Wolność na przykładzie psa [obyczajowe]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Wolność na przykładzie psa [obyczajowe]

Postautor: minojek » pn 14 gru 2009, 21:21

Promienie Słońca tylko gdzieniegdzie przedostawały się przez chmurną zasłonę, docierając i do nas, i rozjaśniając okoliczne tereny. Staliśmy przy miejscowym sklepiku, otwartym w we wtorki, środy i czwartki od godz. 17:00 do 20:00, o czym informowała zainteresowanych niewielka, biała tabliczka wywieszona za szybką drzwi. Nad wejściem do sklepiku znajdował się czerwony, blaszany daszek. Chronił nas przed chłodnymi kroplami zalewającymi biegnącą z góry wioski uliczkę.
- Popatrzcie na niebo – poprosił Mateusz, wpatrując się w ciemnoniebieskie, wręcz ciemne, przestworza.

- Jeszcze popada – zauważyła Karolina, moja kuzynka i siostra Mateusza.

- Pewnie tak będzie – przytaknąłem. – Jeszcze troszkę zaczekamy, ok.?

- W porządku – odpowiedział Mateusz i oparł się na czarnej od kurzu ścianie sklepu.

Błysk, krótki lecz donośny grzmot – dowód na poprawność naszej „tezy”.
- Jeden, dwa, trzy… - odliczał Mateusz, przymykając przy tym zabawnie oczy, jakby chroniąc je przed blaskiem Słońca. A Słońce akurat wyszło zza chmur, tylko na kilka minut, ale wyszło.
Kolejny, drugi huk, poprzedzony zapewne błyskiem. Błysku nie było dane nam widzieć.
- Siedem sekund. Burza odchodzi…?

- Nie liczyłem wcześniej, Matek. Pojęcia nie mam.

- Aaa… - burknął pod nosem, rezygnując z dalszych wyliczeń. – Na pewno odchodzi, coś tak ciszej się zrobiło.

Cisza była wymysłem jego wyobraźni, produkcyjnym wymysłem. Lecz są chwile, kiedy należy sobie coś wmówić zamiast żyć w przykrym przekonaniu. Więc i ja usłyszałem tę ciszę.
- Może i masz rację. Rzeczywiście ucichło. Karolina, co tak stoisz? SMS wysyłasz?

- Tak – kuzynka oderwała wzrok od ekraniku telefonu komórkowego. – Koleżanka do mnie napisała.

- W porządku, ale lepiej wyłącz komórkę, bo niepotrzebnie przyciąga pioruny. Czy, dokładniej mówiąc, wyładowania energetyczne – ostrzegłem.

- Już! – przypomniała sobie o zagrożeniu. – Już wyłączam!

Krótka, przyjemna melodyjka oznajmiła, że sprzęt jest już tylko kawałkiem bezużytecznego plastiku. Bezużytecznego chwilowo, dopóki ponownie nie zostanie uruchomiony.
- Słyszycie? – zapytał Mateusz, wybiegając spod daszka. – Patrzcie! Jakiś pies!

Wyszliśmy za kuzynem. Rzeczywiście, ulicą szedł dość duży czworonóg. Nie mógł być stary, sądząc po odcieniu sierści żył najwyżej dwa, trzy lata. Sierść miała bardzo mocną, żywą, ciemnobrązową barwę.
- A to co? – zastanawiał się Mateusz, dostrzegając zwisającą spod karku psiska
srebrną uwięź.
- Łańcuch – wyjaśniłem.

- Tak, łańcuch – kuzynka pobiegła w kierunku psa.

- Srebrny łańcuch – dopowiedziałem szeptem. Kuzyn został ze mną.

- Uważaj, nie wiadomo co to za zwierzę – przestrzegł siostrę.

Poszła sama, powróciła z psem. Zwierzę stało tuż przed nami i wpatrywało się w nas swymi czarnymi, wilgotnymi ślepiami.
- To jakiś ciężki łańcuch – powiedziała Karolina, chwytając w dłoń srebrną uwięź. – Ciekawe co to za pies.

- Na pewno komuś uciekł. Lepiej go zostawmy tutaj, właściciele mogą go szukać. Karolina, uważaj na niego.

Mateusz nadal obawiał się zwierzaka. Delikatnie, coraz bardziej ukrywał się za mną.
- Mati, a ty co? Żywą tarczę znalazłeś? – zapytałem żartem. – Coś mi się zdaje, że to spokojny pies, nie musimy się go bać. Ale odrobina dystansu nikomu nie zaszkodziła.

Karolina powróciła do nas. Teraz wszyscy obserwowaliśmy poczynania psa, który wciąż stał przed nami i przyglądał nam się ciekawymi, młodymi ślepiami, merdając ogonem.
- Aha, wiem!

- Co wiesz, Mateusz?

- Miłosz, to jest pies tych starszych państwa co tu niedaleko mieszkali. Oni nie żyją, niedawno moi rodzice byli na ich pogrzebie.
Śmierć, pogrzeb, pusty dom, głód i znowu śmierć – taka wizja pojawiła mi się przed oczami. Przyszłość osamotnionego zwierzaka w niczym nie przypominała disnejowskiej bajki.
- Tak, tak, Mateusz ma rację. Ci ludzie umarli, byliśmy u nich raz z tatą. Tata grał wtedy podczas wesela ich wnuka. Kilka dni temu poszedł na ich pogrzeb z mamą. To ich pies.

- Na pewno? Stuprocentowo? – wolałem się upewnić.

- Tak, stuprocentowo – odpowiedział Mateusz. – Ten pies nic nam nie zrobi. Fajny był.

„Był” – już nawet mój kuzyn mówił o nim w czasie przeszłym.

- Cholerka, szkoda zwierzęcia. Krzywdy nikomu nie zrobił a teraz będzie głodował. Powinniśmy mu pomóc, nie ma co wydawać psiska śmierci.

- Dobry pomysł – odparli równocześnie kuzynowie. – Ale najpierw zdejmijmy ten łańcuch.

Zbliżyłem się do Asfalta, tak bowiem psa ochrzciliśmy, na odległość kilku kroków.
- Dobry piesek… dobry… - próbowałem zdjąć czerwoną obrożę, lecz kiedy znalazła się ona na wysokości uszu zwierzęcia, czworonóg wyrwał z miejsca i pobiegł przed siebie.

- Psiamać! Pieseczku, chodź! – przywoływałem. – Chodź, piesku, chodź!

Pies nie wracał. Patrzył na nas z pewnej odległości. Merdał ogonem.
- Idę po niego – zakomunikował kuzyn i poszedł w stronę Asfalta.

- Stój, Asfalcik, stój – prosił.

Czworonóg oddalał się coraz bardziej.
- Wygląda na to, że nie da sobie pomóc. Szkoda. Zostaw go, Mateusz, jest wolny. Będzie dostawał od nas jedzenie, ale do zdjęcia łańcucha psiska nie zmusimy.
Mateusz był zły na siebie. Uważał, że to z jego winy Asfalt uciekł.
- On sam tego chciał, nikt nie kazał mu wiać. Woli żyć niepełną wolnością, woli żyć tak jak ludzie – wyjaśniłem, ponieważ naszła mnie ogromna chęć wyrażenia własnej opinii, nazywanej też prywatną filozofią. – Będzie biegał, będzie robił co tylko zechce. Jedynie łańcuch przypomni mu od czasu do czasu o przeszłości i niepełnej wolności. Nam też wydaje się, że jesteśmy wolni, dopóki nie zastanowimy się przez chwilkę i nie dojdziemy do wniosku, że tak naprawdę uczepiło się nas cholernie dużo zobowiązań. Gdyby jednak nie ta uwięź, nie ta pamięć, żylibyśmy święcie przekonani co do całkowitej wolności, a wtedy byśmy nie marzyli. Czasami los musi nas rozczarować, żebyśmy chcieli marzyć. Pomyślcie co by było, gdyby każdy miał to czego zapragnie?

- Chyba też by marzył. Człowiek chce coraz to więcej.

- Racja, Matek. Ale taki człowiek już nie marzy, a pragnie, walczy o coraz wspanialsze bogactwa.

Zrozumieli. Podejrzewam, że zgadzali się z moimi słowami.
- A w szkole pani nam mówiła, że każda istota lubi towarzystwo – powiedział Mateusz w drodze powrotnej, kiedy chmury odsłoniły błękitne niebo i wioska rozjaśniała.

- I ma rację – odparłem.

- To dlaczego ten pies uciekł?

- Życie to mieszanina chwil. Złych i dobrych, czasami obu zarazem. Po złej chwili nadchodzi szok, otępienie. Ten pies utracił w szybkim czasie dwóch najukochańszych ludzi, opiekunów. Minie nieco czasu zanim zauważy, że nie byli jedynymi uczciwymi ludźmi na świecie i że równie dobrze może przejść pod opiekę kogoś innego.

Tak jak powiedziałem – czas mijał. Dzień w dzień chodziliśmy pod sklep i dokarmialiśmy psa. Nigdy jednak nie pozwolił się do siebie zbliżyć, uciekał gdy stawialiśmy krok w jego kierunku. Wolał pozostać w bezpiecznej odległości.
- Ufać ufa, bo bierze to czym częstujemy. Choć on przecież nie myśli tak jak człowiek i nie zna słowa „trucizna” – powiedziałem kiedyś do kuzynów.
Zaufanie rosło w Asfalcie z dnia na dzień, czego my nie odczuwaliśmy. Dopiero pewnego popołudnia, w ostatnim dniu mego pobytu w rodzinnych stronach ojca, okazał swe zaufanie, pozwolił pozbawić się ostatniego dowodu na nie-wolność – uwięzi.

Październik 2009



Awatar użytkownika
Joe
Umysł pisarza
Posty: 975
Rejestracja: pn 21 wrz 2009, 21:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Joe » sob 23 sty 2010, 17:15

Inteligentnie to wszystko poukładałeś. Pies, człowiek, samotność, wolność... Ciekawy i, mówiąc szczerze, udany eksperyment. Teraz drobne potknięcia:

minojek pisze:- Jeden, dwa, trzy… - odliczał Mateusz, przymykając przy tym zabawnie oczy, jakby chroniąc je przed blaskiem Słońca.

Z małej litery

minojek pisze:Cisza była wymysłem jego wyobraźni, produkcyjnym wymysłem.

Niepotrzebna wstawka

minojek pisze:Lecz są chwile, kiedy należy sobie coś wmówić zamiast żyć w przykrym przekonaniu.

W tym zdaniu gubi się sens - wmówić sobie, znaczy stworzyć pewien schemat, oprawić w ramy czasowe i kurczowo trzymać się go. A wydarzenia, nazwijmy je - realnymi, są antagonistyczne do płodzonego przekonania, wynikającego z mało komfortowej czy przykrej sytuacji

minojek pisze:- Dobry piesek… dobry… - próbowałem zdjąć czerwoną obrożę, lecz kiedy znalazła się ona na wysokości uszu zwierzęcia, czworonóg wyrwał z miejsca i pobiegł przed siebie.

Co czworonóg wyrwał z miejsca?

Skojarzyło mi się z "Jestem Legendą" Mattersona. Przyjemny kawałek - chciałeś w nim przekazać pewne wartości i udało się.



Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » ndz 31 sty 2010, 20:56

minojek pisze:„tezy”


usunąłbym ten cudzysłów, bo teza faktycznie była :)

minojek pisze:chroniąc je przed blaskiem Słońca


małą literą
minojek pisze:czworonóg wyrwał z miejsca i pobiegł przed siebie


W dialogach potoczne zwroty mogą być, ale w narracji warto się ich wystrzegać.

minojek pisze:utracił w szybkim czasie dwóch najukochańszych ludzi


krótkim czasie, a najlepiej krótkim odstępie czasu, choć z treści bardziej wynika, że zmarli wspólnie. Bo przecież :
minojek pisze:Kilka dni temu poszedł na ich pogrzeb z mamą.
czyli utracił ostatnio.

Ostatnio załatwi też problem powtórzenia:

minojek pisze:utracił w szybkim czasie dwóch najukochańszych ludzi, opiekunów. Minie nieco czasu


minojek pisze:Zaufanie rosło w Asfalcie z dnia na dzień, czego my nie odczuwaliśmy. Dopiero pewnego popołudnia, w ostatnim dniu mego pobytu w rodzinnych stronach ojca, okazał swe zaufanie


Znów powtórzenie

Początek banalny, troszkę za długi i nic nie wnoszący bo nagle całkiem przestajemy się interesować burzą i pojawia się pies. Potem poznajemy kilka ciekawych przemyśleń, nawet fajnych i trafiających do mnie. Sam zaczynam intensywniej marzyć, gdy ktoś usiłuje założyć mi łańcuch, choćby i złoty...

Kilka zdań choćby i to:
Zaufanie rosło w Asfalcie z dnia na dzień, czego my nie odczuwaliśmy.


brzmiało nie najlepiej, proponowałbym:

Z dnia na dzień zaufanie Asfalta do nas rosło, choć jeszcze nie dawał nam tego odczuć.

Mimo kilku zgrzytów tekst poprawny, nie rzucił mnie na kolana, ale też i nie zmęczyłem się przy lekturze. Myślę, że powinieneś przeczytać je sobie na głos i wyczuć te źle brzmiące fragmenty. Wówczas styl nie będzie czynnikiem hamującym i będzie można zwrócić większą uwagę na przesłanie.

Pozdrawiam



Awatar użytkownika
Joe
Umysł pisarza
Posty: 975
Rejestracja: pn 21 wrz 2009, 21:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Joe » ndz 31 sty 2010, 22:45

I jeszcze jedno, wybacz, że dopiero teraz

minojek pisze:Staliśmy przy miejscowym sklepiku, otwartym w we wtorki, środy i czwartki od godz. 17:00 do 20:00, o czym informowała zainteresowanych niewielka, biała tabliczka wywieszona za szybką drzwi.

Zapisuj słownie




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości