Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Wierzbisko - ciąg dalszy

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
marvin
Kmiotek
Posty: 4
Rejestracja: śr 03 mar 2010, 12:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Wierzbisko - ciąg dalszy

Postautor: marvin » ndz 21 mar 2010, 14:26

I







- Babciu! Wóz już jest! - zabrzmiał lekko przytłumiony głos z zewnątrz.
- Ide już, idę! - odpowiedziała Babcia Dilly głosem tak przepełnionym bólem istnienia, jak miałczenie Kota, na którego ogonie wylądował trolli tyłek.
Popatrzała jeszcze chwilkę na półkę zapełnioną różnego kształtu i koloru buteleczkami, po czym sprawnym ruchem zgarnęła je do skórzanego woreczka. Pakunek wylądował w walizce, a zaraz potem wieko dawno nieużywanego kufra opadło wzniecając tuman kurzu, który szybko wypełnił pokój na poddaszu.
Ciocia Grenda zajrzała w drzwi z drewnianago ganku przed sklepem, skąd widziała okrągły gramolący się wśród siwej chmury paprochów kształt Babci Dilly i podskakujący za nią na schodach bagaż.
- Tak, dzisiaj nie robią już takich walizek – mruknęła, oglądając się za siebie – niby na bagaż. W rzeczywistości trudno było jej pożegnać się się z tym miejscem, więc próbowała uskutecznić zawsze działającą strategię – narzekanie.
- Babciu, nie rozpaczaj, przecież zawsze możesz tu wrócić – chciała pocieszyć ją Ciocia Grenda, lecz zabieg ten był równie skuteczny jak ścinanie drzew szczoteczką do zębów.
Babcia przystanęła na moment, jej źrenice powiększyły się, a spod spódnicy – Grenda mogła przysiąc – z cichym gwizdem wydostawały się małe strużki pary. Oskarżenie o rozpacz Babci Dilly było jednoznaczne z jej przemianą w mały, człekoształtny czajniczek.
- Widziałaś mnie kiedyś rozpaczającą!? Hmm? Odpowiedz dziecko! - warknęła, a na jej szyi – co również Grenda mogła sobie przysiąc – pojawiły się bulgoczące bomble, takie jakie pojawiają się kiedy zagotuje się herbatę. Istotnie, Babcia Dilly nie należała do osób szczególnie ujawniających ciepłe lub w ogóle jakiekolwiek uczucia do ludzi – A poza tym, to mam tęsknić za tą "dziurą"?
- Dobrze, Babciu. Masz rację, Babciu – Grenda chroniła się przed kolejnym atakiem.
Staruszka wyszła na ganek i zmierzyła jeszcze szybkim spojrzeniem wnętrze sklepu. Potem zaszperała w kieszeni i wyjęła z niej pęk złotych drutów.
- Zawsze zamykaj na noc! - nakazała wreczając go Grendzie – i potoczyła się ze swoim bagażem w stronę wozu. Woźnica próbował pomóc jej usadowić się
z bagażem na miejscu, lecz zaniechał tego, tak samo jak ręka instynktownie cofa się po dotknięciu rozgrzanego czajnika.
- Odwiedzisz mnie kiedyś? - krzyknęła świeżo upieczona właścicielka sklepu za oddalającym się powoli zaprzęgiem.
- O nie, moja droga. Nie wracam do tej "dziury" – zabrzmiała odpowiedź – Mam inne plany – powiedziała Babcia już sama do siebie.
Powóz zniknął za zakrętem, a Grenda weszła do środka. Rozejrzała się jeszcze po ulicy, po czym wzięła do ręki jeden ze złotych drutów, który opalizując w słońcu przemienił się w klucz do drzwi frontowych.
Drzwi zamknęły się. Nad nimi wisiał szyld "Zaklęty Róg – akcesoria magiczne".

***

Ową "dziurą" było Nord Kappar. Chwalone jako miasto dobrobytu, uprzejmości i sukcesu, w rzeczywistości było jednak kupą sklepów i instytucji, zbiorowiskiem tłumów różnych ras i jedynym miastem, w którym szybko można się było pozbyć zbędnych zębów. I niezbędnych też. Za darmo.
I pieniędzy.
Prowadzenie takiego sklepu jak "Zaklęty Róg" w takim mieście było bardziej niż opłacalne, zważając na to, że asortyment w sklepie był szeroki. Poczynając od przeróżnych eliksirów miłosnych czy olejków zapachowych dla turystów, przez wszelkie zioła potrzebne do straszliwych rytuałów okultystycznych takich jak rosół czy jagnięcina w koprze, tak chętnie odprawianych przez gospodynie domowe, aż do trutek dla skrytobójców i ludzi, którym niezwykle śpieszno było do obalenia rządów jakiegoś króla, albo którzy chcieli szybciej wspinać się po trupiej drabinie kariery.
Trzeba tu wspomnieć, że sklep taki mogła prowadzić tylko prawdziwa wiedźma, a takich nie było na kontynencie Gandaryjskim zbyt wiele. Jak wiadomo wiedźmowatość przenosi się z pokolenia na pokolenie – tylko i wyłącznie na kobiety. Ten ostatni punkt zapewniał rynek pracy żeńskiej części pokolenia, choć był tylko sztuczną regułą ustaloną przez same wiedźmy. Żadnych mężczyzn. Oni są porywczy, bohaterscy i zdolni do poświęceń. I powiedzmy sobie szczerze: czy dobrze brzmiałoby, gdyby nazywać kogoś wiedźmem? Te obwarowania skutecznie uczyniły ten zawód rodzinnym, dziedzicznym i kobiecym.
Grenda przejęła sklep po Babci Dilly, bo była najbliższą istotą płci żeńskiej
w rodzinie, w prostej linii, nie licząc Ślepej Lou, która z oczywistych przyczyn technicznych odpadła z rywalizacji o spadek.
Oczywiście zdarzały się istoty magiczne płci męskiej, ale fakt ten został zapomniany, tak samo jak zapomina się o rzeczy pozostawionej na szafie, poza zasięgiem wzroku. Potem pokrywa ją warstwa kurzu, a rzecz coraz trudniej dostrzec. Dla przykładu ludzkie odruchy Babci Dilly zostały odłożone na szafę.
Wiedźmy często wybierały sobie zwierzę, które towarzyszyło im w ich magicznej drodze. Mimo praktycznej dowolności w wyborze, większość wybierała koty lub kruki, bo wzbudzały one szacunek wzmocniony lekką bojaźnią, a przy tym były niedrogie w utrzymaniu.
Chowańcem Babci Dilly był... kret. Dumnie spełniał wszelkie zlecane przez nią zadania, działał niezauważenie (nie licząc wielkich kopców ziemi, które za sobą pozostawiał) – po prostu zwierzak idealny. Miał na imię Kret.
Na tydzień przed opuszczeniem "Zaklętego Rogu" Babcia zawiadomiła Grendę, że Kret umarł, więc razem urządziły mu pogrzeb i ułożyły go w piachu. Napis na nagrobku głosił: "Kret. Przeżył lat 26. Był dobrym kretem."
Babcia była wiedźmą szanowaną w całym Nord Kappar i przyległościach, nie tylko ze względu na umiejętności magiczne, ale również dlatego, że ludzie woleli pozostać ludźmi. Nie żabami. Ani wronami. Dlatego też przejęcie sklepu przez Grendę było sporym wyzwaniem.
Wszystko jednak przebiegło dość szybko i skończyło się szczęśliwie. Grendzie przybyło wielu wiernych klientów, miastu zaś wspaniały sklep z akcesoriami magicznymi, zawsze-dobra-na-wszystko wiedźma oraz kilka nowych żab. I wron.

***

Nad Efrem słońce prawie zatoczyło swój krąg, pozostawiając tylko różowo-pomarańczową łunę na niebie. Wróble przycupywały na gałęziach i powoli układały się do snu, podczas gdy sowy próbowały otworzyć oczy sklejone ropą po całodziennym odpoczynku.
Chwilę poźniej słońce znikło za drzewami pozostawiając miasto
w ciemnościach, nie licząc pojedynczych świateł w domostwach.
Ulice pustoszały, gwar uliczny ucichł. Jedynym miejscem, które wydawało jakiekolwiek odgłosy była miejscowa karczma. Ze środka dobiegały dźwięki pijackich hymnów, stukot tłuczonego szkła, krzyki i rozmowy, zza budynku zaś odgłosy opróżniania wszelkich worków w ciele człowieka.
Dwoje ludzi stało na werandzie i obserwowało trzeciego, który jakieś dwa metry przed nimi wisiał przerzucony przez barierkę i niebezpiecznie kołysał głową nad kałużą byłej zawartości swojego żołądka.
- Powinien być dumny, że... że ma takich kumpli – powiedział niższy.
- Racja – zgodził się wyższy pykając fajkę.
- Takich uczciwych.
- Racja.
- Chronimy go przed tym... no... złodziejstwem. Jakby został w środku już dawno nie miałby grosza przy duszy.
- Racja.
Chwilę ciszy przerywał odgłos wypuszczanego dymu i – co jakiś czas – odgłos opróżnianego brzucha.
- Albo zażygałby się na śmierć – stwierdził niższy i opróżnił zawartość swojego kufla.
- Gul-ac-gul-ja – odparł wyższy połykając łapczywie piwo.
- Bluurgh! - trzeci z nich nie miał zbyt dużo do przekazania w tej rozmowie, jeśli w ogóle coś słyszał.
Ciemny, zakapturzony kształty wyłonił się zza rogu, przemknął ulicą na przeciwko werandy, po czym zniknął za kolejnym rogiem.
Mężczyźni odprowadzili go wzrokiem w milczeniu.
Krótko po tym, grudki ziemi koło drogi zaczęły się podnosić, a następnie opadać tworząc swego rodzaju ziemną falę, kształtu półkuli, o średnicy jednego łokcia. Fala skręciła w ulicę wcześniej niż przed momentem czarny kształt
i utonęła w ciemności.
Mężczyźni popatrzyli na siebie przez chwilę, próbując przyjąc to zdarzenie jako normalne. Po chwili lekko się uśmiechnęli, co pozwala stwierdzić, że się udało.
Zza rogu znowu wychynął ciemny, zakapturzony kształt. Dało się usłyszeć ostentacyjne westchnięcie, po czym czarna postać dobyła laski, stuknęła w kilka razy w bruk i znowu zniknęła za rogiem. Ziemista fala wynurzyła się z ciemnego zaułka, zrobiła pętelkę pod brukiem i pomknęła w końcu we właściwym kierunku.
Mężczyźni popatrzyli na siebie.
- Skończyło mi się – powiedział niższy machając przed sobą pustym kuflem.
- Racja – odparł wyższy, podszedł do przewieszonego i wyjął mu z kieszeni sakwę z pieniędzmi.
Wysoki z niskim weszli do karczmy. Zamknęli drzwi, tak że słychać było tylko przytłumione dźwięki tłuczonego szkła, krzyki i rozmowy.
- Bluurgh! - udało się słyszeć.



Awatar użytkownika
ewik33
Pisarz osiedlowy
Posty: 245
Rejestracja: wt 02 lut 2010, 10:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: Wierzbisko - ciąg dalszy

Postautor: ewik33 » pn 22 mar 2010, 19:28

- Ide już, idę! - odpowiedziała Babcia Dilly głosem tak przepełnionym bólem istnienia, jak miałczenie Kota, na którego ogonie wylądował trolli tyłek.

Miauczenie
Czy słowo Kot zostało celowo napisane dużą literą?

Popatrzała jeszcze chwilkę na półkę zapełnioną różnego kształtu i koloru buteleczkami, po czym sprawnym ruchem zgarnęła je do skórzanego woreczka.

Popatrzyła.
Tutaj bardziej pasuje patrzyła.
Patrzyła jeszcze chwilę na półkę...

Pakunek wylądował w walizce, a zaraz potem wieko dawno nieużywanego kufra opadło wzniecając tuman kurzu, który szybko wypełnił pokój na poddaszu.

Przecinek przed imiesłowem wzniecając.

Ciocia Grenda zajrzała w drzwi z drewnianago ganku przed sklepem, skąd widziała okrągły gramolący się wśród siwej chmury paprochów kształt Babci Dilly i podskakujący za nią na schodach bagaż.

Powinno być do drzwi
Literówka, powinno być drewnianego.

Zdanie to jest trochę niejasne. Może je uprościć, np.:

Ciocia Grenda, która stała na ganku, zajrzała do sklepu przez otwarte drzwi. Babcia Dilly schodziła z piętra, ciągnąc za sobą podskakujący na stopniach bagaż.

Stojąca na ganku Ciotka Grenda zajrzała do sklepu przez otwarte drzwi. Babcia Dilly schodziła z pięterka, ciągnąc za sobą walizkę, która podskakiwała na stopniach.

- Tak, dzisiaj nie robią już takich walizek – mruknęła, oglądając się za siebie – niby na bagaż.

Wyrzuciłabym ten fragment.

W rzeczywistości trudno było jej pożegnać się się z tym miejscem, więc próbowała uskutecznić zawsze działającą strategię – narzekanie.
- Babciu, nie rozpaczaj, przecież zawsze możesz tu wrócić – chciała pocieszyć ją Ciocia Grenda, lecz zabieg ten był równie skuteczny jak ścinanie drzew szczoteczką do zębów.

Wiadomo.

Oskarżenie o rozpacz Babci Dilly było jednoznaczne z jej przemianą w mały, człekoształtny czajniczek.

Literówka. powinno być człekokształtny.
Jeśli piszesz czajniczek, wiadomo, że jest mały. Starczy więc czajniczek, ewentualnie mały czajnik.
Zmieniłabym początkowy fragment:
Oskarżenie Babci Dilly o rozpacz było jednoznaczne z jej przemianą w człekokształtny czajniczek.
Można się jeszcze czepiać aliteracji człekokształtny czajniczek, ale dam temu spokój.

- Widziałaś mnie kiedyś rozpaczającą!? Hmm? Odpowiedz dziecko! - warknęła, a na jej szyi – co również Grenda mogła sobie przysiąc – pojawiły się bulgoczące bomble, takie jakie pojawiają się kiedy zagotuje się herbatę.

Ortografia: bąble.
Powtórzenia się. Przekomponowałabym końcówkę.
Wyrzuciłabym fragment: co również Grenda mogła sobie przysiąc.

– A poza tym, to mam tęsknić za tą "dziurą"?

Wyrzuciłabym.

- Dobrze, Babciu. Masz rację, Babciu – Grenda chroniła się przed kolejnym atakiem.

Kropka po drugim Babciu.

Staruszka wyszła na ganek i zmierzyła jeszcze szybkim spojrzeniem wnętrze sklepu. Potem zaszperała w kieszeni i wyjęła z niej pęk złotych drutów.

Wyrzuciłabym jeszcze oraz z niej (wiadomo, że z kieszeni).
Nie znam czasownika zaszperać, jest szperać, poszperać, wyszperać, ale zaszperać...
Nie podoba mi się również cała ta część: zmierzyła jeszcze szybkim spojrzeniem.

Może zrobić coś takiego:
Staruszka wyszła na ganek. Ogarnęła wzrokiem/spojrzeniem wnętrze sklepu, a potem wyjęła z kieszeni pęk złotych drutów.

- Zawsze zamykaj na noc! - nakazała wreczając go Grendzie – i potoczyła się ze swoim bagażem w stronę wozu.

Postawić przecinek przed wręczając.
Literówka. Powinno być wręczając.
Myślnik po Grendzie jest zbędny.
Babcia potoczyła się? Niby mówi się tak o osobach otyłych, co oznacza pójść z trudem, ociężale, chwiejnie, powoli , jednak dziwnie to brzmi. Jednak to moje subiektywne odczucie.

Woźnica próbował pomóc jej usadowić się z bagażem na miejscu, lecz zaniechał tego, tak samo jak ręka instynktownie cofa się po dotknięciu rozgrzanego czajnika.

To próbował, czy zaniechał? A może chciał, nosił się z zamiarem, lecz zaniechał. Tak brzmiałoby zdecydowanie lepiej.

- O nie, moja droga. Nie wracam do tej "dziury" – zabrzmiała odpowiedź – Mam inne plany – powiedziała Babcia już sama do siebie.

Kropka po zabrzmiała odpowiedź.
Zmieniłabym nieco końcówkę, np.:
- O nie, moja droga! Nie wracam do tej "dziury"! – odkrzyknęła Babcia, po czym uśmiechnęła się tajemniczo i szepnęła do siebie: – Mam inne plany.
Może nie podałam najlepszego rozwiązania, lecz proponuję coś w tym stylu.

Powóz zniknął za zakrętem, a Grenda weszła do środka.

Kiedy powóz zniknął za zakrętem, Grenda weszła do środka.

Powóz zniknął za zakrętem, a Grenda weszła do środka. Rozejrzała się jeszcze po ulicy, po czym wzięła do ręki jeden ze złotych drutów, który opalizując w słońcu przemienił się w klucz do drzwi frontowych.
Drzwi zamknęły się. Nad nimi wisiał szyld "Zaklęty Róg – akcesoria magiczne".

Tuta jest trochę niejasności. Najpierw informacja, że Grenda weszła do środka, czyli do pomieszczenia. Jesteśmy zatem w sklepie. Potem informacja, że kobieta rozejrzała się po ulicy. Jesteśmy więc na ulicy. Dalej bierze klucz i zamyka drzwi. A jak już to uczyniła, czyli znalazła się w środku, w zamkniętym pomieszczeniu, wyskakuje informacja o szyldzie nad drzwiami. Szyld z nazwą sklepu wisi przecież na zewnątrz. W efekcie dostajemy straszny mętlik. Można się pogubić, dlatego koniecznie musisz poprawić powyższy fragment.

Ową "dziurą" było Nord Kappar.

Według mnie nie brzmi to najlepiej jako rozpoczęcie nowego akapitu. Może lepiej byłoby:
Miasto, określane przez Babcię Dilly „dziurą”, nazywało się Nord Kappar.

Poczynając od przeróżnych eliksirów miłosnych czy olejków zapachowych dla turystów, przez wszelkie zioła potrzebne do straszliwych rytuałów okultystycznych takich jak rosół czy jagnięcina w koprze, tak chętnie odprawianych przez gospodynie domowe, aż do trutek dla skrytobójców i ludzi, którym niezwykle śpieszno było do obalenia rządów jakiegoś króla, albo którzy chcieli szybciej wspinać się po trupiej drabinie kariery.

Rosół czy jagnięcina w koprze są potrawami, natomiast rytuał, to zespół czynności. Nazywasz potrawę samą w sobie rytuałem. To jest błąd. Rytuałem można nazwać sporządzanie potrawy, czyli czynność. Moim zdaniem wskazany fragment należy zmienić.

Trzeba tu wspomnieć, że sklep taki mogła prowadzić tylko prawdziwa wiedźma, a takich nie było na kontynencie Gandaryjskim zbyt wiele.

Wiadomo.

Jak wiadomo wiedźmowatość przenosi się z pokolenia na pokolenie – tylko i wyłącznie na kobiety. Ten ostatni punkt zapewniał rynek pracy żeńskiej części pokolenia, choć był tylko sztuczną regułą ustaloną przez same wiedźmy.

Usunęłabym jak wiadomo.
Zamiast przenosi się, napisałabym przenosiła się.
Tautologia: tylko i wyłącznie; użyłabym albo jednego, albo drugiego.
Ten ostatni punkt – nieładnie brzmi.
Jeszcze jedno, trochę nie rozumiem pewnej sprawy. Piszesz, że wiedźmowatość przenosiła się z pokolenia na pokolenie na kobiety, a dalej, że była to reguła stworzona przez same wiedźmy. To znaczy, że rzuciły jakiś czar na kobiety, aby rodziły dziewczynki z darem czarodziejskim, a chłopców bez tego daru? Trochę tego nie rozumiem. Najlepiej wiesz to Ty, Autorze/Autorko, dlatego może warto ująć kwestię precyzyjniej.

Moja sugestia:
Wiedźmowatość przenosiła się z pokolenia na pokolenie wyłącznie po kądzieli. Zapewniało to rynek pracy żeńskiej części pokolenia, choć sprawa dziedziczenia była tylko (...). itd.

Żadnych mężczyzn. Oni są porywczy, bohaterscy i zdolni do poświęceń.

Teraz z kolei nie rozumiem, dlaczego wiedźmy nie chciały w swym gronie facetów. Czy z powodu ich wad (porywczość), czy też zalet (bohaterstwo, zdolność do poświęceń). Coś tu kuleje. Ale nic, czytam dalej. Może dowiem się z dalszej lektury.

Te obwarowania skutecznie uczyniły ten zawód rodzinnym, dziedzicznym i kobiecym.

Wiadomo.

Grenda przejęła sklep po Babci Dilly, bo była najbliższą istotą płci żeńskiej
w rodzinie, w prostej linii, nie licząc Ślepej Lou, która z oczywistych przyczyn technicznych odpadła z rywalizacji o spadek.

Zamiast bo była, proponuję gdyż była.
Zamiast istotą, osobiście napisałabym krewną.
Usunęłabym technicznych.

Wiedźmy często wybierały sobie zwierzę, które towarzyszyło im w ich magicznej drodze.

Wywalić.

Mimo praktycznej dowolności w wyborze, większość wybierała koty lub kruki, bo wzbudzały one szacunek wzmocniony lekką bojaźnią, a przy tym były niedrogie w utrzymaniu.

Wywalić praktycznej.
Powtórzenia i aliteracja.

Chowańcem Babci Dilly był... kret.

Zrezygnowałabym z wielokropka.

Na tydzień przed opuszczeniem "Zaklętego Rogu" Babcia zawiadomiła Grendę, że Kret umarł, więc razem urządziły mu pogrzeb i ułożyły go w piachu.

Wywalić.

Dlatego też przejęcie sklepu przez Grendę było sporym wyzwaniem.

Napisałabym:
Dlatego też przejęcie sklepu przez Grendę stanowiło niemałe wyzwanie.

Zwłaszcza, że wcześniej w tekście występuje była, a dwa zdania dalej przybyło.

Nad Efrem słońce prawie zatoczyło swój krąg, pozostawiając tylko różowo-pomarańczową łunę na niebie.

Usunęłabym. Wiadomo, że słońce zatoczyło SWÓJ krąg.

Wróble przycupywały na gałęziach i powoli układały się do snu, podczas gdy sowy próbowały otworzyć oczy sklejone ropą po całodziennym odpoczynku.

Nie znam czasownika „przycupywać”. Może: wróble siadały na gałęziach...?
Sklejone ropą oczy sów to nie jest dobry pomysł. Ble! Niech se będą po prostu sklejone, może sklejone snem, ale ta ropa... Ropie mówię nie!

Ze środka dobiegały dźwięki pijackich hymnów, stukot tłuczonego szkła, krzyki i rozmowy, zza budynku zaś odgłosy opróżniania wszelkich worków w ciele człowieka.

Sama juz nie wiem, co gorsze, ropa, czy te worki.
Nie kupuje tego. Zmieniłabym ten fragment na bardziej przystępny w odbiorze.
Ale do babolarium może być.

Dwoje ludzi stało na werandzie i obserwowało trzeciego, który jakieś dwa metry przed nimi wisiał przerzucony przez barierkę i niebezpiecznie kołysał głową nad kałużą byłej zawartości swojego żołądka.

Dwóch ludzi, bo to faceci. A może jeszcze lepiej: dwóch mężczyzn.
W reszcie zdania stanowczo za dużo słów. Spróbuj opisać to krócej.

- Racja – zgodził się wyższy pykając fajkę.

Przecinek przed imiesłowem.
- Racja – zgodził się wyższy, pykając fajkę.
- Chronimy go przed tym... no... złodziejstwem.

Ja bym dała przecinki.
- Chronimy go przed tym, no, złodziejstwem.

Jakby został w środku już dawno nie miałby grosza przy duszy.

Przecinek.
Jakby został w środku, już dawno nie miałby grosza przy duszy.

Chwilę ciszy przerywał odgłos wypuszczanego dymu i – co jakiś czas – odgłos opróżnianego brzucha.

Ciszę przerywał.
Powtórzenia.

Chwilę ciszy przerywał odgłos wypuszczanego dymu i – co jakiś czas – odgłos opróżnianego brzucha.
- Albo zażygałby się na śmierć – stwierdził niższy i opróżnił zawartość swojego kufla.

Zarzygałby (ortografia).
Powtórzenie.

Ciemny, zakapturzony kształty wyłonił się zza rogu, przemknął ulicą na przeciwko werandy, po czym zniknął za kolejnym rogiem.

Naprzeciwko.

Krótko po tym, grudki ziemi koło drogi zaczęły się podnosić, a następnie opadać tworząc swego rodzaju ziemną falę, kształtu półkuli, o średnicy jednego łokcia.

Usunęłabym przecinek po Krótko po tym oraz po ziemna falę, dodałabym natomiast przed tworząc.
Usunęłabym swego rodzaju.
Proponuję w kształcie półkuli.
Nie jestem do końca przekonana jeśli chodzi o „ziemną falę”...
Fala skręciła w ulicę wcześniej niż przed momentem czarny kształt i utonęła w ciemności.

Ten fragment należy zmienić, jest niejasny.

Mężczyźni popatrzyli na siebie przez chwilę, próbując przyjąc to zdarzenie jako normalne. Po chwili lekko się uśmiechnęli, co pozwala stwierdzić, że się udało.

Literówka „przyjąc”.
Powtórzenia.
Zdania te nie są źle napisane. Proponuję je zmienić, skrócić do jednego stwierdzenia.

Zza rogu znowu wychynął ciemny, zakapturzony kształt. Dało się usłyszeć ostentacyjne westchnięcie, po czym czarna postać dobyła laski, stuknęła w kilka razy w bruk i znowu zniknęła za rogiem.

Może troszkę przerobić te zdania, np.:
Zza rogu ponownie wyłoniła się zakapturzona postać. Westchnęła, a potem kilka razy stuknęła laską w bruk i zniknęła za narożnikiem.
- Skończyło mi się – powiedział niższy machając przed sobą pustym kuflem.

Przecinek przed imiesłowem machając.
- Skończyło się – powiedział niższy, machając pustym kuflem.

Albo nawet:
- Skończyło się – powiedział niższy, machając kuflem.


W tekście można znaleźć sporo niejasno sformułowanych myśli, co utrudnia odbiór, pewne fragmenty są przegadane, zdania wymagają skrócenia, jest nieco zbędnych zaimków. Ogólnie jednak tekst ma fajny klimat, postacie obiecujące i, jeśli o mnie chodzi, czekam na ciąg dalszy.
Musisz uczynić tekst łatwiejszym w odbiorze. Uprość zdania i zrezygnuj z nadmiaru słów, a uzyskasz lepsze efekty. Pozdrawiam!
[/i]

[ Dodano: Pon 22 Mar, 2010 ]
Rany Boskie! Pozycja czwarta: "przez drzwi zajrzała" oczywiście, a nie "do drzwi". Biję się w piersi.



Awatar użytkownika
marvin
Kmiotek
Posty: 4
Rejestracja: śr 03 mar 2010, 12:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: marvin » czw 25 mar 2010, 10:29

Dzięki za wyczerpującą odpowiedź.
Błędy już poprawione, dalszy ciąg powoli powstaje.
Czekam na recenzję samego stylu, treści.
Pozdrawiam,
marvin



Awatar użytkownika
zuzanna
Dusza pisarza
Posty: 674
Rejestracja: czw 04 gru 2008, 15:17
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: zuzanna » pt 26 mar 2010, 10:34

Dla mnie jest jasne, że lecisz Pratchettem. Zabawną, barwną fantasy, która napisana z humorem i lekkością połyka czytelników jak wieloryb plankton. Ja to lubię. Tekst Ci się chyba trochę rozsypał (akapity itd) no i to co tam wymieniała na górze Ewik, ale to są jakieś drobiazgi redakcyjne i korektorskie. Ogólnie przyjemnie się czyta, nic przełomowego, odkrywczego i bardzo świeżego, ale spoko. To kwestia dobrych pomysłów fabularnych.


w podskokach poprzez las, do Babci spieszy Kapturek

uśmiecha się cały czas, do Słonka i do chmurek

Czerwony Kapturek, wesoły Kapturek pozdrawia cały świat

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » sob 10 kwie 2010, 18:11

Nie wiem na kim się wzorowałeś, jeśli w ogóle to robiłeś.
Jednak muszę stwierdzić, że nie przypadły mi do gustu porównania, którymi operujesz. Przykłady poniżej,
dpowiedziała Babcia Dilly głosem tak przepełnionym bólem istnienia, jak miałczenie Kota, na którego ogonie wylądował trolli tyłek.

zabieg ten był równie skuteczny jak ścinanie drzew szczoteczką do zębów.

Są... Obrazowe, mimo że pierwsze jest sobie ciężko wyobrazić, a drugie, powiedzmy, że łatwo zrozumieć o co chodzi.
Nie widzę jaki gatunek ma reprezentować to opowiadanie, więc ciężko mi powiedzieć czy są śmieszne i nie pasują do tekstu czy są jak szyte na miarę.
Osobiście nie przepadam za tego typu porównaniami.

Styl. Co ci mogę o nim powiedzieć? Widać, że próbujesz pisać zabawnie jednak masz problem z jasnym przekazywaniem myśli. Niektóre chowają się gdzieś pod nietuzinkowym poczuciem humoru inne po prostu są źle opisane, tak jakby miały trafić do konkretnego odbiorcy. Nie wiem czy wniosek jest trafny.

Treść mnie jakoś nie zaciekawiła. Przeczytałem, ale z całą pewnością zapomnę niebawem o tym tekście. Szkoda.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości