!Głosujemy! Najlepsza Miniatura Listopada !Głosujemy!

Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.

Zbyt długo w domu - Horror/Dramat - UWAGA POLECI MIĘSO!!!

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
El Nino
Szkolny pisarzyna
Posty: 41
Rejestracja: pn 21 kwie 2014, 17:40
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Zbyt długo w domu - Horror/Dramat - UWAGA POLECI MIĘSO!!!

Postautor: El Nino » śr 21 maja 2014, 15:38

Zbyt długo w domu


21.02.2016r. - Niedziela

Tylko ja, zdychający pies, pies zdrowy, kot, ktoś za ścianą i chyba ktoś też nade mną. Ktoś, kto wczoraj wrzeszczał na korytarzu, karaluchy (ohoho, a jak) mnóstwo, inne robale, wielonogi, pająki, srająki, muchy, ten co się czołgał nim umarł tam na zewnątrz, kruki czy inne gawrony, wataha...albo nie... sfora psów i....
..i ble, ble, ble.
Eh, pot. Cholernie kwaśny pot.
Tylko ja i kilka świec, szczelnie zasłonięte okno, solidnie zabite drzwi, dostawione meble, nie antyki, nie graty, przeciętniaki. Ja i tona żarcia, co się psuje lub nie. Puszki, paluszki, ryby, powidła i malowidła na ścianach. Kał i krew.
Ja i trupy urządzeń. Brak prądu, telewizji, radia. Ale nie śniegu. O nie. Ale nie zimna. O nie. Ale nie strachu. O nie.
Telewizor trup. Pralka, lodówka, radio, sradio, zmywarka, mikser, telefon, trup, trup, trup. Wszystko trup.
Wszystko? Wszystko nie.
Muzyka jeszcze nie trup, co jest w tym urządzeniu małym, co dostałem. Nie w discmanie. W tym nowszym takim. Tym innym.
Żarcie różnie. Zgniłe. Zielone. Twarde. I dobre, zdrowe, solidne.
Spiker mówił, że na wypadek gdy:
Weź apteczki. I sól. I mąkę. I kartofle. I zupy o długim terminie. I żarcie w puszkach. I baterie. I świece. I zapałki. I benzynę. I koce. I folię. Gaśnicę, sranicę. i..
I broń. Weź broń. Usiądź i broń swego domu.
O długopisach czy ołówkach nie wspominał. A mam. Dużo mam.
Kartek też mam dużo. I zeszytów kilka. Zapisuję to wszystko w jednym z nich.
A potem pewnie w drugim. I trzecim. I...
Duszno. Śmierdzi. Ciemno, kurwa, buro. Szaro. Chujowo. Sryjowo. Jebowo. Karaluszo. I w ogóle dupnie, przez gigantyczne D.
I zimno. ZIIIIIIIIMMMMMMMMMMNNNOOOO!!!
I głodnoooooo.
I ….
ehh
Pies zdychający, zdechł.
Przerwa.

Ta sama niedziela, później.

Zesrałem się, a kibel wszystko wybił. Nie śmierdzi bardziej, niż zwykle. Skórki mandarynek utworzyły całkiem spory kopiec, jakbym ich zjadł już co najmniej 10 kilo. I może zjadłem. Mam bardzo żółte zęby.
Jest szaro albo i czarno tam na zewnątrz. Tak, że gdy wyglądam zza zasłony, to nie ogarniam wzrokiem nawet chodnika. Latarnie zdechły, jak wszystko, co napędzane cywilizacją.
Zdechły neony reklam. Syntetyczne światło. I samochody.
Ucichł gwar.
Zostały drzewa i wieloboki z betonu. Zostało to, co nieżywe. A z tego co żywe, to ja.
Ja i ten kot kwadratowy. I ten pies.
Śmierdzi. W domu mi śmierdzi trupami. W tym burdelu. Śmierdzi i jest mi zimno, choć mam palto i koc.
Dosłownie, jak w jakiejś baśni Andersena, co nie?
W jednej z tych niewydanych. O tej z trupami wiszącymi na latarniach, jak żyrandole. I sadzawkami pełnymi martwych dzieci.
O trupach i o zgniliźnie.
Tak. Nie inaczej.
Jens Christian Andersen: „ Baśń o Trupach.”
A może Hans, a nie Jens?
A może chuj?
Zimno nawet pod kocem. Kocem pod nawet zimno.
Mecok dop tewan onmiz. Kurwa.
Noga drapie nogę. Chcę mi się jeść. Nie bardzo, bardzo, lecz chce. Skubię sobie skórki z pomarańczy, czy tych mniejszych, tych. Tych mandarynek.
To za mało. Ćmi mnie w środku.
Tak łupie. Tak drapie od środka. Od wewnątrz. Aż mnie skręca.
Coś sobie zrobię. Coś zniszczę. Ale co? Wszystko już poniszczone. Jaki jest sens niszczyć coś, co zniszczone? Nie wiem. Nie ma sensu.
Kot mruczy, jebany. Mruczy. Szlag mnie trafi.
Zabiję kota i zjem.

Chyba poniedziałek, bo spałem. Ciemno.

Usnąłem i nie zgasiłem świecy. Paliła się do końca i teraz została taka padlina z wosku. Taka zastygła ciecz. Jest tak zimno, jakbym miał otwarte okno. Albo zbite. Stłuczone. Słyszę jak po domu biega wiatr. Jak piszczą szczury.
Pies daje ciepło, bo zaległ przy moich nogach. Dobry pies. Pożyteczny.
Kot nie.
Za ciemno jest na pisanie. Muszę usnąć. Muszę doczekać dnia. Doczekać cudu.
Jeszcze jedno tylko. Nad sobą słyszę kroki. Chyba. Ktoś tam chodzi nade mną. Ktoś tam jest. Nie jestem sam. Mam całą noc, by się zastanowić, czy to dobrze.

Nie mogę spać. Wiercę się. Muszę to dopisać, nim zapomnę.
To źle. To źle, że ktoś tam jest. Jestem pewien.
To zawsze jest źle.
Zimnoooooo. Zimno mi. Zimno.
Czy jak napiszę to sto razy, jak za karę, to zniknie i będzie ciepło?
Taaaaa...

Kręcę się i kręcę. Wiercę. Nie mogę spać. Mam lęk.
Czy to poprawnie napisane zdanie? Mieć lęk?
Czy może lepiej: mam stracha, boję się, mam pietra..
A może wyskoczyć przez okno?
Jem mandarynki. Skórki. Mam zasady. Nie mogę otworzyć puszki. Tylko dwie na dzień. Choć to już nowy dzień, więc mógłbym. Ale nie chcę. Zjem, jak będzie widno. Przy oknie.
I napiję się czegoś też przy oknie.
Albo nie.
Zjem wszystko co mam i wyskoczę syty. Najedzony po pachy.
Coś drapie, coś łazi chyba.
Swędzi mnie skóra na plecach i nogach całych, ale nie mogę się podrapać. O nie.
To taka walka woli. Jak się podrapię, to już nie przestanę i wydrapię sobie dziurę na wylot. I jak ja będę taki wydrapany na wylot wyglądał, co? Jak dziwadło jakieś.
Nie mam komu tego napisać, ani powiedzieć, przekazać, ale mam dość. Nie wiem. Nie jestem twardy może. Nie jestem jednym z tych, co wytrzymują latami tortury. Albo tych, co pływają miesiącami na tratwie. Nie mam, aż takiej woli życia.
8 dni. Albo już 9 nawet. Dziewięć dni. Tydzień + 2. Koszmar.
Mam chęć pisać coś na złość, ale nie mam komu. Nikogo to nie ruszy. Nikomu nie sprawię przykrości. Czuję złość. Żółć. Odrazę. Wszystko czuję, co złe.
Chcę z kimś to dzielić. Chcę komuś zrobić krzywdę. Niech ma.
Niech nie będę sam.
Jutro oślepię kota zapałkami. Choć to w sumie już dziś.

Jak spałem spadła mi ręka z łóżka. Wisiała tak i uschła. Tak na serio. Chyba odpłynęła z niej krew.
Waliłem nią o krzesło drugą ręką i ożyła. Miałem pietra nawet. Obiecywałem, że jeśli ręka zadziała, to będę dobry i postaram się myśleć pozytywnie. Ale kłamałem. Wiedziałem o tym w momencie, w którym to mówiłem.
Kota nie ma. Obszukałem oba pokoje i kuchnię. Nie ma go. Zmył się.
O tym już było, ale co mi tam. Jest mi zimno. I jestem głodny. Mam zamiar zjeść dwie puszki naraz i resztę ciastek. A potem się przespać chwilę. A może dłużej, niż chwilę? Może rok?
Przez szron gówno jest widać. Pies wącha trupa. Znaczy psiego kompana. Ten napuchł. Ciekawe czy głodny pies go w końcu zje? Czy psiak zje psa? Albo ja? Ciekawe czy ja bym mógł, gdybym już nie miał co?
Ale mam. Jeszcze.

Jest około 14. Moje samopoczucie jest trochę dobre, trochę złe.

Zjadłem dwie puszki z tuńczykiem, ale były tak dobre, że zjadłem jeszcze dwie. Psu się wysunął jęzor do połowy, bo też jest głodny. Powiedziałem, że nie dla psa kiełbasa, ale potem mu dałem końcówkę czwartej. A co. Jak święto, to święto.
Znalazłem też szczurze gówna.
Jestem najedzony, jest mi cieplej, ale i smutno, że zjadłem więcej. Większy przydział zjadłem, rozumiecie? Powinienem móc umieć się powstrzymać. Hamulce to człowieczeństwo.
Albo sobie to wmawiam, albo jest cieplej. Boli mnie brzuch. Chyba będę miał sraczkę.

Szczę dupą, aż miło. Raz za razem. Mam chyba też gorączkę i różne natręctwa takie. Na przykład, przypomina mi się jakaś piosenka i ją nucę non stop. Wiele godzin. Znów jest zimno. Znów sram. Sram i tupię nogą do tej piosenki.
Dziewięć dni. Tylko tyle minęło.
A Może nie? Może upływa dzisiaj hydrybilion?
A może chuj już z tym wszystkim?

Tajemnica rozwikłana.
Było mi zimno, bo kot uchylił okno. Choć to niemożliwe, bo było zamknięte. Tak myślę. Więc może to ja? Może to ja go wyrzuciłem? Ósme piętro więc jeśli tak, to już po nim.
Słyszałem, że koty jak spadają, to nic im się nie dzieje pod warunkiem, że spadają z pięter nieparzystych. Pierwszego. Trzeciego. Piątego.
Że tak mają. Tak obroty robią, że spadają na łapki z nieparzystych pięter. A z tych parzystych na grzbiet.
A ludzie?
Jak spadają ludzie z parzystych pięter? Na łapki czy na grzbiet?
A psy?
Dzieci, orangutany, patyki, plastikowe żołnierzyki i kubeczki?
Zabiję kogoś. Znaczy, zabiję każdego kogo spotkam.
Od razu zabiję. Bez żadnego: Cześć, co tam w świecie? Bez żadnych ploteczek, rewelacji i informacji. Zabiję po prostu i koniec. Tak mi dopomóż krrruuuuuuuuukkkkkkkkkkkkk....

Mam nastrój zwiadowczo odkrywczy. Desperacyjny. Kurewsko silnie się czuję.
Mam nóż i siekierę. Mam chęć.
Jak tylko skończę, odstawię meble i wyjdę. Obejdę piętra. Kogo znajdę, upierdolę! Obiecuję to tym czterem ścianom. Składam hołd.
Ujebię wszystko i wszystkich, a potem poukładam łby równo w rzędzie. Będą leżały kurwa jak w Iraku. Jeden obok drugiego. Pani z warkoczykiem obok kurwa pana w okularach. Mały urwis obok starej kobiety. Nie ma zmiłuj. Nie ma cześć oraz czołem.
Nie ma nic.

Wróciłem.
Obszedłem tylko jedno piętro. Te nade mną. Potem, tak jakoś... Ta energia, co to ją wcześniej miałem, wyparowała. Widziałem zaschniętą krew na drzwiach od windy i włosy. Kępki włosów.
Pies nawiał. Jestem tu teraz sam.
Na tą pierdołowatość własną chce mi się równocześnie płakać i śmiać się z niej. Cały świat mnie robi równo w chuja, a ja się miotam.
Muszę komuś zrobić jakąś krzywdę, ale nie mam komu. Mogę tylko sobie lub karaluchom. Nawet szczury są dla mnie sporo za sprytne.
Muszę stąd wyjść. Odfrunąć do ciepłych krajów. Odejść aleją ku słońcu lub oknem w dół.
Mam tylko zeszyty w kratkę i ten długopis. Jest mi zimno.
Jakby się to jakoś wszystko dało cofnąć, to bym sobie zamieszkał we wnętrzu pieca. Jadłbym kebaby i pizze calutki czas.
Jakby się to wszystko dało cofnąć, poszedłbym do parku i zabijał ludzi uderzeniem młotka w tył głowy. Raz za razem. I jednego po drugim.
Siedzi emeryt na ławeczce. I nie siedzi emeryt na ławeczce. Spaceruje pani z dzieckiem. I nie spaceruje pani z dzieckiem. Karmi chłopiec kaczuszkę. I..
Pies drapie do drzwi. Wrócił. Zabiję go.

To nie pies. To oni. Są tu. Krzyczą, żeby otworzyć, jebane chuje. Że niby policja. Grożą użyciem siły. Chodźcie skurwiele! Chodźcie! Chcecie zobaczyć prawdziwy pokaz siły, to dawajcie! Żadna kula nie położy marmurowego golema. Żadna broń. Chodźcie skurwiele! Dawajcie!
Ostatnio zmieniony czw 22 maja 2014, 11:17 przez El Nino, łącznie zmieniany 1 raz.


"Niczego się nie obawiam, bo niczego nie mam" - M. Luter.

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1507
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » czw 22 maja 2014, 11:16

Twój tekst jest specyficzny, bardzo specyficzny. Może wywoływać skrajne oceny: albo się go odrzuca w całości, albo akceptuje zarówno pod względem formy jak i treści. Ja akceptuję, podoba mi się. Co prawda więcej w nim groteski, humoru no i turpizmu niż horroru, a dramat też nie wygląda poważnie, ale to bez znaczenia.
Można by powiedzieć, zwłaszcza na pierwszy rzut oka, że w tego rodzaju tekście można wstawić wszystko, na pewno wymyka się on tradycyjnym ocenom, jednak pewne rzeczy mogą razić, przy uważniejszej lekturze, pojawią się zgrzyty i chropowatości. Spróbujmy je wyłapać:

ohoho, ech – teoretycznie powinno być pisane przez „ch”.

Usuń tego typu określenia; brzmią szczeniacko, deprecjonują: srająki, sradio, sranica, sryjowo.
Jebowo też mi się nie podoba.

Muzyka jeszcze nie trup, co jest w tym urządzeniu małym, co dostałem. Nie w discmanie. W tym nowszym takim. Tym innym.

Skoro nie ma elektryczności, to baterie na długo nie starczą (chyba, że masz ich zapas).

Spiker mówił, że na wypadek gdy:

Urywasz po „gdy”; może warto by przedstawić zakładaną okoliczność/sytuację.

10 kilo.

„10” powinno się napisać słownie. I tutaj też chyba będzie tak lepiej wyglądało.

Śmierdzi. W domu mi śmierdzi trupami. W tym burdelu. Śmierdzi i jest mi zimno, choć mam palto i koc.

Powtórzone „mi”. Jedno należałoby usunąć. Ja bym usunął oba – będzie lepiej.

Nie mam, aż takiej woli życia.

Przecinek niepotrzebny.

8 dni. Albo już 9 nawet. Dziewięć dni. Tydzień + 2. Koszmar.

Liczby – patrz wyżej. Uwzględniając charakter tekstu, „2” zostawiłbym jako cyfrę.

Jutro oślepię kota zapałkami.

To zdanie mnie drażni. Tego z lewej, w moim awatarze też.

Ten napuchł.

Teoretycznie nie powinien. Chyba, że z wody wyjęty, topielcy często puchną.

Jest około 14.

Tu zdecydowanie powinno byś słownie.

Znów sram. Sram i tupię nogą do tej piosenki.

Ten motyw mi nie odpowiada. Jak dla mnie obrzydliwy po prostu i prymitywny. Rozumiem intencję, ale nie robi to korzystnego wrażenia.

Tak mi dopomóż krrruuuuuuuuukkkkkkkkkkkkk....

To się jakoś niczym nie tłumaczy. Skąd ten wydłużony kruk?

Obszedłem tylko jedno piętro. Te nade mną.

To nade mną. Liczba pojedyncza.

Generalnie jest to bardzo starannie napisane i skomponowane w przemyślany sposób, prawie bez technicznych błędów. Pierwsze wrażenie sprawia, że odbiera się to trochę jako chaos, ale jednak jest tu zawarty porządek i plan, co sprawia, że czyta się dobrze i płynnie. Udane porównania i niezłe dobrane słownictwo, celnie wyrażone uczucia bohatera. Może brakuje kilku dodatkowych zdań opisujących mieszkanie i charakter jego pomieszczeń.
No i jeśli miała to być policja, to jednak cywilizacja tak do końca nie zdechła.

P.S. Znałem kota, perskiego kota, który spadł z wysokiego trzeciego piętra na płyty chodnikowe. Przeżył i sam się pozbierał. Tylko łebek mu się przekrzywił o ponad czterdzieści pięć stopni i tak mu już zostało.



Awatar użytkownika
El Nino
Szkolny pisarzyna
Posty: 41
Rejestracja: pn 21 kwie 2014, 17:40
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: El Nino » pt 23 maja 2014, 17:15

Dziękuję za komentarz. Postaram się jakoś do niego ustosunkować.
Więc tak:
Na samym początku bardzo słuszna uwaga. W takim tekście można naprawdę zamieścić wiele. I do samego końca nie byłem pewny czy przygodę z Wery zacząć właśnie od tego. Zastanawiałem się czy nie lepiej wstawić coś bardziej tradycyjnego. W końcu jednak wrzuciłem to, bo łatwiej mi było przyszykować linię obrony przed ewentualnymi kopami. Jak pojawi się babol, mogę mówić, że nie mój tylko wariata znajdującego się w ostatnim stadium szaleństwa. Taki był wstępny plan.
Dobrze. Spróbuję odpowiedzieć na zarzuty.
Może najpierw, co do przecinków. Mam z nimi spory problem i do każdego wytkniętego w tym aspekcie błędu jak najbardziej się przychylam. Niby zasady (jako tako) znam, ale czasem stawiam przecinki intuicyjnie. Wiem, tak się nie godzi, ale cóż.

Gorgiasz pisze:ohoho, ech – teoretycznie powinno być pisane przez „ch”.

Usuń tego typu określenia; brzmią szczeniacko, deprecjonują: srająki, sradio, sranica, sryjowo.
Jebowo też mi się nie podoba.


Pierwsze. Hmm, zupełnie o tym nie pomyślałem. - Fakt
Drugie. Być może są w nadmiarze. Może powinna odpaść sranica, jebowo i srająki. Chciałem jednak jakoś unaocznić chwilową utratę poczytalności bohatera. I jego napady szału.


Gorgiasz pisze:Skoro nie ma elektryczności, to baterie na długo nie starczą (chyba, że masz ich zapas).

Nigdzie nie jest napisane, że wystarczą. Nie mniej, póki co, są.

Gorgiasz pisze:Urywasz po „gdy”; może warto by przedstawić zakładaną okoliczność/sytuację.

Może warto, może nie. To gdybanie. Ja się zdecydowałem nie rozjaśniać i chyba tak już zostanie.

Gorgiasz pisze:„10” powinno się napisać słownie. I tutaj też chyba będzie tak lepiej wyglądało.

Tak, tak. Tutaj chyba racja. Parokrotnie chciałem to nawet zmienić, ale uznałem, że bohater o takim podłożu psychicznym nie będzie sobie zawracał tym głowy. W senie, chciałem oddać efekt zaniedbania przez pośpiech, teraz jednak wątpliwości powracają.

Gorgiasz pisze:Powtórzone „mi”. Jedno należałoby usunąć. Ja bym usunął oba – będzie lepiej.

Drugie mi pewnie tak. Co do pierwszego, nie jestem przekonany. Nie mam argumentów. Jakoś mi się tak po prostu komponuje.

Gorgiasz pisze:Cytat:
Jutro oślepię kota zapałkami.

To zdanie mnie drażni. Tego z lewej, w moim awatarze też.

Oj, to na pewno zostaje.

Gorgiasz pisze:Cytat:
Ten napuchł.

Teoretycznie nie powinien. Chyba, że z wody wyjęty, topielcy często puchną.

Ciekawe. Muszę się nad tym głębiej zastanowić.

Gorgiasz pisze:Znów sram. Sram i tupię nogą do tej piosenki.

Ten motyw mi nie odpowiada. Jak dla mnie obrzydliwy po prostu i prymitywny. Rozumiem intencję, ale nie robi to korzystnego wrażenia.

Rzecz gustu chyba. Jedni lubią dosadność, inni nie. Poczekam na jeszcze jakieś opinie w tym względzie.

Gorgiasz pisze:Cytat:
Tak mi dopomóż krrruuuuuuuuukkkkkkkkkkkkk....

To się jakoś niczym nie tłumaczy. Skąd ten wydłużony kruk?

Tak. To może być błąd. Niby w alternatywnym (połączonym z tym) opowiadaniu kruk, by się chyba obronił. Tak tu, w opowiadaniu, które ma być odbierane jako zamknięty, całkowicie skończony i niezależny twór, faktycznie może razić.

Gorgiasz pisze:To nade mną. Liczba pojedyncza.

Nie mam pytań. Mój ewidentny błąd.

Gorgiasz pisze:Generalnie jest to bardzo starannie napisane i skomponowane w przemyślany sposób, prawie bez technicznych błędów. Pierwsze wrażenie sprawia, że odbiera się to trochę jako chaos, ale jednak jest tu zawarty porządek i plan, co sprawia, że czyta się dobrze i płynnie. Udane porównania i niezłe dobrane słownictwo, celnie wyrażone uczucia bohatera. Może brakuje kilku dodatkowych zdań opisujących mieszkanie i charakter jego pomieszczeń.
No i jeśli miała to być policja, to jednak cywilizacja tak do końca nie zdechła.

To akurat ciekawe, bo opko zostało napisanie niemalże pismem automatycznym. Oczywiście były korekty, korekty, korekty, ale sam trzon, to ok godzina piętnaście pracy.
Co zaś się tyczy policji, to to, że ktoś dobija się do drzwi i krzyczy, że jest policjantem, nie musi oznaczać, że naprawdę nim jest.
Zakończenie pozostawiłem otwarte. Może cywilizacja zdechła, może nie. :/

Gorgiasz pisze:P.S. Znałem kota, perskiego kota, który spadł z wysokiego trzeciego piętra na płyty chodnikowe. Przeżył i sam się pozbierał. Tylko łebek mu się przekrzywił o ponad czterdzieści pięć stopni i tak mu już zostało.

W tej materii mogę się poszczycić znajomością z takim jednym, (znajomym prędzej, niż kolegą) który jak był mały wypadł z piątego piętra i spadł na krzaki pod blokiem. Coś tam miał z żebrami, ale nic więcej.
Żyje. Łepek ma prosty.
Swoją drogą faktycznie oba wypadki wydarzyły się z pięter nieparzystych, więc może rzeczywiście coś w tym jest?

No i na koniec dziękuję oczywiście za bliższe przyjrzenie się opku. Wiadomo, czym więcej par oczu, czym więcej toków myślenia, tym lepiej.


"Niczego się nie obawiam, bo niczego nie mam" - M. Luter.

Online
Awatar użytkownika
Filip
Pisarz pokoleń
Posty: 1130
Rejestracja: sob 31 gru 2011, 12:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Filip » pt 23 maja 2014, 19:49

To zostaw koniecznie: Jutro oślepię kota zapałkami. I to: I broń. Weź broń. Usiądź i broń swego domu. I to: Siedzi emeryt na ławeczce. I nie siedzi emeryt na ławeczce. Spaceruje pani z dzieckiem. I nie spaceruje pani z dzieckiem. I jeszcze dużo fajnych zdań-kluczy, które znalazłem w tekście, a których nie chce mi się wymieniać ;).
Ogólnie, to podobał mi się fajny rytm tego opka (Ktoś, kto wczoraj wrzeszczał na korytarzu - ten co się czołgał nim umarł), podoba mi się zamysł i wykonanie. Nie podoba mi się lekki nadmiar wulgaryzmów i zapis (jakoś to wszystko jest rozstrzelone - nie podobało mi się ciągłe przerzucanie zdań do nowego akapitu) oraz brak miejsc w tekście, gdzie czytacz mógłby złapać oddech.
Ten tekst, po dopracowaniu, mógłby być naprawdę b. dobry.


Coś tam było? Człowiek! Może dostał? Może!

Awatar użytkownika
El Nino
Szkolny pisarzyna
Posty: 41
Rejestracja: pn 21 kwie 2014, 17:40
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: El Nino » sob 24 maja 2014, 08:14

A dziękuję bardzo.
Trzonu opowiadania zmieniać nie zamierzam, ale kilka rzeczy, na które zwrócił mi uwagę Gorgiasz jak najbardziej. Swoją droga to dziwne, że wałkujemy własny tekst po wielokroć, a kilka baboli zawsze się jakoś prześlizgnie. No, ale cóż. Prawdopodobnie taki żywot partacza :/
Co do namiaru przekleństw nie wiem, jak się do tego zarzutu ustosunkować. To chyba zależy, jaką kto ma na to tolerancję. Ja nie stronię od akcentowania "mięsem" stanu emocjonalnego bohaterów. I często używam tego typu zwrotów, chociażby w dialogach.
Natomiast bywa, że drażni mnie, jeśli pojawia się nadmiar wulgaryzmów w narracji. Wtedy tak. Argumenty na rzucanie ku***mi przy opisie płynącej przez lasek rzeczki powinny być chyba mocniejsze.
Co do rozstrzelania w opku.. Kurde, chyba tak. Nawet na pewno tak. Boję się jednak, żeby niechcący nie przedłubać. Ciągłe i usilne upiększanie, to...
No nie wiem sam.
W każdym razie jeszcze raz dziękuję. Każda opinia (zarówno ta na bee, jak ta na cacy) złota poblask ma.


"Niczego się nie obawiam, bo niczego nie mam" - M. Luter.

Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 780
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » sob 24 maja 2014, 19:36

Ech, musiałem, mimo innych, mocno pilnych zajęć. To jest, kurza twarz, bardzo dobre opko. Trochę szkoda, bo spaliłeś murowanego (choć potencjalnego) laureata Ciemnej Strony Mocy :-P

Zero komentarza narracyjnego, wyjaśnień, sraśnień, opisów, ascetyczna forma - i świetne studium szaleństwa (właściwie wcale nie szalonego, jeśli przyjąć za dobrą monetę wersję z autentycznym końcem świata) oparte na monologu. A człowiek jest istotą monologującą, zwłaszcza w takich warunkach, w jakich ją umieściłeś.
I ten monolog niczym nie jest ograniczony, bo wkoło rozpad i w środku rozpad i nie ma żadnych hamulców, więc zupełnie nie rażą mnie wulgaryzmy oraz słowne przedrzeźnianki, które lekko zirytowały Gorga. Ale on jest osobą bardzo kulturalną, do tego artystycznie uzdolnioną, a ja - nie :-P

Dla mnie - true, true, true.

Jest drobiazgów do poprawienia trochę, istotnie zdania gdzieniegdzie mogłyby się łączyć w nieco dłuższe ciągi, zdolność kojarzenia myśli w łańcuchy umiera chyba stopniowo, a nawet jeśli nie, to literacko taki zabieg byłby bardzo na miejscu.

Dobra, naprawdę dobra robota, mimo pozornego wizualnego pokrewieństwa z pierwszymi, nastoletnimi galopami początkujących pisarzy.



Awatar użytkownika
El Nino
Szkolny pisarzyna
Posty: 41
Rejestracja: pn 21 kwie 2014, 17:40
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: El Nino » ndz 25 maja 2014, 11:35

Ło Matko.
Dzięki bardzo za koment. Tym bardziej, że jak piszesz, zajęć opór. Fajnie, że ktoś podziela moją wizję. Dodaje to na pewno prądu do dalszej pracy.
Co zaś się tyczy tego, że zdania mogłyby się łączyć w dłuższe ciągi. To fakt. Mogłyby. Jednak, jak już pisałem, boję się, by czegoś tu nie przedłubać. Co innego wywalić przecinek, czy kilka słów. A co innego, wszystko jeszcze raz przemodelować.
Nie. Raczej nie mam odwagi do takich ruchów. Choć oczywiście, jeśli podobnych opinii (najlepiej wraz z dokładnymi sugestiami :P ) będzie więcej, to się jeszcze raz zastanowię.
A teraz to.
Leszek Pipka pisze:Ech, musiałem, mimo innych, mocno pilnych zajęć. To jest, kurza twarz, bardzo dobre opko. Trochę szkoda, bo spaliłeś murowanego (choć potencjalnego) laureata Ciemnej Strony Mocy :-P

Cóż. Jestem tu nowy i jakoś tak... Nie za bardzo wiem o co kaman tą Mocą. To jakiś konkurs czy coś?
Ktoś będzie łaskaw rozjaśnić?


"Niczego się nie obawiam, bo niczego nie mam" - M. Luter.


Awatar użytkownika
Leszek Pipka
Akcelerator
Akcelerator
Posty: 780
Rejestracja: śr 16 sty 2013, 16:24
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Leszek Pipka » ndz 25 maja 2014, 12:52

Ni ma letko, ni ma to tamto, nie ma, że boli.

Natchnienie to jedno, szlifowanie formy to drugie. Piszesz wersję numer 2, numer 3, numer... ile będzie trzeba. Aż słowo ujęte w formę zadzwoni, jak dzwon.
Taka karma.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości