Obudził mnie śpiew ptaków. Próbowałem wstać lecz krew zalewała mi oczy, a ciało przeszywał niewyobrażalny ból. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Po chwili spojrzałem na ziemię i zobaczyłem mnóstwo krwi wokół. Nie dowierzałem własnym oczom, leżała tam odcięta dłoń mojej prawej ręki. Rana wyglądała na przypaloną. Nie rozumiałem co tu się stało. Czułem swąd spalenizny. Wyczołgałem się z chaty na zewnątrz z wielkim trudem. Wszystko było spalone. Po tym co ujrzałem łzy i krew mieszały się na mojej twarzy. Nic nie mogłem zrobić. Wołałem, ale nikt nie odpowiadał. Wokół były porozrzucane ciała z odciętymi głowami, które walały się nieopodal. Nie mogłem rozpoznać kto to był. Znalazłem kawał drewna, którym podpierałem się. Myśl o tym co tu się stało nie dawała mi spokoju. Udało mi się z trudem pokonać kawałek drogi, ale upadłem. Nie byłem w stanie iść dalej. Z odciętej dłoni sączyła się krew. Leżąc spojrzałem przed siebie. Znajdował się tam stos spalonych ciał, które wciąż się tliły. Ptaki uciekły i już ich więcej nie słyszałem. Podjąłem kolejną próbę aby wstać, chciałem dojść do drzewa, aby się schronić przed słońcem. Moje dychanie było bardzo ciężkie i szybkie. Upał na zewnątrz nie ułatwiał mi tego. Byłem spragniony choćby kropli wody.
Zrobiło się ciemno, a chłód zbliżającej się nocy dawał się coraz bardziej odczuć na moim nagim ciele. Cały trząsłem się z zimna. W takim stanie spędziłem sporą część nocy. Walczyłem sam ze sobą, aby nie zasnąć. W końcu nie dałem rady. Poczułem dotyk jakby dłoni na plechach, a chwilę po tym ciepło okalające ciało. Śniłem o tej chwili by trwała jak najdłużej. Głos coś szepcze do mnie. Otwieram oczy i widzę postać. Jestem okryty, to nie może być prawda. Ktoś pomaga mi wstać i prosi abym nic nie mówił. Poddałem się temu wszystkiemu na wpół przytomny. W blasku księżyca widać było jak oddalamy się z tego miejsca piaszczystą drogą, przy której stał wóz z koniem. Położyłem się na nim.
- Pomogę ci, zaufaj mi – szepnął delikatny głos.
- Kiwnąłem głową zgadzając się.
Postać ta schyliła się po wodę, której dała mi się napić. Była to wielka ulga. Następnie obmyła mi twarz dłonią. Ruszyliśmy gdzieś. W trakcie drogi próbowałem coś mówić, ale to tylko brednie nie mające żadnego znaczenia. Wydawało mi się że to kobieta, ale pod osłoną nocy nie wiele dostrzegałem. Droga dawała mi się we znaki.
Nastał kolejny dzień. Słońce na niebie nie było jeszcze wysoko, a upał był już nie do zniesienia. Chwyciłem rękę z całych sił, która dotykała mojej rany. Otworzyłem oczy i ujrzałem młodą kobietę tak piękną, że nie wierzyłem, iż to może być prawda. Jej długie czarne niczym leśne kruki włosy wiły się na piersiach. Błękitne oczy wpatrywały się we mnie. Miała na sobie szaty, które dodawały jej uroku. Szyję zdobił sporych rozmiarów wisior. Stała boso.
Wysokie smukłe ciało było pokryte jakimś wzorem zawierającym litery „wzór na wywar”.
Znajdował się on na bocznej części prawej nogi. Nie wiedziałem co oznacza.
- Spokojnie pomożemy ci – jesteś tu bezpieczny – rzekła.
Lśniący uśmiech sprawił, iż odpuściłem uchwyt. Zacząłem zadawać jej mnóstwo pytań.
- Opowiem ci wszystko w swoim czasie a tym razem masz wypij to. Poczujesz się lepiej po tym.
Podała mi jakiś wywar, smakował obrzydliwie ale wypiłem cały. Spojrzałem na prawą rękę, która była opatrzona. Nie widziałem już żeby krew z niej leciała.
- Dziękuję za ocalenie życia - szepnąłem.
- Nic nie mów odpoczywaj, przyjdę później i przyniosę jedzenie.
Odchodząc spojrzała jeszcze na mnie, a ja zostałem sam ze swoimi pustymi myślami. Z zewnątrz dobiegały jakieś dziwne głosy. Chciałem to sprawdzić. Nie mogłem sięgnąć nic na czym mogłem się wesprzeć. Mimo tego spróbowałem. Zakończyło się to upadkiem podczas, którego rozbiłem kilka dzbanów. Chwilę po tym tajemnicza niewiasta znów się zjawiła u mnie ze słowami.
- Tak myślałam. Wy wojownicy jesteście nieposkromieni.
Jacy wojownicy ? O co chodziło ? Pomogła mi znów wstać i się położyć.
- To tylko dzieci, które są ciekawe nowego przybysza. Nic groźnego.
- Powiedz proszę jak masz na imię ? - spytałem.
- Jestem Szamisa – Danilosie - rzekła z uśmiechem.
- Danilos ? - próbowałem sobie przypomnieć własne imię.
Dziwnie się czułem. Odniosłem wrażenie jakby coś o mnie wiedziała.
Przykucnęła i zbierała resztki dzbanów, a ja patrzyłem na nią bez celu. Wyczuła chyba moje spojrzenia bo odwróciła się i uśmiechnęła. Chwilę potem wyszła. Brakowało mi zrozumienia tego wszystkiego. Liczyłem, że ona mi opowie o wszystkim co mnie spotkało.
Ciągle odczuwałem nieustępujący ból ręki. Rozejrzałem się dookoła, moją uwagę przykuły duże gliniane misy znajdujące się na drewnianym stole.
Każda z nich miała inny kolor. Wisiały tu suche kwiaty, pachniało ziołami, pełno było ksiąg i różnego rodzaju zwojów zawierających podobne wzory jak na nodze. Wyglądało to na miejsce medyka lub uzdrowiciela.
Kiedy ciepło zelżało, zapach pieczonego mięsa czułem coraz bardziej. Głód coraz bardziej dawał mi się we znaki.
Szamisa stanęła przede mną trzymając misę pełną jedzenia.
- Kolacja, pomogę ci zjeść i porozmawiamy o tym co się wydarzyło.
Odstawiła ją na stół. Spojrzała na mnie niepewnym wzrokiem i usiadła zachowując odległość.
- Spytałem – czemu mi pomagasz skoro nie znasz ?
- Znam dość dobrze. Zapytasz skąd ? Z wzajemnego handlu. Byłam świadkiem tego co się stało z tobą i waszą wioską.
Miałem pustkę w głowie i nic nie pamiętałem.
- Jak to możliwe ? - zadałem jej pytanie.
- Powodem tego jest trucizna przygotowywana z proszku wilczej kości i kwiatu polnego zwanego „Liksa”. - odparła.
- Ale zacznę od początku. Wasz obóz znajdował się kilka dni drogi stąd, nad rzeką, która zapewniała jedzenie w postaci ryb. Była to niewielka osada, w której brakowało mężczyzn do walki i obrony. Większością byli starzy mędrcy znający się na poławianiu ryb i alchemii, a kobiety na pleceniu sieci i oprawianiu skór. Dzieci zaś biegały po wiosce i bawiły się.
Wtedy nastąpił atak przez kilkunastu potężnie umięśnionych Troplerów z zakrytymi twarzami na koniach uzbrojonych w miecze i topory . Zażądali aby oddać się w niewolę bo w przeciwnym razie wszyscy zginą. Prości, bezbronni ludzie nie mieli żadnych szans przeciwko nim. Nie zdążyli nawet uciec. Jedyne co robili to błagali o litość oprawców, których to bawiło. Wieśniacy próbowali oddać wszystkie swoje plony w zamian za darowanie życia. Jednak to nie miało żadnego znaczenia.
Jedna z matek padła na kolana i płacząc prosiła aby oszczędzić jej dwójkę synów. Podjechał do niej dowódca bandy. Szybkim ruchem miecza bez wahania odciął jej głowę, śmiejąc się przy tym. Chłopcy podbiegli do nieżyjącej matki.
Bandyta zsiadł z konia, schował miecz i stanął przed nimi. Chwycił jednego z nich za głowę i uderzając kolanem roztrzaskał ją, drugiemu skręcił kark. Zostawił ich obok matki.
Podczas tej rozmowy leciały mi łzy po twarzy. Byłem tym wyczerpany.
Widząc to zakończyła rozmowę. Było chyba już dość późno i miałem dosyć. Chciałem zostać sam. Wyszła i poprosiła abym zjadł. Potrzebowałem czasu żeby dojść do siebie.
Nakryłem się na całe ciało i zasnąłem nie jedząc. Nic nie miało znaczenia. Rozpacz i wściekłość nie opuszczały mnie ani na chwilę.
Kilka kolejnych dni wyglądało tak samo. Codziennie rano posiłek, zioła, kolacja i odpoczynek. Czułem się dziwnie nie znając siebie i swojego ciała.
Po jakimś czasie zjawiła się Szamisa i zaproponowała mi, abym zaczerpnął świeżego powietrza.
- Przyniosłam ci czyste i nowe odzienie. - trzymając w rękach spodnie i buty.
- Ubierz się i oprowadzę cię po naszej wiosce.
Z wielkim trudem wyszedłem na zewnątrz, stało tam mnóstwo dzieci a z daleka przyglądali mi się pozostali mieszkańcy. Czułem na sobie ich spojrzenia. Podparty kijem stawiałem ledwo krok za krokiem.
Podszedł do nas starzec z siwą brodą. Spojrzał na moją rękę.
- Chłopcze cieszymy się, że jest lepiej z tobą.
- Powiedz lepiej kto mi to uczynił ?
- W swoim czasie - odparł starzec.
- Dość mam tego czekania – krzyknąłem z całych sił tak głośno, że dzieci się wystraszyły.
Odszedł od nas. Wiedziałem, że źle zrobiłem, ale gotowało się we mnie i nie mogłem znieść tej niemocy. Szliśmy dalej, dookoła drewniane chaty ogrodzone palami, na których suszyły się gliniane dzbany. Obok stały wozy z mnóstwem różnych rzeczy mniej lub bardziej przydatnych. Zaciekawił mnie donośny dźwięk metalu.
Był to tutejszy kowal – niezbyt wysoki mężczyzna, nie umięśniony, ale sprawie się tam poruszał. Podeszliśmy.
- Co on robi ? - spytałem z zaciekawieniem.
- Stara się wykuwać broń, ale to i tak na nic, ponieważ nikt z nas nie potrafi się nią posługiwać w walce. Chcemy zapewnić swoim rodzinom i bliskim bezpieczeństwo, ale to trudne bez kogoś kto mógłby nas nauczyć tym władać. Przede wszystkim służy nam do zdobywania zwierzyny, która utrzymuje nas przy życiu.
- Czemu nie ma tu wojowników ? - byłem zdziwiony.
- Kiedyś nas napadli i większość zabrali do niewoli. - posmutniała Szamisa mówiąc o tym.
- Czy to byli ci sami, którzy napadli na naszą wioskę ?
- Tak opowiem ci o tym, ale innym razem lepiej wracajmy. Na dziś wystarczy, jutro pokaże ci więcej.
Mijały kolejne dni i noce a ja coraz bardziej czułem się częścią tego życia. Lepiej już chodziłem i wracały mi siły, tylko musiałem się nauczyć swojego ciała na nowo. Zacząłem się również zmieniać. Na twarzy pojawiła się gęsta długa czarna broda.
Coraz więcej zaczynałem sobie przypominać to kim jestem i co się wtedy wydarzyło.
Pewnego poranka kiedy wszystko dopiero budziło się do życia Szamisa zabrała mnie w odludne miejsce.
- Tu przychodzę kiedy myślę o siostrze - siądźmy.
- Mieszkaliśmy kiedyś zupełnie gdzie indziej. Daleko na piaszczystych ziemiach. Od małego nasza matka uczyła nas sztuki uzdrawiania, leczenia ziołami i miksturami. Tamisa bo tak miała na imię, a może i ma, bo nie wiem czy żyje gdzieś tam. Jest starsza ode mnie. Kiedy nas najechali byłyśmy małymi dziewczynkami, kazała mi uciekać i biec ile mam sił. Nie chciałam ale zmusiła mnie.
- Siostro kiedyś się spotkamy - to ostatnia rzecz jaką pamiętam.
- Przykro mi - chciałem aby poczuła się lepiej.
- Czemu mi pomogłaś i tu przywiozłaś ? - nie dawało mi to spokoju.
- Jativ – ten starzec dużo widział i doświadczył. Dlatego pomógł mi kiedy znalazł błąkającą się po lesie. Zabrał do wioski i pozwolił dorastać. Dzięki nabytej wiedzy pomagałam innym w podzięce za wszystko. Kiedy podróżował po różnych zakątkach sprowadzał co rusz nowych ludzi. Nauczył nas, że widząc człowieka rannego lub umierającego należy zatrzymać się i pomóc.
Powtarzał, że przez Troplerów mamy i tak wiele zła i cierpienia, więc okazanie serca jestem gestem znaczącym więcej niż mogłoby się wydawać - dlatego ci pomogłam.
- Starzec miał córkę – zabrali ją do niewoli jak i moją siostrę. - wielki smutek i żal widać było na jej twarzy.
- Nie mogę sobie tego wybaczyć - rzekła głośniej.
- Proszę nie obwiniaj się, to nie twoja wina że to was spotkało - coraz bardziej chciałem jej jakoś pomóc.
- Łatwo ci powiedzieć - wrzasnęła na mnie.
Widziałem jak bardzo to przeżywała i nie byłem zdziwiony. Na tym skończyliśmy i wracaliśmy na wieczorny posiłek.
- Zjesz z nami - powiedziała.
- Chętnie - delikatnie się uśmiechnąłem.
Ich zwyczajem było jadanie razem przy ognisku, skupieni wokół niego. Usiadłem z nią pomiędzy dziećmi. Były radosne i jedna dziewczynka podała mi owoce.
- Spróbuj są bardzo słodkie.
- Dziękuję są pyszne - smak był nie do opisania, zupełnie inny niż te gorzkie zioła.
Miła to odmiana była. Każdy dostał upieczone mięso. Dookoła Jativa zebrały się dzieci. Opowiadał im jakąś legendę. Była na tyle ciekawa, że i ja słuchałem. Nawet nie zauważyłem jak Szamisa zniknęła. Po kolacji wszyscy się rozeszli do swoich chat. Ja również. Obudziłem się w środku nocy i wyszedłem na zewnątrz. Było chłodno i widać na niebie gwiazdy. Chwilę się w nie wpatrywałem. Panowała cisza wokół. Cała ta sytuacja, wszystko co mnie tu spotkało dało mi do myślenia. Wiedziałem, że muszę coś zrobić aby pomóc im przetrwać.
W dalszym ciągu nalegałem, aby Szamisa opowiedziała mi do końca historię napaści. Widząc jak mnie to dręczy, zgodziła się.
- Wyruszałam rankiem z zapasem skór, wywarów i mikstur na wspólny handel, szlakiem kupieckim prowadzącym przez lasy pełne dzikich łowców w postaci wilków. Z daleka dobiegały do mnie krzyki jęki, którym nie było końca. Zostawiłam wóz i podeszłam bliżej, aby zobaczyć co się dzieje. Ukryłam się by nikt mnie nie zauważył.
Troplerzy - banda złożona z byłych niewolników pojmanych z innych wiosek, którzy się poddali. Zajmowali się grabieżą i handlem niewolnikami. Nie pokazywali się w obawie przed rozpoznaniem. Służą oni Lordowi Nora-Kam. Nikt nigdy go nie widział. Nie miał litości dla nikogo kto mu odmawiał. Zajmuje się polowaniem na ludzi i handlem niewolnikami. Najlepszych zatrzymuje dla siebie, a resztę sprzedaje inny władcom. Nikt nie odważył się nigdy zaatakować lub spróbować uciec. Albo służysz jemu albo śmierć. I moja siostra tam trafiła. - znów zagościł smutek na jej twarzy.
- Ten cały Nora-Kam zasługuje na śmierć. - odparłem z wściekłością.
- Gdzie można ich znaleźć ?
- Włada on tam gdzie kiedyś żyliśmy - odparła.
- Wtedy się zjawiłeś, trzymałeś w rękach kij. Ujrzałeś ciała matki i jej synów. Wokół pełno było krwi. Dojrzał cię dowódca bandy.
- Chcesz walczyć ścierwo ? Chłopcy zabawcie się z nim! – wrzasnął.
To była pewna śmierć. Ty jeden przeciwko tylu.
Walka była zacięta choć przewaga była nie po twojej stronie. Otrzymałeś kilka kopnięć, jedno z nich okazało się na tyle mocne, iż upadając na ziemię zgubiłeś kij. Wtedy jego topór odciął ci dłoń. Było po walce.
Chwilę później złapał cię za odcięta rękę i przyciągnął do jednego ze swoim poddanych. Podał mu pochodnię, którą przypalał ranę. Wyłeś z bólu długo i głośno. Sięgnął również po wspomnianą truciznę. Siłą wlał ci ją do ust. Po wszystkim stało się coś bardzo dziwnego.
Zaciągnął cię do namiotu, a następnie obok rzucił odciętą dłoń. Nie wiedział jednego, że to był dopiero początek…
Na wieść o tym wydarzeniu krew zalewała mi całe ciało. Byłem załamany i z trudem oddychałem, wróciłem do namiotu i położyłem się.
Kłębiące się w mojej głowie myśli dodawały mi sił i pchały naprzód.
Kij na którym się wspierałem służył mi teraz jako broń do nauki. Wiele pracy mnie czekało, ale musiałem od czegoś zacząć. Zabierałem go ze sobą i chodziłem na wzgórze, gdzie drzewa dawały osłonę przed upałem. Rozciągał się tam widok na cały obóz i tereny wokół. Byłem sam, mogłem uczyć się i nie musiałem wstydzić się swojej słabości. Były to proste ciosy lewą ręką. Prawa była wciąż owinięta aby nie straszyć innych okropnym wyglądem. Nie zawsze wszystko mi szło jakbym chciał. Miewałem chwile zwątpienia. Treningi były potem już coraz dłuższe i złożone.
Po skończeniu jednego z nich chciałem zobaczyć, co znajduje się po drugiej stronie wzgórza. Doszedłem do skraju, a w dole znajdowało się spore jezioro otoczone jasnymi skałami. Dojrzałem Szamisę jadącą na koniu - byłem ciekaw co tu robi?
Zeskoczyła z niego i szła w stronę wody. Stanęła na brzegu i bez wahania zrzuciła z siebie szaty. Całkiem naga wskoczyła do wody. Nie chciałem, aby mnie zauważyła i wróciłem do wioski.
Po drodze zebrałem słodkie owoce, które jadłem. Będąc na miejscu rozdałem je dzieciom, sprawiając im przy tym sporo radości. Słychać było jak kowal pracuje w kuźni, a kilka kobiet oprawiało skóry. Każdy coś robił. Mały chłopiec stał przy koniach, które poił i karmił. Podszedłem do niego i zapytałem.
- Chyba sprawia ci to przyjemność ?
- Tak lubię je bardzo, są piękne i mądre. To jest mój przyjaciel, który mnie zawsze wysłucha - wskazał na konia z białą grzywą.
Matka zawołała chłopca, pobiegł w jej stronę. Nieco później zjawiła się Szamisa. Odstawiła konia i weszła do chaty. Do wieczora jej nie widziałem. Czy coś tam się stało? A może mnie jednak zauważyła ? Dziwne uczucie mnie dopadło.
Przed kolacją stanęła zupełnie odmieniona. Ciemne szaty, włosy zaplecione w warkocze widać było spod kaptura a na twarzy jakieś wzory i wokół oczu. Co to miało znaczyć ? Czekałem na rozwój sytuacji. Wszyscy jakoś spoważnieli. Wyglądało to na odprawianie jakiegoś rytuału. Każdy podchodził do niej a ona trzymając w ręku misę z białym proszkiem maczała palec i robiła ślad na twarzach. Przyglądałem się z boku. W końcu przyszedł czas i na mnie. Spojrzała i wykonała gest ręką, abym podszedł. Mówiła coś w innym języku czego nie rozumiałem.
- Jak się czujesz po tym ? - zapytała jedna z kobiet.
- Cóż to właściwie było i czemu służyło ? - odparłem.
- To rytuał oczyszczenia nas ze złych mocy i myśli.
- Prawdę mówiąc nic nie czuję – może ze mną było coś nie tak ?
- Potrzeba na to trochę czasu - spokojnie, zobaczysz.
Kiedy wszyscy doznali tego oczyszczenia Szamisa modliła się do bogów przez dłuższą chwilę. Po wszystkim podszedłem do niej.
- Danilosie zostań sam, doznasz ulgi na ciele i duszy. Spokój cię ogarnie - stwierdziła z pewnością siebie.
Czekałem z niecierpliwością na efekty w swoim namiocie. Leżąc coś mnie ogarnęło. Taki stan spokoju, jakby było mi lżej. Czyżby rytuał zaczął działać ? Może i tak. Czułem się naprawdę odprężony. Wewnętrznie wyciszony, aż w końcu zasnąłem. Nocne wycie i warczenie postawiło wielu na nogi w tym mnie. Na zewnątrz wataha wilków zaatakowała jednego konia. Był mocno poraniony i rozszarpany. Chłopi chwycili za kije i kamienie próbując ratować konia. Wilki nie odpuszczały. Trzymając swój kij podchodziłem coraz bliżej. Ukazywały mi ociekające krwią kły. W końcu jeden z nich skoczył w moją stronę. Zdecydowanym ruchem sprawiłem, iż kij znalazł się na jego pysku. Zawył i uciekł.
Wieśniacy rzucali cały czas w watahę i krzyczeli do mnie.
- Nie rób tego, zginiesz, odejdź stamtąd!
Ale mnie coś pchało do przodu. To chyba zdecydowała moja krew. Kolejny wilk był już dużo większy i groźniejszy od poprzedniego. Chciałem się sprawdzić…
Od razu rzucił się w moją stronę. Otrzymał kilka solidnych uderzeń, ale jakoś to nie zniechęciło go, a wręcz przeciwnie. Atakował coraz zacieklej. Był twardy i nieustępliwy. Ja też nie zamierzałem odpuścić walki. Wciąż dobiegały do mnie krzyki żebym się wycofał. Chwilę później skoczył i przewrócił mnie. Podczas upadku pazurami ranił mi nogi. Trzymałem kij w jego pysku, aby krwawe szczęki mnie nie dopadły. Ciężko było walczyć z jedną sprawną ręką, ale nie poddawałem się. W pewnym momencie wilk osunął się martwy. Byłem zaskoczony dlaczego? Wszyscy odwrócili wzrok i ujrzeli Szamisę trzymającą łuk. Jej dwie strzały przebiły czaszkę bestii. Tym sposobem moglem wydostać się spod niego i złapać oddech.
- Nie bójcie się już po wszystkim – rzekła Szamisa.
Reszta watahy dawno uciekła w popłochu do lasu zostawiając konia, który dogorywał. Dobiłem go aby nie cierpiał.
- Niezły strzał - byłem pod wrażeniem jej celnego oka.
- Co to miało być ? - była naprawdę wściekła.
- Zgrywasz bohatera, który ledwo potrafi się bronić ?
- Chciałem sprawdzić się w walce.
- O mało cię nie zabił. Zastanów się na drugi raz co robisz!
Podeszła do wilka i wyciągnęła tkwiące w nim strzały ociekające krwią.



Awatar użytkownika
szopen
Pisarz pokoleń
Posty: 1049
Rejestracja: śr 25 kwie 2012, 13:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: szopen » ndz 06 sty 2019, 19:25

interesujące, ale jeszcze do dopracowania


ile dajesz, tyle dostajesz.



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1298
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: Misieq79 » ndz 06 sty 2019, 19:51

To tak. Idąc Twoją metodą, powinienem skomentować "ale gniot".
Ale że jesteśmy na Weryfikatorium, niechże wyłuszczę niektóre błędy. Wszystkich nie dam rady. Brakuje tu elementarnej znajomości pisania po polsku.

KamilM pisze:Source of the post Akcja toczy się w pradawnych i odległych czasach kiedy to ostrze oręża decydowało o życiu lub śmierci.

pradawne = odległe. Brakuje przecinka.
KamilM pisze:Source of the post Wczesny ranek. Obudził mnie śpiew ptaków.

Patrząc co dalej obstawiam jednak kraaa kraaa.
KamilM pisze:Source of the post leżała tam odcięta dłoń mojej prawej ręki.

Odcięta prawa dłoń. Moja dłoń. A jadąc anatomią, dłoń to ręka a kończyna to ramię.
KamilM pisze:Source of the post Wszystko było spalone.

Z wyjątkiem chaty.
KamilM pisze:Source of the post Wokół były porozrzucane ciała z odciętymi głowami, które walały się nieopodal.

Nope.
KamilM pisze:Source of the post Z odciętej dłoni sączyła się krew.

Odcięta dłoń, przypominam, została w chacie. Niespalonej.
KamilM pisze:Source of the post Zrobiło się ciemno, a chłód zbliżającej się nocy dawał się coraz bardziej odczuć na moim nagim ciele.

Czyli teraz dopiero się zorientował że jest bez krawata. I żaden umrzyk nie miał pasującego odzienia.
KamilM pisze:Source of the post Postać ta schyliła się po wodę, której dała mi się napić. Była to wielka ulga. Następnie obmyła mi twarz dłonią.

Wychodzi że postać była wielką ulgą. Ale w takim razie piszemy z wielkiej.
KamilM pisze:Source of the post Chwyciłem rękę z całych sił, która dotykała mojej rany.

Składnia ci się rozjechała.
KamilM pisze:Source of the post Wysokie smukłe ciało było pokryte jakimś wzorem zawierającym litery „wzór na wywar”.
Znajdował się on na bocznej części prawej nogi. Nie wiedziałem co oznacza.

Rozbieranie wzrokiem, level master. Ale też nie wiem co ten fragment oznacza.
KamilM pisze:Source of the post Z zewnątrz dobiegały jakieś dziwne głosy.

Z zewnątrz czego? Ostatni opis miejsca to droga, koń, wóz.
KamilM pisze:Source of the post - Spytałem – czemu mi pomagasz skoro nie znasz ?

Zapis dialogowy się kłania.
KamilM pisze:Source of the post - Znam dość dobrze. Zapytasz skąd ? Z wzajemnego handlu. Byłam świadkiem tego co się stało z tobą i waszą wioską.

Znaczit, odkupiła świecidełka od ekipy która splądrowała sioło i wymordowała mieszkańców, si?
KamilM pisze:Source of the post Wtedy nastąpił atak przez kilkunastu potężnie umięśnionych Troplerów z zakrytymi twarzami na koniach uzbrojonych w miecze i topory .

Koń, jak wiadomo, walczy mieczem i toporem w sytuacji gdy jeździec nic nie widzi z powodu zakrytej twarzy.
KamilM pisze:Source of the post Zażądali aby oddać się w niewolę bo w przeciwnym razie wszyscy zginą. (...)Jedyne co robili to błagali o litość oprawców, których to bawiło.

No, to na logikę powinni wziąć wszystkich w niewolę a nie wyciąć w pień.
KamilM pisze:Source of the post - Powodem tego jest trucizna przygotowywana z proszku wilczej kości i kwiatu polnego zwanego „Liksa”.
Umknął mi związek trucizny z rzezią w wiosce.
KamilM pisze:Source of the post - Stara się wykuwać broń, ale to i tak na nic, ponieważ nikt z nas nie potrafi się nią posługiwać w walce.

Szuka logiki. Wróci za 3 lata.
KamilM pisze:Source of the post - Czemu nie ma tu wojowników ? - byłem zdziwiony.
- Kiedyś nas napadli i większość zabrali do niewoli. - posmutniała Szamisa mówiąc o tym.
- Czy to byli ci sami, którzy napadli na naszą wioskę ?

Czyli jak byli wojownicy, to pojmali ich w niewolę a reszcie darowali. Jak nie było wojowników to rzeźnia.
KamilM pisze:Source of the post Otrzymałeś kilka kopnięć, jedno z nich okazało się na tyle mocne, iż upadając na ziemię zgubiłeś kij. Wtedy jego topór odciął ci dłoń.

Kij, w odróżnieniu od konia, nie umie posługiwać się mieczem i walczy wyłącznie toporem.
KamilM pisze:Source of the post Chwilę później złapał cię za odcięta rękę i przyciągnął do jednego ze swoim poddanych.

Telekineza, psiachmać
KamilM pisze:Source of the post Na zewnątrz wataha wilków zaatakowała jednego konia. Był mocno poraniony i rozszarpany.

Koń jest zwierzęciem stadnem. I rozszarpany = nie ma czego ratować.

KamilM pisze:Source of the post próbowałem coś mówić, ale to tylko brednie nie mające żadnego znaczenia.

EOT


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
KamilM
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 05 sty 2019, 12:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: KamilM » ndz 06 sty 2019, 20:46

Dziękuje za uwagi. Ale to dopiero początek i wiele jeszcze do poprawy. teraz wiem na co uwagę zwrócić.



Awatar użytkownika
Huba
Zarodek pisarza
Posty: 17
Rejestracja: pt 28 gru 2018, 21:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: Huba » pn 07 sty 2019, 00:32

Krótko napiszę i mam nadzieję niebełkotliwie ;)

Wczesny ranek. Obudził mnie śpiew ptaków.

Aż mną rzuciło. Ale czytam dalej.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, od samego początku, to niepotrzebne mnożenie zdań. Jak spadanie po schodach, można to opisać na dziesięciu stronach, ale tak naprawdę akcja zamyka się w pięciu słowach: schody-sufit-schody-sufit-łup! Przykład:
Wokół były porozrzucane ciała z odciętymi głowami, które walały się nieopodal.

Masło maślane. Skupmy się na najważniejszym: wokół było mnóstwo ciał z odciętymi głowami. Kropka. Czytelnik jest kontent, bo ma klarownie przedstawioną sytuację.

Drogi przyszły pisarzu, odniosłam wrażenie, że sam zagubiłeś się we własnej twórczości, przez co i nam, czytelnikom, łatwo nie było. Przykład z koniem jest tutaj najlepszy:
KamilM pisze:
Wtedy nastąpił atak przez kilkunastu potężnie umięśnionych Troplerów z zakrytymi twarzami na koniach uzbrojonych w miecze i topory .


Koń, jak wiadomo, walczy mieczem i toporem w sytuacji gdy jeździec nic nie widzi z powodu zakrytej twarzy.

Bezcenne :D Wyobraźmy sobie: atakujących konno zamaskowanych Troplerów przecinek uzbrojonych w miecze i topory. Może polonistka nie padłaby z zachwytu, ale przynajmniej jest przejrzyście, a interpunkcja pomaga się odnaleźć. Niestety cały tekstu kuleje z powodu połkniętych przecinków i braku logiki w zdaniach.
Powtarzał, że przez Troplerów mamy i tak wiele zła i cierpienia, więc okazanie serca jestem gestem znaczącym więcej niż mogłoby się wydawać - dlatego ci pomogłam.

I znowu. Są przecinki, ale sensu brak.
Miła to odmiana była. Każdy dostał upieczone mięso. Dookoła Jativa zebrały się dzieci. Opowiadał im jakąś legendę. Była na tyle ciekawa, że i ja słuchałem. Nawet nie zauważyłem jak Szamisa zniknęła.

Skupisko krótkich zdań, które dały efekt czkawki...
Po kolacji wszyscy się rozeszli do swoich chat. Ja również.

...Co niekiedy prowadzi do dziwacznych sytuacji. Jeden człowiek nie może się rozejść. Teoretycznie wiadomo o co chodzi, a jednak jest problem.

I moje ulubione zaimki :D Jest ich za dużo. Losowy fragment:
"Od razu rzucił się w moją stronę. Otrzymał kilka solidnych uderzeń, ale jakoś to nie zniechęciło go, a wręcz przeciwnie. Atakował coraz zacieklej. Był twardy i nieustępliwy. Ja też nie zamierzałem odpuścić walki. Wciąż dobiegały do mnie krzyki żebym się wycofał. Chwilę później skoczył i przewrócił mnie. Podczas upadku pazurami ranił mi nogi. Trzymałem kij w jego pysku, aby krwawe szczęki mnie nie dopadły. Ciężko było walczyć z jedną sprawną ręką, ale nie poddawałem się. W pewnym momencie wilk osunął się martwy. Byłem zaskoczony dlaczego? Wszyscy odwrócili wzrok i ujrzeli Szamisę trzymającą łuk. Jej dwie strzały przebiły czaszkę bestii. Tym sposobem moglem wydostać się spod niego i złapać oddech."
Niestety zbyt późna pora utrudnia mi myślenie i nie mogę podeprzeć się żadnym przykładem, jak można by ów zdania skonstruować inaczej. Z góry przepraszam :|


Prawdziwi mężczyźni nie jedzą miodu, tylko żują pszczoły.

Awatar użytkownika
Skylord
Pisarz domowy
Posty: 86
Rejestracja: śr 22 cze 2016, 11:27
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Szkocja
Płeć: Mężczyzna

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: Skylord » pn 07 sty 2019, 00:54

Rzucę lekko własną opinią, bo też byłem ciekaw co tak goniłeś z postami i czym się chciałeś podzielić.
Jednakoż wejście twoje taki harmider narobiło, że aż sam weryfikator wysilił się i błędy ci wskazał od razu, a moja skromna opinia będzie krótka, bo na gramatyce się nie znam, jednak po tym zdaniu:
KamilM pisze:Source of the post Miła to odmiana była.

stwierdzam, że lekcje polskiego musiałeś pobierać u samego mistrza Jody.
Nie miej do mnie żadnego urazu, sam wiele lepiej nie piszę, a twoje opowiadanie przeczytałem i uczucia mam dość mieszane.
Z jednej strony coś można z tego wyłuskać, a nie tak powinno być, opowiadanie powinno płynąć i czytać ma się jeśli nie z przyjemnością to co najmniej na tyle zrozumiale by oczu nie męczyło, tutaj niestety tego brakuje. Jednak z drugiej strony sam stwierdziłeś
KamilM pisze:Source of the post to dopiero początek i wiele jeszcze do poprawy.

Dzięki za podzielenie się i powodzenia w dalszym pisaniu. o/



Awatar użytkownika
KamilM
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 05 sty 2019, 12:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: KamilM » pn 07 sty 2019, 12:50

naniosłem poprawki i dziś wrzucę poprawiony tekst



Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1298
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: Misieq79 » pn 07 sty 2019, 12:59

KamilM pisze:Source of the post naniosłem poprawki i dziś wrzucę poprawiony tekst

Nope. Przeczytasz regulamin i wrzucisz najwcześniej 13-go.
A jeszcze lepiej - naniesiesz poprawki, codziennie na spokojnie przeczytasz,poprawisz co jeszcze Ci się nie podoba i wrzucisz najwcześniej 13-go.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar

Awatar użytkownika
KamilM
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 05 sty 2019, 12:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: KamilM » pn 07 sty 2019, 13:03

oki rozumiem.



Awatar użytkownika
MargotNoir
Pisarz osiedlowy
Posty: 336
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: MargotNoir » sob 12 sty 2019, 19:42

KamilM pisze:Source of the post Wczesny ranek. Obudził mnie śpiew ptaków. Próbowałem wstać lecz krew zalewała mi oczy, a ciało przeszywał niewyobrażalny ból. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Po chwili spojrzałem na ziemię i zobaczyłem mnóstwo krwi wokół. Nie dowierzałem własnym oczom, leżała tam odcięta dłoń mojej prawej ręki.


Aż nie wierzę, że nikt wcześniej nie zwrócił na to uwagi.

Facet śpi. Budzi go śpiew ptaków. Fajnie. Przyjemny, głęboki, zdrowy, relaksujący sen.
Za chwilę okazuje się, że ma odciętą rękę.

Facet

Ma

Odciętą

Rękę.

Ale śpi. I budzi go śpiew ptaków, a nie to, że go za)*&%*^ście nap)*&%*%ala rana po odcięciu ręki?

Przyznaję, że nie doczytałam do końca. Dużo, dużo pracy nad językiem i nie mówię tu o stylu, a zwykłej poprawności. Mimo wszystko warto próbować!



Awatar użytkownika
Zigmunt
Zarodek pisarza
Posty: 22
Rejestracja: pn 24 wrz 2018, 18:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: Zigmunt » wt 15 sty 2019, 15:29

Strzelasz zdaniami pojedynczymi jak z karabinu maszynowego.

Rana wyglądała na przypaloną. Nie rozumiałem co tu się stało. Czułem swąd spalenizny. Wyczołgałem się z chaty na zewnątrz z wielkim trudem. Wszystko było spalone.


Brakuje płynności, a sam tekst bardziej przypomina telegram niż opowiadanie.



Awatar użytkownika
KamilM
Zarodek pisarza
Posty: 20
Rejestracja: sob 05 sty 2019, 12:56
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Ra'anta. Nieokiełznana siła

Postautor: KamilM » śr 16 sty 2019, 09:56

wiele z tych błędów już zostało poprawionych




Wróć do „Opowiadania i fragmenty powieści”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości