Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Unia Gniewu (dramat, obyczaj przyszłościowy)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Unia Gniewu (dramat, obyczaj przyszłościowy)

Postautor: minojek » sob 06 mar 2010, 19:00

Yanaka kończył czyszczenie garnituru. W najwyższym skupieniu przeciągał szczotkę wzdłuż rękawów ciemnej marynarki. Kiedy skończył, odłożył szczotkę, odszedł parę kroków i przyjrzał się uważnie eleganckiemu ubraniu. Był zadowolony z wykonanej roboty. Zauważył, że coraz częściej radość sprawiają mu rzeczy małe. Uśmiechnął się szeroko i usiadł na krzesełku obok. Spojrzał na ścienny zegar – wskazywał piętnastą czterdzieści pięć. Yanaka wyliczył, iż pozostały mu niecałe dwie godziny życia. Zdążył już zapomnieć o burzliwej rozmowie z bratankiem – Layosem.
Layos odwiedził jego piwniczne mieszkanko bez wcześniejszej zapowiedzi. Wystukał na żelaznych drzwiach znaną melodyjkę, nim usłyszał głos stryja:
- Otwarte! Zapraszam!
Nacisnął ciężką klamkę. Drzwi były potężne, dlatego ich otwarcie wymagało niemałego wysiłku. Przekroczył próg i stanął oko w oko z wujem.
- I jak? – zapytał Yanaka. – Będę mógł posługiwać się prawdziwym imieniem i nazwiskiem? Zakończymy tę wojnę?
Prawdziwe personalia Yanaki brzmiały – Andrzej Janusz Bergman, jednakże ze względu na bezpieczeństwo własne i innych, Andrzej porzucił dawne imię i nazwisko na rzecz pseudonimu – Yanaka. Pseudonim ten został wymyślony przez jego bratanka, zwanego później Layosem – Marka Bergmana. Obaj panowie przynależeli do buntowniczej organizacji, działającej w konspiracji – AntyUnii. Członkowie AntyUnii i Unii Wspólnego Narodu od lat zwalczali się wzajemnie. Zazwyczaj prym wiodła UWN, gdyż dysponowała większymi środkami. I w taki oto prosty sposób buntownicy musieli pogodzić się z faktem – zostali zrzuceni na boczny tor.
Layos opuścił wzrok. Nie był w stanie patrzeć Yanace prosto w oczy. Zastanawiał się kiedyś, jak postąpiłby w przypadku, w którym przyszłoby mu stać się posłańcem hiobowych wieści. W tym momencie zrozumiał, iż akurat nadarzyła się okazja odpowiedzenia sobie na to pytanie. A – kto wie – może przy okazji i na wiele innych. W końcu oznajmił:
- Plan nie wypalił, szef Unii zmienił plany.
Szefem Unii był niejaki Charles Pitesberg, znany jako Animali. Otóż ten Pitesberg założył przed laty Unię Wspólnego Narodu. Początkowo swoje zamiary opisywał w samych superlatywach. Podczas pierwszego kongresu członków Unii oświadczył – „Punkty z Pakietu Popraw stanowią ostatnią deskę ratunku dla człowieka. Świat zmienił się w piekło, ale nawet i to piekło można przemienić w piękną krainę”.
- Jak to? Nie wypalił, czy nie wypali?
- Nie wypali, wujku. Animali w ostatniej chwili zmienił godzinę i miejsce zebrania. Ostatecznie ma przemawiać na Wspólnym Placu. Przykro mi, tak wyszło.
Yanaka uderzył pięścią w blat biurka. Klął pod nosem, wypowiadał szeregi słów. Layos, przyzwyczajony do wybuchów złości stryja, przeczekał najgorętszą nawałnicę gniewu, po czym przerwał:
- Animali jest przecież stracony. Czym się mamy martwić? Prędzej czy później ktoś zrzuci go ze stołka.
- Wiesz, bratanku, brakuje mi tego twojego optymizmu. Dzisiaj ostateczny termin, OSTATECZNY!
Layos machnął ręką. Yanaka rzucił się na niego i krzyknął:
- O co ci chodzi, do cholery?! Chcesz nas sprzedać?! Tak?! Zapytaj Animaliego, może potrzebuje kolejnego konfidenta!
Młodzieńcowi brakowało energii, by wyrwać się z uścisku stryja. Wpatrywał się w jego twarz, na której rysowały się kolejne zmarszczki. Milczał, czekał na reakcję Yanaki.
- Powiedz: po której stronie chcesz się znaleźć? Nie zgadzasz się z naszymi poglądami?
Layos powoli zdjął z ramion ciężkie dłonie wuja.
- Jestem po waszej stronie, po W A S Z E J. Boję się tylko o własne życie, mam dopiero dwadzieścia trzy lata, sam rozumiesz…
- Rozumiem! Myślisz, że posłałbym cię po śmierć? Myślisz, że pozwoliłbym ci zrobić krzywdę?
- Sam kiedyś powiedziałeś: „dla dobra organizacji – wszystko”.
Yanaka westchnął. Layos nigdy nie potrafił odpowiednio interpretować wypowiadanych przez niego słów.
- Rodzina jest na pierwszym miejscu, organizacja: na drugim.
Dwudziestotrzylatek zgodził się z wujem. Po chwili milczenia zapytał:
- Więc jak będzie? Pitesberg zejdzie?
Yanaka oświadczył, iż zamachu nie odwoła. Na końcu dorzucił:
- Wiesz, dlaczego w ostatniej chwili Animali wprowadził zmiany? Był pewien, że wprowadzi przypuszczalnych wrogów w błąd. Ale ze mną nie będzie tak łatwo.
Podszedł do garnituru i zdjął go z wieszaka.
- Dziś odejdzie dwóch ludzi: ja i Pitesberg. Do tej pory Unia i my ponosiliśmy stałą ofiarę, więc stanie się tak i tym razem. Dwie ofiary: jedno zwycięstwo. Czego chcieć więcej? A śmierć? Umarłbym prędzej czy później, śmierć jest jedyną pewną sprawą w naszym nieciekawym życiu. I wiesz co? Myślę, że nie odejdę z tego świata z żalem. Myślę nawet, że nie sprawię światu przykrości swoim odejściem. Nigdy nie wierzyłem w przeznaczenie, nie wierzyłem też w to, że ludzie się zmieniają. Teraz wiem jedno: jeden człowiek nie ma prawa się zmienić, ale całe pokolenie, społeczeństwo: owszem.
Tłumaczenia na nic się nie zdały. Zresztą, Layos wiedział, iż stryj nie rzuca słów na wiatr. Zbliżył się do niego, uścisnął.
- Wujaszku, nawet nie wiesz, jak ciężko jest zgodzić się na historię, która kończy się tragicznie. Wiesz, może po prostu wciąż wierzę, że przeżyjesz. Niech Bóg ma cię w opiece, zasługujesz na to. Chociaż… Wybacz, przepraszam cię za te wątpliwości, po prostu nie jestem pewien, czy Bóg jest w stanie przebaczyć jakąkolwiek zbrodnię z premedytacją. Cholera, Unia popełnia zbrodnie za dnia, kiedy oczy wszystkich zwrócone są w jej kierunku… Zatem powodzenia!

Półgodziny później, podczas, gdy Layos zajęty był przeglądaniem internetowej prasy, media poinformowały o zwycięstwie Unii:
„Charles Pitesberg, założyciel Unii Wspólnego Narodu, wygłosi dziś wieczorem uroczyste przemówienie w głównej siedzibie organizacji. Pitesberg ma co świętować – ten dzień na długo zapisze się w pamięci mieszkańców. Dzisiaj rządy ostatnich państw złożyły broń, za parę dni z map znikną nazwy poszczególnych narodów, będziemy obywatelami wspólnej ojczyzny. Unia nie odniosła sukcesu za darmo – w ciągu ostatniego roku do prowadzonych przez nią więzień trafiło ponad siedemset tysięcy ludzi. Jak podaje rzecznik Unii, Max Chandler, więzienia znajdują się na terenach państw już objętych unijnym Pakietem Popraw, dlatego możliwe było przeprowadzenie egzekucji. Sama Unia Wspólnego Narodu również poniosła ofiarę – zginął ojciec Pitesberga oraz jego bratanek. Max Chandler w wyniku zamachu utracił wzrok w prawym oku i pięć żeber. Wciąż nie wiemy, kto tak naprawdę stał za ww. zamachami.
Jak powiedział Charles Pitesberg, Pakiet Popraw >stanowi ostatnią deskę ratunku<. W skład PP. wchodzą trzy księgi. Jest w nich mowa między innymi o złączeniu wszystkich narodów w jeden.”

Layosa zbudził dźwięk elektronicznego budzika. Zdrzemnął się na niewygodnej kanapie w salonie własnego domu. Z niechęcią podniósł ciało z sofy i odczytał godzinę z elektronicznego zegarka.
- Cholera! – wrzasnął, gdy do jego świadomości dotarł fakt, iż lada chwila wuj stanie przed świętym Piotrem.
Wybiegł na korytarz i narzucił na plecy marynarkę. Przed domem stał jego potężny sedan. Layos usiadł za kierownicą i uruchomił maszynę. Silnik głośno zaryczał. Samochód ruszył z piskiem opon, omal nie roztrzaskując się na ścianie dźwiękoszczelnej.

Dobiegał końca ostatni rozdział życia Charlesa Animaliego Pitesberga. Lada chwila nastąpić miał brutalny epilog. Limuzyna szefa Unii wyłoniła się za zakrętu, otoczona policyjnymi motocyklami. Kilka metrów za nią podążał wojskowy czołg, jeden z wielu środków bezpieczeństwa, jakie starano się w ówczesnych czasach zawsze zachowywać. Zebrani klakierzy-amatorzy próbowali przyjrzeć się człowiekowi, który uczynił ich świat gorszym, lecz dostrzegali jedynie blask słońca w przyciemnianych szybach limuzyny. Pitesberg miał większe pole do popisu – przyglądał się twarzom zebranych, próbował odczytywać emocje z oblicza każdego napotkanego. Nie bez żalu zmuszony był przyznać, że zdecydowana większość rozszarpałaby go na strzępy. Otarł łzy spod oczu. Łzy te nie były skutkiem wewnętrznego rozżalenia, były za to efektem uszkodzonych kanalików łzowych. Nieraz wysuwano tezy na temat tajemniczej przeszłości głównego zarządcy Unii. Na łamach internetowych pism oskarżano go o kryminalną przeszłość. Według wielu jako nastolatek pełnił funkcję chłopca na posyłki w którymś z harlemskich gangów. Podczas jednej z akcji rzekomo jego płuca poczęstowano trzema pociskami, czego następstwem były trudności z oddychaniem i świsty w trakcie mówienia.
Limuzyna zbliżała się do zjazdu na Wspólny Plac. Motocykle wyminęły kolosalny samochód, ich kierowcy rozganiali tłum. Czas jakby zwolnił bieg – ręce ochroniarzy wolniej odganiały gapiów, którzy kłębili się wzdłuż samochodu, by ujrzeć sprawcę miliardów straconych losów. Automatyczny pilot przygotowywał się do skrętu w lewo, Animali po raz ostatni powtarzał tekst przemówienia, gdy w jego pojazd z przerażającym hukiem wbił się van Yanaki. Szyby w mgnieniu oka rozprysły się na miliony kawałków, zszokowani obserwatorzy odskakiwali w bok, byle znaleźć się od miejsca zdarzenia jak najdalej.
Yanaka żył, jego serce wciąż biło. Choć wyglądał źle, bowiem krew broczyła po jego zmęczonej twarzy, to nadal chciał walczyć. W przeciągu sekundy przypomniał sobie o dalszym etapie zamachu. Bez pośpiechu dobył z kabury staroświecki sześciostrzałowy rewolwer i wymierzył wprost w Animaliego, rozłożonego na tylnej kanapie. I – ku zdziwieniu – odczuł, iż były gotów odpuścić Charlesowi jego grzechy wobec świata, lecz on nigdy nie spojrzałby na sprawę z innej perspektywy, zawsze widziałby w Yanace łajdaka i – co gorsza – mordercę. On oddałby w przyszłości wszystko, by tylko ukarać niedoszłego królobójcę. Tak, Animali zasługiwał na śmierć, zasługiwał na zakończenie bolesnej dla społeczeństwa kariery. Teraz patrzył wprost w oczy przeciwnika. Patrzył w nie i myślał, jak piękny mógłby być świat, gdyby nie był aż tak zepsuty. Spuścił wzrok, przyjął wyrok ze spokojem. Yanaka pomyślał, że to nie Pitesberg zepsuł świat, lecz to świat zepsuł Pitesberga. Przez moment nawet go żałował.
Odgłos wystrzału przerwał epilog.
Niedługo potem żołnierze tratowali na ulicy zwłoki Yanaki, mimowolni świadkowie patrzyli na żołnierzy raz z oburzeniem, raz z podziwem dla ich nadzwyczajnej siły, a ucieszony tłum wznosił okrzyki na jego cześć.
Layos wyskoczył z sedana i biegł w kierunku martwego stryja. Nieludzkimi metodami zatrzymała go banda ochroniarzy, nie stawiał oporu. Śmierć wuja była pewna, nie cierpiał, nie poddał się i osiągnął szczyt możliwości – pozbawił żywych najpodlejszej ze wszystkich istot.
Najgorsza była tylko ta myśl, która nękała Layosa do samej śmierci – Pitesberg musiał odejść?

[ Dodano: Sro 10 Mar, 2010 ]
Ano, czytając tekst nie spodobał mi się jeden fragment. A mianowicie:

"Layosa zbudził dźwięk elektronicznego budzika. Zdrzemnął się na niewygodnej kanapie w salonie własnego domu. Z niechęcią podniósł ciało z sofy i odczytał godzinę z elektronicznego zegarka".

Co myślicie na temat wersji poprawionej, mam nadzieję doskonalszej:

Layos zdrzemnął się na niewygodnej kanapie. Parę chwil później zbudził go dźwięk elektronicznego budzika. Layos z niechęcią podniósł ciało z sofy, odczytał godzinę.



Awatar użytkownika
Joe
Umysł pisarza
Posty: 975
Rejestracja: pn 21 wrz 2009, 21:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Joe » czw 11 mar 2010, 21:45

Śmiało mogę powiedzieć, że mi się podobało. Z dwóch prostych powodów. Po pierwsze: w tekście nie ma przesadnego owijania w bawełnę, ba...! ono nie istnieje, a jeśli się mylę, to wyznaję winy, uderzając w pierś. Skupiasz się na konkretach, co stawia sprawę w bardzo jasnym świetle. Nie znalazłem tutaj żadnych niedopowiedzeń. Co prawdą nie rozbierałem tekstu na części pierwsze, ale wymowie i prostocie nie można niczego zarzucić. Nie w tym wypadku. To po drugie. Jedyne, czemu - podług mojej opinii - poświęciłeś mało uwagi, to emocje bohaterów. Oprócz złości, towarzyszącej przekazaniu niemiłej informacji, brakuje jakichkolwiek wyraźniejszych akcentów.

Trzymaj się!



Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: minojek » pt 12 mar 2010, 14:12

Joe - dzięki za opinię. Co do emocji - zgadza się, mam z tym problem. Może dlatego, że nie jestem specjalnie uczuciowy i wszystkich oceniam swoją miarą... Choć twórca powinien postępować inaczej. Jeszcze raz dzięki za opinię!

Pozdrawiam!



Awatar użytkownika
Joe
Umysł pisarza
Posty: 975
Rejestracja: pn 21 wrz 2009, 21:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Joe » pt 12 mar 2010, 17:57

minojek pisze:Może dlatego, że nie jestem specjalnie uczuciowy

To jest pewien problem. Musisz pomyśleć nad rozwiązaniem, zawsze jakieś się znajdzie.



Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » ndz 14 mar 2010, 13:01

minojek pisze:przeciągał szczotkę wzdłuż rękawów ciemnej marynarki. Kiedy skończył, odłożył szczotkę,



Powtórzenie

minojek pisze:usiadł na krzesełku obok.


krzesełko to małe krzesło. Obok też chyba zbędne.

minojek pisze:Yanaka kończył czyszczenie garnituru. W najwyższym skupieniu przeciągał szczotkę wzdłuż rękawów ciemnej marynarki. Kiedy skończył, odłożył szczotkę, odszedł parę kroków i przyjrzał się uważnie eleganckiemu ubraniu.


Odszedł parę kroków... Jakoś mi to wszystko umyka. Dużo muszę się domyślać. Gdzie ten garnitur się znajdował? Wisiał na szafie, leżał na fotelu? Nic nie wiem. Zmuszasz mnie do wyobrażania sobie całej sceny,a to Ty masz mi podać obraz całości. Poza tym zbyt wiele wysiłku w tak nieistotnym fragmencie.

minojek pisze:Wystukał na żelaznych drzwiach znaną melodyjkę


Nie da się wystukać melodyjki, tylko jej rytm.

minojek pisze:Otóż ten Pitesberg założył przed laty Unię Wspólnego


To właśnie on...

minojek pisze:OSTATECZNY!


zawsze odradzam pisanie wielkimi literami.
...ostateczny - powiedział akcentując ostatnie słowo.

minojek pisze:Półgodziny


Pół godziny

No i jest o niebo lepiej, niż było. Serio. Wyciąłeś zbędną drugą część powrotu Layosa. Pierwszą część poprawiłeś i nie brzmi już tak tragicznie.

Zdarzają Ci się jeszcze błędy, parę razy w tekście zgrzyta. Czasem można się w nim pogubić. Myślę, że moja pierwsza rada o spaleniu nie była najgorsza. Z tekstu fatalnego możesz zrobić co najwyżej poprawny. Sam pomysł wałkowany przez wszystkich od kilkudziesięciu lat. Wykonanie nadal kuleje. Nic tak naprawdę nie wiem o Unii czemu są tacy źli? To, że chcą zjednoczyć za wszelką cenę wszystkie narody - OK, naganne, ale UE też ma taki cel, co nie znaczy, że należy powybijać towarzystwo. Sam tekst nadal nie przekonuje, ale nie jest już tak żałosny, jak był. Wciąż jest niedopracowany i nie do końca przemyślany. Proponując spalenie pierwszej wersji nie namawiam Cię do zarzucenia samego pomysłu, ale napisania go raz jeszcze, za jakiś czas, bez zaglądania do pierwowzoru. I nadal przy tym obstaję.

Pozdrawiam.


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: minojek » ndz 14 mar 2010, 13:37

Dziękuję za opinię, djas! Jeszcze raz dzięki, Joe! Wasze rady są niezwykle pomocne, jeszcze dopieszczę ten tekst.



Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » sob 20 mar 2010, 17:13

minojek pisze:Yanaka kończył czyszczenie garnituru. W najwyższym skupieniu przeciągał szczotkę wzdłuż rękawów ciemnej marynarki. Kiedy skończył, odłożył szczotkę, odszedł parę kroków i przyjrzał się uważnie eleganckiemu ubraniu.

Przeciągał szczotką.
Powtórzenia.

minojek pisze: Zdążył już zapomnieć o burzliwej rozmowie z bratankiem – Layosem.
Layos odwiedził jego piwniczne mieszkanko bez wcześniejszej zapowiedzi. Wystukał na żelaznych drzwiach znaną melodyjkę, nim usłyszał głos stryja:
- Otwarte! Zapraszam!
Nacisnął ciężką klamkę. Drzwi były potężne, dlatego ich otwarcie wymagało niemałego wysiłku. Przekroczył próg i stanął oko w oko z wujem.
- I jak? – zapytał Yanaka. – Będę mógł posługiwać się prawdziwym imieniem i nazwiskiem? Zakończymy tę wojnę?

Od początku opowieści identyfikuję się z Yanaką. Posadziłeś mnie razem z nim na krzesełku. Nagle stawiasz mnie przy bratanku i każesz otworzyć drzwi. W tym momencie nabawiłam się rozdwojenia jaźni. Nie każ mi przeskakiwać z jednej postaci na drugą. Zostaw mnie na krzesełku z Yanaką i pozwól mi zobaczyć jak bratanek otwiera drzwi.


minojek pisze: Zastanawiał się kiedyś, jak postąpiłby w przypadku, w którym przyszłoby mu stać się posłańcem hiobowych wieści.

Aliteracja.
Dwa "się" w jednym zdaniu, to co najmniej o jedno za dużo.

minojek pisze:- Plan nie wypalił, szef Unii zmienił plany.

Nie rozumiem - Plan nie wypalił, BO szef zmienił plany, czy plan nie wypalił I szef zmienił plany?

minojek pisze: Wpatrywał się w jego twarz, na której rysowały się kolejne zmarszczki

Zarysowały.

minojek pisze:Myślę, że nie odejdę z tego świata z żalem. Myślę nawet, że nie sprawię światu przykrości swoim odejściem.

Powtórzenia.

minojek pisze: Wybacz, przepraszam cię za te wątpliwości, po prostu nie jestem pewien, czy Bóg jest w stanie przebaczyć jakąkolwiek zbrodnię z premedytacją

...zbrodnię dokonaną z premedytacją.
Chyba, że chciałeś powiedzieć, że Bóg nie wybacza z premedytacją.


minojek pisze:Półgodziny później, podczas, gdy Layos zajęty był przeglądaniem internetowej prasy, media poinformowały o zwycięstwie Unii:

Aliteracja. Mnóstwo ich w całym tekście, dalszych nie będę już wymieniać.


minojek pisze: Z niechęcią podniósł ciało z sofy i odczytał godzinę z elektronicznego zegarka.

Podniósł się.

minojek pisze: wojskowy czołg

W życiu nie widziałam "niewojskowego" czołgu.

minojek pisze: Nie bez żalu zmuszony był przyznać, że zdecydowana większość rozszarpałaby go na strzępy.

Nie bez żalu zmuszony? Nie bez żalu stwierdził...jeśli już. Ale i tak "żal" jest do wycięcia. Raczej wiadomo, że nie ucieszył się, iż większość rozszarpałaby go na strzępy.

minojek pisze:Choć wyglądał źle, bowiem krew broczyła po jego zmęczonej twarzy, to nadal chciał walczyć.

Wyciąć. Spowalnia tekst.

minojek pisze: I – ku zdziwieniu – odczuł, iż były gotów odpuścić Charlesowi jego grzechy wobec świata

Byłby.

minojek pisze:Layos wyskoczył z sedana i biegł w kierunku martwego stryja.

Pobiegł.






minojek pisze:Ano, czytając tekst nie spodobał mi się jeden fragment. A mianowicie:

"Layosa zbudził dźwięk elektronicznego budzika. Zdrzemnął się na niewygodnej kanapie w salonie własnego domu. Z niechęcią podniósł ciało z sofy i odczytał godzinę z elektronicznego zegarka".

Co myślicie na temat wersji poprawionej, mam nadzieję doskonalszej:

Layos zdrzemnął się na niewygodnej kanapie. Parę chwil później zbudził go dźwięk elektronicznego budzika. Layos z niechęcią podniósł ciało z sofy, odczytał godzinę.


Druga wersja zdecydowanie lepsza. Bez powtórzeń i zbędnego zaimka. Jednak, zamiast "podniósł ciało" - "podniósł się" - o czym mówiłam wyżej.


Jest to fragment historii - nie za bardzo wiem, o co chodzi, więc wypowiem się jedynie co do strony technicznej:
Nie najgorzej napisany tekst, czyta się go bez większych zgrzytów. Jest też duża poprawa w stosunku do Twoich wcześniejszych tekstów zamieszczanych na forum.
Trochę gubiłam się w postaciach - narrator skacze po nich jak pchełka, raz patrzę oczami jednego, raz drugiego i to przeszkadza, tym bardziej, że jest to fragment i nie jestem związana z historią.

Ogólnie na plus.

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Maclean
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: czw 18 mar 2010, 08:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maclean » sob 20 mar 2010, 17:43

minojek pisze:Animali po raz ostatni powtarzał tekst przemówienia, gdy w jego pojazd z przerażającym hukiem wbił się van Yanaki. Szyby w mgnieniu oka rozprysły się na miliony kawałków

Jak na tyrana, Animali jeździł w bardzo delikatnym samochodzie. Limuzyna tak ważnej osobistości, w dodatku szczerze znienawidzonej, powinna przypominać raczej czołg, który za nią jechał. Nie tyle z wyglądu, co pod względem odporności na wszelkie ataki, łącznie z bombowym. Tymczasem z treści wnioskuję, że szyby owej limuzyny można by rozbić nawet gołą ręką (to akurat jest możliwe, byłem świadkiem). Poza tym trudno jest mi sobie wyobrazić, jak Yanaka mógł dojechać swoim vanem w pobliże Animaliego, skoro ochroniarze rozpędzali tłum przed limuzyną, a za nią jechał wspomniany już czołg. Zamachowiec musiałby wcześniej staranować zwartą masę ludzi, co wydaje mi się mało prawdopodobne. Tym niemniej, czytało się przyjemnie.


Nulla dies sine linea (Apelles)

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » czw 01 kwie 2010, 19:50

Krótko: jest wersją poprawiona to i są poprawki. Zdecydowanie lepiej zapisana, niż poprzedniczka. Ale, styl jest słabiutki. Operujesz czterema narzędziami: restrospekcją, wykonaniem czynności, co zamierzał, co powiedział. Ten czworobok wprawiasz w ruch i wszystko klekocze. Jak w pralce. Tą dziwną czkawkę widać od samego początku. Faktycznie - jest tam całą masa poprawek i są dobrze naniesione (szczególnie z tym garniturem i wprowadzenie klimatu osoby Yanaki).

Teraz coś o klimacie: Yanaka i Layos mają nazwiska i imiona, są postaciami. Zabieg z używaniem ich pseudonimów jest chybiony moim zdaniem. Dobrze zauważyłeś, że dla bezpieczeństwa ich używali, ale ty, jako autor nie musisz się niczego bać, dlaczego więc nie opowiadać o nich jako zwyczajnych ludziach? Myślę, że wyszło by to na lepsze, gdybyś korzystał z ich prawdziwych imion.

Jest też skrótowiec w tekście (w sumie jest ich kilka) dotyczący historii Unii - odstaje od tekstu, jest wymuszony. Podsumowując: świetnie, że naniosłeś poprawki, bo wyszło tekstowi na lepsze. Teraz szlifuj prowadzenie historii - dodaj kilka boków do kwadratu, zrób wielokąt.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości