NAJLEPSZAMINIATURAMARCA 2020 :arrow: GŁOSUJEMY :text-link: TUTAJ :!:

Poniemieckie piękno jest małą dziewczynką piszącą listy miłosne

Miniatury - krótkie teksty, stanowiące zamkniętą całość.

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Poniemieckie piękno jest małą dziewczynką piszącą listy miłosne

Postautor: maciekzolnowski » pn 23 mar 2020, 11:39

Chcę to opisać, opisać to spróbuję. Pytanie, czy jest w ogóle możliwe scharakteryzowanie starej, poniemieckiej architektury, starego domu, jednego, dwóch, trzech, i iluś tam domów – tej całej skomplikowanej, pogmatwanej, poszatkowanej, piętrzącej się kaskadami, wertykalnie i horyzontalnie, ornamentalnej zabudowy. Zabudowy i nie tylko. I jeszcze wrażeń i impulsów, wszystkich, jakim ulegam, gdy spoglądam na wyblakłe, szare, a jednak słońcem rozświetlone i niby grzanki zagrzane fotografie, żywe fotografie albo też urywki wspomnień tu opisywanych, a kulturowymi zwanych walorów – tych śląskich skarbów. I jeszcze wrażeń, gdy spozieram na fotografie i obiekty istniejące nadal w tak zwanym realu, w świecie rzeczywistym, rzeczywiście istniejące, ale w jakiś taki niefizyczny, pozamaterialny sposób, jak gdyby zrobione były – te obiekty, sfotografowane czy zapamiętane i wydobyte z pokładów pamięci, i te domy, i te skupiska domów, kościołów, ulic i wiaduktów, i tak dalej – z mgieł i cieni, z szarości i impresjonistycznej światłoczułości, z masła, z wody, z mleka, ze śmietany, z dżemu, z kremu, z mchu, z nici pajęczej, z kurzu, z pyłu, z oddechów nieistniejących, bo nieżyjących już osób: dawnych domowników, lokatorów, mieszkańców, obywateli, burżuazji dawnej, dawnych rolników i niegdysiejszych panów, kiedyś tam sobie żyjących i Pana Boga chwalących – ludzi i ludzkich sekretów przez tych ludzi zabranych, do grobu zabranych.

Widzę nieopodal tych domów poniemieckich dorodne sady, wypielęgnowane i wypracowane dzięki harówce od dawna nieistniejących ludzi, sady karmiące beztroskie, umorusane jagodami i miodem dzieci jagodowe niemieckie, które już dojrzały zapewne, z całą pewnością, w związku z powagą narratora, na bank dojrzały do dorosłości. Do starości. I potem także do śmierci dojrzały. Są te dzieci tak samo anonimowe, jak anonimowi są ich ojcowie i dziadowie, jak anonimowe są losy pojedynczego owocu z danego drzewa, z danego zbioru i w danym roku przeprowadzonego. Wiem nic o nich i nic – a wiem co mówię – nic kompletnie nie wiem o owocach z drzew ze starych poniemieckich albumów. Czy są smaczne, czy soczyste, czy słodkie? Kto je jadł, kiedy i czy w ogóle jadł.

Widzę namiastkę bytu, ślady dawnego życia, istnienia widzę ślady dawnego i czuję, a czuję tak, jakby istniało nieistniejące i istniejące nie istniało. Widzę stare wydania nutowe, mistrzowskie edycje, książki stare widzę, stare przedmioty codziennego użytku i zbytku: stare obrazy, stare fontanny, stare marmury, stare posągi, elementy starych zdobień w kształcie winorośli uwikłanych w inną winorośl i inne rośliny, i w słoneczne promienie, i nawet w samo słońce. Słońca nie widzę. Rośliny widzę chyba również, inne widzę – drzewiaste, krzewiaste, duże, małe, większe, mniejsze – na tle winogron. Widzę i czuję też. Dotykiem, nie tylko wzrokiem, ale i dłońmi. To takie moje odczuwanie przez dotyk. Widzę oczyma malarza i zwykłym, tym zwykłym spojrzeniem, tym sobie najzwyklejszym zerkaniem, spozieraniem, mechanicznie namacalnym widzę poniemiecką rampę, kolejową stacyjkę, stacyjki obdarty mur ceglany, a wzdłuż muru – sznur widzę drzew, lip i nawet trochę je czuję w nosie, te lipy, te poniemiecki, jak pachną i kwitną. Jakie to wszystko stare! A jakie jare!

Co to w ogóle znaczy – się pytam – poniemieckie? Poniemieckie jest klasyczne piękno, taki tamtejszy ordnung. Mamy poniemieckie, przestrzelone słońcem sfotografowane uśmiechy dzieci, to znaczy dzieci są niemieckie, a fotografie są poniemieckie. Arcydzieła są, bywają, często się zdarzają poniemieckiej sztuki dekoratorskiej i rzemieślniczej opusy. Są klimaty małomiasteczkowe, minione, przeszłe, niewyraźne, zamglone, patyną starości przykryte. Poniemieckie są, mogą być klimaty ruin spowitych mgłą tajemnicy i niedookreślenia, niedopowiedzenia. I to właśnie: niedopowiedzenia! Tego właśnie nie napiszemy, nie uda się tego zamknąć w klatce utkanej ze słów i zdań, zrobionej, sporządzonej, z akapitów splecionej, z akapitów, rozdziałów i tomów.

Oto są szczątkowe elementy – one i tylko one – takie elektrony bez protonów, swego naturalnego kontekstu pozbawione, swego mikroświata, wiązania elektronowego, zapamiętanej rzeczywistości bezkontekstowe skrawki. Są oto więc i takimi je zapamiętałem, gdy byłem mały, mały bardzo, a nawet jeszcze bardziej, jak mały byłem i młody, ale jednak nie aż tak bardzo młody, bym nie mógł zdać sobie sprawy z treści zapamiętywanych, z treściwości zapamiętywania swego. I choć młody byłem, to tyle aż, aż tyle zakodowałem: porcelanową rybę, kufer z lalkami na stryszku, monumentalne lustro ozdobne, którego rozbicie siedem lat nieszczęść mogło na mnie sprowadzić, gdybym je stłukł, ale nie stłukłem, i to na szczęście, na szczęście… i ozdobną pozytywkę z wizerunkiem tajemniczej, wręcz podejrzanie tajemniczej dziewczynki, malinki zgrabnej i ładnej, o której za chwilę, przyciężkawą szafę dębową, rośliny wokół domu: maciejkę, pokrzywy, porzeczki, agrest, czereśnie (czereśnie jako sad i czereśnie jako czereśniową alejkę). Także bez ślicznie zapamiętałem kwitnący i mnóstwo polnych kwiatków na wieńce plecione. I rój owadów, pszczółek i mrówek, które uwielbiałem obserwować w dzieciństwie, też mi wleciał, przyleciał ów rój na seans, do kina pamięci. Do pamięci mej i do łba wszedł. To właśnie: do łba!

***

Ale miałem mówić jeszcze o dziewczynce, tajemniczej jakąś wielką i nieprzeniknioną niby kosmos cały tajemnicą. Mała, ta mała pojawiła się znienacka w starej kuchni, a w moim domu i w moim życiu. I zaprosiła do licznych gier i hulanek, spośród których jedną zapamiętałem w sposób szczególny. Zabawa cmentarna, bo tak ją ochrzciliśmy, polegać miała na pochówku gołąbka, którego dziś rano znalazłem przy drodze przejechanego. Ceremonia była oczywiście na niby, jak wszystko inne w naszym świecie z waty cukrowej i pierniczków, ale nam, dzieciom wystarczała taka oto skromna namiastka rytuału, surogat świata dorosłych w postaci ptasiego pogrzebu z fikcyjnym księdzem, organistą bez instrumentu, czyli przebierańcem, i fałszywymi żałobnikami.

Ale te gierki i zabawy są wszystkie nieistotne, oto bowiem najważniejsza jest dziewczynka i to, skąd się wzięła, kiedy i w jaki sposób się pojawiła oraz przede wszystkim jak znikła. Pamiętam tylko, że wcześniej jej nie widziałem. Nie była od nas i wydawało mi się nawet, że jest przyjezdna, gdzieś z daleka, ale nigdy nie odważyłem się o to spytać. Pojawiała się u nas przez tydzień, a może dwa, zawsze pełna entuzjazmu i z nowymi pomysłami na spędzenie wolnego czasu. Wymyśliła i zainicjowała wiele różnych zajęć i wspólnych wycieczek. Aż w końcu pewnego razu nagle zniknęła i tyle ją widzieli (albo raczej: więcej się jej nie widziało).

Pamiętam, że długo nad tym dumałem, że wypytywałem księdza, wójta i sąsiadów o nastoletnią piękność, że rozmawiałem na jej temat z kolegami, męczyłem ich i zmuszałem do odpowiedzi, ale niestety wszystko na próżno, bowiem niczego, ale to kompletnie niczego nie udało mi się ustalić. Mała jakby zapadła się pod ziemię. Już miałem pogrzebać wspomnienia wspólnych z nią rozmów oraz zabaw, już miałem dać za wygraną własnej niemocy i brakowi detektywistycznych talentów, gdyż – nie da się ukryć – nie byłem Sherlockiem Holmesem, gdy nagle, bez wyraźnej przyczyny, przypomniałem sobie spontanicznie o pewnym sekretnym schowku, a mianowicie poniemieckim spichlerzu, który znajdował się na stryszku dobudówki, a jednocześnie nad starą kuchnią. I zaraz też tam pognałem. Kierowany jakimś przeczuciem, zajrzałem do środka i zaniemówiłem.

Stary spichlerz zasadniczo był pusty, lecz na jego dnie znajdował się oto pożółkły ze starości i zaadresowany do mnie list. Mógłbym przysiąc, że mała ma z nim coś wspólnego i że się do mnie z przeszłości uśmiecha, do zabawy zaprasza. Tak więc zarumieniłem się i czym prędzej zacząłem czytać, poczynając od słów, które brzmiały mniej więcej tak…

***

Chcę to opisać, opisać to spróbuję. Pytanie, czy jest w ogóle możliwe scharakteryzowanie starej, poniemieckiej architektury, starego domu, jednego, dwóch, trzech, i iluś tam domów – tej całej skomplikowanej, pogmatwanej, poszatkowanej, piętrzącej się kaskadami, wertykalnie i horyzontalnie, ornamentalnej zabudowy. Zabudowy i nie tylko. I jeszcze wrażeń i impulsów, wszystkich, jakim ulegam, gdy spoglądam na wyblakłe, szare, a jednak słońcem rozświetlone i niby grzanki zagrzane fotografie, żywe fotografie albo też urywki wspomnień tu opisywanych, a kulturowymi zwanych walorów – tych śląskich skarbów. I jeszcze wrażeń, gdy spozieram na fotografie i obiekty istniejące nadal w tak zwanym realu, w świecie rzeczywistym, rzeczywiście istniejące, ale w jakiś taki niefizyczny, pozamaterialny sposób, jak gdyby zrobione były – te obiekty, sfotografowane czy zapamiętane i wydobyte z pokładów pamięci, i te domy, i te skupiska domów, kościołów, ulic i wiaduktów, i tak dalej – z mgieł i cieni, z szarości i impresjonistycznej światłoczułości, z masła, z wody, z mleka, ze śmietany, z dżemu, z kremu, z mchu, z nici pajęczej, z kurzu, z pyłu, z oddechów nieistniejących, bo nieżyjących już osób. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.

Added in 17 minutes 48 seconds:
Myślę, że klimaty pastoralne i sielankowe są w obecnych czasach pandemii w cenie. Trzymajcie się... Nie, wróć! Trzymajmy się wszyscy zdrowo i ciepło i nie panikujmy! :-)



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1560
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Poniemieckie piękno jest małą dziewczynką piszącą listy miłosne

Postautor: Gorgiasz » pn 23 mar 2020, 14:30

Ciekawe spojrzenie, obserwacja, przemyślenia. Klimatycznie i obrazowo napisane, aczkolwiek muszę przyznać, że czyta się dosyć ciężko. Subiektywnie rozszerzyłbym to na własną przeszłość, dzieciństwo, młodość, które – przynajmniej odtwarzane pamięcią, nostalgią może – bardzo różnią się od świata ostatnich lat. Oczywiście, dzisiaj tę analogię można by rozszerzyć w przyszłość.

Widzę namiastkę bytu, ślady dawnego życia, istnienia widzę ślady dawnego i czuję, a czuję tak, jakby istniało nieistniejące i istniejące nie istniało.

Zgadza się.

Zabawa cmentarna, bo tak ją ochrzciliśmy, polegać miała na pochówku gołąbka, którego dziś rano znalazłem przy drodze przejechanego. Ceremonia była oczywiście na niby, jak wszystko inne w naszym świecie

Metaforycznie zabrzmiało. A może jednak nie tylko w tamtym, waszym świecie?

lip i nawet trochę je czuję w nosie, te lipy, te poniemiecki, jak pachną i kwitną.

„poniemieckie”
I jednak nazbyt często używasz (przynajmniej w tej partii tekstu) tego określenia.

Wiem nic o nich i nic – a wiem co mówię – nic kompletnie nie wiem o owocach z drzew ze starych poniemieckich albumów.

Wiem nic o nich i nic – a wiem, co mówię – nic kompletnie nie wiem o owocach z drzew ze starych poniemieckich albumów.

Ale te gierki i zabawy (…) więcej się jej nie widziało).

W tym fragmencie mamy zbyt dużo „się”.



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Poniemieckie piękno jest małą dziewczynką piszącą listy miłosne

Postautor: maciekzolnowski » pn 23 mar 2020, 18:29

Dziękuję bardzo, Gorgiasz, za opinię i przydatne, bo niezwykle konkretne, uwagi. Siękoza "się" naprawiła się, ale nie sama: już przepisało się na czysto i bez "się" właśnie. Inne babole usuwam na bieżąco. Ciekawe w jaki sposób ma się postgermańskość do postapo zw. z obecną pandemią (tak, wiem, nadinterpretuję). Pozdrawiam!

Added in 1 minute 28 seconds:
*- ciekawe jak ma się (winno być)...



Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1560
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Poniemieckie piękno jest małą dziewczynką piszącą listy miłosne

Postautor: Gorgiasz » pn 23 mar 2020, 18:49

Ciekawe w jaki sposób ma się postgermańskość do postapo zw. z obecną pandemią (tak, wiem, nadinterpretuję).

Opisana przez Ciebie postgermańskość, to świat miniony, różny od teraźniejszego. Różny dla nas - nas, żyjących tu i teraz. Chyba nie może być wątpliwości, że po pandemii nasz świat i nasze nań spojrzenie również ulegną zmianie, nie wiadomo w jakim stopniu, ale na pewno nastąpią zmiany, których nawet do końca nie sposób przewidzieć.
Widzę stare wydania nutowe, mistrzowskie edycje, książki stare widzę, stare przedmioty codziennego użytku i zbytku: stare obrazy, stare fontanny, stare marmury, stare posągi, elementy starych zdobień w kształcie winorośli uwikłanych w inną winorośl i inne rośliny,

Stare i inne. W naszej rzeczywistości także zachodzi coś, co zmieni nasze spojrzenie. Rzeczy, pojęcia, osądy, chyba wszystko przynajmniej po części, stanie się inne, bo my staniemy się inni, przynajmniej trochę, może nawet na początku na granicy niezauważalności.



Awatar użytkownika
maciekzolnowski
Dusza pisarza
Posty: 409
Rejestracja: pn 27 mar 2017, 23:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Poniemieckie piękno jest małą dziewczynką piszącą listy miłosne

Postautor: maciekzolnowski » pn 23 mar 2020, 20:30

Zgadzam się całkowicie. Zresztą są bardzo ciekawe książki traktujące o tym, w jaki sposób groźne epidemie i pandemie zmieniły świat albo wpłynęły na sztukę i kulturę (ot, choćby ta oto skromna pozycja: "Od dżumy do Eboli. Sposób przedstawienia wybranych chorób zaraźliwych w przykładowych tekstach literatury popularnej").
No to może o rzeczach i cywilizacja ulotnych przez moment jeszcze... Tak mi się właśnie przypomniał "Pamiętnik znaleziony w wannie" Lema, zwłaszcza jego początek. He! Coś pięknego!




Wróć do „Miniatura literacka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości