Marek

Miniatury - krótkie teksty, stanowiące zamkniętą całość.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 2250
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 1
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Marek

Postautor: brat_ruina » śr 23 sty 2019, 09:41

[wulgaryzmy]

- Te, Ruina, o czym piszesz?
- O tobie.
- Weź nie pierdol, poważnie pytam.
- Wierzę, tak samo poważnie.
- Ale ja jestem tylko kierowcą...
- Oczywiście. Za to ja – synem ruskiego miliardera, a tę beczkę z nitrem, co ją masz za plecami, ciągnę tylko dla dreszczyku emocji, bo mi się, kurwa, nudzi w domu.

Marek jeździł dla Lehnkeringa. Mnie też, akurat tam, zagnała drajwerska powinność. Od razu zwrócił moją uwagę, bo się wyróżniał. Jako jeden z niewielu w tym rzemiośle nie kaleczył języka i nie plótł głupot. Poniekąd miałem szczęście, że dał mi szybko okazję to zauważyć, gdyż na ogół mówił mało, albo wcale. Wzorcowy introwertyk. Zapewne dlatego nie przykładał uwagi do wyglądu. Ubierał się w pogniecione szmaty: przeważnie niekoniecznie kompletną koszulę wciśniętą w wytarte ze starości dżinsy. Na łbie nosił jasnoblond czuprynę, zmierzwioną artystycznie brakiem jakiegokolwiek kontaktu z grzebieniem. Nie, nie był brudasem, po prostu nie uznawał za stosowne darzyć stroju, albo wyglądu choćby szczątkową troską. No i buty. Rozczłapane i zawsze rozwiązane. Bóg jeden wie, jakim cudem przechadzał się w nich po chemicznych molochach, w których normy odzieżowe wyśrubowane są ostro. Ani w ofisie, ani w środku, na zakładzie, gdzie krążą stale nakręceni behapowcy z manią wielkości, nikt się nie czepiał. Może dlatego, że introwertyczną stałość przełamywał rogalem, nieustannie przylepionym do gęby. W każdych warunkach, niezależnie od pogody, sytuacji na drodze, czy awarii samochodu. A tak promiennym, że w jego blasku chowała się cała, mało reprezentacyjna reszta. Taki typ. Tak więc przydawał się ten uśmiech w faktoriach, bo duisburska firma specjalizuje się w ładunkach pod ADR-em. To paskudny towar: jak nie żrący syf, to łatwopalna, albo wybuchowa breja.
Zwąchawszy się szybko, wspólnie – o ile tylko nadarzyła się okazja – pomykaliśmy mało gadatliwym duetem naszymi cysternami. Poczucie wspólnoty pomagało przetrwać mękę żmudnego przerobu tysięcy kilometrów. Porozumienie pieczętowały postoje, gotowanie w jednym garze, rytuał parzenia kawy dla dwóch i niespieszne opowieści. O domu. O życiu. O drodze. Nic dramatycznego się w tych rajkach na  dzikusach nie działo, słów też nie padało zbyt wiele, ot, taki Jarmusch dla roboli, czarno-białe kadry gęstniejącej pomału relacji. O tym, że Marek był wcześniej muzykiem, szepnął mi od razu do ucha mało życzliwy koleś z branży, czegoś nieprzekonany do szczerości markowej facjaty. Wiadomość od podpierdalacza (wiadomo, ktoś musi wyrabiać średnią palantów w zawodzie) skwitowałem wzruszeniem ramion, cóż, za kierę trafiają różni ludzie, często z pokręconymi życiorysami. Ale mnie zaciekawiła. Jednak sam zainteresowany, chociaż potwierdził jej prawdziwość, nie rozwijał tematu.

Leżeliśmy na rozgrzanych słońcem kamieniach. Popas na południu Francji miał nastrój błyszczącej widokówki. Leniwy. Jakby jedynym możliwym zajęciem mogło być liczenie chmurek na bezmiarze błękitnego nieba z przygryzanym od niechcenia źdźbłem polnej trawy ze skraju parkingu. Miałem przy sobie kajet, chciałem nawet zanotować kilka myśli, kłębiących się od paru godzin w ciasnej przestrzeni między głową a podsufitką, ale ciepło, zastygły po horyzont krajobraz i szum autostrady pokonały niewyrośnięty dostatecznie imperatyw. Święto się stało kompletnym, bo to Marek zaczął rozmowę. Pomyślałem, że mam dobrą okazję, żeby zahaczyć o tę muzykę. Coś mu przecież dałem, pozwoliłem zajrzeć na kartki własnej pisaniny, więc nie mógł odmówić współpracy. Pociągnąłem dialog.
- Marek, a ty dlaczego nie grasz tylko jeździsz?
- Dobrze wiesz, że tutaj jest pieniądz. Akademia nudziła, a chałtura nie daje nic pewnego. Teraz gra mi droga.
- W ogóle nie tykasz instrumentu?
- Rzadko - odpowiedział podchodząc do kabiny. - Muzyka już nie pcha się do mnie, jak kiedyś. Ale dzisiaj jest ten dzień. Przyszła. Lubi spokój i słońce.
Z górnej koi wywlókł czarny futerał. Powoli otworzył i wyciągnął błyszczący srebrem saksofon. Ten najmniejszy, sopranowy, w wygiętej, fajkowej wersji. Przeciągnął dłonią po czarze. Uśmiech, teraz mniej ostentacyjny, może nawet czuły, bardziej niż mnie, dedykował swoim wspomnieniom. W ruchach też zrobił się mniej kanciasty, jakby czułość z uśmiechu spłynęła mu do rąk. Objął wargami ustnik, dmuchnął – nieśmiało, niepewnie, z szacunkiem. Puścił porozumiewawczo oko, że niby nie bardzo pamięta, nie bardzo potrafi i żebym oceniał łagodnie. Potem opuścił powieki i dmuchnął raz jeszcze. Od razu rozpoznałem melodię – „Blue Train” Coltrane'a. Przez plecy i twarz przeszedł dreszcz. Grał czysto, bez najmniejszej skazy.
Tak jak on, zamknąłem oczy. Z całego świata wokół zostało tylko ciepło: to na twarzy, i to idące z dołu, od rozgrzanej ziemi. Jeszcze odgłos z asfaltowej wstęgi; zafalował i odpłynął, niczym cichnące brawa. Pojedynczy snop światła z jupitera pod sufitem oświetlił muzyka. Krystaliczne dźwięki popłynęły w mrok widowni, ścieląc się po podłodze między fotelami, wężowymi ruchami wspinając po ścianach. Jeszcze kilka taktów tematu, już, już, za chwilę wejdzie fortepian i dźwięczne blachy perkusji...
Przerwał. Drań. Sukinsyn. Nie mogłem uwierzyć.
- Marek, kopa ci zasadzić, w sam Rów Marjański, to za mało. Co ty tutaj robisz na poboczach Europy, gdzie diabeł małe porzucił i psy dupami szczekają? Marnujesz siebie, muzykę, i dotknięcie palcem Pana Boga. Ja pierdolę, ile bym dał, żeby tak zagrać!
Rzucił mi nieprzeniknione spojrzenie. Potem mięśnie twarzy ułożył we właściwy sobie sposób. Tak skończyło się święto, bo już więcej tamtego dnia nie zagadał.
 
Niedługo po tym, razem wyruszyliśmy z Marsylii. Przed południem, po nienerwowym śniadaniu. Na obczyźnie, więc ojczystym, od serca: mocna kawa, pajdy chleba z domową świeżonką i kiszone ogóry.
Autostradą siódemką pojechaliśmy na północ, najpierw przez Awinion, potem na Lyon. Wiedzieliśmy, że w Beaune nasze trasy się rozejdą; Marek musiał gnać do Luksemburga, ja, przez Dijon do żabojadzkiej stolicy, by kawałek za nią, w Gargenville wrzucić ładunek kwasu siarkowego w paszczę wiecznie głodnego, chemicznego kolosa. Pożegnaliśmy się linijkami kodu, pisanego gestami dłoni zza szyb kabiny. Odprowadziłem go wzrokiem zanim nie zniknął w dali, w rozedrganym od gorąca powietrzu. Zatrzymałem się jeszcze w Dijon, na zakupy, bo powrót do domu bez tamtejszej musztardy byłby rodzajem przestępstwa.
Markiem nie zaprzątałem sobie głowy, za kilka dni mieliśmy umówione spotkanie w holenderskim Axell, w naszej bazie.

Nie stawił się. Dźgnęło, ale przecież spedycja przędzie losy kierowcy niczym Parki, bezwzględnie wyrywa kartki z osobistego terminarza. Wiedziałem, że jeśli teraz się nie udało, to i tak wkrótce wpadniemy na siebie. Dni w trasie przesypywały się przez palce. W końcu zrozumiałem, że coś mnie uwiera. Zadzwoniłem. Marek nie odebrał. Ani przy pierwszej próbie, ani przy następnych, którymi mierzyłem czas. Za którymś razem w eterze zostały tylko przenikliwe piski nieczynnego urządzenia i komunikat po angielsku. Marek zniknął. Przepadł, jak kamień w wodzie. Nikt nie umiał mi udzielić informacji, których mógłbym się złapać. 

Wracałem do domu po kolejnej, trzytygodniowej mordędze. Nieopodal Hanoweru złapałem w radiu Deutschlandfunk Kultur. Nie ze snobizmu. Radosne głosy spikerów i jednorodna łupanina z ograniczonym metrum w komercyjnych stacjach, czasem przydatna na rozruch czy odgonienie niechcianej senności, na dłuższą metę przyprawia o ból głowy. Wytrzeszczony jazz wysypał się z głośników w kawałkach, pokiereszowany słabym zasięgiem. Dłuższą chwilę trwało, nim rozpoznałem motyw. „Blue Train”.

Po drugiej stronie autostrady w krótkim mgnieniu rejestruję cysternę, taką jeździł. Srebrna i błyszcząca, jak jego saksofon.
Gorączkowo wyrywam z uchwytu gruszkę CB radia, wołam:
- Marek! Marek! To ty?
Cisza. Nikt się nie zgłasza.

Czasem jeszcze dzwonię. Piski połączenia układam w nuty, głos z taśmy w zapowiedź występu.


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek

Mąż mojej siostry Krystian jest nudny i śmierdzą mu stopy, smród jest do wytrzymania, nuda - nie.
Rozmawiać może tylko o sobie, osiągając szczyty erudycji. Co robi i jak, czy mógłby lepiej, albo inaczej.

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4605
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Marek

Postautor: Rubia » śr 23 sty 2019, 09:57

Dobre. Przydałoby się trochę wyczyścić, tu i ówdzie coś przyciąć - ale tak ogólnie, to dobre. Nawet bardzo.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Godhand
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 4003
Rejestracja: czw 08 lis 2012, 09:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: B-B
Płeć: Mężczyzna

Marek

Postautor: Godhand » śr 23 sty 2019, 10:37

- Marek, kopa ci zasadzić, w sam Rów Marjański, to za mało. Co ty tutaj robisz na poboczach Europy, gdzie diabeł małe porzucił i psy dupami szczekają? Marnujesz siebie, muzykę, i dotknięcie palcem Pana Boga. Ja pierdolę, ile bym dał, żeby tak zagrać!


Takie mam odczucia w stosunku do Twojego tekstu, jak Ty do markowego wykonania "Blue Train".
Doskonałe. Pewnie, poczyścić można, ale tu jest Literatura. Czytałbym.
Wielką zbrodnią dla świata byłoby, gdyby te Twoje dzienniki nie ukazały się drukiem.
Całkowicie poważnie - nie możesz do tego dopuścić.
Gratulacje.

G.


"Każdy jest sumą swoich blizn" Matthew Woodring Stover

Always cheat; always win. If you walk away, it was a fair fight. The only unfair fight is the one you lose.

Awatar użytkownika
Navajero
Pisarz
Pisarz
Posty: 5255
Rejestracja: czw 20 gru 2007, 17:32
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Marek

Postautor: Navajero » śr 23 sty 2019, 11:24

Do wyczesania, ale dobre. Chętnie przeczytałbym coś większego w tym stylu.


Panie, ten kto chce zarabiać na chleb pisząc książki, musi być pewny siebie jak książę, przebiegły jak dworzanin i odważny jak włamywacz."
dr Samuel Johnson

Awatar użytkownika
Sarah
Poetyfikator
Poetyfikator
Posty: 2594
Rejestracja: pt 14 lip 2017, 18:57
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Marek

Postautor: Sarah » śr 23 sty 2019, 11:57

Niby o niczym.. a o wszystkim.
Masz talent do malowania obrazów i oddawania emocji tak, bym odczuwała je bardzo wyraźnie, bez rozumowego rozkładania tekstu na czynniki pierwsze. I nawet się nie zastanawiam czy jest brudny czy czysty - bo to w tym momencie nie ma znaczenia.
Uśmiecham się do Pana, choć nie wiedzieć czemu to smutno melancholijny uśmiech.
Dziękuję, że pokazałeś ten obrazek.


Nie jestem w wieku, w którym nieświadomie popełnia się głupstwa.W moim wieku głupstwa popełnia się planowo i z dziką przyjemnością.

Brniesz w mgłę, a pod stopami bagno, uważaj - R.Pawlak 28.02.2018

Awatar użytkownika
Iwar
Debiutant
Debiutant
Posty: 425
Rejestracja: sob 27 maja 2017, 15:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Marek

Postautor: Iwar » śr 23 sty 2019, 12:12

Nie ma co dużo gadać, według mnie jedno z Twoich najlepszych. I plus dodatkowy, bo akurat trafiłeś na jedną z moich ulubionych motywów opowieści drogi - ludzie Latające Holendry, spotkani na moment, a jednak potrafiący w duszach namieszać. Aż się człowiek zastanawia później, czy to było na prawdę, czy tylko przysnął na moment i głowa sama zbudowała legendę.
Dlatego trzeba to spisywać. Pisz więc.



Online
Awatar użytkownika
Misieq79
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1673
Rejestracja: pn 05 cze 2017, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krk
Płeć: Mężczyzna

Marek

Postautor: Misieq79 » śr 23 sty 2019, 12:16

Dołączam się do kwików. Ładne i jakieś takie smutne. Nie chce się szukać sypek.
Takżesamo dołączam się do agitacji za powstaniem Dzienników Grzechotnikowych.


Ostatecznie zupełnie niedaleko odnalazłem fotel oraz sens rozłożenia się w nim wygodnie Autor nieznany. Może się ujawni.
Same fakty to kupa cegieł, autor jest po to, żeby coś z nich zbudować. Dom, katedrę czy burdel, nieważne. Byle budować, a nie odnotowywać istnienie kupy. Cegieł. - by Iwar
Dupczysław Czepialski herbu orka na ugorze

Awatar użytkownika
MargotNoir
Dusza pisarza
Posty: 597
Rejestracja: sob 23 cze 2018, 19:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Marek

Postautor: MargotNoir » śr 23 sty 2019, 12:29

Niekompletna koszula: nie bardzo. Niekompletny może być zestaw składający się z kilku elementów. Koszula pewnie nie była cała.
Włosy zmierzwione brakiem: rozumiem sens, ale brak nie mierzwi. Mierzwi coś: wiatr, palce, ocieranie o podsufitkę. Dobrze byłoby to przeformułować.
Chowanie się w blasku: nie bardzo. Blask mógł odwracać uwagę, ale chowanie w blasku przekombinowane.
Ograniczone metrum: tu już nie wiem, co chciałeś wyrazić. Metrum to metrum, nie ma mniej i bardziej ograniczonych. Chodziło Ci o ograniczony wybór, bo wszystkie utwory miały to samo metrum? Prosty rytm? Naprawdę nie wiem, co miałeś na myśli.
Niespecjalnie też klei mi się scena, w której Marek od razu ot tak zaczyna grać na instrumencie, który rzekomo leżał odłogiem. Ergo - Marek kłamał, a w takim razie scena nabiera nowego sensu - tylko czy taki był zamysł?

Ogólnie jednak na plus. Dobre scenki rodzajowe, ciekawe sformułowania, jak choćby uśmiech spływający do rąk, przerób kilometrów, gestniejąca historia. Plus za nieoczywiste zakończenie. Chyba każde inne zarżnęłoby tę historię, więc stąpałeś po cienkim lodzie i tym bardziej gratuluję, że się udało.



Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 1414
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

Marek

Postautor: P.Yonk » śr 23 sty 2019, 13:54

Miałem nie komentować, bo "cisza wystarczy", ale chcę żebyś wiedział co Ci grozi, oraz - i to pewnie główny powód ;) - mój komentarz mi się spodobał, więc niech świat (i Ty) go zobaczy! :P

Cisza wystarczy. Ale Tobie to też by się przydał taki kop w sam Valles Marineris. Nie zrobisz z zapisków jakiejś powieści drogi, pamiętnika, czy co tam - to zobaczysz jak głęboko wchodzi noga od tyłu.



"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"
"Jem kamienie. Mają smak zębów."

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1560
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Marek

Postautor: Gorgiasz » śr 23 sty 2019, 14:01

Znakomite. Niejednoznaczność zakończenia potęguje wrażenie. Przeczytałem z przyjemnością.

- Marek, a ty dlaczego nie grasz tylko jeździsz?

- Marek, a ty dlaczego nie grasz, tylko jeździsz?

- Rzadko - odpowiedział podchodząc do kabiny. - Muzyka już nie pcha się do mnie, jak kiedyś.

- Rzadko – odpowiedział, podchodząc do kabiny. - Muzyka już nie pcha się do mnie jak kiedyś.

Odprowadziłem go wzrokiem zanim nie zniknął w dali, w rozedrganym od gorąca powietrzu.

Odprowadziłem go wzrokiem, zanim nie zniknął w dali, w rozedrganym od gorąca powietrzu.

Przepadł, jak kamień w wodzie.

Przepadł jak kamień w wodzie.

Srebrna i błyszcząca, jak jego saksofon.

Srebrna i błyszcząca jak jego saksofon.

Uśmiech, teraz mniej ostentacyjny, może nawet czuły, bardziej niż mnie, dedykował swoim wspomnieniom. W ruchach też zrobił się mniej kanciasty, jakby czułość z uśmiechu spłynęła mu do rąk.

Pięknie.



Awatar użytkownika
Kadah
Pisarz osiedlowy
Posty: 238
Rejestracja: ndz 09 wrz 2012, 18:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Marek

Postautor: Kadah » śr 23 sty 2019, 15:03

Zgadam się z Godhandem. Ten cytat to chyba sam o sobie pisałeś. Chcemy więcej!


There is no God and we are his prophets.
The Road by Cormac McCarthy

Awatar użytkownika
ithi
Siewca Dobra
Siewca Dobra
Posty: 5438
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Marek

Postautor: ithi » śr 23 sty 2019, 17:45

Świetne Ruin. Smutne i treściwe. Klimat wciąga i jak już skończyłam czytać czuję się tak, jak Autor gdy Marek przerwał grę.

A to:
brat_ruina pisze:Source of the post Czasem jeszcze dzwonię. Piski połączenia układam w nuty, głos z taśmy w zapowiedź występu.

Piękne...


gosia

„Szczęście nie polega na tym, że możesz robić, co chcesz, ale na tym, że chcesz tego, co robisz.” (Lew Tołstoj).

Obrazek

Awatar użytkownika
Wizimir
Pisarz osiedlowy
Posty: 320
Rejestracja: ndz 22 lip 2012, 21:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Marek

Postautor: Wizimir » śr 23 sty 2019, 18:05

brat_ruina pisze:Source of the post Nic dramatycznego się w tych rajkach na  dzikusach nie działo, słów też nie padało zbyt wiele, ot, taki Jarmusch dla roboli, czarno-białe kadry gęstniejącej pomału relacji.


Jedna z najlepszych rzeczy, jakie tu czytałem? Tak, raczej tak. Perełki na poziomie poszczególnych zdań, ale i jako całość. Klimat, język, autentyzm, smutek i prawdziwość zakończenia - chapeau bas. Litania zachwytów w pełni zachwycone. Błędy pewnie są, ale nie zwróciły mojej uwagi.


“One day I will find the right words, and they will be simple.” ― Jack Kerouac

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4800
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Marek

Postautor: Romecki » śr 23 sty 2019, 22:40

Będę oryginalny i powiem, że to mi się nie podobało...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
...
tylko to mnie zeżarło w całości.
Jasne, że surówka, ale jaka! Ruina, jak następnym razem powiesz, że umiesz tylko miniaki, to się źle skończy. Ty umiałbyś książkę napisać - dobrą, prawdziwą książkę. Masz oko, masz dryg, masz magnetyzm.
Chylę kapelusza z szacunku.


"Hehe bez przesady. Nie wydaje mi się by komukolwiek z tego portalu udało się wydać książkę, i to jeszcze taką żeby była w sklepach." by Tomek Bordo
"Weryfikatorium to arena nie ma litości nie ma uuu nie ma" by brat_ruina;
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/ FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak

Awatar użytkownika
brat_ruina
Legenda pisarstwa
Posty: 2250
Rejestracja: ndz 27 kwie 2014, 13:21
OSTRZEŻENIA: 1
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Mężczyzna

Marek

Postautor: brat_ruina » śr 23 sty 2019, 23:40

szefowo_weryfikatorów
bracie_Godhandzie
panie_wodzu
pani_poetynko
bracie_Iwarze
bracie_Misieq
siostro_Margot
bracie_Pajonku
bracie_Gorgiaszu
siostro_Kadah
siostro_ithilhin
bracie_Wizimirze
ojcze_Romecki

cholera jaki duży ten klasztor

Dziękuję za uwagi. I za głaski, choć zwieść się nie dam - czujny jestem jak pies trzygłowy:)

Pisanie i wrzucanie na Wery miniaków to też efekt prezentowania dobrych kawałków przez innych userów w tym dziale.

Misieq79 pisze:Takżesamo dołączam się do agitacji za powstaniem Dzienników Grzechotnikowych.
"Dzienniki motocyklowe" to jeden z najpiękniejszych filmów drogi. O muzyce nie wspomnę:)


Jeszcze raz odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak lafirynda odchodzi dumnym krokiem, plaskając głośno pośladkami

Ja sam przeczytałem już ok. 8 000 książek

Mąż mojej siostry Krystian jest nudny i śmierdzą mu stopy, smród jest do wytrzymania, nuda - nie.
Rozmawiać może tylko o sobie, osiągając szczyty erudycji. Co robi i jak, czy mógłby lepiej, albo inaczej.


Wróć do „Miniatura literacka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość