Coraz więcej mgły/ obyczaj

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Coraz więcej mgły/ obyczaj

Postautor: MARCEPAN 30 » śr 13 sty 2010, 17:05

- Nie widziałem jej od trzech lat. Trzech długich lat. Jak ona teraz wygląda? Gdzie jest? Bo przecież jest, prawda Marcel? Musi być. Na pewno żyje, może gdzieś pracuje, może gniewa się na ojca, że tak pił, że nie miał czasu. Ale Marcel, zrozum, matka była taka... Taka, mówię ci. Ona nic nie rozumiała. Ona, wiesz... Gdybym był chory, gdybym umierał, ona nie podałaby mi nawet szklanki wody. Musiałem, po prostu musiałem odreagować. Ona była taka zimna, rozumiesz? Mówiłem wiele razy: „Marysiu, proszę zrozum. Ja się dźwignę, wyjdę na prostą, tylko ty mnie zrozum, ty mnie teraz wspomóż”. A ona co? Myślisz, przejęła się? Nic z tego Marcel. Ona jak ten głaz. Zaciśnięte usta, martwe oczy. Oczy! Czy ty widziałeś kiedyś jej oczy? Musiałeś widzieć, od dziecka tu mieszkasz. Pamiętam jeszcze jak się w błocie pod chałupą bawiłeś. I widziałeś te jej oczy? Ach, nie tyle same oczy, co kolor tych oczu. Niebieski, jasny, taki wodnisty wręcz. Taki bezbarwny aż. Marcel, jak ona patrzyła, jak wlepiała te ślepia we mnie, jak zaciskała te wargi, mnie dreszcz po plecach chodził. Była taka zimna! Musiałem pić, musiałem coś od czasu do czasu chlapnąć. Rozumiesz mnie Marcel? Nie. Nie rozumiesz, młody jeszcze jesteś, mało widziałeś. Ale Ania? Co się stało z Anią? Pal licho matkę, niech robi co chce, zawsze gdzieś ją ciągnęło. Pal licho. Z resztą Marcel zobaczysz, jak wyjdę na prostą, jak tylko załatwię sprawy, ona wróci. One już takie są, masz kasę, masz babę, masz problemy jesteś sam. Zobaczysz, jeszcze się w życiu nieraz o tym przekonasz. Ona wróci, z resztą już słyszałem, że żałuje. Ale czy Ania wróci? Moja kochana córeczka. Moja córeczka.
Pożałowałem, że wyszedłem z domu, że usiadłem na chwilę, że powiedziałem mu „dzień dobry”.
- A Marcelek! Dzień dobry chłopaku, miło cię widzieć – zaczął, przysiadł się i bez ostrzeżenia walnął monolog.
- Marcelku, pamiętasz moją Anię?
- Pamiętam. Dawno jej nie widziałem – odpowiadam z czystej uprzejmości, bo nie potrafię inaczej, nie potrafię odpowiedzieć zdawkowo i po prostu odejść, mój charakter skazuje mnie na wysłuchanie całej opowieści o przegranym życiu.
- Trzy lata mijają dzisiaj jak widziałem ją ostatni raz. Mój Boże, przecież ona miał wtedy piętnaście lat. Spakowała się, napisała kartkę i siu, poszła. I słuch po niej zaginął. Ale ja wierzę, że jest jej dobrze, gdziekolwiek jest.

Pewnie, że pamiętam Anię. Mało tego, wiem, że ma się dobrze. Zaprosiła mnie na Naszej Klasie, mam ją w profilu. Sam nie wiem po co mnie zaprosiła i sam nie wiem po co ją przyjąłem. Mieszkałem trzy domy obok, pamiętam małą, zawsze usmarowaną błotem dziewczynkę, czasem głodną, czasem przestraszoną, ale zawsze zawadiacko patrzącą na świat, pamiętam wrzaski jej ojca na podwórku, wyskoki matki, o których trąbiła okolica. Oj nie! Nie była to spokojna rodzina. Dzisiaj pozostało puste podwórko, skomlący pięćdziesięciolatek, przekrzywiony dach, zniszczony płot i żal. Żal po zmarnowanym życiu, żal do tych, którym się powiodło. I tylko czasem trafi się ktoś, komu można ten żal wlać za kołnierz, wyrzucić z siebie te pomyje, umazać czyjąś twarz, tors, brzuch. I zalać pałę! By znów urwać film, by umrzeć po raz kolejny i zmartwychwstać we własnych rzygach, przytulić się do nich, zapłakać nad swym losem i wyjść, by znaleźć kolejną ofiarę.

Nie powiedziałem mu o córce. Po co? I tak jej nie szuka. Gdybym powiedział mu, że wiem gdzie mieszka, (a mieszka ledwie sto kilometrów stąd, ma chłopaka, a chłopak ma na imię Sylwek i ma fajny samochód i bez przerwy pręży muskuły przed lustrem), wyrwałbym go z jego rozpaczy, którą tak bardzo kocha. Przeraziłby się, przestraszył, że oto Ania jest i można ją znaleźć, że to słowo, jej imię nagle zmaterializuje się i stanie się jak kość w gardle, jak niewygodna przeszkoda na drodze. Jak wszystko w życiu, jak całe życie z resztą, przerażające, paraliżujące, przeszkadzające w marzeniach niewiadomo o czym.
Teraz jest lepiej, żyje złudzeniami o miłości do córki, o tym jaki byłby dla niej dobry, gdyby tu była, że wziąłby się w garść, zarobił i wysłał do najlepszej szkoły, by zdobyła zawód, by była kimś, by miała szacunek, by nikt, nią nie pomiatał.
Gdyby ona nagle stanęła w jego drzwiach, w jego życiu, ta iluzja by pękła, a on nie udźwignąłby ciężaru tego pęknięcia, nie wytrzymałby, musiałby się napić, by sobie z tym poradzić. Później znów musiałby się napić, i tak w kółko.
„Aniu, córeczko” - mówiłby do niej - „jeszcze trochę, daj mi szansę. Zrozum tatusia, musisz mi teraz pomóc. Jeszcze trochę i będzie dobrze, zobaczysz mój skarbie. Tak jak kiedyś, kiedy byłaś malutka” - i uśmiechnąłby się do siebie - „Pamiętasz? Jak chodziłaś nad rzekę i jak poszczypały cię gęsi? A ty się nie przestraszyłaś. Jaka ty byłaś dzielna! Wzięłaś kij i pogoniłaś te gęsi. One się ciebie przestraszyły. Pamiętasz kochana? Już niedługo będzie tak jak kiedyś.”
„Jakie kiedyś” - pomyślałaby Ania - „zawsze było do dupy” - i trzasnęłaby drzwiami.
I wiem, że nigdy mu nie powiem. Nie chcę burzyć ich światów. Mówię tylko na odczepnego:
- Jest taki program w telewizji, można się tam zgłosić, pokazać zdjęcie zaginionej, opowiedzieć historię i jest nadzieja, że ktoś ją zna, ktoś jej powie, albo zadzwoni do, że ją widział. Próbował pan?
- Ech, Marcel. Życie nie jest takie proste – i wlepia wzrok w ciemność, w jakąś niewidzialną mgłę, która znowu go wzywa. Oblepia duszę, oplata ciało, obezwładnia go, paraliżuje. To w tej mgle żyją demony, to one tak bardzo komplikują życie, wypijają krew, zabierają siłę. Zawsze, gdy wyłażą, trzeba umrzeć. Śmierć potrwa do rana, czasem kilka dni, czasem miesiąc. I śmierć ma wyzwolić go od strachu, od tej mgły, ale nie wyzwala. Mgła budzi ze snu, z maligny i trzęsie nim, telepie, chwyta za serce, dusi. Rzuca jego wątłym ciałem o podłogę, ciąga po dywanie, zabiera życie. Poniewiera tak mocno, że nie można wstać, nie można się ruszyć, nie można wytrzeć gówna, które od kilku dni spływa po nogach, nie można zmienić spodni przesiąkniętych moczem, nie można nic zjeść i już widzi się anioły. Piękne, ciepłe, jasne anioły.
Ale anioły też są złe, są samolubne, nie chcą go zabrać, nie chcą wyrwać go z pułapki życia. Patrzą tylko z potulnym wyrazem twarzy, z tym swoim zakichanym współczuciem, nie potrafią nic zrobić, nie chcą nic zrobić. Nie podadzą wody, nie wytrą spoconego czoła, nie uspokoją skołatanej duszy. Popatrzą, zadumają się i odchodzą. A później trzeba się podnieść, trzeba wyjść z domu, kupić chleb, masło, jajka, pół kurczaka, piwo. Trzeba coś zjeść, napić się ot, choćby piwa. Skoro jeszcze Pan Bóg nie zabrał do siebie, trzeba jeszcze zatęsknić za córką.

Pierwsze płatki śniegu giną w ciepłym oddechu sąsiada, łza szuka ujścia z przepełnionego oka, ciemność powoli oplata świat. Nie można pomóc, nie można nic powiedzieć, nic poradzić. Można tylko wziąć smycz w dłoń, poderwać psa i ruszyć w stronę domu. Poklepać człowieka po ramieniu, skłamać, że wszystko będzie dobrze i pożegnać się.
- Dobranoc.
- Dobranoc Marcel, dobry z ciebie człowiek.

W domu trzeba jeszcze włączyć komputer, wybrać Naszą – Klasę, zalogować się i popatrzeć.
„Zdjęcia dodane przez Twoich znajomych”. Magda i jej dzidziuś. Jaka ona szczęśliwa. Kazik i jego tuning, wiocha na maksa, ale każdy ma jakieś hobby. Przerzucam wzrokiem kolejne zdjęcia, jest! ****@nia W.****. Sprytnie. Tak zaszyfrowanej na pewno nikt nie znajdzie i nie zaprosi. To ona zaprasza, ona decyduje kogo wpuścić do swojego świata. Dlaczego mnie wybrała? Nie wiem. Ma osiemnaście lat, ja mam dziesięć więcej, kiedy zniknęła miała piętnaście i choć żyliśmy tuż obok siebie, nigdy nie mieliśmy kontaktu. Nieważne, przeglądam nowe zdjęcia.
Biało – czarna, posągowa twarz, policzki schowane w mocnym cieniu, głowa lekko spuszczona, duże, czarne oczy wbite wyzywająco w obiektyw. Do włosów przypięta delikatna, niemalże niedostrzegalna woalka, za głową melanż cieni odbija się w szarym tle. W prawym, dolnym rogu podpis: „photo by Stanislaw Zbirski”. Kolejne, w podobnym tonie, w podobnej scenerii, ale już w sepii i większe o nagie obojczyki. Wzrok spuszczony, jakby zawstydzony tym, że nagły poryw wiatru lubieżnie rozwiązał stanik i zabrał go ze sobą.
Wszystkie zdjęcia są w podobnym stylu, wszystkie kończą się ledwie poniżej szyi i na żadnym z nich, na nagich ramionach nie ma nawet najcieńszego sznureczka, najdrobniejszej oznaki, najmniejszego dowodu na to, że dalej, poniżej zawadiackich kości obojczyka, jest jakikolwiek szczępek ubrania.
Czyżby pozowała mu nago? Chwaliła się tylko grzecznymi zdjęciami, a resztę upychała w szufladzie?
Odczytuję jej spojrzenie, jej malutki fragmencik oka, którego na pierwszy rzut nie widać, którego nie da się opisać, ale który mówi wszystko. Jakiś mikroskopijny wszechświat, który czai się pod powieką i czeka na odkrywcę. Odkrywcę, który wypatrzy świecącą gwiazdę, przyjrzy się jej i wyślę prom kosmiczny w jej kierunku. A później dopadnie nowego świata, wyląduje, zmierzy, zbada, przejrzy wszystkie zakamarki. Rzuci wyzwanie wiatrom i burzom, które panują na nowej, nieznanej jeszcze planecie, wykorzysta ją, splądruje, rozświetli niebo i przyniesie rozkosz.
Ania pragnie rozkoszy, Ania nie odmawia rozkoszy ani sobie, ani przypadkowym odkrywcom błysku w jej oku. To widać. I widać jeszcze więcej: jeśli nie pozowała jeszcze nago, to już wkrótce to zrobi.
Zatańczy przed obiektywem, zrzuci materiały, położy się, owinie kocem, później koc zrzuci na podłogę, nie będzie już potrzebny. Delikatnie muśnie pierś, drugą ukryje w dłoni, położy bokiem, wyeksponuje biodro i jeszcze wszystko co najdroższe będzie zasłonięte. Później dłoń odsłoni jędrną pierś, fotograf, pełen ekscytacji wykrzyknie kolejne polecenie, poprawi światło, nerwowym ruchem odgarnie kosmyk włosów z czoła,
„tak, tak jest dobrze” - powie - „lewą rękę lekko w górę, o tak, właśnie. Teraz odgarnij włosy, załóż je za ucho. Dobrze. Tak właśnie. Bądź seksy, o tak, teraz dobrze, główka bardziej w bok, rączki bliżej brzuszka, o właśnie, o to chodziło. Nóżki lekko ugnij, nie trzymaj ich tak sztywno” - mężczyźni w takich sytuacjach zawsze nadużywają zdrobnień.
I w końcu, rozpalona, rozmarzona, rozchyli uda, zakryje cieniutki paseczek włosów dłonią, po to, by je powoli odsłaniać. I widzę jak delikatnie, palcami rozsuwa różową skórę, jak waginą uśmiecha się do fotografa, jak drugą dłonią leciutko ugniata własną pierś, jak zatraca się w tym co robi i daje się całkowicie pochłonąć tej pracy.
Co będzie dalej? Marzenia o wielkim świecie, o luksusie, którego nigdy nie miała, pieniądzach, które tak bardzo ją podniecają, poprowadzą ją za rękę. Spotka mężczyzn, którzy na jej gorącym brzuchu, jak na ołtarzu składać będą obietnice, pozwoli im się rozbierać, dotykać, spijać jej soki. Wpuści pod bluzkę obleśne łapska facetów przerażonych nadchodzącą starością, takich, którzy z żonami od wieków żyją w osobnych światach, wysłucha ich żalów, przytuli do piersi rozżalone głowy, weźmie w usta ich męskości i wyssie do końca.
Zrobi wszystko, by nie wrócić do starej, walącej się chaty, do ojca alkoholika i matki, która wiecznie się jej wstydziła, szturchała, szarpała za włosy, rzucała wyzwiskami, aż któregoś dnia po prostu zniknęła.

Wyłączam komputer, nie chcę wiedzieć co będzie dalej. Za oknem huczy wiatr, mroźne powietrze wygina gałęzie drzew, unosi śnieg i tworzy z niego białe duchy, duchy tańczą na wąskiej uliczce. Pośród kurzawy sąsiad chwiejnym krokiem prowadzi rower, wraca do domu. Śniegowe duchy łapią go za uszy, oplatają głowę, wkręcają się w szprychy, szarpią rower, za wszelką cenę próbują go przewrócić. Przed samym domem, pokonany ich wariactwem, ich dzikim uporem, przewraca się. Na czworakach podchodzi do płotu, wspina się po starym, przekrzywionym słupku i chwilę na nim zawisa. Próbuje się pozbierać, przegonić puchate diabliki, które tak z niego zakpiły. Tuli stary słupek jak kochankę, szepcze jej swój żal, głaszcze wystający gwóźdź i mówi do niego jak do ucha.
Opowiada jak bardzo tęskni za córką.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 13 sty 2010, 18:13

One już takie są, masz kasę, masz babę, masz problemy jesteś sam.


Zdanie fatalnie się komponuje. Zobacz na:
One już takie są: masz kasę, masz babę. Masz problemy - jesteś sam.

Całość mi się podoba. Doskonale sportretowałeś ludzi: ich fobie, lęki, nawyki, ucieczki. Polski klimat na bank. Przypadł mi do gustu także sposób wprowadzenia bohatera - długi monolog opowiadający obszerną historię w zwięzłych linijkach, przekazach. Następnie przechodzisz do bohatera Marcela i tekst płynnie ukazuje jego osobowość, jego rozterki, jego życie, a dzieje się to podczas rozmyślań. Te zabiegi są wysokich lotów. Narracja przypadła mi do gustu - nic mi nie przeszkadzało...

Ale tekst ma dwa mankamenty - jeden do szybkiej poprawy, a drugi...

Brakło mi tu wyróżnionych akapitów - z przyzwyczajenia, że ludzie ich nie robią, potraktowałem całość jak bryłę tekstu - źle zrobiłem, bo przecież one są, tylko niewidoczne. Rzecz druga, czego nie zauważysz, bo to twój twór, ale:
Prolog jest monologiem jednego bohatera - fajnie mówi, z żalem, z taką nostalgią ukazując całą swoją osobowość - i bum!... Marcel prowadzi narrację w ten sam sposób - też powtarza, też nadmienia te same wyrazy. Dlaczego? Wyszło, że to te same osoby - w sensie plastycznym.
Pomijając tą niedogodność, tekst podobał mi się - trochę dramatyczny, nostalgiczny, ale ładny.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » śr 13 sty 2010, 18:58

Z akapitami problem mam wciąż ten sam, w Wordzie je robię, owszem, a później wklejam tekst i robi się jednostajna bryła. Nie wiem dlaczego, może te komputery mnie nie lubią :)
Zdanie, które wytknąłeś faktycznie wyglada źle, chyba zbyt szybko je napisałem, a później już przy korektach, przeoczyłem je.

Co się tyczy narracji, hmm. Właściwie miała to być opowieść Marcela i tego jak on widzi najbliższy mu świat. A ma go widzieć bezstronnie, nie komentować, nie oceniać a mówić tak jak widzi. Sam jest chyba na tyle zasmucony światem, (a może własną bezradnością, słabością, bo nie potrafi nic zmienić), że nie czuje się godny krytykowania kogokolwiek. Poprostu widzi i tyle.

Już nie pierwszy raz napisałeś mi, że bohater zlał się w opowieści z narratorem. Tak było w przypadku "Natalki", która kompletnie mi nie wyszła. Sam nie wiem jak to zmienić, tymbardziej, że dalsza część ma pozostać zupełnie oderwana od wstępu i opowiedzieć historię o Ani. Wyjdzie na to, że bohaterowie są skażeni narratorem.

Dzięki za wgląd, dałeś mi do myślenia :)


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 13 sty 2010, 19:56

Tak myślę, że być może to będzie pomocne:

Aby zmienić sposób narracji dla innego bohatera/lub przenieść się na narratora z bohatera - tak, aby posiadali odmienny sposób wymowy (niekoniecznie styl), poobserwuj kilka osób z otoczenia (w pracy, szkole w domu). Przeanalizuj, co charakteryzuje ich sposób wypowiedzi:
- przerywniki typu tak, tak / uhmm / no
- wstawki takie jak: często gęsto / rozumiesz? / wspaniale / jasne
- jak rozpoczynają dialog: i posłuchaj / a wiesz, że / więc jest tak...

Poznając różne sposoby wypowiedzi, możesz wyłuskać te bardziej charakterystyczne formy i łatwiej przerzucić je na twojego narratora/bohatera.

Do tego dochdozi zasób słów: czy mówią poetycko, rymują (nie celowo), powtarzają wyrazy, żeby podkreslić ekspresję wypowiedzi, używają prosych lub skomplikowanych słów.

Zobacz na takie coś - prezentuję fragment mojego felietonu...

Jeżeli przyjąć, że każdy bohater ma jakiś charakter (a powinien mieć, aby był wyrazisty) możemy przylepić mu jakąś metkę. Krysia ma trzydzieści pięć lat, pracuje w kasie lokalnej spółdzielni. Dużo czasu spędza nie robiąc nic, a jak zamierza coś zrobić, to siada przed telewizorem albo czyta babskie czasopisma – w tej krótkiej charakterystyce stworzyłem bardzo oględny zarys bohaterki. Nie mniej jednak, zawarłem tam kilka istotnych informacji, które wprawne oko wychwyci. Krysia rozmawia przez telefon z koleżanką.
- Cześć Basiu! Nie przeszkadzam? Dzwonię, bo mówiłaś, że masz ten przepis na ciasto, które podała nam Mariolka w tamtym tygodniu. Tak, tak, no właśnie...

Zapis jest z kilku względów naturalny dla pani Krysi. Wiemy z dialogu, że Basia to dobra znajoma: od razu przechodzi do rzeczy, nie wymienia zbyt dużo uprzejmości, wspomina o innych wspólnych znajomych.
Na drugi dzień dzwoni do tej samej znajomej:
- Kurde, ja nie wiedziałam, że tam trzeba było mleko dodać! No... wiem... no pisało... no... ale, wiem... no masz ci los... wiem... tak zrobiłam... tak, tak, ale dwie godziny? No ja cię nie mogę.

Kilka rzeczy zostało tutaj już zaznaczone: pani Krysia nie przeklina, tłumaczy się aż nad to (chociaż nie ma z czego), używa dość prostego języka, szuka wsparcia i często przytakuje. W ten sposób ze zwykłego dialogu, przenosimy różne cechy charakteru – uplastyczniamy i pokazujemy to, kim bohaterka jest. Nie musimy pisać tego, że jest taka, siaka i owaka – po prostu, pokazujemy to.

Teraz mała zamiana sytuacji. Krysia prosi męża, aby ten wyciągnął przepis od Basi. Zamiast bohaterki, wstawiamy bohatera. Pan Władysław jest profesorem, pracuje całymi dniami na uczelni, prowadzi wykłady, jeździ do różnych miast na wszelkiej maści spędy naukowe – krótka charakteryzacja została stworzona.

- Dzień dobry pani Basiu, Władysław Zieliński z tej strony, mąż Krysi. Czy mogę zająć pani chwilkę? Żona prosiła, jeżeli to możliwe, aby przekazała pani jakiś przepis na ciasto, które podobno podała pani Mariola w ubiegłym tygodniu. Czy jest to możliwe?

Widzimy, jak ten człowiek postępuje. Przede wszystkim, przedstawił się (czego nie zrobiła żona), zapytał, czy pomoc w ogóle jest możliwa, z dystansem odnosił się do koleżanki, nie używał powtórzeń ale za to wtrącenia, urozmaicające (wynoszące na wyższy poziom) dialog.
Na drugi dzień ten sam bohater dzwoni, bo ciasto nie wyszło:
- Dzień dobry pani Basiu, ponownie z tej strony Władysław Zieliński. Mam takie pytanie, w związku z tym przepisem, czy wskazane było, aby użyć tam mleko? Rozumiem... też tak sądziłem... jednak nie doczytałem... zdecydowanie... niestety, chyba trzymałem za krótko...

Mam nadzieję, że obraz jest czytelny. Te same informacje przekazywane pani Basi mogą mieć kilkanaście różnych zapisów, ale każdy może dotyczyć innej osoby – innego charakteru.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » śr 13 sty 2010, 22:05

Nic dodać, nic ująć :)
Narrację poprowadził u mnie Marcel i nijak nie zauważyłem, że sąsiad Marcela poprowadził dialog w podobnym stylu. Marcelem rządzi empatia, potępia tych, którzy robią źle, ale jednocześnie żal mu ich, jeśli rozumieją swoje czyny i nie potrafią zmienić nic w swoim życiu. Cierpią. Widzi więc mgłę, która zasnuwa oczy zagubionego alkoholika i czuje jego ból. O tym próbuje opowiedzieć.
Napisanie dłuższej opowieści, w której bohaterowie w poszczególnych etapach będą mówić w pierwszej osobie i będą narratorami to nie lada wyzwanie. Przedstawienie małego wycinka świata ustami i oczami bohaterów, zamiast snucia narracji samemu.
Próbowałeś kiedyś?


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » śr 13 sty 2010, 22:30

Tekst jako całość jest "tylko" dobry, ostatni akapit jest natomiast, w moim skromnym mniemaniu, powalający. Opis jest w nim zarazem bardzo plastyczny, pozwalajacy idealnie wyobrazić sobie całą sytuację, a zarazem jest niemalże poetycki - te śniegowe duszki... Narracja całości podoba mi się, bohater jest przedstawiony wiarygodnie, acz czasami trochę mi się dłużyło to czytanie. No, i wadą, czy raczej "wadą", jest to, że przedstawiony fragment jest krótki i nic tak naprawdę się w nim nie dzieje...


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » wt 16 lut 2010, 22:57

MARCEPAN 30 pisze:Niebieski, jasny, taki wodnisty wręcz. Taki bezbarwny aż.


Czytam sobie ten monolog na głos i to ostatnie zdanie zupełnie mi nie pasuje.

MARCEPAN 30 pisze:Marcel, jak ona patrzyła, jak wlepiała te ślepia we mnie


Znów uważam, że nikt nie powiedziałby słów w tej kolejności.

MARCEPAN 30 pisze:przecież ona miał


miała - literówka

MARCEPAN 30 pisze:Zaprosiła mnie na Naszej Klasie, mam ją w profilu. Sam nie wiem po co mnie zaprosiła i sam nie wiem po co ją przyjąłem.


Stosujesz dużo powtórzeń, dotąd były wytłumaczalne, tu - ewidentny błąd.

MARCEPAN 30 pisze:Mieszkałem trzy domy obok, pamiętam małą, zawsze usmarowaną błotem dziewczynkę, czasem głodną, czasem przestraszoną, ale zawsze zawadiacko patrzącą na świat, pamiętam wrzaski jej ojca na podwórku, wyskoki matki, o których trąbiła okolica.


Rozdziel to na dwa zdania. Po świat - kropka.

MARCEPAN 30 pisze:zniszczony płot i żal. Żal po zmarnowanym życiu, żal do tych, którym się powiodło. I tylko czasem trafi się ktoś, komu można ten żal wlać za kołnierz


Trzy pierwsze żale jakoś przetrzymałem, znajdując dla nich usprawiedliwienie. Czwarty żal - przesadziłeś. Ten żal zamień na go i będzie lepiej.

MARCEPAN 30 pisze:Odczytuję jej spojrzenie, jej malutki fragmencik oka, którego na pierwszy rzut nie widać, którego nie da się opisać, ale który mówi wszystko. Jakiś mikroskopijny wszechświat, który czai się pod powieką i czeka na odkrywcę. Odkrywcę, który wypatrzy świecącą gwiazdę, przyjrzy się jej i wyślę prom kosmiczny w jej kierunku.


Często używasz powtórzeń. I faktycznie w większości przypadków nieźle sobie z nimi radzisz. Mam jednak wrażenie, że czasem popadasz w zły nawyk.

To co powyżej napisałem to największy zarzut. Jak już się rozpędziłeś, to tłuczesz te powtórzenia czasem bez opamiętania. Zerknąłem na wypowiedź Martiego i podpisuję się pod tym, że zarówno pijak, jak i Marcel stosują ten sam zabieg stylistyczny. Osobiście nie znam nikogo, kto tak mówi, a ty przedstawiasz mi nagle dwie takie osoby. Myślę, że oni są zbyt do siebie podobni.

Sama treść podobała mi się. Ciekawie opisujesz świat. Trochę jest on zbyt przytłaczający, ale bardzo realny. Za to wielki plus.

Ogólnie tekst dobry z plusem. Merytorycznie bardzo dobry, stylistycznie tylko dobry. Twoja maniera z powtórzeniami czasami mnie już drażniła. Uważam, że Twoja opowieść jest warta uwagi.

Pozdrawiam.


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » śr 17 lut 2010, 06:46

No, skoro tyle razy już zostałem skarcony za nadmiar powtórzeń, to chyba faktycznie przesadzam :) Trzeba cos z tym zrobic.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości