Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Tapczan

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Medb
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: wt 04 sty 2011, 18:43
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Tapczan

Postautor: Medb » wt 04 sty 2011, 19:13

[glow=red]ZAWIERA WULAGRYZMY[/glow]


"TAPCZAN"

WWW- Tapczan postaw na stole - powiedział Marek.
WWW- Pojebało cię? – Michał nie krył zdziwienia.
Odkąd przebywali w mieszkaniu pani Nowak nie potrafili wspólnie rozwiązać nawet jednej kwestii, choć wczoraj zgadzali się we wszystkim.
WWW- To wypierdalaj – odpowiedział, wskazując koledze drzwi.
WWWMarek i Michał weszli do mieszkania pani Nowak około czwartej popołudniu.
Padał śnieg. Podeszwy ich butów odbiły się błotem na chodniku przed kamienicą. Starszy z przyjaciół - Marek postanowił nie zabierać wszystkich rzeczy za pierwszym razem. Stwierdził, że musi najpierw poznać sąsiadów i przy pomocy rozwiniętego intelektu ustalić granice, do których wolno im będzie dotrzeć. Z telewizji, którą traktował niemal jak wyrocznię, dowiedział się o panującej w niektórych środowiskach nietolerancji dla odmienności. Często porównywał to do uwięzionych w windzie agorafobików odgryzających dłoń kogoś potrafiącego sprawić, że urządzenie ruszy ponownie, ale znajdującego się na zewnątrz. Z doświadczenia natomiast wiedział, że to co w innych krajach dawno uznano za zwykłe, w Polsce dla niektórych jest niezrozumiałe.
WWW- Jeszcze tutaj jesteś?! - krzyknął Marek.
WWW- Tak - odpowiedział mu znajomy głos, w którym bez problemu wyczuł zaniepokojenie i upokorzenie.
WWW- Olejmy tapczan - roześmiał się - Przecież i tak niedługo wszyscy będą o nas wiedzieć.
Michał podszedł ze spuszczoną głową do przyjaciela i przytulił się do jego ramienia.
WWW- Trochę się boję.
WWW- Daj spokój. Zawsze tak jest za pierwszym razem. Najważniejsze, że nam się dobrze układa. Nikt nie mówił, że będzie lekko - skwitował Marek, po czym delikatnie odepchnął kolegę i usiadł na tapczanie, który przed chwilą próbował umieścić na stole.
WWWSkruszony Michał spojrzał za okno. Duże i wolno opadające płatki śniegu przypominały zimowe wieczory, kiedy wraz z kolegami szli do lasu lepić bałwany. Ojciec obiecywał zrobić sanki, ale za każdym razem, gdy próbował uznawał, że to niemożliwe z powodu nieustającego delirium. Dopiero kiedy Michał spotkał Marka zrozumiał dlaczego i po co żyje. Lubił tego chłopaka, chociaż czasami miał ochotę zbuntować się przeciwko jego planom, bo wiedział, że postępują niezgodnie z ułomnymi, ale wpajanymi mu od dzieciństwa, zasadami.
WWW- O czym myślisz? - Marek przerwał rozważania Michała, który odwrócił twarz od okna, spojrzał na przyjaciela i powiedział:
WWW- Nie uważasz, że już zbyt dużo czasu nic nie robiliśmy?
WWW- Więc do roboty!
WWWKiedy wykonali wszystko, co planowali przez ostatnie kilka tygodni stwierdzili, że mają ochotę na piwo, które przynieśli ze sobą.
WWW- Nie skończymy dzisiaj - powiedział ze smutkiem Michał.
WWW- Mówiłem przecież, że muszę najpierw zbadać teren i ustalić, co można, a co nie - odpowiedział lekceważąco Marek.
WWW- To też twój pierwszy raz?
WWW- Niezupełnie, ale coś w tym jest.
WWW- To znaczy co?
WWW- Wszystko przyjdzie z czasem- krótko zripostował Marek - A teraz pozwól, że pójdę się odlać. I nie pociągaj zbyt łapczywie browara, bo tobie przecież jeszcze nie wolno - dorzucił, wychodząc.
WWWMichał niczym tłum ludzi ewakuujących się z płonącego hipermarketu, popijając co chwilę duże hausty piwa, pakował do materialnych toreb złote kolczyki, dwie bransoletki, kilka pierścionków, które w wyniku pośpiechu przeciekały mu przez palce. Wcześniej, schowali do znalezionego przy śmietniku starego kartonu, dwa telewizory, które pani Nowak posiadała w jednym pokoju. Marek mówił, że kobieta wróci do domu dopiero następnego dnia, ale nie było sensu dłużej zatrzymywać się w mieszkaniu. Planowali zachowywać się cicho, a pomysł Marka, by postawić tapczan na stole był idiotyczny. Hałas przypominający stukot butów maszerujących żołnierzy Hitlera, których widział w filmie oglądanym na jednej z ciekawszych lekcji polskiego i ponadto dziecinne zabawy w trakcie wykonywania ważnego zadania. To był pierwszy raz, kiedy Michał włamał się do czyjegoś mieszkania. Co prawda zdarzało się czasem, że wynosił drobiazgi z domu (choć nic wartościowego przecież tam nie było) albo wygrzebywał ojcu złote monety z kieszeni, ale dzisiaj targały nim mieszane uczucia. Z jednej strony z całych sił pragnął czuć się zauważonym, a z drugiej trochę obawiał się konsekwencji. Wiedział, że choćby ojciec był pijany jak bela i tak nieźle złoiłby mu skórę. Pogrążony w rozmyślaniach mimowolnie stwierdził:
WWW- Tylko nie mogę, kurwa, znaleźć kasy! Słyszysz Marek? Co za gówno! - dorzucił i uderzając w tym samym czasie pięścią w ścianę nie zauważył kolegi, który siny niczym najbardziej przerażająca rycina kostuchy z "Rozmowy Mistrza Polikarpa ze śmiercią" wślizgnął się do pokoju i usiadł przy ścianie.
WWW- Wszystko jest. Spieniężymy to i będzie git - kontynuował Michał - Kasy nie mamy, nie wiem, gdzie jest, bo...- chłopak odwrócił się w kierunku Marka i zamilkł.
WWW- O - n - a - wydukał kolega.
Michał zrobił minę człowieka zagubionego w okrągłym labiryncie.
WWW- Co?
Marek ironicznie uśmiechnął się do przyjaciela, gwałtownie wstał z podłogi i zaczął wystawiać na przedpokój torby z łupem.
WWW- Pomóż mi - zwrócił się do Michała, który nadal nic nie rozumiał. Pomimo tego wysłuchał prośby kolegi i po chwili wszystkie rzeczy, które od tej pory były ich własnością, znalazły się pod drzwiami.
WWW- Musimy coś z nią zrobić - stwierdził Marek i usiadł na kartonie z telewizorem.
Zdezorientowany Michał przytaknął.
WWW- Więc słuchaj. Myślisz, że zmieści się do tapczanu?
Nie czekając na odpowiedź dodał:
WWW- To otwieraj schowek i wypierdol pościel.
WWWMichał posłusznie wykonał polecenie. Jak zahipnotyzowany wpatrywał się w kolegę, który szepcząc coś do siebie wyszedł z pokoju. Po chwili dotarł do niego krzyk Marka:
WWW- Sam nie dam rady! Przyłaź!
WWWKiedy znalazł się w łazience poczuł, że jego żołądek obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Kluski ziemniaczane z twarogiem, jakie zjadł na obiad ozdobiły zniszczone kafelki. Nigdy nie widział trupa. Kobieta leżąca bezwładnie na podłodze była najprawdopodobniej właścicielką mieszkania. Wymiociny pomieszane z krwią przypominały pizze z potrójnym keczupem i majonezem. Oczy pani Nowak były lekko uchylone, jednak martwo patrzyły w punkt na ścianie, który nie wyróżniał się niczym nadzwyczajnym. Ostatni obraz zanotowany przez siatkówki kobiety na zawsze pozostanie tajemnicą. Na rękach można było dostrzec blizny po skaleczeniach ostrym narzędziem w kształcie rombu. Pani Nowak nie żyła na pewno. Gdy Michał to zrozumiał powiedział, szlochając:
WWW- Co jej zrobiłeś?
WWW- Kto?! - odpowiedział nerwowo Marek i zdecydowanym ruchem pociągnął kobietę za nogi.
WWW- Ty.
WWW- Przestań tyle pierdolić i chwyć ją za łeb.
Michał nadal płakał, a katar ściekał mu po brodzie.
WWW- Dobra. Sam dam radę. Mówiłem ci już, że masz wypierdalać? - retorycznie zwrócił się do kolegi Marek - Wtedy nie posłuchałeś. Zrób to teraz i zejdź mi z oczu.
WWWStarszy z kolegów wlókł ciało kobiety, pozostawiając w przedpokoju smugę powoli krzepnącej krwi. Jedną nogę pani Nowak włożył do pustego schowka na pościel. Gdy chciał zrobić to samo z drugą przeszkodził mu głośny krzyk Michała:
WWW- Wezwę policję!
Marek spojrzał na przyjaciela, uśmiechnął się pod nosem i powiedział:
WWW- Dzwoń.
WWWGdy Michał sięgał do kieszeni po telefon kolega wymierzył mu cios w twarz. Chłopak nawet nie zauważył jak jego dwa przednie zęby znalazły się tuż obok głowy pani Nowak i kołysały się niczym łódka w strumyku krwi. Splunął czerwoną wydzieliną i nieprzytomnie jak lunatyk maszerujący po dachu spytał:
WWW- Co teraz będzie?
WWWOdpowiedziały kroki ciężkich butów na korytarzu. Jakieś głosy mieszały się, uniemożliwiając zrozumienie sensu wypowiadanych zdań.
WWW- Pojebana kobieta - powiedział Marek - Już nie żyła jak wszedłem do łazienki. Rozumiesz? Obok ciała leżała żyletka, którą spłukałem w kiblu. Pocięła się suka!- nie krył zdenerwowania.
Uczucie to osiągnęło apogeum, kiedy drzwi od mieszkania otworzyły się i stanęło w nich dwóch dobrze zbudowanych mężczyzn w średnim wieku ubranych w czarne stroje.
WWW- Co chowasz?- spytał jeden z nich.
WWW- Nic - Marek próbował manewrować własnym ciałem w ten sposób, aby nie zauważyli zwłok. Wiedział, że nie wyprze się kradzieży, ale gliniarze mogą chcieć wrobić go w jakieś gówno. A przecież on nie ma z tym nic wspólnego.
WWW Starszy z policjantów pchnął Marka na ścianę i zobaczył ciało kobiety.
WWW- A mówili, że zaginęła, haha. - zwrócił się do kolegi - A leży tutaj zimna jak skurwysyn. Dobre, co nie?
Spojrzał na zaskoczonego Marka oraz połykającego mieszaninę łez i kataru Michała.
WWW- Źle wykonane zadanie - powiedział i podniósł z podłogi skrawek papieru, na którym czarnym długopisem ktoś napisał ŻEGNAJCIE.

WWWNa komisariacie policji przesłuchano najpierw Michała. Powiadomili ojca o zatrzymaniu, ale ten był zbyt pijany, żeby zrozumieć nawet kto dzwoni. Pytania zadawała mu młoda kobieta, która pewnie z obrzydzenia, a może i trochę z litości przyniosła chłopakowi chusteczki do nosa. Michał zeznał, że panią Nowak zabił Marek. Musiał to zrobić już przed ich przyjściem. Może nawet kilka dni. W szczegółach opowiedział o planach, jakie snuli wspólnie z przyjacielem. Przyznał, że marzył o lepszym życiu, a kolega zawsze mówił, że tylko zabierając wartościowe rzeczy innym, samemu można się czegoś dorobić. Teraz już w to nie wierzy. Chce być dobrym obywatelem.
WWWMarek śmiał się przez cały czas przesłuchania, choć zapewniał, że czuje się ogłupiony i oszukany przez młodszego kolegę. Chcieli tylko pożartować, a Michał wpadł na pomysł morderstwa. Weszli do mieszkania. wyłamując zamki. Zaskoczyli lokatorkę. Michał od razu chciał ją przewrócić i ogłuszyć, uderzając pięścią w głowę, ale pani Nowak była szybsza i wybiła mu dwa zęby. A tapczan? Przeraził się i nie wiedział co robi. Dawniej myślał, że to co łączy go z Michałem jest prawdziwą męską przyjaźnią, ale teraz wie, że było to toksyczne. Prawie tak jak działalność mafii. Dużo mówią o tym w telewizji.

WWWTapczan z mieszkania pani Nowak na pobliski śmietnik wynieśli sąsiedzi.



Awatar użytkownika
Zaqr
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 1115
Rejestracja: pn 03 sty 2011, 23:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Zaqr » wt 04 sty 2011, 23:23

Stwierdził, że musi najpierw poznać sąsiadów

Aż do końca akapitu zero powiązania z włamaniem. Chyba, że tylko w Polsce nie toleruje się włamań.
do uwięzionych w windzie agorafobików

Chyba pomyliłaś ich z klaustrofobikami.
do materialnych toreb

Materiałowych toreb.
przeciekały mu przez palce

Raczej przelatywały chociaż to też mało poprawne.
drzwi od mieszkania otworzyły się

Mało dynamiczna akcja. "Drzwi wypadły z hukiem po potężnym kopnięciu jednego z policjantów ubranego w czarny mundur" Przecież oni nie przyszli na herbatę tylko złapać włamywaczy.
Według mnie zbyt krótko opisałaś fragment od przybycia stróżów prawa do znalezienia ciała. No i byli oni(wszyscy bohaterowie) zbyt spokojni.
Źle wykonane zadanie - powiedział i podniósł z podłogi skrawek papieru, na którym czarnym długopisem ktoś napisał ŻEGNAJCIE

Tego momentu nie potrafię zrozumieć chociaż staram się z całych sił.
Może nawet kilka dni

Może nawet kilka dni wcześniej. Wcześniej jest tu potrzebne.
A tapczan? Przeraził się i nie wiedział co robi.

Motyw tapczanu też mógłby być dłuższy i ważniejszy. Skoro w zdaniu podsumowującym piszesz o tapczanie to zdecydowanie jego obecność powinna coś zmieniać(przykładowo był to tapczan, na którego spodzie zamiast materiału znajdował się obraz. Dlatego trzeba było go postawić na stole itp.)

Oczywiście mogę się w wielu miejscach mylić.:) Kiedy ja umieszczę jakiś tekst to Ty będziesz mogła znajdować u mnie błędy. Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2393
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » wt 22 lut 2011, 22:25

- To wypierdalaj – odpowiedział, wskazując koledze drzwi.
Kto? Ostatni podmiot jest zbiorowy, a przedostatni to Michał. Piękny przykład na niepotrzebne dodanie atrybutu mowy, które na dodatek tylko wszystko zaciemnia.

Podeszwy ich butów odbiły się błotem na chodniku przed kamienicą.
Strasznie pokręcone zdanie.

Starszy z przyjaciół - Marek postanowił nie zabierać wszystkich rzeczy za pierwszym razem. Stwierdził, że musi najpierw poznać sąsiadów i przy pomocy rozwiniętego intelektu ustalić granice, do których wolno im będzie dotrzeć. Z telewizji, którą traktował niemal jak wyrocznię, dowiedział się o panującej w niektórych środowiskach nietolerancji dla odmienności. Często porównywał to do uwięzionych w windzie agorafobików odgryzających dłoń kogoś potrafiącego sprawić, że urządzenie ruszy ponownie, ale znajdującego się na zewnątrz. Z doświadczenia natomiast wiedział, że to co w innych krajach dawno uznano za zwykłe, w Polsce dla niektórych jest niezrozumiałe.
Zupełnie nie kapuję, co ma ten cały fragment do reszty treści?
Ogólnie początek dla mnie brzmi, jakby to dwóch gejów się wprowadzało na wynajęte i się bało reakcji otoczenia. A potem okazuje się, że przyszli obrobić chatę.
To skąd to gadanie o czymś co w świecie uznawane jest za zwykłe, a w Polsce za niezrozumiałe. Jakieś pokrętne porównania, których sensowności nie sposób zweryfikować.

Duże i wolno opadające płatki śniegu przypominały zimowe wieczory
płatki śniegu przypominały wieczory? Czyli co, były podobne? Przywodziły na myśl, przypominały o, ale nie po prostu przypominały.

Lubił tego chłopaka, chociaż czasami miał ochotę zbuntować się przeciwko jego planom, bo wiedział, że postępują niezgodnie z ułomnymi, ale wpajanymi mu od dzieciństwa, zasadami.

Kiedy wykonali wszystko, co planowali przez ostatnie kilka tygodni stwierdzili, że mają ochotę na piwo, które przynieśli ze sobą.
Tutaj dwa naprędce wyciągnięte przykłady topornego języka.
O co chodzi?
Mamy zdania złożone, załóżmy, że w miarę poprawne. Tylko, że bardzo sztywne. Przeczytaj sobie na głos. Żadnej nawet niteczki emocji, żadnego lżejszego słowa. Informujesz o czymś i jeszcze sztywno tłumaczysz, skąd to się wzięło (bo wiedział; które przynieśli). Opuszczenie niektórych informacji, tudzież zgrabne ich rozdzielenie, podkreślenie czegoś (może jakiegoś stosunku emocjonalnego do tych "zasad"?) dałoby efekt płynności i jakiejś myśli. Natomiast narrator uparcie informuje. Zamiast opowiadać.

I tak jest po prostu przez cały tekst. Usiłujesz ubarwiać, wciskając porównania czy metafory. Niestety, pasujące jak pięść do nosa. Chociażby hałas jak maszerujące oddziały Hitlera.
Metafory są niebezpieczną zabawką. Najpierw należałoby się nauczyć zgrabnie pisać proste zdania, ubarwiać tekst ładnym słowem. A potem kombinować. Bo inaczej wychodzą niezłe kwiatki.

Michał niczym tłum ludzi ewakuujących się z płonącego hipermarketu, popijając co chwilę duże hausty piwa, pakował do materialnych toreb złote kolczyki, dwie bransoletki, kilka pierścionków, które w wyniku pośpiechu przeciekały mu przez palce.
To zdanie mnie zabiło :lol: Michał niczym tłum ludzi? Wyobraziłeś to sobie?
Dalej to wyszczególnienie. Przez to robi się logiczne liczenie: kilka tego, parę tego, o, dwie bransoletki. I teraz wyobrażasz sobie dwie bransoletki przeciekające przez palce? ;]

albo wygrzebywał ojcu złote monety z kieszeni,
złote monety? To w jakich czasach/gdzie to się dzieje? ;]

Kolejny zarzut, to "Marek i Michał" - imiona powtarzają się zdecydowanie zbyt często. Na dodatek nijak nie ułatwiają zorientowania się w sytuacji. Od pewnego momentu już przestałam zwracać uwagę, bo kompletnie nie wiedziałam, który co robi i który jak reaguje.

Dalej nie mam siły wypisywać wszystkich potknięć, niezręczności i fatalnych zdań.
Styl wymaga olbrzymiej pracy.

Prowadzenie fabuły również.

Nie wiadomo, co się dzieje.
Motywy, logika działań, sytuacja z kobietą, zachowania bohaterów. Nic się nie trzyma kupy.
Opowiadasz bardzo chaotycznie. Skupiasz się na udziwnieniach, zamiast na płynnym opowiedzeniu historii.

Czytaj dużo i świadomie. Rozważaj zabiegi stosowane przez autora, przyglądaj się metaforom, skoro tak Cię do nich ciągnie. I pracuj. Powoli i konsekwentnie.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
lilifleur
Pisarz domowy
Posty: 136
Rejestracja: pt 05 mar 2010, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: lilifleur » sob 26 lut 2011, 00:50

Medb pisze:- Pojebało cię? – Michał nie krył zdziwienia.

No raczej widać, że nie krył. Skłonności do skrywania myśli nie widać ani na krztynę. A to sprawia, że wszystko po myślniku tylko denerwuje czytelnika.
Medb pisze:- To wypierdalaj – odpowiedział, wskazując koledze drzwi.

Kto odpowiedział? I nie koledze tylko mu. Bo gdy masz tylko dwie postacie, naturalniej jest używać zaimków.
Medb pisze:Marek i Michał weszli do mieszkania pani Nowak około czwartej popołudniu.
Padał śnieg.

Wygląda na to, że śnieg padał w mieszkaniu.
Adrianna pisze:
Starszy z przyjaciół - Marek postanowił nie zabierać wszystkich rzeczy za pierwszym razem. Stwierdził, że musi najpierw poznać sąsiadów i przy pomocy rozwiniętego intelektu ustalić granice, do których wolno im będzie dotrzeć. Z telewizji, którą traktował niemal jak wyrocznię, dowiedział się o panującej w niektórych środowiskach nietolerancji dla odmienności. Często porównywał to do uwięzionych w windzie agorafobików odgryzających dłoń kogoś potrafiącego sprawić, że urządzenie ruszy ponownie, ale znajdującego się na zewnątrz. Z doświadczenia natomiast wiedział, że to co w innych krajach dawno uznano za zwykłe, w Polsce dla niektórych jest niezrozumiałe.

Zupełnie nie kapuję, co ma ten cały fragment do reszty treści?
Ogólnie początek dla mnie brzmi, jakby to dwóch gejów się wprowadzało na wynajęte i się bało reakcji otoczenia

Zupełnie nie rozumiem tego fragmentu o windzie. Ogólnie całego fragmentu także za bardzo nie kumam.
Moje pierwsze skojarzenie to również para gejów.
Medb pisze:Michał podszedł ze spuszczoną głową do przyjaciela i przytulił się do jego ramienia.
- Trochę się boję.

:D
Dobre, dobre.
Medb pisze:Ojciec obiecywał zrobić sanki, ale za każdym razem, gdy próbował uznawał, że to niemożliwe z powodu nieustającego delirium.

Musiałam przeczytać dwa razy, aby zrozumieć. Chodzi o to, że ojciec obiecał zrobić sanki, ale nieustające delirium skutecznie uniemożliwiało mu dotrzymanie słowa?
Medb pisze: Dopiero kiedy Michał spotkał Marka zrozumiał dlaczego i po co żyje. Lubił tego chłopaka, chociaż czasami miał ochotę zbuntować się przeciwko jego planom, bo wiedział, że postępują niezgodnie z ułomnymi, ale wpajanymi mu od dzieciństwa, zasadami.

Ok, widzę to tak, że cały myk z gejami jest świadomym zabiegiem autora. High five jeśli zgadłam. :P
Medb pisze:Kiedy wykonali wszystko, co planowali przez ostatnie kilka tygodni stwierdzili, że mają ochotę na piwo, które przynieśli ze sobą.

Zgadłam! :D
Medb pisze: Nie skończymy dzisiaj - powiedział ze smutkiem Michał.
WWW- Mówiłem przecież, że muszę najpierw zbadać teren i ustalić, co można, a co nie - odpowiedział lekceważąco Marek.
WWW- To też twój pierwszy raz?
WWW- Niezupełnie, ale coś w tym jest.
WWW- To znaczy co?
WWW- Wszystko przyjdzie z czasem- krótko zripostował Marek - A teraz pozwól, że pójdę się odlać. I nie pociągaj zbyt łapczywie browara, bo tobie przecież jeszcze nie wolno - dorzucił, wychodząc.

Zapisywanie dialogów idzie Ci jak krew z nosa. Podkreślone frazy są straszne, straszne! Jak w książeczce dla dzieci. Jeśli chcesz pokazać, ze był smutek w głosie bohatera, to opisz to jakoś - jego reakcje, wygląd, sposób zachowania. Bo tak to jakiś skrypt mamy, a nie dialog.
Medb pisze:Słyszysz Marek? Co za gówno! - dorzucił i uderzając w tym samym czasie

Imiesłów teraźniejszy dlatego nazywa się teraźniejszy, że zakłada opis czynności występującej w tym samym czasie z inną czynnością. Dlatego też to zdanie jest przykładem na masło maślane. ;)
Medb pisze:który siny niczym najbardziej przerażająca rycina kostuchy z "Rozmowy Mistrza Polikarpa ze śmiercią"

Ryciny są zazwyczaj czarno-białe (a nawet jak nie są, to w metaforach - są, bo metafory odwołują się do skojarzeń czytelnika, a skojarzenie jest takie, że są), nie mogą więc być sine. Kostucha przedstawiona na rycinach sina nie może być tym bardziej. I nawet gdybyś zalinkował mi zaraz siną kostuchę na rycinie, to i tak będzie to błąd, gdyż metafora rządzi się swoimi prawami, a pierwsze z nich mówi, że nie może być chybiona. No a ta jest.
Michał zrobił minę człowieka zagubionego w okrągłym labiryncie.

Dlaczego akurat okrągłym...?
Medb pisze:Kiedy znalazł się w łazience poczuł, że jego żołądek obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni.

Oż ty kurde! :D Próbuję to sobie wyobrazić i nie mogę. Wywrócił na drugą stronę?
(Chodzi o to, że żołądek wywracając się na drugą stronę wywala swoją dotychczasową zawartość, i dlatego jest to dobrym zobrazowaniem mdłości. A fikanie koziołków już takim zobrazowaniem nie jest.)
Medb pisze:Ostatni obraz zanotowany przez siatkówki kobiety na zawsze pozostanie tajemnicą.

A skąd to wiadomo?
Medb pisze:Gdy Michał sięgał do kieszeni po telefon kolega wymierzył mu cios w twarz. Chłopak nawet nie zauważył jak jego dwa przednie zęby znalazły się tuż obok głowy pani Nowak i kołysały się niczym łódka w strumyku krwi.

Materiału generycznego dla ekipy technicznej przybywa. ;)
Medb pisze:Wiedział, że nie wyprze się kradzieży, ale gliniarze mogą chcieć wrobić go w jakieś gówno.

Dla czytelnika było to oczywiste już daawno temu.

Ogólnie komponując zakończenie nie wziąłeś po uwagę zdobyczy kryminalistyki. Thorwaldsena poczytaj, CSI pooglądaj... ;)

Twoje dialogi lekko pokopały ten tekst, ale nie spowodowały zatrzymania jego czynności życiowych. ;) Końcówka jest słaba, może przez to, że przedstawiona tak skrótowo, ale ogólnie sam pomysł niezły. Do tej pory jednak nie jestem pewna czy to z tymi gejami na serio miało być, czy tylko tak wszyło przypadkiem...
Masz problemy ze stylem. Ukazujesz trochę myśli bohatera, za mało jednak (albo w niewłaściwy sposób), by wzbudzić emocje w czytelniku. Opisy akcji są strasznie łopatologiczne, dopowiadasz cały czas rzeczy, których czytelnik już dawno się domyślił. Zdania nie wynikają jedne z drugich, tylko są poszarpane, jakby sklejone na siłę. Moja rada jest taka, abyś przestał informować czytelnika o swojej historii, a zaczął ją pokazywać. Historia ma wynikać z akcji, dialogów i przemyśleń bohaterów. To jest materia na której pracujesz, a historia jako całość jest widoczna dopiero z pewnej odległości. Czyli nie wystarczy zawiadomienie, że Michał miał smutny głos. Czytelnik ma widzieć smutnego chłopaka, rozumieć dlaczego jest smutny, a ton głosu sam sobie dopowie.Nie bój się wejść w historię.
I czytaj teksty na głos, jak coś nie pasuje - koniecznie poprawiaj!


A tristeza tem sempre uma esperança
De um dia não ser mais triste não


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości