Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Szpital straconych dusz

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
maniek25
Zarodek pisarza
Posty: 13
Rejestracja: czw 08 kwie 2010, 23:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Płeć: Mężczyzna

Szpital straconych dusz

Postautor: maniek25 » sob 24 kwie 2010, 22:43

Icy_edit: Tekst zawiera wulgaryzmy lub treści nieodpowiednie dla nieletnich.


Dodam, że klimat szpitala i akcja budowane są w dalszych rozdziałach. Zamieszczam rozdział pierwszy.


ROZDZIAŁ 1
TAJEMNICZE ZLECENIE

20.04.2008
Tego ranka siedziałem zamyślony w swoim biurze, paląc papierosa przeglądałem marne zlecenia które przyjąłem na ten miesiąc. Moją zadumę przerwał nagle głośny głos otwieranych drzwi.
- Panie Jacku ma pan klienta na 10:00 - oznajmił wesoło Paweł.
Chłopak pracował u mnie na stażu. 20 letni student był krępej budowy ciała o pulchnej twarzy, który nigdy nie rozstawał się ze swoją czerwoną czapką z daszkiem.
- Jak myślisz co tym razem - spytałem z ciekawością.
- Pewnie kolejny rozwód, trzeba będzie parę zdjęć kochanków dostarczyć - zaśmiał się.
- Jak zwykle - uciąłem krótko.
- Możesz wziąć sobie dzisiaj wolne, zajmę się biurem -stwierdziłem.
- Dobrze się składa Panie Jacku, bo mam do załatwienia parę spraw na uczelni, w takim razie do jutra - rzekł.
- Cześć - odparłem.
Gdy chłopak wyszedł zacząłem się zastanawiać nad firmą, która kiepsko prosperowała. Zleceń było mało, pieniądze które zostawały z opłat podatków i wynajem były po prostu śmieszne.
Spojrzałem na zegarek, dochodziła 9:30 ,miałem jeszcze pół godziny do spotkania z klientem, postanowiłem napić się gorącej i świeżej kawy oraz przejrzeć dzisiejszą gazetę.
Dokładnie o 10:00 rozległo się pukanie do drzwi.
-Proszę - oznajmiłem.
Wszedł starszy człowiek w kremowym płaszczu i eleganckich czarnych mokasynach. Miał siwe, rzadkie włosy i strasznie pomarszczoną twarz. Wyglądał na ok. 70 lat.
Wskazałem krzesło.
Usiedliśmy.
- Dzień Dobry, Gradyż Tadeusz - przedstawił się i wyciągnął dłoń.
- Jacek Florczak.
Podaliśmy sobie ręce.
- W czym mogę pomóc - zapytałem otwarcie.
- Przychodzę do Pana w bardzo nietypowej i osobistej sprawie.
Spojrzał mi głęboko i przenikliwie w oczy.
- Mój syn rok temu trafił do Szpitala Psychiatrycznego w miejscowości Kobuny, niedaleko stąd. Stwierdzono u niego ciężką depresje, był po próbie samobójczej po tym jak go żona zostawiła i odeszła do kochanka. Na początku jego pobytu w placówce wszystko wyglądało w porządku. Dostawał leki ,zaczął godzić się powoli z przeszłością., Okres tego szoku w szybkim tempie mijał, ale od paru ostatnich miesięcy - zmienił ton starszy człowiek na wyższy i bardziej nerwowy.
- Syn zaczął mnie błagać żebym coś zrobił ,bo nie może się wypisać z tego Szpitala i że coś strasznego i przerażającego tam się dzieje. Pacjenci są zabierani gdzieś przez lekarzy i na oddział już nie wracają.
Staruszek wypowiadając te słowa zaczął się cały trząść.
- Spokojnie, podam panu wody ,zajmę się to sprawą, wszystko w porządku ? - zapytałem z troską.
- Tak przepraszam ,on ma teraz tylko mnie, już nie wiem co robić.
- Nie ma pan za co przepraszać, chodzi tu o pana syna przecież. Poszedłem po kubek wody.
Gdy wróciłem mężczyzna siedział ze wzrokiem skierowanym w podłogę.
- Był Pan z tym na Policji ?
- Byłem, sprawdzili podobno ten szpital i zostałem poinformowany, że żadnych nieprawidłowości oraz oznak przestępstwa nie wykryli. Nie wierze im, ponadto uznali mojego Karola za niewiarygodnego. Tylko przez to, że ma depresje to już go szufladkują z obłąkanymi. Zapłacę panu godziwą sumę -odparł
- Kosztorys zrobimy później.
- Proszę zbadać tę sprawę, ja wiem że mój syn nie kłamie, a teraz jak się dowiedzieli że jeszcze Policja przez niego tam była to grozi mu niebezpieczeństwo - powiedział ze skruszonym głosem staruszek.
- Czy jest coś jeszcze co syn Panu mówił ?, zacząłem spisywać notkę opisową.
- Karol wspominał ,że chorzy bez bliskich rodzin zostają zabierani i już nigdy nie wracają.
- Dobrze, rozumiem ,że oczekuje Pan żebym w jakiś sposób się dostał do tego szpitala i rozwiązał tą sprawę, zgadza się ?
- Wiem że to będzie trudne i dużo Pan będzie ryzykował ale jestem w stanie dużo zapłacić - dodał z nadzieją w głosie.
- Cena będzie w granicach 100 tysięcy złotych za zbadanie tej sprawy , o ile uda mi się tam dostać.
- Nie jest to mało ,ale chodzi tu o dobro Karola, umowa stoi - wyciągnął rękę i wstał.
Podałem również dłoń.
- Panie Tadeuszu musi być zachowana całkowita tajemnica..
- Naturalnie - oznajmił.
Odprowadziłem go do drzwi.
Także będziemy w kontakcie - stwierdziłem na pożegnanie.
Skinął głową i wyszedł.
Powróciłem do swojego biurka i usiadłem wygodnie w swoim starym, czarnym skórzanym fotelu. Odpaliłem papierosa, wziąłem do ręki kartkę z notką z biurka. Dużo pytań chodziło mi po głowie, lecz im dłużej myślałem ,tym bardziej byłem przekonany do wersji Policji. Zdecydowałem
Podejść do tego na chłodno.
Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer Pawła.
- Halo - odezwał się głos chłopaka.
- Paweł słuchaj, odwołaj wszystkie moje zlecenia z wyjątkiem dzisiejszego Pana Gradysza. Na kartce zostawię ci instrukcje i klucz zapasowy do biura, przez najbliższy czas się nie zobaczymy - zrozumiałeś ?
- Nie bardzo Panie Jacku - odparł niepewnie.
- Jak zwykle - zaśmiałem się - Wszystko będziesz miał na kartce , nie mam teraz czasu ci tłumaczyć, zajmiesz się biurem i będziesz moim łącznikiem. Muszę kończyć - rozłączyłem się.
Napisałem instrukcje Pawłowi i zamknąłem biuro, miałem zamiar udać się na komisariat do znajomego Komendanta Policji.
Podszedłem do zaparkowanego przy ulicy mojego czerwonego Jeepa. Włączyłem się do ruchu, uchyliłem szybę i włożyłem płytę Cd do radia z moimi ulubionymi przebojami lat 80 - tych. Wiosna zadomowiła się w pełni, niebo było bezchmurne .Było bardzo słonecznie, przyroda budziła się do życia. Mijałem ludzi spieszących się gdzieś, wielu z nich uśmiechniętych , pary zakochanych, rodziny spacerujące cieszące się ładna pogodą. Tuż przed skrzyżowaniem zrobił się mały korek, moją uwagę zwróciło stare drzewo mieszczące się kilkanaście metrów od osiedlowego sklepiku. Krajobraz który powstał w wyniku padania promieni słonecznych, poprzez liście na cień drzewa tworząc niesamowity widok. Po ponurej zimie docenia się takie uroki. Samochody powoli ruszały, na skrzyżowaniu zjechałem z głównej drogi w wąską uliczkę przy której znajdował się posterunek Policji.
Nie byłem pewny czy w miejscu którym zaparkowałem jest to dozwolone. Dwu piętrowy budynek komisariatu zbudowany był z czerwonej cegły z białymi fugami. Naprzeciwko budynku znajdował się bar ,wydało mi się to śmieszne. Po wejściu podszedłem do okienka, siedział tam młody, szczupły mundurowy o szpakowatym nosie.
- Dzień Dobry, do komendanta Nowaka - powiedziałem.
- 638 proszę wdusić - dodał i wskazał na coś w rodzaju domofonu, nie zwracając większej uwagi na mnie, zajęty jakimiś dokumentami.
Wystukałem kod.
- halo - odezwał się ciężki i zachrypnięty głos
- Cześć Wojtek - nie zdążyłem dokończyć.
- Zaraz zejdę po ciebie, poczekaj - oznajmił i odłożył słuchawkę.
Usiadłem i patrzyłem bezmyślnie na ścianę na których widniały jakieś ogłoszenia. Po chwili stanął w drzwiach potężnie zbudowany wysoki mężczyzna, ubrany był w białą koszule, czarne spodnie. Wojtek miał 55 lat , znaliśmy się bardzo dobrze , był moim sąsiadem. Mimo iż dzieliło nas 20 lat ,to rozumieliśmy się doskonale i często razem się spotykaliśmy na grillu i piwie.
Spojrzał na mnie z uśmiechem i drapiąc się po swoim siwym wąsie krzyknął:
- W tej chwili do mnie !
- Gdybym cię nie znał to bym się bał - zaśmiałem się.
Podszedłem do niego i uścisnęliśmy sobie ręce. Wojtek jak zwykle miał taki uścisk ,że czułem jakby mnie imadło ściskało. W drodze do jego biura opowiedziałem mu historie która przedstawił mi Tadeusz Gradysz. Weszliśmy do jego pokoju, oparł się o szafę i wskazał mi krzesło.
- Jacek , pakujesz się w kłopoty , sprawdzę akta z prowadzenia śledztwa z tego szpitala.
- Muszę pobyć tam jakiś czas ,znaleźć świadka Gradysza i rozejrzeć się po prostu, dlatego chce cie prosić żeby twoi chłopacy mnie tam zawieźli jako niezrównoważonego - odparłem i spojrzałem z niepewnością na jego twarz.
- Co ty sobie kurwa myślisz, że wejdziesz i co ?.
- Zobaczę o co tam chodzi .
- Posłuchaj, skoro nic policja nie znalazła to nie znajdziesz i ty. Naszprycują cię jakimiś psychotropami tylko.
- Może lekceważąco tą kontrole zrobili?
- Jacek powiem tak, do akcji tego typu zawsze jest cały zespół specjalistów. Tylko tak można zebrać dowody i zmniejszyć ryzyko niepowodzenia - odparł i położył ręce na biurku - mogę dać ci pluskwę, skoro tak się uparłeś na tą sprawę - dodał z niechęcią.
- By mi się przydała.
- Pamiętaj o jednym, że jak tam wejdziesz to nie będzie odwrotu. Samym wprowadzeniem cię narażam się.
- To dzięki temu nadajnikowi będziesz słyszał co się dzieje ze mną w szpitalu?
- zgadza się - wyciągnął z szuflady i podał mi małe okrągłe urządzenie - tą folię odklejasz i nalepiasz w miejscu gdzie prowadzą się ważne rozmowy. Najlepiej gdzieś w pokoju lekarskim.
- Dzięki, poradzę sobie. To bądź w gotowości w razie czego. Chłopaki mogą wpaść po mnie o 8:00 rano?
- Zjeżdżaj.
Wyszedłem i udałem się do samochodu. Wracając do domu zastanawiałem się nad jutrem, czekała mnie trudna sprawa. Wielu ludzi ryzykuje życie i zdrowie za mniejsze pieniądze, a na takie zlecenie czekałem od początku mojej firmy. Resztę dnia spędziłem przygotowując drobne szczegóły i odpoczywając przed telewizorem z piwem w ręku. Zasnąłem dopiero po północy , nie był to dobry sen. Wybudzałem się co chwilę, coś mnie niepokoiło. Jeszcze nie zdawałem sobie sprawy co mnie czeka.
Ostatnio zmieniony pn 26 kwie 2010, 00:22 przez maniek25, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » ndz 09 maja 2010, 19:52

Tego ranka siedziałem zamyślony w swoim biurze, paląc papierosa przeglądałem marne zlecenia które przyjąłem na ten miesiąc.

Aliteracja.

Moją zadumę przerwał nagle głośny głos otwieranych drzwi.

Drzwi i ryby głosu nie mają.
Trochę za mało życia jest, jak na to nagle i głośno. Moja propozycja:
Drzwi otworzyły się z hukiem i do środka wpadł Paweł.
- Panie Jacku... - oznajmił wesoło.

W domyśle dźwięk tych drzwi wyrwał go z zadumy.

- Panie Jacku ma pan klienta na 10:00 - oznajmił wesoło Paweł.

Po pierwsze: liczby słownie; po drugie: z półpauzą, a nie z dywizem.

Chłopak pracował u mnie na stażu. 20 letni student był krępej budowy ciała o pulchnej twarzy, który nigdy nie rozstawał się ze swoją czerwoną czapką z daszkiem.

Wywal to "który" i zrób osobne zdanie.

- Jak myślisz co tym razem - spytałem z ciekawością.

Skoro pyta, to z pytajnikiem. I w domyśle pyta "z ciekawością", przecież nie przez uprzejmość.

- Jak zwykle - uciąłem krótko.

Przecież widać, że krótko.

- Możesz wziąć sobie dzisiaj wolne, zajmę się biurem -stwierdziłem.

Stwierdzenie, to raczej jakiś wniosek.

-Proszę - oznajmiłem.

Co mu oznajmił?

Wszedł starszy człowiek w kremowym płaszczu i eleganckich czarnych mokasynach. Miał siwe, rzadkie włosy i strasznie pomarszczoną twarz. Wyglądał na ok. 70 lat.

Domyślam się, że nie na pięćdziesiąt, skoro był starszy, miał siwe włosy i strasznie pomarszczoną twarz.

Okres tego szoku w szybkim tempie mijał, ale od paru ostatnich miesięcy

Nie "okres szoku" mijał, tylko "stan szoku".

- Syn zaczął mnie błagać żebym coś zrobił ,bo nie może się wypisać z tego Szpitala i że coś strasznego i przerażającego tam się dzieje.

Z małej litery, bo to nie nazwa szpitala przecież.

- Spokojnie, podam panu wody ,zajmę się to sprawą, wszystko w porządku ? - zapytałem z troską.

Tą sprawą.
Strasznie nieskładne te słowa i zupełnie do siebie nie pasujące, przynajmniej nie, kiedy wypowiada się je na jednym wydechu...

- Nie ma pan za co przepraszać, chodzi tu o pana syna przecież. Poszedłem po kubek wody.

Powiedział to na głos? Coś się tu zgubiło.

Gdy wróciłem mężczyzna siedział ze wzrokiem skierowanym w podłogę.

Może: ze wzrokiem wbitym w podłogę? wpatrzony w podłogę?

Nie wierze im

Wierzę.

że ma depresje to już go szufladkują z obłąkanymi.

Depresję.

- Byłem, sprawdzili podobno ten szpital i zostałem poinformowany, że żadnych nieprawidłowości oraz oznak przestępstwa nie wykryli. Nie wierze im, ponadto uznali mojego Karola za niewiarygodnego. Tylko przez to, że ma depresje to już go szufladkują z obłąkanymi. Zapłacę panu godziwą sumę -odparł

Moja propozycja:
Byłem - odparł. - Sprawdzili podobno ten szpital...

jeszcze Policja przez niego tam była to grozi mu niebezpieczeństwo - powiedział ze skruszonym głosem staruszek.

Może: powiedział skruszonym głosem.

- Czy jest coś jeszcze co syn Panu mówił ?, zacząłem spisywać notkę opisową.

Półpauza, a nie przecinek.

- Karol wspominał ,że chorzy bez bliskich rodzin zostają zabierani i już nigdy nie wracają.

Ta informacja od podanej wcześniej różni się tym, że znikają pacjenci, którzy nie mają bliskich.

- Dobrze, rozumiem ,że oczekuje Pan żebym w jakiś sposób się dostał do tego szpitala i rozwiązał tą sprawę, zgadza się ?

No przecież.

Powróciłem do swojego biurka i usiadłem wygodnie w swoim starym, czarnym skórzanym fotelu.

Zbędne zaimki.

Odpaliłem papierosa, wziąłem do ręki kartkę z notką z biurka.

Wziąłem z biurka kartkę z notką. Albo lepiej: notkę.

Zdecydowałem
Podejść do tego na chłodno.

Po pierwsze: jedno zdanie; po drugie: wahał się wcześniej, jak ma do tego podejść i potem zdecydował, że na chłodno? To ma być zawodowiec?

Wziąłem telefon do ręki i wybrałem numer Pawła.

Wiadomo, że do ręki. Bo niby gdzie.

- Halo - odezwał się głos chłopaka.

Chłopak się odezwał, a głos się rozległ.

- Paweł słuchaj, odwołaj wszystkie moje zlecenia z wyjątkiem dzisiejszego Pana Gradysza. Na kartce zostawię ci instrukcje i klucz zapasowy do biura, przez najbliższy czas się nie zobaczymy - zrozumiałeś ?
- Nie bardzo Panie Jacku - odparł niepewnie.

Następny kompetentny. Wcale się nie dziwę, że biuro ledwie zipie...

Napisałem instrukcje

InstrukcjĘ. Któryś raz już tak piszesz.

Podszedłem do zaparkowanego przy ulicy mojego czerwonego Jeepa.

Wywalić.

Włączyłem się do ruchu, uchyliłem szybę i włożyłem płytę Cd do radia z moimi ulubionymi przebojami lat 80 - tych. Wiosna zadomowiła się w pełni, niebo było bezchmurne .Było bardzo słonecznie, przyroda budziła się do życia.

Bicie piany.

Mijałem ludzi spieszących się gdzieś, wielu z nich uśmiechniętych , pary zakochanych, rodziny spacerujące cieszące się ładna pogodą.

Zdanie potworek.
Widzisz, jedziesz samochodem i opisujesz cały rodzaj ludzki w mieście...
Była piękna pogoda, ludzie spacerowali po mieście (wiadomo, że wyszli z domu dla tej pogody).

Nie byłem pewny czy w miejscu którym zaparkowałem jest to dozwolone.

...czy parkowanie w tym miejscu jest dozwolone...

Dwu piętrowy budynek

Dwupiętrowy.

komisariatu zbudowany był z czerwonej cegły z białymi fugami. Naprzeciwko budynku znajdował się bar ,wydało mi się to śmieszne.

Dlaczego śmieszne? Policjanci też czasami jedzą...

- 638 proszę wdusić - dodał i wskazał na coś w rodzaju domofonu, nie zwracając większej uwagi na mnie, zajęty jakimiś dokumentami.

Nie "dodał". Nic wcześniej nie mówił.

- halo - odezwał się ciężki i zachrypnięty głos
- Cześć Wojtek - nie zdążyłem dokończyć.
- Zaraz zejdę po ciebie, poczekaj - oznajmił i odłożył słuchawkę.

- Cześć Wojtek...
- Poczekaj, zaraz zejdę - powiedział nim zdążyłem skończyć.



Poddaję się...

Tekst jest zbyt długi - przynajmniej jak na fabułę, która jest w nim zawarta - tekst można by skrócić co najmniej o dwie trzecie, tylko z zyskiem dla niego. Opisujesz wszystko jak leci, samochód - że czerwony, drzewo na skrzyżowaniu - co mnie to obchodzi, jakieś drzewo. Chcę podążyć śladem zagadki, czekam na przygodę, a bohater to ślamazara...
Nie obraź się, ale nie tędy droga. Przed Tobą duuuuuużo pracy. Przede wszystkim czytaj DUŻO DOBRYCH książek, obserwuj, jak skonstruowane są dialogi... Opisujesz w dialogach każde skinienie głowy, że ten temu podał rękę, a ten uścisnął ją mocno... No bo ostatecznie, chcesz pisać o tej sprawie, a ja chcę o niej poczytać, nie o rodzinach spacerujących po mieście.

Wypisz sobie na kartce wszystkie WAŻNE dla fabuły punkty, a potem pisz TYLKO o nich, a kiedy przyjdzie Ci ochota, żeby po drodze opisać jakieś drzewo, wstań od biurka i poczekaj, aż Ci przejdzie.


Pozdrawiam.
Ostatnio zmieniony pn 10 maja 2010, 01:59 przez mamika6, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Lady Kier
Umysł pisarza
Posty: 708
Rejestracja: czw 06 sie 2009, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta

Postautor: Lady Kier » ndz 09 maja 2010, 22:02

Dla mnie tekst jest niewiarygodny. Ta cała rozmowa z tym staruszkiem, zupełnie jakby bawiły sie ze sobą przedszkolaki. No bo gdybym to ja była detektywem i przyszedłby do mnie jakiś dziadek, który mówi, że to i to, na pewno sparwdziłabym dziadka. To wydaje się strasznie naiwne. Klient własciwie wspomniał o jednym, a ten już leci do psychaitryka. Taką akcję poprzedza wiele dni sprawdzania personelu, wypytywanie dziadka, sparwdzenie tego Karola. A moze rzeczywisćie kłamie? A może dziadek też jest szurnięty?
Ten Wojtek gliniarz też coś szybko uległ. Na jego miejscu na poważnie wysłałabym takiego detektywa do psychiatryka i nie dlatego że chce poudawać, ale że naparwde jest chory.
Po prostu czytając nie myślałam: "Aha, a więć tak było..." , tylko :"tak jasno, bo w to uwierzę".
Może i jest fabuła. Pisanie o znikających pacjentach w psychiatryku to szerokie pole do popisu, ale musisz chyba popracowac nad atmosferą i warsztatem.
Pozdrawiam



Awatar użytkownika
maniek25
Zarodek pisarza
Posty: 13
Rejestracja: czw 08 kwie 2010, 23:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: maniek25 » ndz 09 maja 2010, 22:32

Dzięki za uwagi. Po pewnym czasie od wstawienia tekstu liczyłem, że pojdzie w zapomnienie:D. Wiem, że jest niedopracowany i słaby. Pisałem wiele rzeczy naraz i tak sobie wstawiłem.
A co do wiarygodności dziadka to w grę wchodziły duże pieniądze i to sie liczy. Specjalnie nawiązywałem, że firma sie słabo trzyma.Wyrażnie też było napisane,że sprawa ma być badana od środka Szpitala.
Na marginesie od kilku lat pracuje w takiej agencji i wierz mi nikt nikogo nie sprawdza,płacisz wymagasz, klient nasz pan.To nie policja żeby można było sobie ludzi sprawdzać. Nieważne.
Pozdrawiam



Awatar użytkownika
Lady Kier
Umysł pisarza
Posty: 708
Rejestracja: czw 06 sie 2009, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta

Postautor: Lady Kier » pn 10 maja 2010, 02:17

Nie zauważyłam, żeby firma się słabo trzymała. Zaczynasz fragment, że detektyw przegląda zlecenia na ten miesiac, czyli jakiś tam ruch w firmie jest, a potem sobie tak po prostu odrzuca zlecenia.
A, i jeszcze tak mi przyszło do głowy, może ci się przyda ta rada - zazwyczaj w powieściach detektywistycznych główny bohater ma jakąś przeszłośc i osobowość. Niekoniecznie jest zimnym draniem, ale zawsze czytelnik wyrabia sobie o nim jakaś opinie. Dobrze by było, gdybyś i ty mu jakąś przeszłość dorobił, jakies przymioty, nawyki i unikalne cechy charakteru. Po tym fragmencie wiem, że bohater jest bardzo wrażliwy na piękni przyrody.
No i wydaje mi się, że jednak pochopnie podjął taką decyzje, jak pójście do tego szpitala bez żadnego sprawdzenia terytorium. Czyli wiesz, siedzenie w aktach, rozpytywanie sie innych rodzin pacjentów, spziegowanie i takie tam. On od razu poszedł z grubej rury. Wiem, że idzie tu o 100 tys, ale w takim razie czy detektyw nie powinien działać tym bardzije ostrożnie?
Pozdrawiam
P.S. Nie bierz tego jako czepialstwo:]



Awatar użytkownika
maniek25
Zarodek pisarza
Posty: 13
Rejestracja: czw 08 kwie 2010, 23:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: maniek25 » pn 10 maja 2010, 12:37

12 linijka o firmie jest. Co do bohatera to faktycznie zachowuje się ciapowato. Właśnie tu był błąd w tworzeniu tej postaci, powinien mieć inny charakter. Z tymi drzewami i pogodą to w zamyśle było tylko podkreślenie wiosny, wyszło inaczej :D. Tekst poprostu musi odleżeć, aby można było korekty zrobić. Wiarygodność mogłem podciągnąć pod koniec rozdziału na policji to prawda, lub w dalszych rozdziałach(ale znowu tu bohater powinien być tajemniczy, może coś ukrywać itp).
W powieści ''W 80 dni dookoła świata'' Juliusza verna na samym początku Fogg siedząc w jakimś lokalu,barze bez namysłu przyjmuje zakład o 20 tys czegoś, że zdąży w 80 dni objechać świat i jeszcze tego samego dnia rusza - to też na początku wydaje się mało prawdopodobne.
Także dzięki za rady i uwagi naprawdę. Powieść nawet gdybym dopracował i pozmieniał nie dokończyłbym, ponieważ nie miałem fachowej wiedzy o tym jak wygląda pobyt w takim szpitalu.Przeczytałem parę książek o tej tematyce np.Weronika postanawia umrzeć itp. Jednak jak pisać o czymś to trzeba doskonale znać temat.
Pozdrawiam


''Więcej wart jest człowiek pełen polotu i ognia, choćby nawet popełniał dużo błędów, niż ograniczony i zbyt ostrożny.''
(Nieznany Autor)

Awatar użytkownika
Lady Kier
Umysł pisarza
Posty: 708
Rejestracja: czw 06 sie 2009, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta

Postautor: Lady Kier » pn 10 maja 2010, 19:46

Mój błąd, przepraszam:) Rzeczywiście jest. Widocznie atmosfera kłóci mi się z faktami, ale Ok.
Ja myślę, że pisząc o szpitalu psychiatrycznym nie musisz znać dokładnie tego tematu. Gdyby tak było powieści o takiej tematyce pisaliby tylko ludzie umysłowo chorzy i dyrektorzy szpitali. Trzeba po prostu użyć wyobraźni, to przeciez ona jest podstawa pisania, co nie? Takie jest moje zdanie.



Awatar użytkownika
maniek25
Zarodek pisarza
Posty: 13
Rejestracja: czw 08 kwie 2010, 23:25
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: kujawsko-pomorskie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: maniek25 » pn 10 maja 2010, 21:09

Zgadzam się, tylko istnieją pewne tematy w których fachowa wiedza jest bardzo ważna.
Wiadomo, że jak to by była zwykła powieść detektywistyczna nie mająca miejsca w takim szpitalu to by nie było problemu. Ale nie bym był dokońca zadowolony zbyt mało wiedząc na temat który pisze. Ostatnio czytałem wywiad chyba(ale nie jestem na stówe pewien) z Sparksem, pisał on, że jak pisze jakąś powieść wokół jednego ważnego miejsca( chodziło o jakiś stan w USA w którym miała miejsce jego powieść) to pojechał w to miejsce zwiedził je, nawet dowiedział się jaka pogoda tam najczęśćiej występuje i usiadł dopiero do pisania.
Dlatego też pisałem są pewne tematy w których warto wiedzieć( nie odnosząc się do Sparksa bo ten to już wogóle :D) np. Pisząc o skarbie templariuszy,czy wojnie w iraku trzeba znać jakieś podstawy aby do nich dorobić akcje.



Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » śr 09 cze 2010, 12:08

maniek25 pisze:Tego ranka siedziałem zamyślony w swoim biurze, paląc papierosa przeglądałem marne


Rozdziel te zdania kropką.

maniek25 pisze:10:00 - oznajmił wesoło Paweł.
Chłopak pracował u mnie na stażu. 20


słownie

maniek25 pisze:- Jak myślisz co tym razem - spytałem z ciekawością.


Znak zapytania, skoro spytał.

maniek25 pisze:dochodziła 9:30 ,miałem


spacja po przecinku, a nie przed.

maniek25 pisze:ok. 70 lat.


około siedemdziesiąt lat. Bez skrótów i jak wspomniałem liczby słownie.

maniek25 pisze:Szpitala Psychiatrycznego


małymi literami

maniek25 pisze:Dostawał leki ,zaczął godzić się powoli z przeszłością.,


I znów źle postawiona spacja, a potem dziwny przecinkokropek.

maniek25 pisze:Okres tego szoku w szybkim tempie mijał, ale od paru ostatnich miesięcy - zmienił ton starszy człowiek na wyższy i bardziej nerwowy.


Okropieństwo. Okres szoku mijał... Szok mógł minąć! A potem fatalna kolejność słów: starszy człowiek zmienił ton na wyższy.

maniek25 pisze:Nie ma pan za co przepraszać, chodzi tu o pana syna przecież.


I znów szyk. Przecież chodzi o pana syna.

maniek25 pisze:tajemnica..


Trzy kropki dopiero tworzą wielokropek.

maniek25 pisze:Odprowadziłem go do drzwi.
Także będziemy w kontakcie - stwierdziłem na pożegnanie.


Przed tym "także" myślnik, bo to wypowiedź, a także to synonim też. Więc pewnie powinno być: tak, że.

maniek25 pisze:Dwu piętrowy


razem!

maniek25 pisze:opowiedziałem mu historie która przedstawił mi


historię, którą

Błędy wypisałem wybiórczo, ale było jeszcze przynajmniej kilkadziesiąt innych, których nie chciało mi się wstawiać, bo powielały to, o czym już pisałem.

Historia nie wciągnęła. Zupełnie. Nie wiem, czy chciałbym czytać dalej. Początek jest wizytówką opowieści, jeśli napiszesz go źle, ludzie nie zajrzą do reszty. A tu jest źle i pomijam tą całą masę błędów. Mamika już napisała, co powinieneś zrobić. Ja jeszcze dorzucę, po raz kolejny dziś - czytaj, co napisałeś! Czytaj na głos. A poza tym naucz się stawiania spacji i pisania dialogów pod kątem interpunkcji. To wydaje się może mało istotne, ale jest ważne. Niedopracowanie tych elementów zaburza proces lektury, przez co człowiek bardziej skupia się na nich, niż na treści.

Tekst nudny, ale może udałoby Ci się go jakoś rozwinąć, natomiast tak wielka ilość błędów - w moich oczach całkiem go dyskwalifikuje. Dlatego moja ocena to niedostateczny. Popracuj nad swoim warsztatem!


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 15 cze 2010, 11:48

- Jak myślisz co tym razem - spytałem z ciekawością.

interpunkcja.
- Jak myślisz, co tym razem? - spytałem z ciekawością.
W całym fragmencie jest pod tym względem tragicznie.

Gdy chłopak wyszedł zacząłem się zastanawiać nad firmą, która kiepsko prosperowała.

Oksymoron - prosperować oznacza rozwijać się pomyślnie. Używasz wyrazów, których znaczenia nie znasz.

-Proszę - oznajmiłem.

czy wyrażenie proszę jest oznajmieniem?

Wszedł starszy człowiek w kremowym płaszczu i eleganckich czarnych mokasynach. Miał siwe, rzadkie włosy i strasznie pomarszczoną twarz. Wyglądał na ok. 70 lat.

Zauważ, że dwa razy przybliżasz wiek. Rozpychasz zdanie. Zmieniamy na (i naprawiamy):
Wszedł gość około siedemdziesiątki, w kremowym płaszczu i eleganckich czarnych mokasynach. Miał siwe, rzadkie włosy i strasznie pomarszczoną twarz.


- Mój syn rok temu trafił do Szpitala Psychiatrycznego

z małej, ponieważ to nie nazwa.

Czytało się ciężko. Masa błędów (ogromna ilość, jak na tak krótki tekst), sztuczne dialogi, słaba narracja - to wszystko przytłumiło fabułę, ale i ona sama jest nieciekawa. Próbujesz pisać precyzyjnie, dokładnie podajesz godziny (w złym formacie do tego), opisy, ale postaci są papierowe, bez charakteru. Ani fabuła ani wykonanie nie podobały mi się - to pierwsze to rzecz subiektywna, lecz uważam, że można było się przynajmniej postarać, aby czytanie było przyjemne - wówczas więcej widać z tego, co chcesz przekazać. Napisałbym to od nowa - jako ćwiczenie.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości