Wczoraj, dziś, ...kiedyś [SF (psychologiczne)]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
metek1987
Kmiotek
Posty: 7
Rejestracja: pn 12 paź 2009, 14:00
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Sopot
Płeć: Mężczyzna

Wczoraj, dziś, ...kiedyś [SF (psychologiczne)]

Postautor: metek1987 » pn 12 paź 2009, 16:46

Od Autora

Projekt tworzony wraz z moim kolegą, który opisuje wydarzenia przed moim opowiadaniem, dlatego też na początku zamieściłem spis postaci jak i chronologie wydarzeń, by łatwiej było połapać się w pewnych kwestiach. Szczerze liczę na opnie ludzi nie koniecznie związanych z ową tematyką. Mile widziane opinie na temat ogólnej stylistyki i języka pisania.

Pozdrawiam i życzę miłej lektury.
Mateusz A. B.



* * *



POSTACIE

1. Bonfis Silla - Mistrz Jedi
2. Dahnes Kell - "upadły" Jedi / Uczeń Yomara Geppte
3. Dame Kaii - Padawanka Mistrza Vel'a Santis'a
4. D'Kana Yoda - Mistrz Jedi
5. Dooku Jard, Hrabia / Darth Tyranus - Uczeń Darth Sidious'a
6. Dyays Sito - Mistrz Jedi
7. Geppte Yomar - Lord Sith
8. Gerano Kasto - handlarz bronią
9. Qymaen jai Sheelal / Grievous - generał, dowódca armi Separatystów
10. Kanter Mira - kochanka Vel'a
11. Noon Verth - najemnik
12. Palpatine Dantius - Kanclerz / Darth Sidious - Lord Sith
13. Santis Feli - matka Vel'a i Rive'a
14. Santis Moa - córka Vel,a i Miry
15. Santis Rive - Archiwista Jedi
16. Santis Vel - Mistrz Jedi
17. Santis Zirax - ojciec Vel'a i Rive'a
18. Sekki Ehmin / Revenge - Egzekutor w służbie Darth Palpatine'a
19. Surkan Kafe - Padawan Mistrzyni Bonfis



CHRONOLOGIA

>-82<
*RODZI SIĘ SITO (6),
*SITO TRAFIA DO AKADEMII JEDI;

>-79<
*RODZI SIĘ ZIRAX (17);

>-76<
*RODZI SIĘ FELI (13);

>-62<
*RODZI SIĘ SILLA (1);

>-61,5<
*SILA TRAFIA DO AKADEMII JEDI;

>-53<
*ZIRAX I FELI POBIERAJĄ SIE;

>-51<
*RODZI SIĘ VEL (16);

>-49,5<
*RODZI SIĘ EHMIN (18);

>-48,5<
*VEL TRAFIA DO AKADEMII JEDI;

>-48<
*RODZI SIĘ RIVE (15);

>-46<
*RODZI SIĘ MIRA (10);

>-44<
*ZIRAX ODCHODZI OD FELI;

>-42<
*RODZI SIĘ KELL (2),
*KELL TRAFIA DO AKADEMII JEDI;

>-40<
*RODZI SIĘ KAFE (19);
*KAFE TRAFIA DO AKADEMII JEDI;

>-39,5<
*VERTH NOON (11) MORDUJE RODZINĘ EHMIN'A;

>-39<
*RODZI SIĘ KAII (3);
*KAII TRAFIA DO AKADEMII JEDI;
*VEL ZOSTAJE PADAWANEM MISTRZA DYAYS'A;

>-35<
*MISJA NA AGAMAR,
*ŚMIERĆ ZIRAX'A,
*RIVE ZAMIESZKUJE W ŚWIĄTYNI JEDI;

>-32<
*EPIZOD I - MROCZNE WIDMO

>-30<
*ZNIKNIĘCIE KELL'A
*KAFE ZOSTAJE PADAWANEM MISTRZYNI BONFIS;

>-31,5<
*EHMIN ZABIJA VERTH'A;

>-29<
*MIRA UCIEKA Z DOMU,
*MIRA POZNAJE KAST'A (8);

>-28<
*MISJA NA MYRKR,
*ŚMIERC MISTRZA DYAYS'A;

>-27,5<
*MIRA UCIEKA OD KASTO,
*VEL POZNAJE MIRE;

>-26,5<
*MIRA ODCHODZI OD VEL'A,
*KAII ZOSTAJE PADAWANKĄ VEL'A;

>-26<
*RODZI SIĘ CÓRKA VEL'A I MIRY - MOA SANTIS (14);

>-24<
*EHMIN ZOSTAJE OSOBISTYM EGZEKUTOREM PALPATINE'A (12) I PRZYBIERA IMIE "REVENGE";

>-22<
*EPIZOD II - ATAK KLONÓW
*MISJA VEL'A I KAII - W POGONI ZA KELL'EM DAHNES'EM



* * *



GWIEZDNE WOJNY

"WCZORAJ, DZIŚ,...KIEDYŚ"



* * *



Czym jest przeszłość?
Przeszłość to wszystko to, co minęło, przeszło, co było przedtem; okres życia, który już upłynął... Utracone chwile?
Czym jest teraźniejszość?
Teraźniejszość to chwila obecna, współczesna epoka, bieżące wydarzenia i sprawy... Czas działania?
Czym jest przyszłość?
Przyszłość to czas, który ma nadejść, czas przyszły, przyszłe zdarzenia; to, co jest oczekiwane, przewidziane... Upragniony spokój?
...?



* * *



CZĘŚĆ PIERWSZA

EGZEKUTOR REVENGE



* * *



WCZORAJ
6 lat przed Bitwą o Geonosis

Przebudził się.
- G-dzie ja jjestem? - W jego głosie słychać było strach,... a to dopiero początek.
- Przeczytać ci coś, Verth? - zapytałem rozpoczynając zabawę.
Verth Noon był zwykłym najemnikiem. Tłusty, nieogolony, ociekający potem grubas. Nic nie warte cielsko wypełnione po brzegi tanim alkoholem i dymem marnej klasy tytoniu. Dla swoich pracodawców był niczym - w liście płac znajdował się gdzieś pomiędzy rozgniecionym skalnym szczurem, a odchodami Jawa.
- Kimm jest-eś?
Verth był w beznadziejnej sytuacji: nie mógł się ruszać - ale nie dlatego, że był przywiązany do metadrewnianego krzesła - o nie -, to byłoby zbyt łatwe, także nic nie widział - w pomieszczeniu panowała zupełna ciemność.
Przywlokłem tego gnoja do tego opuszczonego hangaru zaraz po tym jak odszukałem go w jego ulubionym gówno-barze i obezwładniłem jednym celnym ciosem w potylicę. Nie musiałem się obawiać, że któremuś z klientów baru nie spodoba się moje zachowanie co do osoby Verth’a, większość z siedzących tam „geniuszy” miała spore problemy z odróżnieniem świata rzeczywistego od fikcyjnego, lub po prostu miała to wszystko w głębokim poważaniu.
- Kim jestem? No, właśnie. Dobre pytanie... Dzięki tobie na pewno nie tym, kim mogłem zostać.
- Co chceesz zro-bić?
- Zadajesz dużo pytań jak na sytuacje, w której się znajdujesz. Ale cóż, nic innego ci nie pozostaje... Zacznijmy od tego co już zrobiłem. Długo byłeś nieprzytomny. W twoich żyłach już od ładnych paru godzin płynie trucizna, która powoduje twardnienie stawów, co już niebawem uniemożliwi Tobie jakikolwiek ruch. Niedługo przestaniesz nawet mówić.
- Zabijeesz mmniee? - Stach był tak wyraźny, że prawie można go było dotknąć. Doskonale...
- Tak, ale nie od razu. Najpierw coś ci przeczytam. Słuchaj uważnie, bo właśnie przez to tu jesteś. - Zapaliłem światło, chciałem aby wiedział jak wygląda moja twarz. Zmrużył oczy. Spojrzałem na wydruk na kawałku metapapieru. Verth otworzył ślepia.
Zacząłem czytać:

"Trzy osoby - matka, ojciec i ich trzynastoletnia córka - zostały znalezione martwe we własnym domu.
Sprawca nie został schwytany.
Poszukuje się najmłodszego członka rodziny - dziesięcioletniego Ehmin'a Sekki."

- To był fragment artykułu z planety Assilon zamieszczonego w holonecie osiem lat temu. Pamiętasz?
Skołatany móżdżek Verth'a zaczął powoli łączyć fakty.
- T-to było zaadaanie... Ja...
- Zamknij się! Zabrałeś mi dzieciństwo, to teraz ja zabiorę resztę twojego marnego życia... - Pochyliłem się i zbliżyłem twarz do jego pierdolonej mordy. Był taki bezbronny. Kusiło mnie, aby wepchnąć kciuki w jego oczodoły i poczuć pękające białka. Ale nie, wymyśliłem coś znacznie lepszego. - Ojciec... Moja ukochana Siostra... A Mama... leżała nago w kałuży krwi. Zabawiłeś się jeszcze zanim ją zamordowałeś, co?! Pamiętasz?! Pamiętasz?!...Bo ja pamiętam to doskonale!
Milczał - trucizna, choć jego dusza wrzeszczała - widziałem to w jego przekrwionych oczach.
Wziąłem do ręki wibronóż. Tak długo czekałem na ten moment. Podszedłem do Verth'a. Cały czas śledził mnie wzrokiem, już tylko to mu pozostało. Powoli, delektując się każdą chwilą mojej zemsty wpychałem ostrze wibronoża w jego brzuch. Następnie pociągnąłem je ku górze, aż zatrzymało się na mostku łączącym żebra. Gałki jego oczu na darmo szukały pomocy. Szybkim ruchem wyciągnąłem ostrze. Verth nadal żył, ponieważ wcześniej podałem mu skalyhon - zakazany narkotyk podtrzymujący przytomność , używany przez plemiona z Retus IV lubujące się w igraniu z własnym ciałem do granic możliwości (skutki uboczne działanie skalyhonu były w tej sytuacji nie istotne, Verth i tak by ich nie dożył).
- Poznaj mojego małego przyjaciela. - Z kieszeni wewnątrz kurtki wyciągnąłem niewielkie etui. - To lykuneen w zaawansowanej fazie larwalnej. - Otworzyłem pudełko i wyciągnąłem z niego gładki, szary kokon wielkości kciuka. - Niedługo się wykluje i będzie potrzebował dużo pokarmu by przeżyć, którego, jak się pewnie domyślasz, ty mu dostarczysz. – Powoli, przez wycięty otwór, wepchnąłem do wnętrza Verth'a kokon z pasożytem. - Lykuneen posiada zdolność do samo powielania się, więc jeżeli uzna cię za odpowiedniego żywiciela, a zapewne tak będzie, staniesz się żywym domem dla nieustannie rozrastającej się koloni. W dogodnym środowisku lykuneen rozmnaża się błyskawicznie, a zwłaszcza w takiej kupie mięsa jak ty. - Puste etui schowałem z powrotem do kieszeni. - Wrócę jutro, aby sprawdzić co z ciebie zostało. - Odwróciłem się i ruszyłem w stronę drzwi. Za sobą słyszałem jedynie ciche mamrotanie człowieka, którego dogoniła przeszłość.
Ofiara nigdy nie zapomni twarzy swego oprawcy...
Ja nie zapomniałem,...a ty Verth - nawet nie zdążysz zapomnieć...



* * *



DZIŚ
12 miesięcy po Bitwie o Geonosis

Gabon...
W ustach czułem maleńkie drobinki kurzu, które zgrzytały o moje zęby. Po kręgosłupie niezdarnie tańczył delikatny dreszcz, wywołany licznymi bodźcami. Serce, czułem to wyraźnie, gotowało się ze zmęczenia, ale było gotowe by biec dalej.
Przedzierałem się przez oddziały szturmowców-klonów bez większego problemu; nie byli w stanie mnie nawet tknąć. Dookoła mojej głowy latały odcięte kończyny, a pod nogami ścielił się dywan z rozczłonkowanych ciał. Chmura kurzu zasłaniała widoczność, ale to nie sprawiało problemu. Miecz świetlny płonął w mojej dłoni czerwonym ogniem spragniony ofiar - tak samo spragniony jak i ja byłem.
Wnet usłyszałem krzyczący coś głos. Przykuł moją uwagę, ponieważ różnił się od tonu głosu klonów, a tylko te było tu słychać. Odwróciłem się w kierunku z którego dobiegał i ujrzałem wyskakującą z kanonierki kobietę. Nie przestając nadal mordować starałem się nie stracić jej z oczu. Kobieta niespodziewanie ruszyła w moją stronę. Biegła taranując sobie drogę tarczą Mocy. Rozciąłem kolejne ciało klona i ustawiłem się w pozycji bojowej.
Mistrzyni Jedi uderzyła z ogromną siłą. Naraz straciłem równowagę i runąłem na ziemie. Mój miecz wypadł mi z dłoni i potoczył się pod nogi maszerujących droidów. Jedi doskoczyła błyskawicznie biorąc szeroki zamach, chcąc zakończyć pojedynek i jednocześnie ukrócić moje życie.
Niespodziewanie coś odwróciło jej uwagę ode mnie. Jedi zawahała się, a ja wykorzystałem ten moment by odskoczyć na bezpieczną odległość. Gdy tylko z powrotem odzyskałem utraconą broń dostrzegłem co przed chwilą uratowało mi życie.
Z gęstych chmur kurzu powoli wyłaniała się charakterystyczna postać generała Grievous'a. W każdym z jego czterech cybernetycznych ramion szalał miecz świetlny. Poruszał nimi z ogromną szybkością, iż wydawać by się mogło, że otoczony jest bąblem zmaterializowanej energii.
Miłej zabawy, suko - pomyślałem widząc jak generał rzuca się na kobietę Jedi.
W tym samym czasie nad głową usłyszałem warkot silnika kanonierki. Powiew gorącego powietrza wzmógł gęstość chmury kurzu. Instynktownie wykonałem szerokie cięcie w prawo i poczułem jak ostrze natrafia na opór innego miecza świetlnego. Odwróciłem się w kierunku przeszkody i ujrzałem stojącego przede mną młodego mężczyznę. W jego oczach widziałem determinacje i godną podziwu odwagę, lecz wyczuwałem także jego marne zdolności we władaniu Mocą, co zdradzało, iż był tylko Padawanem.
O dziwo, pojedynek okazała się dłuższy niż sądziłem. Młody wojownik długo stawiał opór, choć wynik konfrontacji z góry był przesądzony. Wystarczył jeden prosty błąd, którego nie zamierzałem przepuścić. Błyskawicznie zareagowałem wyprowadzając pionowy atak. Padawan nie miał najmniejszych szans. Osunął się na kolana i padł na ziemie nie wydając przy tym najcichszego nawet odgłosu, ani cichego pisku, ani tym bardziej krzyku ulatującej duszy. Umarł jak na bohatera przystało. W ciszy...
Równina Paplan, na której toczyła się bitwa, powoli zamieniała się w cmentarzysko, gdyż więcej było tu martwych - zepsutych, niż żywych - działających. Starcie na Gabon zbliżało się ku końcowi, lecz to nie oznaczało końca bitwy. Otarłem tylko czoło z potu i ruszyłem dalej.



* * *


WCZORAJ
14 lat przed bitwą o Geonosis

Biegłem ile sił w nogach, nie zważając na strugi deszczu ulewające z czarnego nieba. Błagałem aby moje małe ciało wykrzesało z siebie choć odrobinę więcej siły i pozwoliło mi biec jeszcze szybciej. Parę razy potknąłem się o wystający korzeń czy kamień, ale nie spowolniło mnie to ani trochę. Ślina w ustach przybrała metaliczny smak. Serce waliło niczym młot pneumatyczny, chcąc rozerwać moją pierś. Płuca paliły ogniem niczym wypełnione garścią rozgrzanych gwoździ. Ale ja wciąż biegłem dalej i dalej. Przemierzałem kręte uliczki, mijałem sklepy i nielicznych pieszych uciekających przed deszczem. Słyszałem grzmoty i chlust rozbijających się kropel o bruk. Widziałem błyski i bezdomnych leżących jak zwykle na chodniku nie zważających na potworną pogodę.
Biegłem dalej, by was uratować...
Naraz wbiegając w ostatni zakręt prowadzący do mojego domu uderzyłem w ogromną przeszkodę. Upadłem na chodnik uderzając całą siłą w lewy bark. Poczułem jak moje ramie eksploduję, ale krzyk zdusiłem wewnątrz.
- Uważaj jak chodzisz, gnoju - wielki osobnik wyraźnie nie był zadowolony z zaistniałej sytuacji, pomimo tego, iż to ja wylądowałem w błocie, a on najwyraźniej wyszedł bez szwanku.
- Przepraszam - wydusiłem rozcierając bolące miejsce.
Moja "przeszkoda" warknęła i odeszła bez słowa w swoją stronę, pozostawiając za sobą jedynie zapach palonego cygara.
Wstałem i ruszyłem dalej. Ostatnie pięćdziesiąt metrów pokonałem niemal że jednym skokiem.
Wbiegłem do domu.
- Mamo! Tato! - krzyczałem już od progu.
Przemierzyłem hol i wszedłem do salonu. Wtenczas straciłem władzę w nogach i runąłem na podłogę. Dreszcze przeszyły całe moje ciało, a z oczu popłynęły strumienie łez.
- Mamo... - Na sercu pojawiło się pęknięcie. - Tato... - Z pęknięcia zaczęła sączyć się czarna, gęsta krew. - Etina... - Z utoczonej krwi wyłonił się ktoś obcy.
Ehmin odszedł tego wieczoru.
Umarł jak i jego rodzina.
W bólu, w cierpieniu, bez szacunku...
...Ale narodził się ktoś zupełnie nowy...
...A w powietrzu czuć było zapach cygara...



* * *



DZIŚ
15 miesięcy po Bitwie o Geonosis

- Mogę usunąć te wspomnienia, jeśli tylko chcesz - zapytał szczerząc uśmiech i odsłaniając żółte zęby.
- Nie - odpowiedziałem stanowczo, choć wiedziałem, że nie znosi nawet najmniejszego sprzeciwu.
- Te wspomnienia,...one sprawiają ci ból - kontynuował. Jego twarz przybrała kłamliwy wyraz współczucia. Wiedział, że nie ufam mu na tyle, na ile by tego chciał. Ale byłem mu posłuszny. Był moim pracodawcą. Był moim mistrzem. Wiedział o mnie wszystko. Prowadził ze mną tę rozmowę, choć już wcześniej wiedział co mu odpowiem.
Lubił tą grę.
- To jedyne co mi pozostało - odparłem bez chwili namysłu.
- Bardzo cenie sobie rozmowy z tobą. - Kolejne kłamstwo. Brzmiało tak słodko, że prawie w nie uwierzyłem. Używał Mocy aby panować nad innymi. Nad Dooku, nad Grievous’em, Jedi też potrafił omamić – choć jest z nimi tak blisko. Nade mną również panuje. Wiedziałem o tym, ale pozwalałem mu na to. Dzięki posłuszeństwu wobec niego stawałem się silniejszy. Silniejszy od moich wrogów.
- Od jakiegoś czasu śnie nowy sen - kontynuowałem po chwili milczenia. Kolejna rozmowa, która nie ma sensu. Pewnie moje myśli już rozdrapywane są przez niewidzialny pazur Mocy.
- Również dotyczą rodziny? - spytał i pogładził się po doskonale ogolonej brodzie.
- Dotyczą... kobiety.
- Znasz ją? - zapytał wyraźnie zainteresowany.
Zastanowiłem się chwile.
- Cały sen pamiętam dokładnie, każdy szczegół, wydawać by się mogło że pamiętam nawet zapach. Tylko twarz jest nie do rozpoznania.
- Czy to przyjemny sen?
Zawahałem się. Poczułem dreszcz, który przeszył plecy i zatańczył na karku. Zrobiło mi się ciepło. Oddech przyspieszył. Widziałem Ją tańczącą przede mną. Znowu poczułem jej zapach. Miałem ochotę ponownie zacząć śnić...
- Tak, nawet bardzo - wyksztusiłem w końcu.
- Więc czemu mi o tym mówisz?
Spuściłem wzrok w dół. Przez chwile wpatrywałem się w podłogę, jakbym w tych ciemnych płytach chciał odnaleźć odpowiedzi na moje pytania.
- To nie w porządku. - Podniosłem wzrok, tak aby napotkał spojrzenie mojego rozmówcy. - Staje się niewolnikiem własnej podświadomości. Pragnę wracać do tego nierealnego świata. Pragnę na nowo odczuwać tą złudną rozkosz. Tracę samego siebie... Tracę moją rodzinę... - przerwałem na chwile. Zdałem sobie sprawę, że mówię to bez przekonania. - Chce się tego pozbyć. - Starałem się nadać temu zdaniu bardziej wiarygodny ton. Nieudało się.
- Jesteś tego pewien?
Ponownie zamilkłem. No właśnie. Czy na pewno tego właśnie chciałem? Czy chce by koszmary o rodzinie wróciły? Czy moje ciągłe cierpienia mają jeszcze jakiś sens? Powinienem w końcu zacząć żyć bez tego cholernego piętna.
Przepraszam Was...
- Nie - wyszeptałem. - Jeszcze nie teraz, Mistrzu Sidious.
Nigdy - dodałem w myśli.



Czemu ludzkie pojmowanie jest takie nielogiczne?
Czemu dla niektórych bardziej skomplikowany jest pojedynczy atom, od ziarnka piasku?
Czemu szukając czegoś, mówimy: "znalazłem"?
Czemu kochamy nienawidząc?
Czemu nienawidzimy kochać?
Czemu jesteśmy tam gdzie nie powinno nas być?
Czemu robimy to czego nie powinniśmy robić?
Czemu...? Czemu...? Czemu...?
...?
Czemu żyjemy? - Żeby umrzeć? Żeby przedłużyć istnienie własnego gatunku? Żeby móc coś zmienić?
Czemu umieramy? - Żeby żyć mógł ktoś inny? Żeby ostatecznie wyginąć? Żeby nie móc zmienić zbyt wiele?
Czemu dana jest nam tylko jedna szansa? - Hym?.. Bo drugiej nikt by nie wziął?
...?



Jej doskonałe ciało było całkowicie nagie, kiedy powoli zbliżała się do mnie. Każdy jej krok, jakby wcześniej wyuczony, sprawiał wrażenie, że unosi się w powietrzu, a nie stąpa po ziemi.
Leżałem na dużym, wygodnym łożu w centralnej części pokoju. Tanya – nigdy mi się nie przedstawiła, ale właśnie tak lubiłem Ją nazywać - położyła się obok mnie, objęła i powoli, delikatnie, niezwykle namiętnie zaczęła całować mój kark, potem twarz, a następnie usta. Czułem jak jej idealne piersi dotykają mojego odsłoniętego torsu, a jej gładkie udo ociera się o moje krocze. Czułem jak moja męskość błyskawicznie się powiększa. Patrzyłem na jej jedwabistą skórę, która w słabym świetle dogasających świec wyglądała jak pokryta złotem. Do granic możliwości wypełniałem płuca jej cudownym zapachem. Z nieprzepartą radością zatracałem się w miłości opleciony włóknami eksplodujących zmysłów.
Będzie dla mnie Matką. Jej ciało to mój dom...
Będzie dla mnie Kochanką. Jej smak - tym chce się żywić...
Będzie w całości i tylko dla mnie. Chce być z Nią, chce być w Niej, chce być Nią...
[...]
Mimo iż wszystko było równie wspaniałe jak zawsze, coś ukryte głęboko w mojej podświadomości wołało mnie, ostrzegało. Ale nie chciałem słuchać. Nie teraz. Czułem się tak fantastycznie. Cudownie.
Dłonie Tanyi niestrudzenie wędrowały po całym moim ciele, a usta całowały w szaleńczym pragnieniu. Nagle Tanya uniosła się i usiadła na moim podbrzuszu, wyginając się odrobinę do tyłu. Pochyliła nade mną głowę. Jej długie, ciemne włosy, zwisając swobodnie, zasłaniały jej szczupłą twarz. Prawą ręką odgarnąłem zwisający pukiel włosów. Gdy nasze spojrzenia spotkały się uświadomiłem sobie co takiego przez cały czas nie dawało mi spokoju. Jej twarz... to twarz tej Jedi, kobiety z Gabon...



* * *



DZIŚ
27 miesięcy po Bitwie o Geonosis

Soppis, wodno-leśna planeta położona daleko od galaktycznego centrum, poza zainteresowaniem Republiki,...a zwłaszcza Rycerzy Jedi.
"Sektor C" tajnej placówki Separatystów, był salą treningową, o powierzchni około dwóch hektarów, odpowiednio przystosowaną do specjalistycznych szkoleń wojskowych.
Po powrocie z planety Gabon Lord Darth Sidious przydzielił mi projekt "Zwiadowca Sith". "Zwiadowcy" mieli być niewielką, złożoną jedynie z ludzi, specjalną grupą wielozadaniową, przystosowaną zarówno do działania w zespole, jak i podczas indywidualnych misji. Skrupulatnie wyselekcjonowani żołnierze z każdego zakątka znanej galaktyki wcieleni do armii Lorda Sith. Mieli być jego tajną bronią, potrafiącą wykonać każde zadanie, a nawet poświęcić swoje życie, jeżeli tylko wymagać tego będzie pomyślne zakończenie misji.
- Wyglądają na gotowych, Egzekutorze - powiedział Hrabia Dooku stając obok mnie.
- Są gotowi - odparłem od niechcenia.
Hrabia zaśmiał się cicho, ale na tyle głośno bym mógł go bez problemu usłyszeć.
- Cieszy mnie to. Zapewne Lord Sidious będzie równie zadowolony.
- Co trzy dni otrzymuje ode mnie szczegółowy raport. Zaręczam, że wie o wszystkim. - Zamieniliśmy dopiero po dwa zdania, a już nudziła mnie ta rozmowa. Gdybym tylko mógł, z chęcią rozciąłbym tą starczą górę mięsa, byle by tylko się uciszył.
- Twoja pewność siebie jest zadziwiająca. Uważaj, kiedyś może cię to zgubić.
Gdzieś mam rady, od osób, których pycha jest gęstsza od smoły.
- Pozwolisz Hrabio, że sam będę o siebie dbał.
- Jak chcesz, przyjacielu. Tymczasem żegnaj, Ehmin.
Dooku odszedł w stronę "Sektora B". Wsłuchiwałem się w stukot jego oddalających się obcasów, cichł z kroku na krok, po chwili zamilkł zupełnie. Przetarłem oczy, wziąłem głęboki oddech i wróciłem do swoich zajęć.
Nagle usłyszałem charakterystyczny, ostry dźwięk mojego komunikatora. Zaakceptowałem połączenie.
- Egzekutorze, - usłyszałem w głośniku metaliczny głos jednego z robotów bojowych. - kanonierka Republiki zmierza w kierunku planety. Za 30 sekund wejdzie w atmosferę.
Jedi. Znaleźli nas. Ale skoro tak, to czemu wysłali tylko jeden oddział? Być może to tylko misja zwiadowcza? Co nie zmienia faktu, że będzie to ich ostatnia misja.
- Wszystkie jednostki ma stanowiska - wydałem rozkaz. - Idziemy przywitać gości.


Wielka Wojna Klonów zbliża się do końcowi. Już niedługo rozpocznie się kolejny etap planu jaki przygotował Darth Sidious - Czystka Jedi...
Nic nie jest już pewne...
Czy wybrałem właściwą ze stron? Może...
Czuję, że niedługo do Was dołączę.
...Wtedy mnie osądzicie...



KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ



Awatar użytkownika
Tadeusz Nowak
Pisarz domowy
Posty: 65
Rejestracja: pn 06 paź 2008, 23:28
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Tadeusz Nowak » wt 03 lis 2009, 14:56

Otworzyłem, ale się zawiodłem. Wrzucanie fanfika Gwiezdnych Wojen jako SF to jednak według mnie lekkie nadużycie. Gwiezdne Wojny nawet jako space opera wciąż zachowują więcej cech fantasy, niż sci-fi. Dla mnie to pojawił się u Ciebie błąd w gatunkowaniu, albo bardzo kiepski chwyt marketingowy.

[ Dodano: Wto 03 Lis, 2009 ]
Doczytałem dopiero teraz dopisek pod tytułem, niemniej to wciąż błąd w gatunkowaniu.



Awatar użytkownika
metek1987
Kmiotek
Posty: 7
Rejestracja: pn 12 paź 2009, 14:00
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Sopot
Płeć: Mężczyzna

Postautor: metek1987 » śr 04 lis 2009, 00:32

Nie mogę się zgodzić z tym określeniem. Gwiezdne Wojny nigdy nie były i nie będą fantasy (w znaczeniu stricte "fantasy"). Możemy oczywiście użyć podgatunku Science Fantasy, ale to i tak wciąż nie przechyla szali w stronę fantasy. Dlatego też nie uważam, że popełniłem tutaj błąd. Zarówno też sugerowanie, iż jest to chwyt marketingowy jest mi kompletnie niezrozumiały.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 26 gru 2009, 23:29

Czym jest przeszłość?
Przeszłość to wszystko to, co minęło, przeszło, co było przedtem; okres życia, który już upłynął... Utracone chwile?
Czym jest teraźniejszość?
Teraźniejszość to chwila obecna, współczesna epoka, bieżące wydarzenia i sprawy... Czas działania?
Czym jest przyszłość?
Przyszłość to czas, który ma nadejść, czas przyszły, przyszłe zdarzenia; to, co jest oczekiwane, przewidziane... Upragniony spokój?
...?

Ten fragment mnie, można powiedzieć, zaciekawił.
Jest zupełnie pusty, bez żadnej refleksji. Powtarzane to samo stwierdzenie kilka razy używając innych słów. Co to ma dać czytelnikowi? Uczucie znużenia intelektualnego? Zaciekawienia? Skłonić do głębszych przemyśleń?
Po wstępie oczekuje się czegoś więcej. Przynajmniej ja tak mam. Po przeczytaniu wstępu decyduję czy warto czytać tekst dalej. Tutaj odpowiedź jest negatywna, bo czego można się spodziewać dalej? Nie wiem jaki nastrój miał powstać w tym fragmencie, ale nie wyszedł na pewno. To parodia tajemniczości i filozoficznej zadumy.

EGZEKUTOR REVENGE

Eeee, a co to jest? Brak ci konsekwencji.

Przebudził się.
- G-dzie ja jjestem? - W jego głosie słychać było strach,... a to dopiero początek.

Nom, jeszcze czeka go poranna toaleta...
Ten tekst serio z każdym słowem coraz bardziej wygląda na parodię.

Verth był w beznadziejnej sytuacji: nie mógł się ruszać - ale nie dlatego, że był przywiązany do metadrewnianego krzesła - o nie -, to byłoby zbyt łatwe, także nic nie widział - w pomieszczeniu panowała zupełna ciemność.

- Zabijeesz mmniee? - Stach był tak wyraźny, że prawie można go było dotknąć.

To jest psychologiczne? Kpisz sobie?

Tekst jest bardzo nieprzemyślany. Pisany w infantylny sposób.
Samotny bohater, na którego nie ma mocnych mszący się za krzywdy z przeszłości.
Przynajmniej do momentu, w którym przestałem czytać.
A musiałem, bo łzy mi ciekły po policzkach.

Radziłbym popracować na fabułą, opisami i dialogami. Do tego warto poczytać troszkę więcej książek i własnych tekstów.
W aktualnym stanie nie potrafię nic więcej powiedzieć. Jak dojdę do siebie to może coś dopiszę. Jeśli nie to znajdzie się inny weryfik, który to zrobi.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Frank Black
Pisarz osiedlowy
Posty: 253
Rejestracja: ndz 30 wrz 2007, 14:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Frank Black » ndz 27 gru 2009, 18:15

Nie nie nie!

Na samym początku informuję, żeby nie było potem niedomówień - ten tekst nie ma nic wspólnego z uniwersum SW.

Jako, że przeczytałem niemal wszystkie książki z tej serii piszę co mi się nie podobało:
- po pierwsze brak klimatu universuum. Wszystkie opka i książki z tej serii są pisane swoim własnym specyficznym i rozpoznawalnym stylem. Tu go w ogóle nie ma.
- po drugie PRZEKLINANIE. Kolejna rzez, która dyskwalifikuje opko jako SW
- po trzecie straszny chaos. Już to pisali moi przedmówcy. Nawet jeżeli miał to być efekt zamierzony, nic z niego nie wyszło.

Resztę napisali poprzednicy, więc nie będę dublował ich postów.

Podsumowując - jestem na NIE.
Zarówno dla formy, jak i treści.

Black.


"Stąpać po krawędzi, gdzie lęk i strach..."

Muszę uczyć się polityki i wojny, aby moi synowie mogli uczyć się matematyki i filozofii. John Adams.

Awatar użytkownika
metek1987
Kmiotek
Posty: 7
Rejestracja: pn 12 paź 2009, 14:00
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Sopot
Płeć: Mężczyzna

Postautor: metek1987 » wt 05 sty 2010, 16:19

Kurde, ale opiernicz dostałem;P No nic, czasem trzeba...
Jestem samoukiem i to właściwie początek mojej ścieżki z jakimkolwiek pisaniem. Dlatego też cenne są dla mnie wszelkie uwagi:) Ale to nie oznacza, że nie będę choć troszkę bronił swojej pracy. Po pierwsze, od czasu "wrzucenia" tutaj mojej pracy, przeszła ona już dość spory remont. Po drugie, popełniłem niewybaczalny błąd wstawiając jedynie pierwszy rozdział, a nie całość, przez co rzeczywiście utwór wydaje się niespójny, pozbawiony sensu, czyli ogólny kogel-mogel. Po trzecie, nie przeczytałem wszystkich, czy prawie wszystkich książek z uniwersum SW, ale znam ich wystarczająco dużo, by chcieć w tym świecie odnaleźć coś nowego, jakby "inny klimat w klimacie" (ok, mieszam i z góry uprzedzam śmiech:P)
Podsumowując, może coś z tego kiedyś wyjdzie, może będzie bardziej w klimacie, może będzie bardziej psychologiczne, może ogólnie będzie bardziej wszystko. Zobaczymy:) Pozdrawiam:)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości