Mr. Torture część I:Stacja

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Mr. Torture część I:Stacja

Postautor: Miyamoto Musashi » czw 26 paź 2006, 20:08

Moje nowe opwiadanie mam nadziej że lepsze niż poszednio :)



Mr. Torture część I:Stacja



żółty kabriolet, mknął przez ulice zalane światłem latarni. Sam zrobił sobie prawo jazdy niecały miesiąc temu, i od tego czasu codziennie, jeśli tylko mógł jeździł samochodem, który dostał w prezęcie od ojca na osiemnaste urodziny, był to piękny, żółty peugeot 206. Mondcity rodzinne miasteczko Sama znajdowało się na północy teksasu, jego burmistrz, Michael Stivendson ojciec Sama, był bogatym człowiekiem i pokazywał to zawsze kiedy tylko mógł. Swoją fortunę zawdzięczał spadkowi po ojcu, który zmarł na raka wiele lat temu i zostawił po sobie piękną sumkę na koncie w narodowym banku. Dzięki tym pieniądzom mógł sobie pozwalać na takie prezenty urodzinowe.

Sam nie lubił ojca ani matki, właściwie nie lubił niczego poza samochodami i krwią. Kiedy miał niecałe sześć lat, odpalił kosiarkę i rozjechał nią ulubionego kota swojej matki. Po pięknym persie zostały tylko rozrzucone po trawniku wnętrzności i strzępki futra na ostrzu kosiarki, no i oczywiście pełno krwi, tak kocia posoka bardzo się podobała małemu Samowi. Podobała mu się też krew psa sąsiadów, kiedy potraktował go maczetą, prezentem na ósme urodziny. Kiedy miał dwanaście lat młotkiem zmiażdżył głowę tchórzofretki, kupionej wcześniej w sklepie zoologicznym. Zabrał ją potem do szkoły i straszył dziewczyny, a kiedy wpadł na pomysł wyciągnięcia jej na lekcji, jego wychowawczyni zwróciła całe śniadania pod tablicą i zawiadomiła dyrektora. Sam został wydalony ze szkoły ale jego ojciec załatwił mu prywatne nauczanie. Co dziwniejsze nigdy ani ojciec ani matka nie zabrali sama do lekarza, ogólnie mało się nim przejmowali a jego wybryki określali mianem dziecięcych zabaw.

Sam dorastał i od czasu do czasu urządzał sobie krwawe zabawy, ostatni jego wybryk o mało nie zakończył się w wiezieniu: Sam poobdzierał ze skóry trzy bezpańskie psy, pocił je na kawałki i rzucał nimi w przechodniów z okna samochodu, podczas przejażdżki. Ktoś zawiadomił policje ale nie zdążył spisać numerów rejestracyjnych samochodu Sama i ten bezkarnie wrócił do domu. Policja wszczęła śledztwo, które wkrótce zostało umorzone.

Wiatr owiewał kabriolet Sama, mknący przez główną ulicę, Mondcity. Stivendson miał dzisiaj bardzo dobry humor, ponieważ przed niecałą godziną kupił u handlarza bronioną colta peacemakera kalibru 45. cieszył się na samą myśl o wypróbowaniu go. W kieszeniach, podzwaniały mu naboje kalibru 45. na kolach leżał rewolwer, Sam czekał tylko aż pojawi się ktoś na kim będzie mógł poćwiczyć. Kiedy ujrzał idącego chodnikiem mężczyznę, przyhamował i rzucił od niechcenia:

- Dobry wieczór. – mężczyzna spojrzał na niego i ku swemu wielkiemu zdziwieniu ujrzał uśmiechniętą twarz Stevensona i wielkiego Colta wycelowanego w jego głowę.

- O boże. - Wyrzucił z siebie przerażony i były to jego ostatnie słowa. Kula oderwała kawał czaszki mężczyzny i wybiła dziurę w ścianie tuż za nim. Ciało osunęło się na ziemię brocząc obficie krwią . Sam otarł z twarzy szczątki mózgu i krew tamtego a następnie, wcisnął pedał gazu. Samochód ruszył w kierunku stacji benzynowej, znajdującej się parę przecznic dalej.

Sivenson zaparkował koło dystrybutora paliwa, na stacji Franka Godvina. Właściciel stacji właśnie przeglądał sprośną gazetkę i słuchał Black sabath. Jego pomocnik, Mik Dan mył podłogę starając się nie strącić nic z półek. Frank zobaczył kabriolet i wydarł się na Mika:

- Rusz dupę ćwoku, mamy klienta idź mu zatankować samochód, a nie lampisz się na mnie jak pierdolony palant!

- Niech pan nie krzyczy, już idę. – Szybko odparł Mik. Wszyscy zawsze na niego krzyczeli jak gdyby był by głuchy, a on tylko nie wszystko rozumiał i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, Doktor Robertson mu to kiedyś, wytłumaczył: mówił, że Mik jest lekko niedorozwinięty i nie może iść do szkoły. No i Mik nie poszedł, zawsze mieszkał z matką i pomagał jej w domu. Aż, pewnego dnia Frank zaproponował mu, żeby zaczął pracować na jego stacji. Młody Dan powiedział o tym matce, która bardzo się ucieszyła i powiedziała mu żeby przyjął propozycje Franka bo dzięki temu będą mieć pieniądze, których zawsze im brakowało.

Mik z szerokim uśmiechem na twarzy ruszył ku dystrybutorom. Wcale nie był zadowolony: Ciągłe słuchanie wrzasków Franka, bardzo go dołowało ale pracować musiał żeby jego matka miała co jeść. Jego ojciec dawno umarł, Mik nawet go nie pamiętał, pani Dan zawsze mu o nim opowiadała, a z jej opowieści wywnioskował, że jego rodziciel zginał na wojnie. Teraz kiedy się zbliżył do kabrioletu zobaczył ,że za kółkiem siedzi nie kto inny tylko syn burmistrza Sam Stivendson. Podszedł do samochodu od strony kierowcy i spytał:

- Do pełna? Proszę pana… - Dana zatkało, kierowca celował w niego olbrzymim rewolwerem, Mik widział jak raz ktoś, zastrzelił człowieka z podobnej broni. Doskonale pamiętał czarną, krwawą dziurę ziejącą z głowy tamtego człowieka do którego ktoś strzelił, i bynajmniej nie chciał skończyć jak tamten. Sam celował do niego i uśmiechał się, a był to upiorny uśmiech szaleńca. Mik poczuł jak stróżka moczu spływa mu po nodze. Przerażony zaskomlił cienkim głosem:

– Boże niech Pan, nie strzela do mnie, ja, ja jestem tylko… - Huk wystrzału rozdarł powietrze zagłuszając głos Ozzego Osborna wydobywający się z radia Franka.

- Kurwa! – jęknął Godvin siedząc za ladą. Odruchowo sięgnął ręką po obrzyna, którego trzymał zawsze pod stolikiem obok siebie. Czując się trochę lepiej z odbezpieczoną strzelbą, zaczął się przypatrywać dystrybutorom. Z przerażeniem ujrzał, Mika leżącego na ziemi w kałuży krwi – „Co ja powiem jego matce” – pomyślał wściekły. Wprawdzie darł się na Dana prawie bez przerwy ale nawet go lubił, Mik zawsze siedział cicho i nigdy nie narzekał nawet jeśli musiał pracować dwanaście godzin na stacji. W radiu leciało właśnie „Paranoid” Ozzego Osborna:

“ Finished with my woman ’cause she couldn’t help me with my mind

People think I’m insane because I am browning all the time”

Frank usłyszał strzał i ujrzał, rozpadającą się szybę stacji. W tym samym momęcie poczuł jak coś z wielką siłą uderzyło go w klatkę piersiową. Upadł na ziemię. Uderzając w nią plecami poczuł jak ciepła krew wylewa mu się z ust. Czuł straszliwy ból w lewej stronie klatki piersiowej. Ozzy w radiu śpiewał:

“Can you help me thought you were my friend

Whoah yeah”

Frank krztusił się krwią i nie mógł oddychać. W pewnym momęcie ujrzał, że nad kontuarem stoi młody Stivendsona. Dzieciak w ręce trzymał wielkiego peacemakera, z którego lufy wylatywała szara smużka dymu. Sam celował mu w głowę. Frank resztką sił wycharczał: – Dlacz… - Kula zmieniła jego głowę w szaro - krwawą miazgę. Sam otworzył bębenek i wyciągnął trzy łuski, poczym na ich miejsce wsunął wyjęte z kieszeni pociski. Włożył colta do kieszeni i z satysfakcją przyjrzał się zwłoką własiciela stacji.

- Ale jazda. – Rzekł sam do siebie i ruszył ku swojemu samochodowi. Wtedy właśnie usłyszał dźwięk syren policyjnych. Wystraszył się i ruszył biegiem do samochodu. Odpalił wóz i wjechał z piskiem opon na ulicę. Ozzy kończył śpiewać:

„And so as you hear these words telling you now of my state

I tell you to enjoy life I wish I could but it’s toolate”

Samochód Stivensona odjechał, a on przegapił jedną bardzo istotną rzecz: koło dystrybutorów nie było ciała Mika Dana.



cdn.
Ostatnio zmieniony wt 31 paź 2006, 18:40 przez Miyamoto Musashi, łącznie zmieniany 2 razy.


Memento mori!

Awatar użytkownika
Lan
Imperator
Imperator
Posty: 2867
Rejestracja: ndz 26 lut 2006, 11:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Lan » pt 27 paź 2006, 19:14

pierwsze co mi się rzuciło w oczy już na samym początku:



Sam zrobił sobie prawo jazdy niecały miesiąc temu, i od tego czasu codziennie, jeśli tylko mógł jeździł samochodem, który dostał w prezęcie od ojca na osiemnaste urodziny, był to piękny, żółty peugeot 206.




to zdanie (jak i wiele innych) jest za długie - łatwiej, szybciej i przyjemniej czyta się zdania krótsze. poza tym "prezencie"



pocił je na kawałki




nie rozumiem, on je pocił, czy pociął;)



słuchaj, ogólnie to jest to nawet ciekawe - dużo krwi, psychol lata po mieście i w ogóle - ale proszę, nie pisz więcej "momęcie"... bo ja nie umiem tego przeczytać...



P.S. rzeczywiście ten tekst jest fajniejszy od poprzedniego



pozdroowki 8)


"Rada dla pisarzy: w pewnej chwili trzeba przestać pisać. Nawet przed zaczęciem".

"Dwie siły potężnieją w świecie intelektu: precyzja i bełkot. Zadanie: nie należy dopuścić do narodzin hybrydy - precyzyjnego bełkotu".

- Nieśmiertelny S.J. Lec

Awatar użytkownika
Ninetongues
Pisarz pokoleń
Posty: 1073
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 19:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ninetongues » sob 28 paź 2006, 14:11

Klasa.



Ja po prostu uwielbiam taki psychodeliczny klimat. Krew, szaleństwo i prędkość to po prostu duch wielkich miast, a ja to uwielbiam.



Drobne błędy logiczne i literówki nie zabijają tego tekstu. Obrzyn to wciąż strzelba, lub nawet karabin [zależy z czego oberżnięty] a nie pistolet.



Juz samo pierwsze zdanie zawiera ten rodzaj "fun" który ubóstwiam:



Sam zrobił sobie prawo jazdy niecały miesiąc temu, i od tego czasu codziennie, jeśli tylko mógł jeździł samochodem



Naprawdę fajne. Ale ciekawi mnie też Twoja opinia na temat tego tekstu. Czy Ci się podoba?



Gdybyś przeniósł tę lekkość, radochę i szaleństwo w klimaty fantasy, to byłoby super. ;) Ale lepiej naprawdę popisać parę lat takie teksty, a potem spróbować fantasy; wtedy masz szansę na nową jakość.



Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Miyamoto Musashi » sob 28 paź 2006, 14:49

Ha błedy logiczne porawiłem obrzyn = pistolet :oops: lol :P Przyznam że jestem zadowolny z tego tekstu i cisze się że się wam podoba :D A twoich rad Nine się trzymam i fantastyki narazie nie tykam :wink:


Memento mori!

Awatar użytkownika
Gott-Foo
Umysł pisarza
Posty: 735
Rejestracja: sob 11 lis 2006, 02:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gott-Foo » pt 01 gru 2006, 18:18

Super, Super i jeszcze raz Super.



Tekst jest genialny. Wprawdzie nie trzymał w napieciu ale zakończenie sprawiło, że znienawidziłem autora :D. A o to chodzi.



Jest tam kilka drobnych błędów, kilka literówek, brak wielkich liter na początku zdania, ale to nie istotne. Zwłaszcza w konfrontacji z treścią.



Nie ukrywam, że z chęcią przeczytałbym co wydażyło się dalej.

Zlituj się wiec nad biednym czytelnikiem i zamieść ciąg dalszy na forum. PROSZę!! :?


"Małymi kroczkami cała naprzód!!" - mój tata.



„Niech płynie, kto może pływać, kto zaś ciężki – niech tonie.” - Friedrich Schiller „Zbójcy”.



"Zapal świeczkę zamiast przeklinać ciemność." - Konfucjusz (chyba XD)

Awatar użytkownika
Miyamoto Musashi
Pisarz osiedlowy
Posty: 227
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 20:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Miyamoto Musashi » pt 01 gru 2006, 19:54

Nno dalczy ciag powstaje :) Pozdrawiam


Memento mori!


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości