Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Różowy cadillac [sensacja, cz.I]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Różowy cadillac [sensacja, cz.I]

Postautor: minojek » pt 11 cze 2010, 20:07

I

1959

Różowy cadillac zjechał w boczną uliczkę i zatrzymał się na parkingu, tuż przed wejściem. Wysiadły z niego dwie młode dziewczyny, urokliwe blondynki. Wymieniły parę zdań, po czym ruszyły w stronę wejścia. Frank zaparkował za ich wozem i zdziwił się, gdy nie zwróciły mu uwagi. Przecież wiedziały, podobnie jak i on, że nie będą kolejnymi nudzącymi klientkami. Cała trójka wiedziała, że wyjdą już nie jako zwykłe dziewczyny, a groźne przestępczynie.
Odjechał kawałek w tył, by umożliwić im ucieczkę. Powinien był utrudniać napad, lecz dość miał typowych akcji. Czekał na coś lepszego, pełnego sensacji. Coś, co można byłoby opisać w kilkustronicowym artykule w „Timesie”.
Eveline położyła dłoń na marmurowym blacie. Szpakowaty bankier oderwał wzrok od sterty papierów i zapytał ze szczerym uśmiechem:
- W czym mogę drogiej pani służyć?
- Potrzebujemy forsy – wskazała nadchodzącą przyjaciółkę, przytuliły się. – Pomógłby nam pan?
- Ale jak?... – wyglądał na zakłopotanego. Słodki głos dziewczyn odebrał mu rozum. – Proszę tylko powiedzieć jak.
- Zdychając – momentalnie przed jego oczami pojawiła się lufa rewolweru, mózg rozpływał się na ścianie. Eveline kopniakiem wyważyła drewniane drzwiczki i dopadła kasetkę. – Lola, pilnuj resztę! – otworzyła torbę, która po chwili wypełniła się studolarowymi banknotami. – Łap!
Lola chwyciła tobołek i pognała w stronę wyjścia. Drogę zagrodził jej podstarzały oficer policji, Max Werrano.
- Proszę to zostawić, kochana – wymierzył w nią strzelbę. – W innym przypadku będę zmuszony wybałuszyć pani bebechy, a tego przecież nie chcemy.
Nieco przestraszona Lola upuściła pakunek i się cofnęła. Robiła to powoli, jakby obawiając się reakcji policjanta na gwałtowne ruchy.
- Eveline, nie mamy szans…
Kompanka odsunęła ją i stanęła przed gliniarzem, wpatrując się w jego zmęczone oczy. Dostrzegła w nich jakąś chęć odmiany, co postanowiła wykorzystać.
- Może się dogadamy? – zaproponowała, filigranowo obracając rewolwer.
Werrano zrozumiał, nadeszła jego pora.

Za różowym wozem rozciągała się chmura kurzu. Wreszcie maszyna zatrzymała się przed drewnianą chatkę za miastem. Było zbyt ciemno, by odczytać napis z wiszącej nad drzwiami tabliczki.
Sympatycznym gestem Eveline zaprosiła go do środka. Usiedli dookoła niskiego stołu. Lola krzątała się w kuchni, po paru minutach postawiła na blacie dzbanek z parującą herbatą.
- Mamy też whisky, ale pan przecież prowadzi.
- Jasne – uśmiechnął się mimowolnie. – Proszę nalać.
Rozmawiali długo, początkowo o sprawach najprostszych, w ogóle nie związanych z biznesem. Dopiero po blisko godzinie, gdy w radiu pojawiła się pierwsza wzmianka o napadzie, Max zboczył z tematu.
- Ile? – zapytał pewnym głosem.
- Piętnaście procent – odpowiedziała Eveline, najwyraźniej herszt bandy. – Plus jakieś pięćset za kłopot.
- Piętnaście plus drobny upominek… - zachichotał ironicznie. – Mało.
- Dwadzieścia – przebiła. – Ale ani grosza więcej.
- Dwadzieścia i tysiąc pięćset za benzynę, tak?
Lola ścisnęła dłonie w pięści. Niech ten idiota się zamknie, niech stąd zniknie, albo niech Eveline go zabije. Jest policjantem, a niebieskim nie należy ufać, przecież właśnie tego jej uczyła.
Wbiła wzrok w jego pozbawione blasku oczy i opadające powieki. Kim może być ten facet, jak nie gliniarzem? Oni właśnie tak wyglądają.
- Zgoda – Eveline przeklęła cicho i uścisnęła mu dłoń. – Lola, wypłać.
Przynieś, podaj, pozamiataj, pomyślała dziewczyna. Nie chciała być już dłużej posłańcem, jej obecne życie w ogóle nie pokrywało się z marzeniami.
- Tysiąc sto, tysiąc dwieście, trzysta, czterysta… mam: pięćset. Równe tysiąc pięćset – wydała pieniądze. – Swoją drogą, panie Werrano, kiepsko pan to sobie wykalkulował.
- Dlaczego? – zapytał mocno zdziwiony, chowając gotówkę za klapą marynarki. – Mów jaśniej.
- Ludzie pana widzieli, jest trup i dwie sprawczynie, więc?... – rozłożyła ręce. – Dorwą pana.
Nie zdążyła krzyknąć, gdy szyby stłukły się w tysiące kawałków a wybuch granatu przerzucił Eveline na drugi koniec pokoju. Werrano wstał prędko i znalazł się przy pozostałościach okna. Przed budynkiem zaparkowane były trzy radiowozy.
- Max? Niech to szlag, co ty tu robisz?!
- Pieprzę sobie życie – odpowiedział sfrustrowany. – Cholera, że też nic nie może iść po mojej myśli – dobył strzelbę – sayonara!
DeNitto był szybszy, jak zwykle. Kula przeszyła krtań Werrano i zwaliła go na podłogę. Na wpół żywa Lola sięgnęła po broń i doczołgała się do zniszczonych drzwi. Przeładowała rewolwer i krzyknęła:
- Hej, chłopcy, nie jesteście sami! – wyjrzała zza futryny i kilkukrotnie pociągnęła za spust. Odgłos pękającego szkła i dziurawionej blachy zbudził Eveline.
- Co, do ku?... – położyła się na plecach, przetarła twarz dłońmi. – Lola, gdzie jesteś?
Dziewczyna nie odpowiadała. Miała wybór: ona albo przyjaciółka, sto procent dla niej lub dla Eveline. Ta druga jeszcze dryga, a kasa czeka. Ale nie, pozostawiać kogoś, kto jest dla ciebie jak rodzona siostra?
- Spokojnie, Eveline – znów wyjrzała i znów zasypała gliniarzy gradem kul. – Jeszcze chętni?!
Zraniony DeNitto odrzucił broń i na kolanach błagał o przebaczenie. I wybłagał, Lola darowała mu życie, z czym nie zgadzała się Eveline, lecz teraz nie miało to żadnego znaczenia. Pozostał w płonącej chatce, ze związanymi rękoma i kulą w piersi.
Co dalej? – zastanawiała się Lola. Właśnie wywalczyły jakieś dwie, trzy godziny spokoju. Może uciekną do Europy?
Ostatnio zmieniony sob 17 gru 2011, 13:18 przez minojek, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
hardrick
Pisarz domowy
Posty: 168
Rejestracja: śr 07 paź 2009, 20:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: hardrick » sob 12 cze 2010, 13:44

Szpakowaty bankier oderwał wzrok od sterty papierów i zapytał ze szczerym uśmiechem:


Bankier ze szczerym uśmiechem?
Jeśli chcesz wkręcić czytelnika, to przy postaciach trzecioplanowych, o ile masz taką możliwość i nie nadwyręży to twojej fabuły, możesz używać stereotypów.

W tym wypadku bankier miałby nieszczery uśmiech, ale dla dziewczyn to i tak nie miałoby większego znaczenia...

- Zdychając – momentalnie przed jego oczami pojawiła się lufa rewolweru, mózg rozpływał się na ścianie.


Tu chyba zgubiłeś jedno zdarzenie.
Gdzie był strzał, który sprawił, że ten mózg rozpływał się na ścianie?
W ogóle, wywaliłbym ten czas przeszły niedokonany, zwiększy ci to dynamikę tej sceny.

Eveline kopniakiem wyważyła drewniane drzwiczki i dopadła kasetkę.


Mózg na ścianie, kopniakiem drzwi wyważanie.
Zauważyłem to już u ciebie wcześniej i myślę, że warto ci o tym powiedzieć. Czasami kalkujesz strasznie sceny z filmów akcji.
Nie mówię, że to źle, ale dobrze, żebyś był tego świadom.

Lola, pilnuj resztę! – otworzyła torbę, która po chwili wypełniła się studolarowymi banknotami.


Czemu z małej?

Lola, pilnuj resztę!


Resztę czego?
Jeśli ludzi, to nic o nich nie wspominałeś.
W ogólę, strasznie pojechałeś szybko do przodu z tym napadem.
Nie wspomniałeś nic o tym banku, jakiej był wielkości, czy ktoś w nim był czy był to "mały oddział banku tuż po chwili otwarcia", czy może "duża placówką bankowa, w chwili największego ruchu"...

Lola chwyciła tobołek


Tobołek wypchany stu dolarowymi banknotami?
Nie brzmi to tobie trochę dziwnie? ;)
Może warto znaleźć lepsze określenie na tą torbę.


Lola chwyciła tobołek i pognała w stronę wyjścia. Drogę zagrodził jej podstarzały oficer policji, Max Werrano.


Tworzysz strasznie niespójną narracje.
Z czyjego punktu widzenia jest ona robiona?
Z punktu widzenia dziewczyny?
Jeśli tak, skąd wiedziała jak oficer ma na imie?
Dodam, że wcześniej "przerzucałeś mnie" przez narratora->frank->frankonarratora->Eveline->Bankiera->Maxa
Podczas gdy najlepiej byłoby chyba Frank->Evelina.

Nieco przestraszona Lola


Niedobrze. Już tłumacze dlaczego, bo robisz dość dużo podobnych błędów.

Narracja w tym wypadku zależeć będzie, kto "widzi" strach owej Loli.
Jeśli ona sama napiszesz:
Lola poczuła jak żołądek blablabla. Serce blablabla, a w głowie blablaba... Pomyślała, że nie mają szans, że blablabla

Zamiast pisać bezpośrednio, że była przestraszona, podajesz te informacje w postaci reakcji jej ciała, które tylko ona może odczuwać, i w postaci jej myśli.
Pozwól czytelnikowi samemu dojść do tego, że dziewczyna jest przerażona. Nie informuj - pokazuj. To proza a nie wikipedia ;)


Jeśli, z kolei, cała scena tworzona jest z perspektywy jej koleżanki, możesz napisać:
Eveline usłyszała głos policjanta i wychyliła się ostrożnie zza lady. Lola stała jak wryta, nie miała pojęcia co zrobić. Torba z pieniędzmi leżała na ziemi, a ona sama cofała się powoli, jakby bała się, że facet w każdej chwili może pociągnąć za spust.

Tutaj piszemy z perspektywy jej koleżanki. Najpierw informujemy o miejscu, w którym się znajduje i o tym że "patrzy się" na całe zdarzenie. Potem opisujemy stan Loli, ale piszemy tylko o tym, co Eve faktycznie mogłaby zobaczyć.
Zauważ, że w momencie, gdy Eve wyjrzała zza lady, torba już leżała na ziemi. Takie drobne szczególiki wpływają właśnie na ustawienie odpowiedniego i koherentnego Punktu Widzenia.


Dostrzegła w nich jakąś chęć odmiany, co postanowiła wykorzystać.


To jest strasznie naiwne zdanie.
Wyobraź sobie scenę, w której przed chwila bandyta rozpierdzielił czyjś mózg.
Co mógłby czuć oficer mierząc do takiego kogoś? Czy na pewno, byłby na tyle spokojny, żeby jego oczy mogły wyrażać cokolwiek innego niż potworne skupienie i multum emocji?

Jeśli chcesz pociągnąć fabułę w taki sposób, musisz się bardziej postarać. Ja tego nie kupiłem.


Wreszcie maszyna zatrzymała się przed drewnianą chatkę za miastem.


Chatką?


Było zbyt ciemno, by odczytać napis z wiszącej nad drzwiami tabliczki.


Dla narratora było zbyt ciemno?
Heh taki myk. Ok, ale powiem ci, że ja go nie do końca kupuje.
Już tłumacze dlaczego:

Nie ustaliłeś kontekstu bohatera, z punktu widzenia którego tworzona jest narracja, gdybyś wcześniej napisał:
Mark zatrzymał pojazd przed drewnianą chatką. Było zbyt ciemno...
To jeszcze by przeszło. Bo wyszłoby, że to Mark nie mógł odczytać...

Ty jednak opisywałeś jadący pojazd. To mi każe się domyślać, że albo pojazdowi było zbyt ciemno,albo zbyt ciemno było narratorowi.
Jak mam wierzyć narratorowi, który zaciemnia swoją własną historię? ;)

Rozmawiali długo, początkowo o sprawach najprostszych, w ogóle nie związanych z biznesem. Dopiero po blisko godzinie, gdy w radiu pojawiła się pierwsza wzmianka o napadzie, Max zboczył z tematu.


Czekaj. Niech sobie to przetrawię...
Facet przeszkodził im w napadzie, wymusił od nich łapówkę i stał się piątym kołem u wozu, a ona tak po prostu zaprosiła go do siebie i gadała z nim godzinę?
Nie trzyma mi się to kupy. Nie uważasz, że jeśli dziewczyna była z nim w stanie tak po prostu gadać o niczym godzinami, to albo się bardzo dobrze znali, albo coś między nimi iskrzyło? To może powinni na koniec razem uciec, a nie się zabijać? ;)
A i jeszcze: Po napadzie napisała mu na kartce adres i kazała przyjechać za parę godzin, a on tak po prostu w to uwierzył?
Przeczytam to wszystko jeszcze raz przed wysłaniem... Może gdzieś się pogubiłem.

Jest policjantem, a niebieskim nie należy ufać, przecież właśnie tego jej uczyła.


Ją?

Nie zdążyła krzyknąć, gdy szyby stłukły się w tysiące kawałków a wybuch granatu przerzucił Eveline na drugi koniec pokoju.

Tu się czepne jako osoba zaczynająca swoją przygodę z książką od "Man on Fire - Najemnik" Quinnela.
W jaki sposób granat wleciał do środka?
Jak tamci podjechali zupełnie niezauważeni?
Takich pytań można by mnożyć teraz setki ;)

Ok. Skończmy.

Wprowadzasz nowe sceny i nowych aktorów jakbyś strzelał z bicza. Tak samo przeskakujesz z "oczu" jednej postaci do drugiej.
Skup się na kimś i twórz narracje z jego punktu widzenia.

Kolejną rzeczą, którą zauważyłem u ciebie na samym początku jest to, że zupełnie nie skupiasz się na wyjaśnianiu przyczyn skutków, do których doprowadzasz.
Jakbyś na siłe chciał popychać fabułę do przodu.
Sprawia to, że wszystko straszliwie traci na wiarygodności.

Najlepszym przykładem niech będzie to, że ten facet w ogóle zgodził się wziąć łapówkę.
Bank. Kamery. Świadkowie. Trup. To chyba nie jest zbyt dobry moment na takie coś?
Dalej, jak jeden z twoich bohaterów wspomniał:
- Ludzie pana widzieli, jest trup i dwie sprawczynie, więc?... – rozłożyła ręce. – Dorwą pana.

No dobrze. Ale czy czasami owe sprawczynie też nie wpadną, razem z tym facetem?
To się zupełnie nie trzyma kupy.
Oczywiście, mogą uciekać, mogą faceta zabić. Ale po co w ogóle dawały mu adres do tej swojej chatki?
Mam wrażenie, że tylko dlatego, że chciałeś pociągnąć fabułę do przodu.
Fabuła powinna wynikać z bezpośrednich potrzeb bohaterów, a nie z potrzeby narratora.

Kolejną rzeczą jest to, że sama akcja w książkach tego typu to przynajmniej dla mnie za mało.
Widzę, że to twoje nie pierwsze podejście i chcesz tworzyć tego typu prozę. I bardzo dobrze! Z przyjemnością ją poczytam, i kupie parę twoich książek w przyszłości ;)
Ale zajrzyj do wspomnianego przeze mnie Najemnika, Quinnela. To może trochę inny gatunek niż czysta sensacja, ale mimo wszystko...
Zobaczysz, że oprócz samej akcji, istnieje jeszcze napięcie tą akcją spowodowane, istnieją ciekawostki, którymi autor obdarza czytelnika (jak chociażby używanie zasłonek w celach ochrony przed granatami - szybę można zbić, z zasłonką tak łatwo nie pójdzie ;) )
Dalej, zobaczysz w jaki sposób autor wykorzystuje swoją wiedze, żeby robić z bohaterów super-profesjonalistów, w których czytelnik wierzy i od których się uczy, i suber antagonistów, których czytelnik nienawidzi, ale mimo wszystko, darzy ich szacunkiem.

Powodzenia :)



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2393
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » pt 10 gru 2010, 23:24

nie będą kolejnymi nudzącymi klientkami
nudzącymi się, nudzącymi kogoś, nudzącymi w sensie marudzącymi, a może po prostu nudnymi?

Cała trójka wiedziała, że wyjdą już nie jako zwykłe dziewczyny, a groźne przestępczynie.
Zdanie jest okropne. Nie dość, że sztampa, że się przekręcić można, to jeszcze koślawo brzmi.

kasetkę. – Lola, pilnuj resztę! – otworzyła torbę, która po chwili wypełniła się studolarowymi banknotami. – Łap!
Lola chwyciła tobołek
Kasetka z czarną dziurą w środku? Otwierasz kasetkę, a znajdujące się w niej banknoty są w stanie wypełnić torbę/tobołek?
Coś tutaj przesadziłeś.
wybałuszyć pani bebechy
to niby w dialogu, więc nie powinnam się czepiać, ale ile razy przejadę po tym wzrokiem, to mnie drażni. Dla mnie wybałuszyć można oczy. Z bebechami można zrobić wiele poetyckich rzcezy, ale wybałuszyć... Nie bardzo...

Nieco przestraszona Lola upuściła pakunek i się cofnęła.
Po co to określenie uczucia? Przecież dalej wszystko opisujesz. Wypuszcza pakunek, cofa się, zwraca się do Eveline. Tak wychodzi sztywno i nudno.

zaproponowała, filigranowo obracając rewolwer.
filigranowo? :P Na pewno o to słowo Ci chodziło? Filigranowy to drobny, zgrabny itp.

Za różowym wozem rozciągała się chmura kurzu.
rozciągała się? Nie, raczej nie. Może ciągnęła się w ostateczności. Ale najlepiej coś w stylu, że jadąc wzbijał tumany kurzu czy cuś.

Było zbyt ciemno, by odczytać napis z wiszącej nad drzwiami tabliczki.
Sympatycznym gestem Eveline zaprosiła go do środka.

Zaprosiła napis? :P

Kim może być ten facet, jak nie gliniarzem?
No wcześniej ze dwa czy trzy razy pada hasło, ze on jest gliniarzem. Skąd nagle to pytanie?

Odgłos pękającego szkła i dziurawionej blachy zbudził Eveline.
To brzmi, jakby laska po oberwaniu granatem się kimnęła... :|
Ta druga jeszcze dryga
strasznie to potocznie brzmi. Według mnie nie pasuje.

Zraniony DeNitto odrzucił broń i na kolanach błagał o przebaczenie.
WTF? Granat, trzy radiowozy vs. jedna laska z rewolwerem (chyba z uzi, bo w kółko zasypuje ludzi "gradem kul"). I wszystkich wystrzelała. Lol.

Ooo rany. To chyba najsłabszy Twój tekst, jaki dotychczas czytałam.
Słaby językowo, o stylu ciężko mówić. Dialogi sztuczne, opisy chaotyczne, mętne, że o realizmie nie wspomnę.

Ale wszystko byłoby do przeskoczenia, gdyby nie fabuła. Pchasz ją na siłę do przodu. Cała ekipa zachowuje się niewiarygodnie, a wszystko kończy się jeszcze bardziej niewiarygodnie. Między wydarzeniami z trudem można się doszukiwać związków przyczynowo-skutkowych.
Tekst niedopracowany i ostro nieprzemyślany.

Na plus tutaj mogę zapisać niestety tylko to, że fragment był krótki i że ogólnie gramatycznie i podstawowo językowo nie robisz większych błędów (no może nasza kochana interpunkcja). Tyle że to wiem o Tobie nie od dzisiaj, więc ogólnie jestem zawiedziona i nie podobało mi się.

Pozdrawiam i życzę powodzenia przy następnych tekstach,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Góral
Pisarz osiedlowy
Posty: 330
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 01:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Góral » wt 14 gru 2010, 00:36

minojek pisze:Wysiadły z niego dwie młode dziewczyny, urokliwe blondynki.

Możesz uniknąć powtarzania, umiejętnie budując inne zdanie.

minojek pisze:Wysiadły z niego dwie młode dziewczyny, urokliwe blondynki.

Pokaż to, rezygnując z suchego kategoryzowania.

minojek pisze:rank zaparkował za ich wozem i zdziwił się, gdy nie zwróciły mu uwagi.

Zaproponuję inne rozwiązanie: zastąp spójnik partykułą "że".

minojek pisze:Przecież wiedziały, podobnie jak i on, że nie będą kolejnymi nudzącymi klientkami.

Prawdą jest, że to zdanie wyraźnie sugeruje ich rolę do odegrania. Ale nic poza tym. Pozbądź się go, a tekst z pewnością wiele nie straci. Albo zbuduj je inaczej.

minojek pisze:Cała trójka wiedziała, że wyjdą już nie jako zwykłe dziewczyny, a groźne przestępczynie.

Konfrontując to zdanie z poprzednim, sugeruję jednoznacznie: zmień budowę poprzedniego.

minojek pisze:Odjechał kawałek w tył, by umożliwić im ucieczkę.

Może zabrzmieć to dziwnie, ale: szukaj prostoty. Nie komplikuj. Wyprzej pogrubiony fragment związkiem "cofnął samochód" - przykładowo.

minojek pisze:Coś, co można byłoby opisać w kilkustronicowym artykule w „Timesie”.

Rzadko poświęca się kilka stron na jeden artykuł. Chyba, że mowa o artykule opisowym scalonym z wywiadem etc., o co niezwykle trudno. Aczkolwiek nie sugeruj się przesadnie moją wskazówką. W każdym razie: niejasności pozbędziesz się, usuwając przydawkę.

minojek pisze: Ale jak?... – wyglądał na zakłopotanego. Słodki głos dziewczyn odebrał mu rozum. – Proszę tylko powiedzieć jak.

Źle zapisujesz, spójrz:

- Ale jak?... – Wyglądał na zakłopotanego.

minojek pisze: Zdychając – momentalnie przed jego oczami pojawiła się lufa rewolweru, mózg rozpływał się na ścianie.

Wygląda na to, że pozbawiła faceta mózgu, nie naciskając na spust. Więcej emocji! Nich naciśnie, niech czytelnik usłyszy jakieś dźwięki. Tutaj ich brak.

minojek pisze:- Proszę to zostawić, kochana – wymierzył w nią strzelbę.

Już o tym mówiłem, powtarzam: popracuj nad poprawnym zapisem.

minojek pisze:Nieco przestraszona Lola upuściła pakunek i się cofnęła.

Wcześnie, bezpruderyjny świadek morderstwa, teraz płochliwy przestępca? Nie pasuje - jest takie... nienaturalne? Nie jestem pewien trafności tego słowa.

minojek pisze:Kompanka odsunęła ją i stanęła przed gliniarzem, wpatrując się w jego zmęczone oczy.

Stała, sporo od gliniarza oddalona - nie mogła wymierzyć i po prostu strzelić? Wcześniej z łatwością rozwaliła bankiera.

minojek pisze:Nieco przestraszona Lola upuściła pakunek i się cofnęła. Robiła to powoli, jakby obawiając się reakcji policjanta na gwałtowne ruchy.
- Eveline, nie mamy szans…
Kompanka odsunęła ją i stanęła przed gliniarzem

Lola obawia się gwałtownych ruchów, znajoma jest przesadnie pewna siebie. Gwałtowności tutaj od groma, strach nijak nie jest uzasadniony. Strasznie płochliwa Lola przeciwieństwem pewnej Eveline. Nie wyszedł Ci, Autorze, ten kontrast tak, jak to sobie zamierzyłeś - zamiast tego mamy sporo niejasności i sprzeczności.

minojek pisze:- Może się dogadamy? – zaproponowała, filigranowo obracając rewolwer.

Słownik wyrazów obcych
wykonany techniką filigranu, będący filigranem: Filigranowe ozdoby. Brylant w filigranowej oprawie.
przen. drobny, a przy tym zgrabny: Filigranowa dziewczynka. Filigranowe stopy.
Słownik synonimów
wyraz książkowy: Jej filigranowa postać nie kojarzyła się z tak wielką odwagą.
synonimy: delikatny, drobny, mały, nieduży
antonimy: potężny
Słownik języka polskiego
przym. Ia, ~wi
drobny, nieduży o delikatnych kształtach

Nie można obracać rewolweru w filigranowy sposób.

minojek pisze:Wreszcie maszyna zatrzymała się przed drewnianą chatkę za miastem. Było zbyt ciemno, by odczytać napis z wiszącej nad drzwiami tabliczki.

Ale wystarczająco jasno, by stwierdzić, że chatka jest drewniana? W sumie chatka, to chata - drewniana i tyle. W każdym razie, wykluczyłeś pierwsze spostrzeżenie, notując drugie.

minojek pisze:Za różowym wozem rozciągała się chmura kurzu. Wreszcie maszyna zatrzymała się przed drewnianą chatkę za miastem. Było zbyt ciemno, by odczytać napis z wiszącej nad drzwiami tabliczki.
Sympatycznym gestem Eveline zaprosiła go do środka. Usiedli dookoła niskiego stołu. Lola krzątała się w kuchni, po paru minutach postawiła na blacie dzbanek z parującą herbatą.
- Mamy też whisky, ale pan przecież prowadzi.
- Jasne – uśmiechnął się mimowolnie. – Proszę nalać.

Dziwnie to rozegrałeś. Kobiety chciały podziału, gliniarz sensacji. Ale z reguły przestępczynie nie zabierają gliniarza pod swój dach: mówimy o stróżu prawa, możliwe, że skorumpowanym - wciąż jednak stróżu prawa.

minojek pisze:Rozmawiali długo, początkowo o sprawach najprostszych, w ogóle nie związanych z biznesem. Dopiero po blisko godzinie, gdy w radiu pojawiła się pierwsza wzmianka o napadzie, Max zboczył z tematu.

W takich momentach, jak ten - tekst traci resztki wiarygodności.

minojek pisze:- Zgoda – Eveline przeklęła cicho i uścisnęła mu dłoń. – Lola, wypłać.

Stosując niefrasobliwy zapis, wprowadzasz kolejną niejasność: sugerujesz, że "zgoda" to przekleństwo.

minojek pisze: Dlaczego? – zapytał mocno zdziwiony, chowając gotówkę za klapą marynarki. – Mów jaśniej.

Nie, proszę - nie stosuj przydawek w podobnych konstrukcjach.

minojek pisze:Nie zdążyła krzyknąć, gdy szyby stłukły się w tysiące kawałków a wybuch granatu przerzucił Eveline na drugi koniec pokoju. Werrano wstał prędko i znalazł się przy pozostałościach okna.

Raz, że wątpię by z tego okna zostało cokolwiek. Dwa: funkcjonariusz siedział tak, jak siedzi? Dziewczynę odrzuciło, a on co - terminator? Po trzecie: żadna policja nie rozpoczyna od "szturmu granatem" - to działanie nie jest zgodne z prawem.

minojek pisze: Na wpół żywa Lola sięgnęła po broń i doczołgała się do zniszczonych drzwi.

Nie wspomniałeś, że Lola także szybowała po wybuchu. A to duży błąd. Tym większy, że wszyscy szybowali tylko nie gliniarz...

minojek pisze:doczołgała się do zniszczonych drzwi. Przeładowała rewolwer i krzyknęła:
- Hej, chłopcy, nie jesteście sami! – wyjrzała zza futryny i kilkukrotnie pociągnęła za spust.

Proszę, bezsilna najpierw się czołga, a później w bliżej nieokreślony sposób odzyskuje siły i wygląda przez futrynę, jak gdyby nigdy nic.

minojek pisze:- Hej, chłopcy, nie jesteście sami! – wyjrzała zza futryny i kilkukrotnie pociągnęła za spust. Odgłos pękającego szkła i dziurawionej blachy zbudził Eveline.

Nie krzyk, ale odgłos dziurawionej blachy cuci Eveline? Po drugie: Eveline nie spała - leżała ogłuszona, zemdlała - cokolwiek, ale nie pogrążyła się we śnie! Nieporadnie operujesz słownictwem.

minojek pisze:Miała wybór: ona albo przyjaciółka, sto procent dla niej lub dla Eveline.

Oprócz wyboru były także trzy radiowozy. I rewolwer, którego kule zamiast dziurawić gliniarzy, robiły to z blachą samochodów.

minojek pisze:- Spokojnie, Eveline – znów wyjrzała i znów zasypała gliniarzy gradem kul. – Jeszcze chętni?!

Używając rewolweru...

Od groma niejasności. Nieporadność związana z posiłkowaniem się niewłaściwym słownictwem. Pozbawiłeś tekst emocji i wiarygodności. I dlatego przegrałeś ten pojedynek.

[ Dodano: Sob 22 Sty, 2011 ]
Al pisze:
minojek pisze:Wreszcie maszyna zatrzymała się przed drewnianą chatkę za miastem. Było zbyt ciemno, by odczytać napis z wiszącej nad drzwiami tabliczki.


Ale wystarczająco jasno, by stwierdzić, że chatka jest drewniana? W sumie chatka, to chata - drewniana i tyle. W każdym razie, wykluczyłeś pierwsze spostrzeżenie, notując drugie.

Wiesz, jak tak pomyślę - niekoniecznie. Puśćmy tę uwagę w niepamięć.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 16 gru 2011, 13:05

Różowy cadillac zjechał w boczną uliczkę i zatrzymał się na parkingu, tuż przed wejściem.

wejściem do czego?

Wysiadły z niego dwie młode dziewczyny, urokliwe blondynki.

Wystarczy: urokliwe blondynki (wtedy od razu się pomyśli, że młode).

Eveline położyła dłoń na marmurowym blacie. Szpakowaty bankier oderwał wzrok od sterty papierów i zapytał ze szczerym uśmiechem:

Ten bank to tak znienacka się pojawił...

momentalnie przed jego oczami pojawiła się lufa rewolweru, mózg rozpływał się na ścianie.

brakło informacji, że broń jednak wypaliła (czyli ktoś pociągnął za spust...)

W innym przypadku będę zmuszony wybałuszyć pani bebechy, a tego przecież nie chcemy.

?! (słownik...)

- Piętnaście procent – odpowiedziała Eveline, najwyraźniej herszt bandy.


historie opisuje narrator (nie jeden z ludzi biorącej w niej udział) toteż rola tej postaci jest jasna. Ty jednak sprawiasz, że narrator jest niepewny tego, co opowiada.

Coś zauważyłem. Coś bym napisał. Coś byś się dowiedział. Ale krócej będzie: wszystko zostało już przeze mnie napisane pod poprzednimi twoimi tekstami. Teraz dodam coś nowego: jeśli wyplewisz błędy, które wielokrotnie ci pokazywałem, będziesz dobrze pisać. Póki co, jest jak zawsze - historia zbyt pędzi, brak opisów miejsc akcji, niektóre zdania są dziwaczne i cała masa błędów wynikających z braku wiedzy na temat słów, które używasz.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości