Rebelia

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rebelia

Postautor: MARCEPAN 30 » ndz 09 maja 2010, 22:36

Zaczyna się niewinnie, od urywanych myśli pojedynczych robotników, od skojarzeń, gestów, spojrzeń. Później przychodzą głębsze rozważania, chwile dłuższej zadumy i zadziwienie. Poszczególne jednostki zwalniają tempo, podnoszą głowy i zauważają innych, podobnych do siebie, zadumanych, zasępionych. Nawiązują kontakt wzrokowy, wyczuwają wspólną myśl. Na przerwach podchodzą do siebie, rozmawiają. Ktoś mówi, że już ma dość, ktoś spluwa pod nogi, ktoś klnie, że starczy już wyzysku. Po jakimś czasie najgłośniejszy ze wszystkich przejmuje dowodzenie, zbiera strzępy myśli zebranych i składa je w jedną ideę. Idea, zszyta grubymi nićmi zaczyna mieć sens, każdy odnajduje w niej kawałek siebie, bo z kawałka każdego jest uszyta. Łatwo się z nią utożsamić i jeszcze łatwiej poczuć moc tajnego zgromadzenia.
Trwa to długo, czasem rok, czasem dwa. Bywa, że jeszcze dłużej, ale raz zapoczątkowanemu procesowi nie sposób już zapobiec, od obranego kierunku nie ma już odwrotu. Chęć odmiany losu jest zbyt wielka, bunt rodził się zbyt długo i zbyt mocne piętno odcisnął w duszy. Okłamywanie siebie ma sens tylko wtedy, jeśli zachowuje ciągłość. Raz przerwane, nigdy nie będzie działać już tak sprawnie.
W chwili gdy istnieje już jedna zorganizowana grupa zbuntowanych robotników, proces nabiera niewyobrażalnie szybkiego tempa. Robotnicy, pojedyncze komórki budujące ludzki organizm, to wielkie, skomplikowane państwo - ciało, tracą nagle poczucie sensu i nawołują do buntu.
Wieści rozchodzą się szybko, w każdej z sąsiadujących fabryk znajdą się jednostki myślące podobnie, nagle odkrywają, że ta wspólna misja budowania państwa – ciała to jakaś ściema, że korzyści zawsze mają inni, że w czasach dobrobytu korzystają tylko lepiej urodzeni, a za kryzys płacą wszyscy. Bez różnicy.
Do sąsiadów przychodzą posłańcy z tajną misją, przenoszą ulotki, hasła, przekazują wieści. Dalej wszystko idzie jak po sznurku i nadchodzi dzień ostateczny, dzień wyzwolenia.
Fabryki, osłabione strajkami zmniejszają produkcję, zaczynają szwankować. Zbuntowane jednostki korytarzami żył puszczają trucizny, zalewają organizm toksynami, niszczą to, co jeszcze niedawno tworzyły. Z każdym dniem jest ich coraz więcej. Pierwsze z nich wyszły z jednego miejsca, z nerki, żołądka, skóry, jelita, bez różnicy. Kolejne, po sąsiedzku, lub dalej, gdy tylko dotarły wieści, że coś się dzieje. Wszystkie takie same, bezmyślnie kujący swój los wczoraj i bezmyślnie niszczący to wszystko dzisiaj. Z każdym dniem agresywniejsze, z każdym bliżej celu.
A cel jest jeden. Totalna demolka, zniszczenie, podkopanie praw i sensu działania. Jednostki antyspołeczne dochodzą do władzy, zabijając po drodze wszystko. Nie mają wrogów. Ci, którzy pozostali, choć są w większości, nie są zaprogramowani na agresję, nie rozumieją, nie wiedzą co się dzieje, są tak bardzo zaskoczeni, że stają w miejscu. Próbują rozmawiać, negocjować z byłymi kolegami, z którymi jeszcze niedawno dzielili los. To błąd. Każda próba nawiązania rozmowy to strata cennych sekund, każda strata sekund to śmierć.
Gdy już jest źle, pozostali, którzy chcą dawnego ładu zaczynają rozpaczliwe wołanie o pomoc.
Głosy docierają do centrum, władza lekceważy początkowo pierwsze sygnały. Nie dociera do niej, nie rozumie, nawet nie potrafi wyobrazić sobie, że może dziać się coś złego. Przecież robimy dobrą robotę, mamy cel, układamy te klocki, maszyneria działa.
Ale sygnały są coraz ostrzejsze, coraz wyraźniejsze. Zaczyna się ból. Ciało błaga już o pomoc, próbuje pozbyć się buntowników i zatrutej krwi. Ból, z każdym dniem dotkliwszy, dociera do władzy, władza zaczyna rozumieć, że dzieje się źle, w zbuntowane rejony wysyła armie, całe zastępy żołnierzy, by zdusić zamieszki, lecz te są już zbyt rozległe, zbyt zaawansowane i za ich sprawą zniszczono już zbyt wiele. Po miejscowych jednostkach policji zostały zgliszcza, wybudowane wcześniej systemy obronne dawno się załamały. Zastany chaos i skala zniszczeń przeraża armię, której pokojowa misja miała być krótka i skuteczna. Centrala natychmiast o wszystkim się dowiaduje, widzi już tylko jedno wyjście. Po szybkiej naradzie wysłana zostaje prośba o pomoc międzynarodową.
Umęczone, podcięte państwo – ciało wyrusza do obcych mocarstw po posiłki. Obce mocarstwa znają już przypadki tak daleko posuniętych wojen wywołanych przez anarchistyczne jednostki. Nie mają dobrych wieści. Charakterystyka tego rodzaju buntu jest zawsze tak bardzo agresywna i tak szybko rozprzestrzenia się, że rzadko udaje się wygrać. Jednostek buntujących sie przybywa w zastraszająco szybkim tempie. Anarchia jest zaraźliwa, zupełnie jakby robotnicy, pracownicy niższego szczebla wszelkiej maści i pokroju mieli wgrane w procesory zalążki rebelii, jakiś błąd oprogramowania, ukryty wirus na twardym dysku, który wystarczy lekko trącić, otworzyć plik i zalać zarazą cały komputer. Jest jak nasiono chwastu, któremu starczy kilka kropel, by wystrzeliło w górę, rozepchało się miedzy róże i zabrało im światło.
Władza nie może tego pojąć, traci czas i to ją gubi podwójnie. Nie ma w sobie opcji, która wytłumaczyłaby zaistniała sytuację.
„Przecież dostali od nas wszystko. Daliśmy im narzędzia do zbudowania własnego szczęścia. Daliśmy im miejsca pracy, aby budując państwo, budowali również własne rodziny, własne domy. Daliśmy im czas wolny po pracy, by mogli spełniać swoje pasje, by mogli się rozwijać. Dlaczego tego nie chcą? Dlaczego odrzucają coś co jest ważne? Co jest właściwe i dobre? Czy nie rozumieją, że niszcząc to wszystko, niszczą też siebie?”
Władza dowiaduje się, że nie ma jeszcze armii świata, która potrafi dobrze likwidować tego typu bunty. Trudno jest zlokalizować nawet źródło, centrum terroru, trudno znaleźć przywódców, rozpoznać, który z miliardów zbuntowanych jest dobry, a który zły. A przy braku odpowiedniej lokalizacji nie ma skutecznej walki.
Ostatnie, pełne rozpaczy pytanie władzy brzmi:
- Co mamy robić?
- Jest tylko jedna metoda. - odpowiadają władcy światowych mocarstw. - Organizujemy ataki antyterrorystyczne, atakujemy rejony chaosu zmasowanym ogniem, przy tej metodzie giną również cywile, ale aby zniszczyć zarazę, musimy zniszczyć wszystko co wokół niej. To jedyne, co da się zrobić.
Władza decyduje się na pomoc. Z Banku Centralnego płyną pieniądze na wojnę. W zainfekowanym państwie – ciele wszystko przewraca się do góry nogami. Fabryki nie pracują już tak jak powinny, niektóre zatrzymują się i gospodarka popada w ruinę. Najgorzej jest gdy stają oczyszczalnie ścieków. Odpady, zamiast zostać zutylizowane, wylewają się do żył, trują. Kto nie zginie z rąk terrorystów, tego zabiją zakażenia, choroby, nagłe wirusy, spotka to nawet tych, którzy pracują z dala od miejsca rebelii. Mieszkańców państwa – ciała zalewa rozpacz. Porzucają miejsca pracy, próbują się ukryć, ratować przede wszystkim siebie. To jeszcze pogarsza stan i tak już osłabionych fabryk.
Nadchodzi czas chaosu, a chaos sprzyja rebeliantom. W sparaliżowany świat uderza wojsko, mające na celu zniszczyć terror, przywrócić władzę tym, do których od początku należała, dać szansę komórkom zdrowym na odbudowanie dawnego systemu.
Wojna jest długa i wyniszczająca. Państwo upada, zabici nie wracają do domów, państwa sąsiadujące zaczynają szeptać. Zastanawiają się co pozostanie, co będzie można sobie przywłaszczyć, zagarnąć. Ich władze zaczynają juz podział. W tajnych spotkaniach kreślą prymitywne mapy, obrysowują nowe granice. Co nie spłonie na południu - nasze, co ocaleje na północy – wasze.
Wszyscy czekają już na rychły koniec, a mimo to kiedy nadchodzi, są zaskoczeni. Jednak się nie udało, jednak buntownicy byli silniejsi. Władza centralna upadła, za jej upadkiem wstrzymane zostały dostawy wszelkiego rodzaju paliw, stanęły ostatnie fabryki, zatrzymał się transport, zdewaluowała waluta. Ostatni cywile, ukryci, zmarli z głodu.
Niebo pozostało błękitne, słońce nie zniknęło, tylko w jednym, małym miejscu na Ziemi zapanowała cisza. Z płonących ruin, na zewnątrz wyszli ostatni rebelianci. Wiedzą co ich czeka, wiedzą, że umrą wraz z państwem – ciałem. Brudni, wycieńczeni kierują głowę ku słońcu. Czekają.
Uśmiechają się do siebie nawzajem, niczego nie żałują. Nie ma już problemów, nie liczy sie już pieniądz, nie ważne jest szukanie złota. Liczy się wolność, którą na chwilę odzyskali, stan umysłu, który wyrwał ich z letargu.
Zamykają oczy i wsłuchują się w coraz wolniejsze bicie serca.

[ Dodano: Nie 09 Maj, 2010 ]
Chrzestnemu. Bunta zaczął się w grudniu, kapitulacja nastąpiła 3 maja.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » śr 09 cze 2010, 11:07

Wiesz, co? To raczej nie jest opowiadanie. To taka praca socjologiczna - o rewolucji. Fajnie przedstawiłeś krok po kroku powstanie myśli, idei, a potem wcielenia jej w życie. Podobało mi się, ale czysto literacko ocenić tego nie potrafię.

Ciekawe, ale mimo wszystko, to nie ten dział :)


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 16 lip 2010, 09:57

Robotnicy, pojedyncze komórki budujące ludzki organizm, to wielkie, skomplikowane państwo - ciało, tracą nagle poczucie sensu i nawołują do buntu.


to w kontekście słów, które wypowiadasz, ma większy sens - bo przecież inaczej oznaczałoby, że głupieją, zamiast rozwijać się - a bunt w tym wypadku jest krokiem na przód (wg robotników), a co za tym idzie, jest jak najbardziej sensowny.

ciała to jakaś ściema,

ale chwast - w takim monologu wygląda okropnie.

- Jest tylko jedna metoda. - odpowiadają władcy światowych mocarstw.

bez kropki - narracja jest atrybucją dialogu, dotyczy wypowiedzi/słów.

Liczy się wolność, którą na chwilę odzyskali, stan umysłu, który wyrwał ich z letargu.

a tu znajduje się potwierdzenie, że jednak to wszystko miało sens.

Masz talent do esejów, co pokazałeś nie raz. Tym razem jest to opowiadanie w takiej konwencji i czegoś mi tu brakuje... powieści? Tak, chyba tak - bo całość jest za krótka, a można to naprawdę rozwinąć. Fabryki-organizmy (personifikacja) zostały ciekawie sportretowane jako narzędzie buntu jak i cały mechanizm. Jedyne, co mi zgrzytało to że napisałeś o braku sensu w tym działaniu, gdzie ja (i ty na końcu) ten sens dostrzegam. Krótkie toto, a styl ciekawy - chciałoby się więcej.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » wt 20 lip 2010, 16:24

Wiecie. Teraz, po czasie mam mieszane uczucia co do tego tekstu. Pisany był pod wpływem emocji i nie jestem zbytnio z niego zadowolony. Trudno mi też do niego wrócić i coś zmienić, bądż rozwinąć.

Co do Twojego spostrzeżenia Martinius o braku poczucia sensu. Chodziło głównie o brak poczucia sensu tego co robili. Poczucie braku sensu do wykonywanej dotychczas pracy, które potęguje nagły wybuch tęskonoty za wolnością. Tak to chciałem przedstawić.

Dzięki za wglad :)


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.

Awatar użytkownika
malika
Dusza pisarza
Posty: 514
Rejestracja: pn 19 paź 2009, 20:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Zza winkla
Płeć: Kobieta

Postautor: malika » wt 28 wrz 2010, 19:30

MARCEPAN 30 pisze:zbiera strzępy myśli zebranych i składa je w jedną ideę.

Zaznaczone można usunąć. Zlikwiduje się powtórzenie i nada lepsze brzmienie zdaniu.

MARCEPAN 30 pisze:Idea, zszyta grubymi nićmi zaczyna mieć sens,

Nie pasuje tutaj akurat ten związek frazeologiczny. Chociaż nawet nie on sam, a sposób w jaki go wplotłeś. Przecież idea od początku ma jakiś sens, jest myślą przewodnią wyznaczającą kierunek i cel działania, utworzona ze strzępków myśli, które po zebraniu ją stanowią.
Gdybyś napisał tak:
Idea, choć zszyta grubymi nićmi, nabiera kształtów, każdy odnajduje w niej kawałek siebie, bo z kawałka każdego jest uszyta.

MARCEPAN 30 pisze:Robotnicy, pojedyncze komórki budujące ludzki organizm, to wielkie, skomplikowane państwo - ciało, tracą nagle poczucie sensu i nawołują do buntu.

Spokojnie można z tego zrezygnować. Na końcu postaram się napisać dlaczego.

MARCEPAN 30 pisze:Do sąsiadów przychodzą posłańcy z tajną misją, przenoszą ulotki, hasła, przekazują wieści.

A tego nie zrozumiałam. Do jakich sąsiadów? Sąsiednich fabryk czy sąsiadów jednostek?

MARCEPAN 30 pisze:Dalej wszystko idzie jak po sznurku

Kolejna gra frazeologizmem i znowu, moim zdaniem, nietrafiona. Nie pasuje mi tu ani podążanie wyznaczoną trasą (bo jej nie było, to dzieje się na zasadzie reakcji łańcuchowej), ani tym bardziej, że wszystko idzie gładko. Więc co? Jak dla mnie zgrzyt.

MARCEPAN 30 pisze:Fabryki, osłabione strajkami zmniejszają produkcję, zaczynają szwankować. Zbuntowane jednostki korytarzami żył puszczają trucizny, zalewają organizm toksynami, niszczą to, co jeszcze niedawno tworzyły.

W tym miejscu utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że nie piszesz tylko o buncie, strajku, ale o tym na koniec.

MARCEPAN 30 pisze:Wszystkie takie same, bezmyślnie kujący swój los wczoraj i bezmyślnie niszczący to wszystko dzisiaj.

Powinno być: kujące, niszczące.

MARCEPAN 30 pisze:Totalna demolka, zniszczenie, podkopanie praw i sensu działania.

Oj, nie pasuje do całości, aż się człowiek krzywi przy czytaniu tego.

MARCEPAN 30 pisze:władza lekceważy początkowo pierwsze sygnały

Jedno albo drugie.

MARCEPAN 30 pisze:Centrala natychmiast o wszystkim się dowiaduje,

Zły szyk zdania. Centrala natychmiast się o wszystkim dowiaduje

MARCEPAN 30 pisze:rozepchało się miedzy róże i zabrało im światło.

Jeśli między róże to wepchało/wepchnęło się.

Podobało mi się, nie ukrywam, ale... No właśnie, jest 'ale' i muszę się zastanowić. Wiem, mam skłonność do nadinterpretacji, ale czyżbym aż tak się pomyliła?
O czym tak właściwie pisałeś, Autorze? Powiedz mi, żebym się mogła połapać. Jeśli o nowotworze złośliwym/chorobie w szybkim tempie wyniszczającej organizm, to kłóci się to z ideą buntu, a jeśli tylko o buncie (do czego skłania mnie ostatnie zdanie, puenta), to kłóci się to z ideą choroby.
Personifikacja fabryki–organizmu jest zabiegiem bardzo dobrym, ale jeśli chciałeś opisać tylko rebelię za jego pomocą, to zrezygnuj z odwołań typowo cielesnych (ludzki organizm, żyły z trucizną, wątroba, nerki, żołądek) jeśli nie mają odwzorowania w fabryce (jak choćby: korytarze, biura, piwnice, magazyny). Znowu do drugiego spojrzenia – choroba jako rebelia w organizmie – nie pasuje puenta (refleksje, zdobycie wolności). Moim zdaniem, żeby to pogodzić, trzeba by bardziej oprzeć się na ogólnikach.
No, mam nadzieję, że nie zagmatwałam tak bardzo, jak mi się zdaje. Mimo wszystko, podobało mi się, nawet jeśli sama sobie dopisałam podtekst (tym bardziej plus dla ciebie za pobudzenie mojej wyobraźni).

Pozdrawiam,
eM


Cierpliwości, nawet trawa z czasem zamienia się w mleko.

Awatar użytkownika
MARCEPAN 30
Pisarz domowy
Posty: 144
Rejestracja: pn 24 lis 2008, 11:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MARCEPAN 30 » ndz 03 paź 2010, 07:12

Droga maliko, przede wszystkim dzięki za poświęcony czas. Otóż idea buntu połaczona z chorobą nowotworową narodziła się w mojej głowie po przeczytaniu pewnego artykułu (nie pamiętam już gdzie, niestety), w którym to nowotwór właśnie został opisany jako obrócenie się komórek organizmu przeciw temu właśnie (własnemu) organizmowi. Jest to więc swoistego rodzaju bunt i naukowcy nie potrafią odpowiedzieć dlaczego tak się dzieje. Dlaczego nagle komórki ciała zaczynają wysyłać fałszywe sygnały i niszczą własny świat. Idealnie pasowało mi to do takiego właśnie wyobrażenia, takiego porównania do świata ludzi, których część straciła poczucie sensu w tym co robi i zapragnęła wolności. Dla pięciu minut wolności, dla tego wyzwolenia właśnie gotowi są poświęcić wszystko, bo wolą spłonąć szybko, niż wolno się wypalać.
Może trochę zagmatwałem ten tekst, ale o to mniej więcej mi chodziło.


Optymista uważa, że żyjemy w najlepszym ze światów. Pesymista obawia się, że to może być prawda.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości