Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

"Fragment" narazie tytułu brak :)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

"Fragment" narazie tytułu brak :)

Postautor: Miyamoto Musashi » czw 19 paź 2006, 19:19

Ha pisze opowiadanie i postanowiłem najpierw podać ocenie pokolei jego fragmenty. Zeby nie narobić tylu błedów na raz ;) Bardzo prosze was o wytknięcie mi błedów wszystkich poza ort i przecinkami :)



Ford zajechał przed bramę zrujnowanego zajazdu. Wysiadł z niego mężczyzna, koło trzydziestki. Miał na sobie krótkie szory i czerwony podkoszulek. Zajazd był bardzo stary, poprzez osypujący się tynk prześwitywała ceglana ściana, wszystkie szyby były dawno wybite i w trawie widać było sporo potłuczonego szkła. Tuż przy budynku rosły nieduże drzewa i krzew: najwyraźniej kiedyś był tu ogródek. Całość otaczał wysoki, pordzewiały, żelazny, płot, za nim rozciągał się las.

Michael (tak nazywał się właściciel forda) podszedł do bramy i szarpnął za jedno ze skrzydeł. Otworzyło się z cichym zgrzytem, a on otarł z ręki rdzę i wszedł na zarośniętą trawą ścieżkę, która prowadziła do wejścia zajazdu. Michael podszedł do drzwi i nacisnął klamkę, były zamknięte:

-Cholera – mruknął i ruszył spowrotem do forda.


Memento mori!

Awatar użytkownika
Ninetongues
Pisarz pokoleń
Posty: 1073
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 19:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ninetongues » czw 19 paź 2006, 21:02

Hej, za mało troszku! Daj więcej trochę, jakiś znaczący, soczysty, ważki dla fabuły kawałek. ;)



Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1064
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » czw 19 paź 2006, 21:14


Ford zajechał przed bramę zrujnowanego zajazdu.





Lepiej by brzmiało: Ciemnoczerwony ford, zajechał pod bramę zrujnowanego zajazdu.




Wysiadł z niego mężczyzna





Z zajazdu?




szory





Szorty? Szorty zazwyczaj sa krotkie dlatego sa szortami. Poza tym to wciaz brzmi, jakby zajazd nosil szorty i podkoszulek.




poprzez osypujący się tynk prześwitywała ceglana ściana





OMG, to na powaznie jest? Drogi Miyamoto Musashi, widzialam juz zdecydowanie lepsze teksty Twojego autorstwa.




wszystkie szyby były dawno wybite





Coraz bardziej mnie zadziwia ten tekst.




i w trawie widać było sporo potłuczonego szkła





Jezeli pokazesz mi, w jakiej trawie przed starym zajazdem widac by bylo potluczone szklo, to dostaniesz nobla.




Tuż przy budynku rosły nieduże drzewa i krzew: najwyraźniej kiedyś był tu ogródek.





Czepiam sie, ale wcale nie mialabym takiego skojarzenia. Poza tym byl to tylko jeden krzew?




Całość otaczał wysoki, pordzewiały, żelazny





Zapomniales dodac: dlugi, stuletni, ladny, rzezbiony, renesansowy i kolorowy.




Michael (tak nazywał się właściciel forda) podszedł do bramy





Unikaj nawiasow.




Otworzyło się z cichym zgrzytem, a on otarł z ręki rdzę i wszedł na zarośniętą trawą ścieżkę, która prowadziła do wejścia zajazdu.





Paskudne zdanie - szczegolnie koniec.




Michael podszedł do drzwi i nacisnął klamkę, były zamknięte:





To po przecinku to do czego jest? Nie pasuje! Po kropce, to co innego. Poza tym, zauwazyles moj drogi, ze Twoj bohater wciaz naciska jakies klamki albo krazy wokol drzwi lub bram? Moze jakis akwizytor? Przyzwyczajenie zawodowe?




-Cholera – mruknął i ruszył spowrotem do forda.





To po cholere te nudnawe i kiepskie opisy skoro juz wraca? ;) Wiem wiem, to tylko fragment - ale pewnie calkiem nieswiadomie - osiagnales dosc fajny efekt komediowy. I nie ma takiego wyrazu jak spowrotem.



Ogolnie jest to fatalne. Nie widzialam jeszcze tylu bledow, niescislosci w jednym tekscie, szczegolnie tak krotkim. Zmieniaj, zmieniaj, bo nie przystoi Ci to. Pisales lepiej, czyzbys byl pijany?



Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Miyamoto Musashi » pt 20 paź 2006, 22:54

Nie raczej nie piłem niczego z procentem... :lol: Puzniej wezmę się za poprawianie ale najpierw musze poprawić pare ocen :P Jak poprawie tego texta to odrazu wkleje dalszy ciąg który tęz najpierw trochę podreperuje :wink:

Dodane po 8 godzinach 45 minutach:

Dobra teraz wklejiłem całość. :D poprawiłem cyba wiekszoś tamtych błędów. Cuż sądzicie o tym. A tym razem zeczywiście piłem podczas pisania(coca cole) :P . czekam na opinie ;)





Michael Hilton chciał dojechać na miejsce jeszcze przed wieczorem. Zamierzał obejrzeć zajazd, który dostał w spadku po śmierci dziadka Alana Hiltona. Podobno budynek był bardzo zniszczony, ponieważ kiedy jakieś pięćdziesiąt lat temu rodziciel jego ojca zachorował i umarł, zajazd został zaniedbany i popadł w ruinę. Michael dopiero niedawno dowiedział się, że zajazd należy do niego, i postanowił go odbudować; otworzyć tam hotel lub restaurację. Michaelowi przez całe jego czterdziestoletnie życie nie wiodło się najlepiej. W młodości studiował medycynę, kiedy skończył uniwersytet zaczął pracować w szpitalu jako lekarz. Niestety zbyt duży stres źle na niego działał i zaczął popijać. Najpierw troszkę wieczorami, lecz z czasem pił coraz więcej, zaczął pić nawet w pracy. Po niedługim czasie został wyrzucony ze szpitala i od tego czasu nie mógł już wykonywać zawodu. Popadł w depresję i pił jeszcze więcej, trafił do kliniki odwykowej. Trochę mu to pomogło i stwierdził, że kończy z piciem. Wrócił do rodziców i zamieszkał razem z nimi chwytając się każdej pracy jaką tylko znalazł. Pewnego dnia dowiedział się o spadku i postanowił pojechać do Altaroo i odbudować zajazd Alana.

Zielony ford Michaela zajechał przed bramę zrujnowanego zajazdu. Hilton wysiadł z samochodu, miał na sobie krótkie spodnie i czerwony podkoszulek. Uważnie przyjrzał się budynkowi: był bardzo stary, miejscami ceglaną ścianę pokrywał zielony mech, w oknach nie było szyb, a gdzieniegdzie w trawie pobłyskiwało szkło. Tuż przy budynku rosły nieduże drzewa i krzewy: najwyraźniej kiedyś był tu ogródek. Całość otaczał wysoki płot, za którym rozciągał się las.

Michael podszedł do bramy i szarpnął za jedno ze skrzydeł. Niestety były zamknięte, przeklął cicho i rozczarowany ruszył z powrotem do samochodu. Stwierdził ze musi pojechać do miasta i pogadać z miejscowym szeryfem, albo zdobyć sprzęt pomocny w otwieraniu zamków.


Memento mori!

Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1064
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » pt 20 paź 2006, 23:14

Miya, moj drogi, cos czuje, ze hitu z tego nie bedzie - niestety.



Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Miyamoto Musashi » pt 20 paź 2006, 23:42

Trudno :D ale jeszcze to troche sprubuje pociągnąc :) Albo napisze coś nowego.. pozyjemy zobaczymy :twisted:


Memento mori!

Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Fragment :P ;) kolejny:P

Postautor: Miyamoto Musashi » wt 24 paź 2006, 18:44

Ano tak fragmęt mojego opowiadania... Znowu :lol: mam nadzieję że ktoś przeczyta. Toche makabryczne;)



żółty kabriolet, mknął przez ulice zalane światłem latarni. Sam zrobił sobie prawojazdy niecały miesiąc temu, i od tego czasu codziennie, jeśli tylko mógł jeździł samochodem swojego ojca. Mondcity było małym miasteczkiem na północy teksasu, jego burmistrz, Michael Stivendson ojciec Sama, był bogatym człowiekiem i pokazywał to zawsze kiedy tylko mógł. Swoją fortunę zawdzięczał spadkowi po ojcu, który zmarł na raka wiele lat temu i zostawił po sobie piękną sumkę na koncie w narodowym banku.

Sam nie lubił ojca ani matki, właściwie nie lubił niczego poza samochodami i krwią. Kiedy miał niecałe sześć lat, odpalił kosiarkę i rozjechał nią ulubionego kota swojej matki. Po pięknym persie zostały tylko rozrzucone po trawniku wnętrzności i strzępki futra na ostrzu kosiarki, no i oczywiście pełno krwi, tak kocia posoka bardzo się podobała małemu Samowi. Podobała mu się też krew psa sąsiadów, kiedy potraktował go maczetą, prezentem na ósme urodziny. Kiedy miał dwanaście lat młotkiem zmiażdżył głowę tchórzofretki, kupionej wcześniej w sklepie zoologicznym. Zabrał ją potem do szkoły i straszył dziewczyny, a kiedy wpadł na pomysł wyciągnięcia jej na lekcji, jego wychowawczyni zwróciła całe śniadania pod tablicą i zawiadomiła dyrektora. Sam został wydalony ze szkoły ale jego ojciec załatwił mu prywatne nauczanie. Co dziwniejsze nigdy ani ojciec ani matka nie zabrali sama do lekarza, ogólnie mało się nim przejmowali a jego wybryki określali mianem dziecięcych zabaw.

Sam dorastał i od czasu do czasu urządzał sobie krwawe zabawy, ostatni jego wybryk o mało nie zakończył się w wiezieniu: Sam poobdzierał ze skóry trzy bezpańskie psy, pocił je na kawałki i rzucał nimi w przechodniów z okna samochodu, podczas przejażdżki. Ktoś zawiadomił policje ale zapomniał spisać numerów rejestracyjnych samochodu Sama i ten bezkarnie wrócił do domu. Policja wszczęła śledztwo, które wkrótce zostało umorzone.
Ostatnio zmieniony śr 25 paź 2006, 13:41 przez Miyamoto Musashi, łącznie zmieniany 1 raz.


Memento mori!

Awatar użytkownika
Manta
Imperator
Imperator
Posty: 1064
Rejestracja: sob 25 lut 2006, 18:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Manta » wt 24 paź 2006, 19:05

Miya, blagam ... Pisze sie FRAGMENT ... :/



Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Miyamoto Musashi » śr 25 paź 2006, 13:42

:) dysortografia się kłania :oops: poprawiłem:P


Memento mori!

Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tytułu narazie brak :) Fragment

Postautor: Miyamoto Musashi » czw 09 lis 2006, 19:43

Hym, w tym tygodnu napisałem coś takiego :) Nazie niedopracowane ale co tam:P Wklejam bo od niedzieli nie będe miał internetu przez jakiś czas i dlatego prosze o szybkie komentarze :) Pozatym nie wiem czy to ciągnąc czy sobieodpuścić :P



Czarny dyliżans ciągnięty przez dwa gniade konie mknął przez brukowaną, leśną drogę. Na koźle siedział otyły woźnica z czarnym melonikiem na głowie, a przez ciemne szyby dyliżansu można było dostrzec mężczyznę. Na jego głowie spoczywał ciemny cylinder a z pod wąsów wystawała fajka. Człowiek ten był ubrany w szary rozpięty pałasz pod którym, znajdował się równie szary garnitur. Teraz paląc fajkę, podziwiał widoki i wystukiwał laską rytm jakieś starej piosenki.

Dyliżans, którym John Herbs jechał do Nowego Yorku zepsuł się podczas przejazdu przez małą zacofaną wioskę Mondcity. Pękła w nim ośka i woźnica stwierdził, że jeśli nie zdobędą nowego wozu to szybko stąd nie wyjadą. Niestety wyglądało na to, że w tej miejscowości nie ma żadnych powozów. Herbs był spokojnym i zrównoważonym biologiem, stwierdził, że może tu poczekać parę dni aż powóz będzie zdatny do dalszej drogi. Postanowił przenocować w tutejszym hotelu. W Mondcity poza hotelem był jeszcze sklep monopolowy i kilkanaście domów. Mieszkańcy handlowali z odległymi miejscowościami, ale sami rzadko wyjeżdżali z miasteczka, ponieważ bali się niebezpieczeństw czyhających w lasach otaczających Mondcity.

John wypakował swoje bagaże i ruszył brukowaną ulica w stronę hotelu. Trzymając walizki w dłoni wszedł do sporego budynku z wywieszonym nad drzwiami napisem „Motel Markusa”. Znalazł się w niedużym pokoju na środku, którego stało potężne biurko, za którym siedział niski człowieczek palący cygaro. Za nim były schody prowadzące na piętro, a na ścianach wisiało parę obrazów. Garnitur Jona zrobił duże wrażenie na małym człowieczku odłożył cygaro na biurko i wpatrywał się w niego z szeroko otwartymi ustami. John grzecznie odezwał się pierwszy:

- Witam szanownego Pana. Chciałbym wykupić pokój na noc, ponieważ zepsuł mi się dyliżans i naprawa może trochę potrwać.

- Eee… Si! Si! Oczywiście senior. Mamy tu mało gości, proszę wybaczyć moje zdziwienie. Na jedną noc? Si? To będzie jakieś pięć dolarów razem ze śniadaniem. – Widząc, że John sięga po portfel mały jegomość mówił dalej. – To dla nas zaszczyt gościć takiego szanownego człowieka jak Pan. Bardzo się cieszymy, że wybrał pan nasz hotel! Od kiedy w mieście pojawiły się wilki nikt nie nocował w moim hotelu senior. Dziękuję, dziękuje si, si.

- Wilki?

- Tak senior wilki… - Mina człowieczka przybrała smętny wyraz a w jego oczach John dostrzegł szaleństwo. – Przyszły nad ranem, rozbiły drzwi i zagryzły moją żonę. – Mówiąc to Hiszpan wstał i złapał Herbsa za poły płaszcza, krzycząc mu w twarz. – ZAGRYZłY! ROZUMIESZ ONE Ją Z A G R Y Z ł Y. – Puścił Johna i opadł spowrotem za biurko. Po chwili wygrzebał z szuflady klucz i podał go Herbsowi. – Pokój dwadzieścia trzy na końcu korytarza…

John ominął biurko i wszedł po schodach szukać swojego pokoju, za sobą słyszał szloch. Było mu przykro, że musiał tego miłego człowieka doprowadzić do takiego stanu, ale nic na to nie mógł poradzić. Pokój Johna był mały, jak chyba wszystko w tym hotelu z wyjątkiem biurka Hiszpana. Stało w nim łóżko, stolik z lampką naftową i wisiało parę obrazków na ścianie. Przez małe okno wpadało trochę światła. Herbst postawił swoje walizki na łóżku. Wypakował z nich ubrania i wyszedł szybko zamykając pokój na klucz. Miał dosyć tego małego pomieszczenia, przyprawiało go o klaustrofobie a myśl, że będzie musiał tu spędzić noc wywoływała dreszcze.

John wszedł przed hotel. Ze zdziwieniem stwierdził, że miasteczko mimo wczesnej godziny było opustoszałe. We wszystkich domach paliły się światła, chociaż do zapadnięcia zmroku zostało jeszcze około dwóch godzin. Herbs ruszył do sklepu monopolowego znajdującego się naprzeciwko hotelu. Był to spory oszklony budynek w środku było widać paru ludzi popijających piwo przy stolikach. Za ladą kręcił się barczysty jegomość i wycierał kufle po piwie. Kiedy Jon wszedł do sklepu wszyscy ze zdziwieniem spojrzeli w jego stronę. Herbs podszedł do lady:

- Mógłby mi pan sprzedać butelkę whisky? – Barczysty sklepikarz spojrzał się na niego dziwnie, poczym ściągnął z pułki butelkę trunku i postawił ją na ladzie. – To będzie jakieś trzy i pół dolara. – John zapłacił i wziął butelkę. Rozejrzał się po sali. Przy jednym ze stolików siedziało dwóch starszych panów i grało w pokera, w kącie sklepu zobaczył brodatego, zgarbionego dziadka, popijającego coś z butelki. Jon podszedł do niego i uzyskawszy zgodę usiadł przy jego stoliku.

- Słyszał pan coś o wilkach, które podobno zagryzły żonę właściciela hotelu? – Spytał po chwili. Staruszek spojrzał na niego mętnym wzrokiem i odparł:

- Tak… Te Wilki przybył do miasteczka prawie miesiąc temu, podczas pełni księżyca. – Dziadek beknął i mówił dalej. – Pozagryzały zwierzęta i wdarły się do kilku domów, zabijając wszystko, co stanęło na ich drodze… Później nękały nas jeszcze parę razy, ale już nikogo nie zagryzły. Wszyscy się boimy, kiedy przybędą znowu zabijać i mordować… - Jon ujrzał strach w oczach dziadka, który kontynuował: - One nie były normalne nie widziałem ich dobrze, ale wiem, że to nie były wilki, tylko jakieś wilkom podobne bestie… Widziałem, co zrobiły z Frankiem Samotnikiem. Miał rozdrapaną twarz i był nabity na pal… Boże, co my poczniemy, jeśli one wrócą… O Jezusie chroń nas… bur… - Dziadek mówił szeptem jeszcze przez chwilę poczym opadł na stolik i zasnął. Jego opowieść wstrząsnęła Jonem. Siedział jaszcze chwilę przy stoliku i odkręciwszy butelkę whisky pił prosto z niej. Pokrzepiwszy się wstał i wyszedł z sklepu. Sklepikarz patrzył na niego a mężczyźni siedzący przy stoliku grali w pokera.

Herbs schował butelkę whisky za połę garnituru. Poszedł spojrzeć jak radzi sobie jego woźnica. Ta miejscowość napawał go lękiem i odrazą, chciał stąd odjechać jak najszybciej. Niestety nigdzie nie mógł go znaleźć a wóz też zniknął z głównej ulicy. Jon pomyślał, że jego woźnica musiał pójść do czyjejś stodoły żeby móc pracować w nocy. Uspokojony tą myślą, wrócił do hotelu i od razu skierował się do swojego pokoju. Usiadł na łóżku i powoli opróżnił butelkę mocnego trunku.

Ze snu wyrwało go czyjeś łomotanie w jego drzwi. Zerwał się z łóżka i upadł, rękami ściskał skronie. Skutki uboczne alkoholu dawały o sobie znać, Jon podniósł się i na oślep namacał drzwi, kiedy je otworzył do pokoju wpadł przerażony mały Hiszpan i wyszeptał jedno słowo:

- Wilki…- Poczym wybiegł z pomieszczenia i zaczął coś wykrzykiwać. Jon szybko doprowadzał się do jako takiego porządku i pobiegł za Hiszpanem. Ze zdziwieniem zobaczył, że w hotelu zebrało się pełno ludzi. Drzwi wyjściowe były zastawione wielkim biurkiem małego Hiszpana. Wszyscy zebrani ściskali lampy naftowe, nikt się nie odzywał. Rozległ się przeszywający skowyt. Ktoś jęknął. Jon zszedł po cichu i stanął przy właścicielu wielkiego biurka. Kolejny skowyt rozdarł ciszę nocną a zaraz po nim rozległ się krzyk jakiegoś człowieka. Ktoś roztrzęsionym głosem stwierdził: - Boże, dorwały kogoś… - Nikt się nie odezwał. Wszyscy stali w przerażeniu czekając czy wilki spróbują dostać się do hotelu. Po kilku godzinach lampy zgasły i nastała ciemność. Dało się słyszeć tylko nierówne oddechy zebranych i cichy szloch jakiegoś dziecka.

Biurko zostało odsunięte parę godzin po wschodzie słońca. John otworzył drzwi. Przed hotelem na bruku leżało parę rozszarpanych ciał. Mżyło, bardzo wyraźnie było czuć spaleniznę. Jon podszedł do najbliżej leżącego ciała, jego żołądek wyczyniał cuda, ale po chwili się uspokoił. Było to ciało młodego mężczyzny, miał rozdarty brzuch. Herbs sprawdził jego puls. Chłopak nie żył. Podchodził tak po kolei do każdego z ciał i ze smutkiem stwierdzał zgon. Powoli z hotelu zaczęli wychodzić ludzie, niektórzy szlochali inni biegli sprawdzić, co stało się z ich domami. Zrezygnowany Herbs wrócił do Motelu Markusa. Mały człowieczek smętnie układał ksiązki na biurku, kiedy Jon wszedł spytał:

- Dużo zginęło?

- Tak. – Odparł spokojnie Jon. – Markusie proszę cię, mógłbyś wezwać waszego burmistrza i rade… No ludzi, którzy żądzą waszym miasteczkiem? żebyśmy się mogli spotkać tu w tym hotelu. Mam im coś ważnego do powiedzenia… A i prosiłbym Ciebie o jakieś prześcieradła. Trzeba przykryć zwłoki. - Markus wysłuchał Jona ze spokojem, kiwnął głową i wszedł na piętro. Kiedy wrócił z prześcieradłami dał je Herbsowi i wyszedł z hotelu. Jon stał chwilę niezdecydowany z prześcieradłami, ale wziąwszy głęboki oddech również opuścił hotel.


Memento mori!

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » czw 09 lis 2006, 20:06

Hmm,mam kilka zastrzeżeń:

-Mondcity-zmień to,bo piszesz,że to wioska,a w nazwie używasz słowa "city"

-raz piszesz "John" a raz"Jon",podejrzewam,że John jest prawdziwe

-zmień sklep monopolowy na coś innego,np. saloon,bar,pub,czy coś w tym guście

-literówki i błędy interpunkcyjne(tych jest dosyć dużo)

-pomysł dosyc ciekawy,chociaż podobny widziałem w filmie i jednej książce,tylko że z wampirami

-nie wiem,mam takie wrażenie jakbyś wymieszał tutaj realia dziiego zachodu z małym miasteczkiem w anglii,jakoś mi to nie pasuje.



Czy to ciągnąć?To zależy tylko i wyłącznie od ciebie.Jeśli tak zrobisz to wiedz,że chetnie przeczytam co będzie dalej,mimo,że niewielkie pole do popisu sobie zostawiłeś-temat tego tekstu jest dla mnie jak malutki pokój,do którego wszedłeś,a jedynym wyjściem jest okno,za którym juz na ciebie ktoś czeka.



Wypisałem tylko te kilka zastrzeżeń,bo myslę,że pozwolą ci spojrzeć na ten tekst bardziej krytycznie,nawet jeśli nie wiesz czy to dalej ciągnąć.





Pozdro.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Miyamoto Musashi » czw 09 lis 2006, 20:19

Wiedziałem że na Ciebie moge liczyć :D



Mondcity było specjalnie(spujż gdzie się dziej akcja "mr. Torture") ale może to zmine.

john - Jon nie byłem własnie pewien :?

sklep zmienie.

Akurat filma nie widzałem a i ksiązki nie czytałem.



Dzieki i pozdrawiam.

PS. A zakonczenie mam już wymyśloneMam nadzieje ze się uda tak jak chce :twisted:



PS2 No ale jesli mocno nie zgrzyta to chyba bende kontynułował :)


Memento mori!


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości