[obyczajowe] Pokoleniowa tama

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

[obyczajowe] Pokoleniowa tama

Postautor: minojek » wt 06 paź 2009, 16:57

Sytuacja wyszła dość absurdalna: starzy nienawidzili zadufanych w sobie młodzieniaszków, a ci drudzy - staruszków. Starzy uważali młodych za szaleńców, wariatów pozbawionych do cna zdrowego rozsądku, a z kolei młodzi określali starszych jako "wapniaków", "dziadków" lub nieco grzeczniej - "staruszków". Oczywiście ta pokoleniowa wojna nie dotyczyła wszystkich młodych, ale za to wszystkich starych, którzy obgadywali tych pierwszych gdzie tylko mogli: w wiejskich pubach, własnych mieszkaniach i domach, parkach... Gdzie tylko mieli możliwość swobodnej wymiany myśli.

Stary Adolf Bazynski, osiemdziesięciolatek-weteran II wojny światowej, szczerze nie cierpiał pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków. Wielokrotnie powtarzał, że za jego czasów pokolenia dwudziestolatków oddawało życie za ojczyznę, a ci dzisiejsi to banda nic nie wartych kretynów i na dodatek szaleńców zagrażających życiu pozostałych.

- Niech się zabije, proszę bardzo, ale niech nie zrobi nikomu krzywdy! Mam gdzieś jego problemy, może zdechnąć, a na mnie nie zrobi to żadnego wrażenia! - Krzyczał na widok rozpędzonych samochodów.

Bazyński miał już swoje lata i niejednokrotnie gadał bzdury, jednakże jego obawy związane z niebezpiecznymi zachowaniami młodych miały realne podstawy.

- Najpierw u koleżki się napije, a potem za kółko! - Wykrzykiwał jak najgłośniej mógł, wracając poboczem do domu.

Inni wiedzieli, jak na przykład pięćdziesięcio letni Jurek Wilczuk, że młodym brakuje adrenaliny, że dwudziestolatkowie nie mają gdzie się wyżyć.

- To ich nie usprawiedliwia, Jureczku - pozostawał przy swoim Bazyński. - Niech szaleją gdzie indziej, nie tutaj, nie wśród normalnych ludzi. Aż się boję, jak widzę taki pędzący przez wieś samochód.

Fakt, taki widok przyprawiał o dreszcze: czarne auta sunące odcinkiem drogi krajowej biegnącej przez sam środek wioski. Nikogo nie obawiano się bardziej od nich, nawet o tirowcach zdążono już zapomnieć, nie wspominając o bandach "zdegenerowanej młodzieży", jak ich nazywała żona Bazynskiego, Maryna.

Wskazówka naściennego zegara wskazywała dwudziestą drugą, potocznie mówiąc - dziesiątą wieczorem. Adolf wypoczywał w ogrodzie przed domem, siedząc w wiklinowym, bujanym krześle i zaciągając się co chwila smętnym dymem z papierosa. Kochał swój ogród, w nim czuł się naprawdę bezpiecznie. Najbardziej przypadła mu do gustu wiśniowa alejka, czyli drzewa wiśniowe posadzone wzdłuż długiego, brukowanego chodnika prowadzącego od furtki do tylnego wejścia.

- Telefon! Adolf, telefon! - Wołała Maryna, wymachując białą słuchawką. - Chodź no.

Staruszek z trudem podniósł się z fotela, a następnie czym prędzej wszedł na taras i do pokoju głównego, tak zwanego salonu.

- Słucham, Bazynski z tej strony - przedstawił się, przykładając słuchawkę do ucha. - Jurek? Jeszcze dzisiaj? Czemu nie, mogę przyjść. Dobra, to do zobaczenia.

- Skoczę do baru niedaleko tego salonu fryzjerskiego, do którego chodzisz, dobrze? - Zapytał "dla formalności".

- Dobrze, ale nie wróć zbyt późno, Marek wyjechał i nikt nie będzie mógł po ciebie podjechać samochodem. No i uważaj na tych wariatów!

- Jakich wariatów? - Spytał, gasząc papierosa w popielniczce.

- No jak jakich? Tych, których nazywasz gówniarzami za kółkiem.

- Ano, tak - odparł, powracając umysłem do starego, przesiąkniętego rutyną Świata.

Emeryci prawie co wieczór zaglądali do lokalnego baru, noszącego typowo wiejską nazwę "U Mietka". Nazwa jak nazwa, za to jaka wyżerka!

- Co tam u ciebie? - Zapytał Jurek, przeglądając menu zawieszone nad stolikiem zamówień. - Bigos, gulasz, zapiekanka - powtarzał pod nosem, starając się wybrać jak najlepiej.

- Po staremu. Lepiej powiedźcie mi co u was.

- U mnie? Jak u ciebie, po staremu, szafa gra - odpowiedział Stanisław, trzeci z "gangu". - Syn wrócił z pracy z Niemiec, chce na stałe zamieszkać w Polsce, planuje wybudować dom.

- Poproszę talerz bigosu, gulaszu i jedną zapiekanką, a do tego trzy piwa - poprosił Jurek, skierowując twarz w stronę barmanki.

- W porządku. Kiedy dania będą gotowe, zawołam panów - oznajmiła kobieta, znikając za ciemnofioletową kotarą.

Na dworze robiło się coraz ciemniej, wieś powoli pustoszała, by za kilkanaście godzin znów się odrodzić. Gdzieniegdzie chodnikiem spacerowały młode małżeństwa, omawiając rodzinne sprawy, gdzieś wył uczepiony łańcucha pies, skowycząc przeokropnie.

- Ale szaleją! - Krzyknął sam do siebie Jurek, kiedy ujrzał przez szybę pędzący, zdezelowany samochód. - Niech ten dureń nie zrobi nikomu krzywdy!

-Idioci! Zagrażają innym! Powinno ich się pozamykać i wysłać na Sybir! - "Orzekł" Adolf, uderzając nerwowo pięściami w stół.

Niespodziewanie pojazd wypadł z trasy, wijąc się z jednego pasa na drugi.

- Co jest? - Spytał Jurek, przecierając dłonią twarz.

Kierowca musiał popełnić straszny błąd. Krwisto czerwony "wózek" wyleciał z trasy, wbijając się z impetem w stojący tuż obok drogi dąb.
- Chryste! - Wrzasnęli jednocześnie mężczyźni, przyglądając się całemu zajściu. Zapomnieli o dawnych wyzwiskach, okazach nienawiści. Teraz znów stali się prawdziwymi ludźmi, znów narodziło się w nich uczucie współczucia.

- Pomóżmy mu! - Rozkazał Adolf, wstając od stołu.

Zgodzili się z nim, nie protestowali, bowiem jeśli młody szaleniec dostał nauczkę, a starsi zdają sobie sprawę z tego faktu i z całego serca pragną mu pomóc, to nic nie stoi na przeszkodzie, by pomiędzy nimi zapanowała więź pokoju i co najmniej wzajemnej tolerancji.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 06 paź 2009, 18:56

Sytuacja wyszła dość absurdalna: starzy nienawidzili zadufanych w sobie młodzieniaszków, a ci drudzy - staruszków. Starzy uważali młodych za szaleńców,


Jeżeli podmiot występuje obok siebie (młodzieniaszki oraz ci drudzy – to, to samo), to zapisujesz tak:

Sytuacja wyszła dość absurdalna: starzy nienawidzili zadufanych w sobie młodzieniaszków, a oni - tych pierwszych. Starzy uważali młodych za szaleńców,


Stary Adolf Bazynski, osiemdziesięciolatek-weteran


Trzy synonimy dla tej samej osoby. Wszystkie mówią to samo: że jest stary

Stary Adolf Bazynski, osiemdziesięciolatek-weteran II wojny światowej, szczerze nie cierpiał pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków. Wielokrotnie powtarzał, że za jego czasów pokolenia dwudziestolatków oddawało życie za ojczyznę, a ci dzisiejsi to banda nic nie wartych kretynów i na dodatek szaleńców zagrażających życiu pozostałych.


Powtórzenia. Charakterystyczna końcówka lotna "latek" występuje nader często i jak dotąd, cały tekst trąci wielkim powtórzeniem.

Bazyński miał już swoje lata


Powtarzasz tę informację...

Inni wiedzieli, jak na przykład pięćdziesięcio letni


- To ich nie usprawiedliwia, Jureczku - pozostawał przy swoim Bazyński. - Niech szaleją gdzie indziej, nie tutaj, nie wśród normalnych ludzi. Aż się boję, jak widzę taki pędzący przez wieś samochód.


Chyba się zgubiłem. Nie ma tu dialogu ani umiejscowienia Jurka i nagle taka wcinka?

Wskazówka naściennego zegara wskazywała dwudziestą drugą, potocznie mówiąc - dziesiątą wieczorem.


Oczywista oczywistość i do tego dwa razy ta sama informacja - czy uważasz, że to jest potrzebne? Jeżeli tak - zostaw, ale ja to widzę jako coś całkowicie zbędnego.

Nazwa jak nazwa, za to jaka wyżerka!


narrator wychodzi na pierwszy plan. Mimo, że zabieg jest mocno plastyczny, źle został wkomponowany - albo niech to pozostanie myślą bohater, albo stwórz z narratora kogoś bardziej aktywnego, kogoś kto żywo opowiada historię (pierwszoosobowy).

- Co tam u ciebie? - Zapytał Jurek, przeglądając menu zawieszone nad stolikiem zamówień. - Bigos, gulasz, zapiekanka - powtarzał pod nosem, starając się wybrać jak najlepiej.


Tutaj, scena zakrawa na absurd i nie jest to wina sceny, a twoja. Już parokrotnie zwracali ci czytelnicy uwagę, że skaczesz od sceny do sceny? No to masz tutaj doskonały przykład takiego zachowania: siedzi w fotelu, dobiera telefon, siedzi w knajpie. A gdzie plastyka na emocje, zachowania, opisy, jak to z trudem doszedł do baru, jak po drodze mijał miasteczko, wioskę, czy co tam mijał. Jak wyglądała jego droga? Tekst całkowicie traci wszelkie namiastki klimatu.

Niespodziewanie pojazd wypadł z trasy, wijąc się z jednego pasa na drugi.


Czyli był nadal na trasie.



Powiem krótko. Zapis dialogów lepszy. Dialogi lepsze. Reszta bez zmian. Idzie Adolf do baru - w międzyczasie pomarudzi. Więc jest źle. Idzie, przy drodze, siada na krześle, odbiera telefon i nagle jego marudzenia są potwierdzone wypadkiem. No i tyle. Brzmi sucho? Cały twój tekst jest suchy. Naprawdę odłóż to na kilka tygodni i wróć do tekstu, aby wyzbyć się tych emocji, które są w tobie, a których nie potrafisz (bądź nie chcesz) przelać na papier. Wypadek to rzecz tragiczna, powinna chwycić za serce - złorzeczenie starca to coś denerwującego - to zestawienie już powinno wprowadzić dysonans, zastanowienie, skłonić do skrajnych emocji. Tutaj tego nie ma. Tekst naprawdę mi się nie podoba. I naprawdę, wiele czasu upłynie, zanim zrozumiesz, że to, co chciałeś przekazać pozostało w twojej głowie i nie zdołałeś tego przenieść na papier. Czytaj, czytaj, czytaj - na teraz tyle poradzę. Pewne chwyty autorskie zostaną ci w głowie i to one stworzą (być może) nowszy, lepszy pogląd na sprawę związaną z pisaniem.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Frank Black
Pisarz osiedlowy
Posty: 253
Rejestracja: ndz 30 wrz 2007, 14:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Frank Black » wt 06 paź 2009, 19:10

Witam.
Zastanawiałem się chwilę jak potraktować to opko. Nasuwają mi się na myśl tylko dwie możliwości:
- albo zwykłe ćwiczenie warsztatowe ( czyli pisanie dla pisania)
- albo opowieść moralizatorska dla świeżo upieczonych kierowców o relacji pokoleń.

Przyjmijmy, że było to ćwiczenie i niech tak pozostanie.

Na samym początku o samym opku:

W stosunku do poprzednich Twoich prac widać dużą poprawę, jednak jeszcze troszkę brakuje. Pomimo ciekawego tematu, który sobie wybrałeś - powiedzmy to sobie szczerze - zabiłeś opowiadanie ostatnim akapitem. Coś, co miało być całym clue opowieści, jest gwoździem do trumny.
Tylko i wyłącznie przez swoją konstrukcję.

Spójrz na to jeszcze raz. Mamy łebka, który jadąc za szybko rozbija się o drzewo na oczach starszych ludzi ( kto wie, może ginie? ) a Ty to kwitujesz takim zdaniem:

Zgodzili się z nim, nie protestowali, bowiem jeśli młody szaleniec dostał nauczkę, a starsi zdają sobie sprawę z tego faktu i z całego serca pragną mu pomóc, to nic nie stoi na przeszkodzie, by pomiędzy nimi zapanowała więź pokoju i co najmniej wzajemnej tolerancji.

Jedyny pokój jaki mi przychodzi do głowy w tej scenie to wiekuisty.

Zmień początek - ten o starych staruszkach i wyżej wspomniany koniec a będzie dobrze.

Teraz warsztat. Jest lepiej. Dużo lepiej. Praktycznie nie ma już powtórzeń ( po za początkiem, gdzie starzy staruszkowie nie lubią młodych młodzieńców i na odwrót). Spróbuj tą część przekonstruować, bo te ciągłe powtórzenia drażnią.

Co dalej - wciąż masz problemy z zapisem dialogów. Przed pisaniem opka poczytaj temat temu poświęcony i gdy będziesz miał jakiś problem to sobie sprawdzaj. To nic nie boli.
Ogólnie jako ćwiczenie opko jest w porządku, bo widać progres w Twoim warsztacie, jednak jeżeli podejdziemy do tekstu od strony stricte fabularnej wciąż jest daleko do ideału.
To w gruncie rzeczy krótka anegdotka którą można opowiedzieć jednym zdaniem: "Stary ramol nie lubi młodych gniewnych, ale jak jeden z nich ma wypadek, to mu mięknie serce".
To wciąż mało, aby nas zachwycić. Spróbuj na warsztat wziąć coś ambitniejszego. Nie prosty przekaz przyczynowo - skutkowy, ale coś z drugim dnem. Z jakąś tajemnicą, która odkryta na samym końcu sprawi, że zapamiętamy opko na dłużej.

W chwili obecnej nie mam już czasu poprawić Ci wszystkich błędów, jak to zwykle robię, jednak jeżeli nie wyprzedzi mnie mój ulubiony łowca baboli Maritinius ( pozdrawiam!) zrobię to jutro po pracy.

Pozdrawiam.
Black.

[ Dodano: Wto 06 Paź, 2009 ]
O proszę - i już mnie Maritinus uzupełnił :D


"Stąpać po krawędzi, gdzie lęk i strach..."

Muszę uczyć się polityki i wojny, aby moi synowie mogli uczyć się matematyki i filozofii. John Adams.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 06 paź 2009, 23:00

- Poproszę talerz bigosu, gulaszu i jedną zapiekanką, a do tego trzy piwa - poprosił Jurek, skierowując twarz w stronę barmanki.


To nie daje mi spokoju. Poprawnie gramatycznie i czasowo, ale w kontekście mi nie leży.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości