Dusza Papierowa [psychologiczne]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mayla
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: sob 04 kwie 2009, 22:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Dusza Papierowa [psychologiczne]

Postautor: Mayla » ndz 05 kwie 2009, 12:25

Proszę o ocenę. Krytyka mile widziana, ale oczywiście z dodatkowym cukrem ;)



"Papierowa dusza"



Każdy krok, każdy kolejny centymetr bliżej drzwi sprawiał, że odczuwało się większe podekscytowanie. Krótka droga po betonowych schodach, kroki o dwóch odgłosach. Jeden lekki - delikatne stąpanie dziecka, drugi mocny, stanowczy, nieco tępy, należący do wysokiego mężczyzny, trzymającego swoją córkę za rękę. Jeszcze trochę, chwila, ułamek sekundy i… można nacisnąć klamkę, otworzyć drzwi. Cudowne skrzypienie starych zawiasów. Puszcza się wtedy rękę rodzica i nie zwracając już na niego uwagi, wchodzi się do klasy pełnej rówieśników. Odgłosy zegara. Cichy szelest tykających wskazówek staje się nagle dudniącym waleniem . Każda sekunda dłuży się niemiłosiernie. Jeszcze kilka minut... kilka minut i wybije upragniona oktawa. Trzeba tylko chwileczkę poczekać, już blisko, jeszcze trochę. Tik-tak. Jest! Ósma! Starsza kobieta w okularach tylko wskazuje smukłymi dłońmi dużą półkę i już cisza panująca w niewielkiej sali wypełnionej dziećmi w granatowych mundurkach, zamienia się nagle w głośne brzmienie, niczym mieszanina instrumentów stopiona w jedną melodię. Wszystkie istotki wstają, podchodzą szybkim krokiem do półki, w trakcie szturchając się i pchając. Jest. Idealna książka. Treść jej jest nieistotna. Nieważne co jest w środku, jakie cierpienie układało litery, jakie historie w nich żyją, ważne, pomiędzy którymi kartkami leży zakładka. Wszyscy otwierają swoje książki. Siadają na drewnianych krzesłach, przy niskich ławkach. Gdyby przyjrzeć się dokładniej można by zauważyć coś co zapewne zdziwiłoby niejednego obserwatora. Wszystkie książki są identyczne. Jedne starsze, drugie nowsze, jedne w stanie idealnym, jeszcze inne wytarte, z pozaginanymi rogami, jednak wszystkie takie same, z brązowymi okładkami i dużym obrazkiem przedstawiającym jakiegoś chłopca. Każdy ma identyczną drogę do przebycia, jak maratończyk, tyle samo metrów… tyle samo stron. Zakładki zostają wyjęte i wszyscy zaczynają zjadać literki widniejące na papierze. Nie czytają, połykają je bez żadnej namiętności, bezceremonialnie, na sucho, co jakiś czas doprawiając szelestem kartek. Starsza kobieta poprawia okulary i co jakiś czas zerka obojętnym wzrokiem na książki i ich właścicieli. Już widzi zwycięzcę. Zawsze miała dobre oko do mistrzów i zawsze też twierdziła, że powinna zajmować się szukaniem młodych talentów, a nie marnować się w szkole. „Tak” – pomyślała – „ona zdecydowanie wygra”…

Kolejny maraton do przebycia, jeszcze trochę, chwila i będzie po wszystkim, podium już czeka, w świetle reflektorów.

Na mecie nie wolno się poddać…

Spojrzała kolejny raz na drobną dziewczynkę wbijającą swe stalowe spojrzenie w kartki książki. Patrzyła jak tamta zaciska w ręce brązową okładkę, połyka kolejne litery. Ma wypieki na twarzy. Jest już tak blisko zwycięstwa. Treść jest nieważna, w tym momencie już nawet nie wie co znaczą słowa pozlepiane w sensowne zdania, liczą się kartki, liczby, liczby, kartki i ten pędzący za nimi wzrok… Widok ten o dziwo nie wzrusza, nie powoduje przypływu pozytywnych emocji. Mrozi krew w żyłach, kłuje. Ten niewinny obrazek powoduje, że coś przestaje działać w idealny, niezmieniony wcześniej sposób, tak jakby z histerią, na siłę układać puzzle, mimo pogubienia kilku z nich.

Mimo najszczerszych chęci zapobiegnięcia temu, coś zaczyna kiełkować w sercu, które podpowiada, że widok ten nie przedstawia bezbronnych istotek z kartkami w rękach, a młodych zabójców wartości, kierujący się żądzą zwycięstwa. Pozbawionych chęci poznania uczuć, prosto z organizacji Hitlerjugend, wyszkolonych w idealnym patrzeniu na litery, prześwietlaniu kartek, przewracaniu ich i na końcu – wkładaniu zakładki pomiędzy kawałki papieru o jak najwyższych numerach…

Meta! Cichy odgłos zamykanej książki ogłosił zwycięzcę. Euforia. Wygrała. Na twarzy wymalował się uśmiech szczęścia i pogardy dla innych jednocześnie. Jest najlepsza, jest zwycięzcą.

Inni pobledli, oczy zrobiły się szklane, pozamykali swoje książki. Nadzieja umarła. Nie zdążyli być pierwszymi. Przegrali.

Znów cisza zamieniła się się w jedną symfonię, splecioną z melodii kilku instrumentów. Wszyscy rzucają się do półki odkładać identyczne książki. Patrzą na nie z niechęcią, nienawiścią, jakby parzyły ich w ręce. Teraz gdy już ktoś zdążył przeczytać ten plik kartek jako pierwszy można było odłożyć go na miejsce i nigdy już do niego nie wracać. Maraton przegrany. Jeszcze tylko ostatni ruch, szelest papieru, żeby włożyć zakładkę, pomiędzy kartki o jak najwyższych numerach. Tak dla bezpieczeństwa. Może jednak uda się stanąć na podium, chociaż na drugim lub trzecim miejscu. Nawet jeśli blask zwyciężczyni miałby przysłonić resztę. Wygrała. Nie czując żadnego słowa, które przeczytała, nie widząc ani jednej kropli łzy, z której zrodziła się książka. Wygrała prześwietlając kawałki papieru zadrukowanego czarnym tuszem, lecz nie posiadła papierowej duszy…



Zastrzegam sobie prawa do powyższego tekstu.



Awatar użytkownika
Zico
Szkolny pisarzyna
Posty: 39
Rejestracja: sob 10 sty 2009, 17:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zico » ndz 05 kwie 2009, 13:44

Trzeci temat z tym samym tekstem? Czy koleżanka aby nie przesadza? 8) No dobra, zanim tekst pojawi się po raz czwarty, napiszę parę słów od siebie.

Nie mnie tu rozbierać opowiadanie na części składowe i oceniać je pod względem warsztatowym. Od tego są weryfikatorzy. Więc będzie ogólnie. A ogólnie to niestety kolejny tekst o niczym i dla nikogo. Na krytykę wyścigu szczurów jest to to zbyt kwieciste, przesycone metaforami i zdaniami wielokrotnie złożonymi, a jeżeli ma być czymś innym, to zawiadamiam koleżankę, że zupełnie tego nie widać. Niekonieczne - jak mawia pewien klasyk polskiej literatury. Może gdyby to napisać wierszem (biały wiersz?) to nabrałoby sensu? Rozumiem, że młody człowiek chciałby podzielić się ze światem swoimi niepokojami i wywalić co mu tam w duszy gra. Ale czy nie lepiej zrobić to na swoim blogu? Zaprosić tam znajomych i ponarzekać sobie wspólnie? Trzeba się zdecydować, koleżanko, czy piszę się dla siebie, czy dla ludzi. Bo jeżeli dla siebie, to po co przy okazji torturować obcych ludzi? I to po trzykroć...

W kwestii technicznej to cały początek jest do niczego. Nie podzielony na akapity, napisany egzaltowanym i zupełnie niezrozumiałym językiem. Kwieciste określenia i zdania wielokrotnie złożone powodują, że tekst czyta się ciężko, a czytanie nie sprawia przyjemności (przez co odstręcza czytelnika). Poza tym nie sposób zorientować się o co właściwie chodzi w tekście. Nic dziwnego, skoro w połowie zdania czytelnik nie pamięta już jaki był jego początek. Nie rozumiem tej maniery. Czy ludzie uważają, że prosty rzeczowy język nie jest godzien ich dzieł? Nie potrafi właściwie wyrazić emocji, napięcia? Bzdura!

Koleżanka naprawdę uważa, że coś takiego da się przeczytać z przyjemnością?

Potem na szczęście jest już nieco lepiej. Niestety tylko nieco.

Sporo błędów interpunkcji. Wynika to pewnie z tendencji do przeciągania zdań ponad naturalną miarę. Kropka i nowe zdanie, koleżanko. Jeżeli zdania nie da się przeczytać na jednym normalnym oddechu, nie da się też zapamiętać. Na szczęście, bodajże tylko dwa/trzy błędy stylistyczne i jeden ortograficzny. To zapisuję na plus.

Zamiast podsumowania:

Każda sekunda dłuży się niemiłosiernie.


Zupełnie jak mi podczas lektury tego krótkiego opowiadania.

Zastrzegam sobie prawa do powyższego tekstu.


Bez obaw. Nie sądzę, aby Stephen King miał ochotę popełnić plagiat tego opowiadania. :)



Awatar użytkownika
zuzanna
Dusza pisarza
Posty: 674
Rejestracja: czw 04 gru 2008, 15:17
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: zuzanna » ndz 05 kwie 2009, 14:28

Trzeci raz widzę ten sam tekst wrzucony dzień po dniu.

Wymuszanie w taki sposób szybkiej weryfikacji jest zwyczajnie nieuprzejme wobec innych Autorów, których teksty cierpliwie czekają w kolejce oraz wobec tych, którzy weryfikują teksty (nie tylko Weryfikatorów). Szanujmy nawzajem swoją pracę, czas i zaangażowanie.



Tekst odblokuję. Za 7 dni.

Zuzanna


w podskokach poprzez las, do Babci spieszy Kapturek

uśmiecha się cały czas, do Słonka i do chmurek

Czerwony Kapturek, wesoły Kapturek pozdrawia cały świat

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » śr 08 kwie 2009, 12:08

Dwa pozostałe tematy z tym tekstem usunąłem i daję warna. Na zachętę do czytania regulaminu. Tekst zostaje odblokowany.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Mayla
Zarodek pisarza
Posty: 18
Rejestracja: sob 04 kwie 2009, 22:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mayla » śr 08 kwie 2009, 16:22

*kiwa głową* okej, okej, i'm sorry.



Awatar użytkownika
patkazoom262
Dusza pisarza
Posty: 454
Rejestracja: pn 17 mar 2008, 20:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Mokas
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: patkazoom262 » śr 22 kwie 2009, 15:12

Tekst czytałam dość dawno, jeszcze gdy na forum byli jego bracia bliźniacy ;) i mało pamiętam. Nie zamierzam jednak czytać go drugi raz, bo najważniejsze wiem - nie spodobało mi się.



Najczęściej nie uznaje wielokropków, bo najczęściej widzę, że osoby je używające nie wiedzą, jak to robić. U ciebie nie jest inaczej.



Styl też na minus. Choć jest to minus bardziej subiektywny, tragicznie bowiem nie jest. Ale nie uznawaj tego za wielki plus, ok? Po prostu nie czytało sie dobrze.



Pomysł - jakiś jest, ale powtarzam - jakiś. Lubię, gdy miniaturka jest mocna, wtedy serio czuję, że nie straciłam na niej czasu. Ta zaś, bynajmniej, taka nie jest.



Pozdrawiam

Patka



Awatar użytkownika
Bin
Dusza pisarza
Posty: 512
Rejestracja: ndz 26 paź 2008, 00:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bin » pn 08 cze 2009, 15:14

Każdy krok, każdy kolejny centymetr bliżej drzwi sprawiał, że odczuwało się większe podekscytowanie


Dystansujesz mnie i bohatera, a w opowiadaniach psychologicznych tak się nie robi. Dlaczego nie po prostu "odczuwał"?



brązowymi okładkami i dużym obrazkiem


Jedna książka nie mogła mieć naraz kilku okładek i jednego obrazka. Lepiej "z brązową okładką i dużym obrazkiem"



połyka kolejne litery


Chwilkę wcześniej była taka sama metafora - nie przesadzaj



Nie zdążyli być pierwszymi


Niegramatyczne to zdanie. Lepiej byłoby zostawić pierwsze dwa słowa



No tak. Po pierwsze - mieszają ci się czasy. Raz teraźniejszy (w większości), a raz przeszły. Jak to było w mitologii, "na początku był chaos" - i tak już zostało.

Styl strasznie nie dla mnie - nie znoszę przemetaforzonych zdań, które opisują jak najbardziej prozaiczne rzeczy. Ale to moja opinia.

Natomiast pomysł, przekaz... ciemność widzę! Czy to miała być jakaś alegoria wyścigu szczurów? Ludzi pędzących na złamanie karku tak naprawdę bez celu? Jeżeli tak, to nie wynika to z tekstu, bo w zasadzie zakończenia rozstrzygającego, co jest dobre, a co złe, nie ma. Chciałbym, żebyś pokazała mi jakąś prawdę, z której nie zdawałem sobie sprawy, ale w sposób dobitny, tak żebym ja, przeciętny nastolatek, to zrozumiał



Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Sola Sel
Pisarz domowy
Posty: 77
Rejestracja: czw 04 wrz 2008, 22:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Sola Sel » pn 08 cze 2009, 19:01

Nie lubię w literaturze, (w ogóle we wszelakich tekstach mniej i bardziej profesjonalnych) dwóch rzeczy. Pierwszą z nich jest skrajny, antyemocjonalny minimalizm, drugą przesadna kwiecistość i przeintelektualizowanie wypowiedzi.

Zgadzam się z opinią przedmówców co do mieszania czasów i kilku potknięć. Zgadzam się także w kwestii walorów właściwych twojego tekstu. Nie lubię powtarzać wypowiedzi innych osób więc zwrócę uwagę na pominięty aspekt.



Miniatura, czym jest i jaka powinna być? Trzy słowa, kondensacja, błyskotliwość, moc. To tyle. Nic więcej. Kondensacja wielkiego materiału zamyślonego, błyskotliwość języka, moc puenty. Powiem ci, dlaczego twoja miniaturka "nie wyszła". Nie dlatego, że nie umiesz pisać (bo przecież umiesz), nie dlatego, że nie było pomysłu (bo przecież był). Nie wyszła dlatego, że forma językowa przygniotła treść, puentę, sens, przekaz, domysł. Nie, nie przywaliła - zmiażdżyła. Rozumiesz, co się stało? Język wdeptał w grunt wszelkie luki interpretacyjne, symbolikę, wdeptał przyjemność czytania. Sam w sobie twój styl nie jest zły ale w miniaturze, tak tej właśnie miniaturze, zagłuszył wszystko co miało zostać przekazane.

Poza tym przyjrzyj się swojemu dziełu od strony graficznej. To jest kloc, zupełnie nieczytelna bryła tekstu, nierozłożona na czynniki pierwsze ułatwiające przyjmowanie i tak skomplikowanej wymowy narratora.

Nic się nie bój, z fetyszyzmu ozdobników przypuszczalnie wyleczona zostaniesz już wkrótce, kiedy wyjdziesz z fazy rozwoju literackiego zwanego "okrasaniem na chama". Chyba każdy kiedyś na to cierpiał, ja także, przyznaję, byłam chora (KAO - Klub Anonimowych Ornamentalistów). Wyleczyłam się i nadal lubię poetyzować, tyle, że skromniej. Przebudzenie moje nastąpiło w dniu, w którym jeden z wiernych czytelników oświadczył, że 'sorry, ale nie rozumie'. Zostałam oświecona.



Powiem więc: "sorry, ale nie rozumiem". Zlituj się nad czytelnikiem, nawet jeżeli twój wirtualny odbiorca chwyta co napisałaś, ten z krwi i kości może nie zajarzyć. To tyle.



Powodzenia, miłej pracy!


Sprzeczne sprzeczności są podniecające. Taki mały zabieg a cieszy.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 08 lip 2009, 22:11

Hmmm. No to jest problem :) Mi tekst przypadł do gustu. Nie jest świetnie napisany, wiele bym zmienił, przemeblował wręcz. Ba! Nawet coś bym odjął, jednak mimo tego, jest tutaj spójny charakter. Machinalny temat jest napisany w machinalny, wypruty z emocji sposób. I to jest to "coś". Nie ma miejsca w twoim opowiadanku na łzy i wzruszenia, nie ma miejsca też na postaci - jest za to miejsce na zautomatyzowane, wymuskane z emocji czynności, zabiegi. Ten zabieg z czytaniem, przypomina mi beznamiętne spojrzenia z filmu "Gataca" - i właśnie tak odbieram tekst - świat ukierunkowany na zwycięstwa, na wspinanie się po koniecznych drabinach postępu, które owym postępem nie są. Zresztą, co tu dużo mówić, dokładnie to zobrazowałaś w jednym akapicie.

Co się tyczy stylu, tekst cierpi na brak akapitów i kilka niezgrabnych zdań. Odnoszę wrażenie, że wszystko było pisane w narracji trzecioosobowej na siłę - a tak naprawdę, miało być w formie pierwszoosobowej retrospektywnej.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości