Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Wolność na przykładzie psa [obyczajowe, miniaturka filozof.]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wolność na przykładzie psa [obyczajowe, miniaturka filozof.]

Postautor: minojek » sob 31 paź 2009, 18:41

Poprawiona, z pewnością ciekawsza wersja "Psa na uwięzi". To nie jest ani kryminał, ani sensacja, ani też horror, dlatego proszę też nie doszukiwać się w tekście specjalnych zwrotów akcji. Ten tekścik to miniaturka filozoficzna, ot tak, po prostu.


------------------------------------------------

Chłodne krople deszczu rozbijały się na asfaltowej uliczce, zalewając okoliczne tereny coraz to bardziej. Piach przybrał formę rozlazłego błota, tak znienawidzonego przez cywilizowanych mieszkańców. Czynili oni szerokie kroki, by tylko dojść czystym do swych domostw i ominąć błotniste kałuże.

Podciągnąłem rękaw jasnoniebieskiej koszuli w białe paski. Wskazówki wskazywały godzinę szesnastą czterdzieści pięć, równiutko właśnie tę godzinę.

- Ha!... Ha!... - bełkotał Mateusz, zapominając chyba w ogóle o naszej, to znaczy mojej i kuzynki, obecności.

- Co się stało? - zapytałem, szukając wzrokiem powodu jego rozbawienia.

- Patrzcie na tę kobietę. Jak ona fajnie chodzi, jak kałuże przeskakuje - wyjaśnił kuzyn, wciąż wpatrując się w starą, około pięćdziesięcioparoletnią, otyłą kobietę.

- Tak... Prawie jak bieg przełajowy - wybuchnąłem cichym śmiechem, którego gwałtowności nie byłem w stanie wytłumaczyć.

- No, rzeczywiście - również zaśmiał się kuzyn. - Nasi rodzice pewnie znają tę kobietę.

- Pewnie tak - przytaknąłem. - A już na pewno twój tata.

- Nasz tata na pewno ją zna - zgodziła się z nami Karolina, moja kuzynka.

Po kilku minutach kobieta zniknęła za progiem własnego mieszkania, zamykając za sobą ciemnobrązowe, metalowe drzwi. Zapewne dość stare.

Błysk pioruna rozjaśnił niebo. Po chwili usłyszeliśmy huk.

Karolina wystawiła głowę spod czerwonego, blaszanego daszku (osłaniającego główne wejście do lokalnego sklepiku, który często odwiedzamy w wolnym czasie).

- Coś mi się zdaje, że ta burza szybko nie minie - ukazała swe obawy kuzynka, ponownie chowając się pod blaszanym, troszkę wyblakłym daszkiem.

I tu nagle dzieje się coś ciekawego: słyszymy brzęk łańcucha, odgłos uderzeń metalu o asfaltową drogę.

- Co to? Słyszycie?

- Ja słyszę - odpowiedziałem kuzynowi.

- Ja też - powiedziała pod nosem Karolina, niespecjalnie zainteresowana tajemniczym odgłosem.

Postanowiliśmy wyjść spod daszku.

- Nie jesteśmy z cukru - zapewniłem Mateusza. - Chodź, zobaczymy co, lub kto, tak hałasuje.

Wyszliśmy zza sklepiku. Ujrzeliśmy ciemnobrązowego psa. Jego średniej długości sierść połyskiwała w blasku Słońca. Biegł w dół, tak, jak prowadziła uliczka, ciągnąc za sobą kilkudziesięciocentymetrowy, srebrny łańcuch.
- Biedny piesek… - rzekł pod nosem Mateusz, podbiegając do psa i głaszcząc go po łbie.
- Może komuś uciekł. Wiesz czyj to pies?
Mateusz zrobił kilka kroków w tył. Patrzył na psa, ten stał w tym samym miejscu i machał delikatnie długim ogonem.
Miałem nadzieję, że kuzyn pozna psa i że pamięta nazwisko jego właściciela. Lub właścicieli.
- Sam nie wiem… - zastanawiał się nadal Mateusz.
- Matek, to pies tych starszych państwa z tego ceglastego domu – rozpoznała zwierzaka Karolina, zbliżając się ku nam i psisku.
- Aha! Już pamiętam! – przypomniał sobie Mateusz, kładąc prawą dłoń na gęstych, ciemnobrązowych włosach. – Zaraz: ci ludzie nie żyją.
- Skąd wiesz? Jesteś pewien? – wypytywała swego brata moja kuzynka.
- Tak, tata ostatnio był na ich pogrzebie.
- Ich obu? Na „ich pogrzebie”?
Czyżby śmierć zabrała dwie dusze na raz?
- Nie, tej kobiety. Jej mąż umarł kilka lat temu.
Czyli jednak nie na „ich pogrzebie”, a „jej pogrzebie”. Nie chciałem wdawać się w dyskusję. Należało działać, nie mogliśmy zostawić psa na pastwę losu.
Przyprowadziliśmy czworonoga pod sklep.
- Zdejmę mu łańcuch – zaproponowałem.
Chwyciłem obiema dłońmi ciemnoczerwoną obrożę i podsunąłem do góry. Już znajdowała się na wysokości uszu psa, kiedy psisko podskoczyło nie wiadomo z jakiego powodu i pognało przed siebie.
- Cholera! – krzyknąłem trochę wystraszony zachowaniem zwierzęcia, które zatrzymało się i jeszcze raz spojrzało w naszym kierunku.
- Iść po niego? – zapytał Mateusz.
- Pójdziemy razem – odparłem.
Wstaliśmy – pies uciekł. I po raz drugi zatrzymał się kilkanaście metrów dalej. Gapił się na nas, jakby próbując drażnić nas swoimi „widowiskowymi” ucieczkami.
Ponownie ruszył przed siebie. Biegł bez chwili odpoczynku.
- Co teraz? – próbował dowiedzieć się Mateusz, pytając głosem ukazującym udawaną, wyolbrzymianą przez niego dla własnej korzyści bezsilność.
- Nic. Jakoś przeżyje – wyjaśniłem.
- Jest wolny – zauważyła kuzynka.
- Ale nie w pełni wolny – dodałem. – Teraz jest bardziej wolny niż był. Teraz jest tak samo wolny jak człowiek. Może robić to, co chce, może sam decydować o własnym losie, lecz zawsze będzie ciągnął się za nim ten ciężki łańcuch.
- To źle?
- Nie do końca, Mateusz. Gdyby nie pamięć o własnym nie byciu wolnym, żylibyśmy jedynie szczęśliwymi chwilami i w przekonaniu, że jesteśmy całkowicie wolni. A wtedy nie byłoby marzeń, wtedy wydawałoby się nam, że uzyskaliśmy wszystko, co mogliśmy w życiu uzyskać. A tak co pewien czas przypominamy sobie o niedociągnięciach życia i mówimy cicho: „to trzeba zrobić inaczej”. Pamięć o naszej niepełnej wolności pomaga nam marzyć, jest łańcuchem. Z tym, że tego łańcucha nie zerwiemy.

Październik 2009



Awatar użytkownika
Revis
Pisarz
Pisarz
Posty: 498
Rejestracja: czw 09 kwie 2009, 11:55
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Olsztyn/Gdynia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Revis » pn 02 lis 2009, 01:10

zalewając okoliczne tereny coraz to bardziej.

Wywalić.
[1]Podciągnąłem rękaw jasnoniebieskiej koszuli w białe paski. [2]Wskazówki wskazywały godzinę szesnastą czterdzieści pięć, równiutko właśnie tę godzinę.

[1]„Jasnoniebieska” jeszcze przeżyję, ale paski – nie. Wybacz, ale co to mnie (czytelnika) interesuje? Jakbyś dodał markę, kolekcję i cenę to bym może kupił… Za dużo niepotrzebnych informacji.
[2]Nie. Wskazywały szesnastą czterdzieści pięć, ale równiutko osiemnastą dwanaście. Przestań.
zgodziła się z nami Karolina, moja kuzynka.

Łopatologicznie tłumaczysz. Przecież mówiłeś wcześniej, że to kuzynka. I jest ich tam tylko trójka, więc Karolina to kuzynka – innego rozwiązania nie ma.
Po kilku minutach kobieta zniknęła za progiem własnego mieszkania, zamykając za sobą ciemnobrązowe, metalowe drzwi.

Masz problemy z zaimkami. Stosujesz je nagminnie i ciężko się czyta.
Karolina wystawiła głowę spod czerwonego, blaszanego daszku (osłaniającego główne wejście do lokalnego sklepiku, który często odwiedzamy w wolnym czasie).

A tutaj się uśmiałem. Z początku pomyślałem, że Karolina ma czapkę z daszkiem. Później, że albo ten daszek jest bardzo mały, albo ona jest wysoka – w obu przypadkach robi się komicznie. „Wystawić głowę” w ogóle mi nie pasuje. To tak, jakby ten dach był blisko głowy.
I tu nagle dzieje się coś ciekawego:

Zdanie niepoprawnie użyte. Nie pasuje do czasu przeszłego. Wywal „tu”.
[1]sierść połyskiwała w blasku Słońca. Biegł w dół, tak, jak prowadziła uliczka, ciągnąc za sobą [2]kilkudziesięciocentymetrowy, srebrny łańcuch.

[1]Taaa! Szczególnie, że jest burza, a burza się z CIEMNYCH-ZASŁANIAJĄCYCH-SŁOŃCE-CHMUR bierze. Zastanów się nad logiką opowiadania. Chwilowy brak?
[2]Znów za dużo informacji w opisach. Przepraszam, czy to opis łańcucha jeszcze w opakowaniu, wprost ze sklepu? Nie? Do daj sobie spokój i nie zanudzaj.
- Biedny piesek… - rzekł pod nosem Mateusz, podbiegając do psa i głaszcząc go po łbie.
- Może komuś uciekł. Wiesz czyj to pies?
Mateusz zrobił kilka kroków w tył. Patrzył na psa, ten stał w tym samym miejscu i machał delikatnie długim ogonem.
Miałem nadzieję, że kuzyn pozna psa i że pamięta nazwisko jego właściciela.

Zwierzę, czworonoga, cokolwiek.
dłońmi ciemnoczerwoną obrożę

Pokaż mi w tym opowiadaniu jakiś normalny kolor. Żółty na przykład.


To żeś pojechał z pointą. Bardzo trafną, szczególnie dla psa. Wcale nie jest źle, jak się za psem łańcuch ciągnie. Wcale. Jest fenomenalnie i można jeszcze miniaturę filozoficzną z tego napisać. Filozofii tutaj żadnej. Wepchana na siłę w nagłe zakończenie opowieści. Opowiadanie mogłoby mieć kilka zdań. Stali, usłyszeli głos łańcucha, zobaczyli psa, próbowali mu pomóc i pseudofilozoficzna gadka. Koniec. Przynajmniej tyle błędów byś nie narobił. Zapisujesz czasami źle dialogi i interpunkcja kuleje – sprawdź sobie jeszcze raz miniaturę pod tym względem. I zaimków się pozbądź!
Powiem inaczej: pomysł miałeś okej, ale wykonanie leży. Opowieść mógłbyś zacząć, gdzieś tak od połowy i ciągnąć jeszcze dalej. Bo takie suche „zobaczenie” psa z łańcuchem i gadka na temat filozofii życia z łańcuchem jest przerysowana. Nie podobało mi się, ale podziwiam Cię, że cały czas piszesz, próbujesz i uczysz się. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » pt 25 gru 2009, 23:43

Chłodne krople deszczu rozbijały się na asfaltowej uliczce, zalewając okoliczne tereny coraz to bardziej. Piach przybrał formę rozlazłego błota, tak znienawidzonego przez cywilizowanych mieszkańców.

W tym fragmencie nie rozumiem jednego, zaznaczonego.
okoliczny
1. «znajdujący się w pobliżu czegoś»
2. «miejscowy, tutejszy, lokalny

Więc odnosi się to do uliczki? Wybacz, że się czepiam, ale to dla mnie ważne. Takie niuanse sprawiają, że czuję się nieco zagubiony.

- Ha!... Ha!... - bełkotał

Czyli te odgłosy oznaczają bełkot? Ja zawsze myślałem, że oznacza to albo śmiech albo służy wyrażeniu różnych nastroi. Jednakże nigdy nie sądziłem, że to oznaka bełkotu.
A nie, wróć. Po chwili piszesz:
, szukając wzrokiem powodu jego rozbawienia.

Więc śmiech. Śmiech to bełkot?

Początkowy dialog, a raczej to:
- No, rzeczywiście - również zaśmiał się kuzyn. - Nasi rodzice pewnie znają tę kobietę.
- Pewnie tak - przytaknąłem. - A już na pewno twój tata.
- Nasz tata na pewno ją zna - zgodziła się z nami Karolina, moja kuzynka

Wcześniej pisałeś, że to wasza kuzynka, też pisałeś o kuzynie. Nie możesz po prostu ich nazwać imieniem i pozostawić gdzieś w okolicach zapomnienia i niebytu tych kuzynów i kuzynki?

sobą ciemnobrązowe, metalowe drzwi. Zapewne dość stare.

Co rusz serwujesz takie opisy. Brakuje tylko byś opisał wymiary tych drzwi w centymetrach. Gdzieś na forum jest temat o zapisywaniu takich rzeczy. Jak znajdę to wrzucę do tego postu.

Ech, warsztatowo jest słabo.
Koniec raczej pseudofilozoficzny. Całe opowiadanie do końcówki to pisanie o niczym. Później piszesz o niczym, ale udajesz głębsze przemyślenia.
Fabuły tutaj nie widzę za wiele niestety.

Popracuj nad opisami i dialogami. Rozbuduj nieco te pierwsze, ale bez szczegółów jakie serwujesz w tym opowiadaniu.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości